Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clyde Greengrass. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clyde Greengrass. Pokaż wszystkie posty

2017/04/12

Miniaturka #2 "Kompleks Boga"

12 komentarzy:


Regulus

Siedziałem przy stole na Grimmauld Place 12, gdzie moi rodzice zaprosili na uroczysty obiad brata mojej matki – Cygnusa wraz z żoną, a także Andromedą, Narcyzą i Bellatrix, Dwie ostatnie  przyszły ze swoimi narzeczonymi –Lucjuszem Malfoyem i Rudolfem Lestrange. Oboje zostali Śmierciożercami, tak jak ja i Bellatrix. Od samego początku wysłuchiwałem wychwalania Czarnego Pana, jego idei i sposobów na pozbycie się mugolaków. Nie odzywałem się słowem słuchając rodziny dla której nic się nie liczyło prócz czystości krwi.
– Jestem dumna z mojego syna Regulusa. W tak młodym wieku wie co jest ważne i jaki powinien być prawdziwy Black – mówiła Walburga. – Mam nadzieję, że znajdzie sobie dobrą, czystokrwistą partnerkę i przedłuży nasz wspaniały ród – powiedziała dumnie i spojrzała na mnie. Wykrzywiłem usta na znak uśmiechu i spojrzałem na Bellatrix, która przypatrywała mi się.
Jestem mistrzem w opanowaniu zaklęcia zapomnienia, ale pewnych rzeczy nie mogłem zmodyfikować. Jak tego, że przez parę miesięcy byłem partnerem Dorcas za czasów panowania Clyde’a Greengrassa. Od tego czasu Bella zaczęła mi się przypatrywać, a gdy Clyde zginął, a ja powiedziałem im, że Meadowes od razu porzuciła wszystko co z nami związane, to nie uwierzyła mi do końca. Wiedziałem, że obserwuje mnie i czeka na potwierdzenie, że nadal się z nią widuje.
Nie myliła się.
Mam szczęście, że nikt nie potrafi ukrywać swoich prawdziwych emocji tak jak ja. Jestem zimnym draniem, który potrafi być bezwzględny i nieczuły na cierpienie innych.
– Szkoda, że Twój starszy syn Walburgo okazał się całkowitym niewypałem – rzekł Cygnus popijając czerwone wino.
– Nie wspominaj o nim w tym domu, Cygnusie! – warknęła i kontynuowała – Ja nie mam innego syna prócz Regulusa.
– Cygnusie, nie rozmawiajmy na takie tematy – powiedziała Druella patrząc przepraszająco na moich rodziców. Zakończyła i zmieniła temat rozmowy na Czarnego Pana.
Po skończonym obiedzie ojciec z wujem poszli zapalić cygaro, a matka z ciotką zajęły się rozmową o ślubie Bellatrix i Narcyzy.
– Stworek, posprzątaj to! – krzyknęła Walburga na odchodne, a nasz skrzat domowy pojawił się w mgnieniu oka.
– Tak jest moja pani. Stworek jest dumny, że może służyć szlachetnemu rodowi Blacków! – Skrzat ukłonił się nisko, a ja uśmiechnąłem się do niego po kryjomu. Widząc to w jego oczach zalśniły łzy, znów się skłonił i wziął się za zleconą pracę.
Ja wraz z kuzynkami i ich partnerami udałem się do salonu, gdzie usadowiliśmy się na kanapach, by odpocząć po obiedzie.
– Zdrajcy własnej krwi – warknęła Bellatrix przyglądając się wypalonym miejscą na ogromnym gobelinie z drzewem genealogicznym, który pokrywał całą ścianę.
– Nie mówmy o nich, nie są tego warci – powiedział Rudolf, który rozłożył się na kanapie. – Niedługo zacznie się nasz ostatni rok w Hogwarcie, wiecie co to oznacza? Po skończeniu szkoły wstąpimy na stałe w szeregi Czarnego Pana. – Uśmiechnął się dumnie i spojrzał na Lucjusza, który pokiwał głową na znak zgody.
– Narcyzo, Ty też powinnaś wstąpić w nasze szeregi. – Bella spojrzała na siostrę i uniosła brwi do góry.
– Nie nadaję się do tego Bella, rozmawiałyśmy o tym. Cieszę się, że Ty i mój przyszły mąż to zrobiliście. Jestem z was bardzo dumna. – Posłała jej uśmiech, a czarnowłosa pokiwała na znak zrozumienia.
– Moja narzeczona będzie miała takie życie jakie sobie zamarzy, Bello. – Lucjusz odwrócił się w stronę czarnowłosej.
– Na pewno – odpowiedziała kpiąco. – My z Rudolfem poświęcimy się słudze Czarnemu Panu. Będziemy jego najwierniejszymi zwolennikami – rzekła a oczy zabłyszczały jej ze szczęścia.
– Obyś nie cieszyła się za wcześnie – odparłem przyglądając się jej.
– A co to ma znaczyć? – warknęła w moją stronę.
– To, że takich jak Ty jest wiele i Czarny Pan może wybrać sobie kogokolwiek – zakpiłem nie spuszczając z niej wzroku.
– Jeszcze się zdziwisz, Black – syknęła. – Andromedo, kiedy w końcu znajdziesz sobie godnego narzeczonego? Jesteś starsza od Cyzi, a nadal nie znalazłaś godnego kandydata? – zwróciła się do swojej siostry.
– W odpowiednim czasie – odpowiedziała bawiąc się swoimi włosami. Wiedziałem doskonale, że przebywanie w naszym towarzystwie było dla niej po prostu karą. Jej poglądy zdecydowanie różniły się od poglądów całej rodziny.
– Chyba nie chcesz skończyć jak Twój kuzyn, Syriuszek? – zakpił Rudolf wpatrując się w brązowowłosą.
– To nie Twoja sprawa – warknęła do niego.
– Uspokój się siostro, bo chyba za dużo sobie pozwalasz – wycedziła Bella przybliżając się do dziewczyny. – Spróbuj tylko splamić honor Blacków, a obiecuję Ci, że pożałujesz tego. – Spojrzała jej prosto w oczy, ale Andromeda nie przestraszyła się jej gróźb.
– To moje życie i będę żyła zgodnie ze swoimi przekonaniami, nie waszymi, Bello. – Narcyza przyglądała się całej sytuacji nie wiedząc po której stronie stanąć. Blondwłosa była najmłodsza z rodzeństwa i zawsze stawała po stronie najstarszej siostry. Tak się stało i tym razem.
– Bella ma rację, Andromedo. Pomyśl, może Travers? Albo Avery? Są z Nienaruszalnej Dwudziestki Ósemki i popierają nasze poglądy – zaproponowała Narcyza.
– Kiedy o tym postanowię, na pewno dowiecie się jako pierwsze – zapewniła nie patrząc na nikogo.
A ja wiedziałem. Przyłapałem ją raz z Tedem Tonksem, który był mugolskiego pochodzenia. Przeraziła się i błagała mnie bym zachował to dla siebie. Zgodziłem się nie wiedząc czemu i nie miałem zamiaru nikomu o tym mówić. Równie dobrze mogę kłamać, że nigdy o tym nie wiedziałem. Rodzina nawet nie domyśli się, że mógłbym coś zrobić przeciwko nim. Nie mam już wyboru.
Zostając tutaj skazałem się na los gorszy niż większość może sobie wyobrazić. Wpajane od lat wartości przez moich rodziców miały być pielęgnowane, a skoro Syriusz odwrócił się od wszystkich i uciekł z domu, cały ten bajzel został mi zrzucony na głowę. Musiałem wstąpić do szeregów Czarnego Pana, bo tego oczekiwali ode mnie rodzice. Mój starszy brat uciekając przypieczętował moje stanowisko w tym wszystkim. Nie mogę się wycofać, jeżeli to zrobię czeka mnie pewna śmierć. Już od dawna nie czułem się gotowy udźwignąć to wszystko, ale byłem mistrzem w kamuflowaniu się.
Jedyną osobą, która potrafiła mnie przejrzeć był sam Clyde Greengrass, który teraz gnije na dnie rzeki. W święta, przed jego początkiem nauki w Hogwarcie, odwiedził nas wraz z ojcem i jego partnerką, która okazała się matką Dorcas. Oczywiście nie obyło się bez wychwalań mojej matki na mój temat, a Eva nie pozostała dłużna i tak samo wychwalała swojego pasierba.
Gdy zostałem z Clydem sam na sam zauważyłem, że uśmiecha się do mnie kpiąco. Zwężyłem oczy i czekałem na jego ruch.
– Nie jesteś taki idealny jakim Twoja mamusia Cię opisuje. – Zaśmiał się i spojrzał na mnie wyczekująco. Biła od niego aura prawdziwego zła.
– O czym Ty mówisz? – zapytałem lodowatym głosem.
– Dobrze wiesz  o czym. Mogę się oczywiście mylić, ale swoją lojalność udowodnisz mi w Hogwarcie. Czarny Pan kontaktował się ze mną. Mamy zadanie do wykonania – powiedział dumnie.
– Jakie zadanie? – Zmarszczyłem brwi.
– Dowiesz się w swoim czasie – odparł, a w tym momencie do jadalni wrócili nasi rodzice.
Sprawa była prosta. Musiałem pozbyć się Greengrassa jak najszybciej, póki nikomu nie powiedział o moich prawdziwych rozterkach. Plan klarował się w mojej głowie od dawna, lecz gdy poznałem Dorcas całe moje życie odwróciło się do góry nogami. Brązowowłosa była inna niż wszystkie poznane przeze mnie osoby. Mimo wyłączenia swojego człowieczeństwa potrafiłem w niej dostrzec dobro, które aż było od niej. Potrafiła być twarda, bezwzględna i cyniczna, ale w głębi serca była lojalna, uczuciowa i dobra. Po prostu dobra. Miesiące, które z nią spędziłem były moimi najlepszymi od lat. Zaufałem jej a ona zaufała mi. Było między nami coś, czego nie potrafiłem wyjaśnić. Wiedziałem, że kocha mojego brata i jest z nim związana, ale mimo tego jakaś część mnie pragnęła, żeby brązowowłosa była ze mną nie z nim. Jednak nigdy nie uczyniłem niczego co mogłoby zmienić uczucia Dorcas. Tylko dlatego tego nie zrobiłem, bo zdawałem sobie sprawę jak bardzo moje życie jest niebezpieczne i gdyby choć jedna osoba się o tym dowiedziała to oboje byśmy już nie żyli. Nie mogę narażać jej życia na niebezpieczeństwo, akurat w tym aspekcie mój brat jest dla niej lepszy. Jednak najgorsze jest uczucie niepewności i świadomość, że nie jestem jej obojętny. Dziewczyna nie chce się przyznać przed samą sobą, że czuje coś do mnie, a ja jak na złość nie ułatwiam jej tego. Mieszam jej w głowie, zachowuję się dwuznacznie, nie do końca jak przyjaciel.
– Reg, nie rób tak. Mieszasz mi w głowie – przyznała któregoś razu, gdy siedzieliśmy w naszym tajnym miejscu, a ja wsadziłem jej kosmyk włosów za ucho.
– To takie złe? – zapytałem wpatrując się w jej oczy.
– Przyjaźnimy się. Pamiętaj o tym – szepnęła, lecz widziałem jak jej policzki lekko zaróżowiły się. Uśmiechnąłem się do niej i podniosłem ręce na znak kapitulacji. Zaśmiała się i dała mi kuksańca w bok.
Miło było wracać do tamtych chwil, gdzie było prościej. Teraz od końca roku szkolnego brązowowłosa nie odzywa się do mnie, a ja wiedziałem, że pod koniec roku szkolnego zauważyła u mnie Mroczny Znak. Wtedy jeszcze nie wiedziała co konkretnie to oznacza, ale później Prorok Codzienny rozpisywał się o tym przez długi czas. Musiałem się z nią zobaczyć i wytłumaczyć jej wszystko, a przynajmniej to co mogę jej wytłumaczyć. Miałem nadzieję, że przyjdzie na spotkanie, które zaproponowałem jej zaraz po Uczcie Powitalnej. Pewnie Syriusz już na dobre będzie chciał mnie zabić.
Był koniec roku szkolnego, gdy szedłem samotnie korytarzem kierując się do łazienki. Wychodząc zza rogu zauważyłem mojego brata z Potterem, którzy szli wprost na mnie.
– Co tu robisz? – zapytał mnie Syriusz bacznie mi się przyglądając. – Nie powinieneś być na jakimś egzaminie?
– Myślę, że to nie Twoja sprawa, Syriuszu – odpowiedziałem zgodnie z prawdą nie spuszczając z niego wzroku na co prychnął wykrzywiając usta.
– Ale moją sprawą jest Dorcas. – Przybliżył się do mnie.
– Co Ty nie powiesz – odparłem uśmiechając się kpiąco.
– Ostrzegam Cię. Niech dowiem się o czymkolwiek, a już nic Cię nie uratuje – zagroził i razem z Potterem wyminęli mnie i poszli w swoją stronę.
Arogancki kretyn. Zawsze wydawało mu się, że wszystko mu się należy. Biedny Syriusz Black ma okropną rodzinę i nikt nie ma tak źle jak on. Idiota, który widzi tylko czubek własnego nosa. W młodości byliśmy ze sobą naprawdę zżyci, lecz gdy trafił do Gryffindoru to wszystko się zmieniło. Nie przeczę, że nie zachowywałem się jak dobry brat, ale Syriusz nigdy nie chciał dostrzec we mnie jakieś cząstki.. dobra. Dobra, które dostrzegła Dorcas.
Westchnąłem głośno, a moje rozmyślania przerwał Lucjusz Malfoy.
– Black, zdajesz sobie sprawę, że będziemy musieli jak na razie nie afiszować się z należnością do Śmierciożerców? – spytał.
– Nie jestem idiotą, Malfoy. Wiem o tym – odpowiedziałem dość niegrzecznie. Blondwłosy jest tak irytującym osobnikiem, że zastanawiam się jak w przyszłym życiu Narcyza z nim wytrzyma.
Rudolf Lestrange nie jest lepszy, ale osobiście uważam, że jest mądrzejszy, ale jako obsesyjny fanatyk Czarnego Pana – tak samo jak Bellatrix – nie ma szans na normalne życie. Chociaż przynajmniej on i Bella pasują do siebie idealnie. Zaaranżowane małżeństwo, te same przekonania i zachowania z całkowitym brakiem miłości między tą dwójką.
– Orionie, Walburgo bardzo dziękujemy za zaproszenie na dzisiejszy obiad. Mam nadzieję, że niebawem znów się spotkamy, siostro – rzekł Cygnus żegnając się z rodzicami.
– Cygnus ma rację. Następnym razem spotkamy się u nas – dodała Druella i uściskała moją matkę.
– Oczywiście. Trzymajcie się i pozdrów swojego brata Druello. – Walburga uśmiechnęła się i odprowadziła gości.
– Do zobaczenia w szkole. – Bella pożegnała się kulturalnie, a ja zastanawiałem się jak idealną córkę gra dla rodziców. Pewnie tak samo idealną jak ja dla swoich.
– Do zobaczenia – odpowiedziałem miło i uśmiechnąłem się do wszystkich.
To będzie trudny rok. Co z tego, że dobrze zdałem SUMy skoro do niczego mi się to nie przyda? Był to tylko kolejny powód do tego, by uszczęśliwić matkę, która świata poza mną nie widziała. Życie, które wybrała moja rodzina było wyboiste i pełne cierpienia, nieszczęścia i śmierci, która czyhała na mnie codziennie za rogiem.
Już nic mnie nie uratuje.

Dodatek troszkę wcześniej niż przypuszczałam! Przyznam się, że pokochałam postać Regulusa i jego kreację w moim opowiadaniu. Musiałam aż o nim napisać i tym akcentem całkowicie zamykam Część Pierwszą. Kolejny rozdział już z Części Drugiej postaram się opublikować już niedługo! Bądźcie cierpliwi i dziękuję Wam kochani za to, że jesteście.
PS. Zapraszam do zakładki Part 2: Bohaterowie, która właśnie została opublikowana! Pozdrawiam <3

2017/03/03

Rozdział 16 "Jasne oblicze śmierci"

19 komentarzy:

Syriusz

Nadszedł ten długo oczekiwany dzień dla Dorcas. Nie byłem z tego zadowolony, czułem, że wydarzy się coś niedobrego. Zjawiliśmy się wszyscy, prócz Petera, który miał kryć naszą nieobecność. Byłem ja, Lily i James, Mary i Remus, Marlena i Angus oraz Emmelina i Will. Staliśmy obok wejścia do Zakazanego Lasu i czekaliśmy na Dorcas i Regulusa. Widok mojego brata z dziewczyną przywołał kolejną falę gniewu. Nie rozumiałem ich przyjaźni i byłem pewny że Regulusowi nie można ufać, ale brązowowłosa uparła się. Nie wierzyłem w jego cudowną zmianę, tym bardziej że znam go nie od dziś. Chyba, że on.. czuł coś do Dorcas. A ona.. czuła coś do niego. Wiedziałem to.
Stanęliśmy z Regulusem naprzeciwko siebie mierzyliśmy się wzrokiem.
– Jedna noc – uściśniłem i podałem mu ręke.
– Jedna – odpowiedział odwzajemnił uścisk. Dorcas popatrzyła na mnie z ulgą. Zapewne bała się, że zaraz rozpętam tutaj wojnę. Wojna czekała, ale przed nami. Zagłębialiśmy się dalej i dalej w Zakazany Las, a każdy dźwięk stawiał nas na baczność. Trzymaliśmy różdżki wysoko nad głową i obserowaliśmy.
– Sprawdź Mapę – polecił Remus i spojrzał na Jamesa.
– Widzę go, ale.. nie jest sam. Jest z nim Barty Crouch Jr, Bellatrix Black, Rudolf  i Rabastan Lestrange.
– Tak jak myślałem – mruknął młodszy Black. – Musimy ich wziąć z zaskoczenia, tak by Greengrass został sam.
– A potem co? Zwiążesz go? – spytałem z ironią.
– Nie. Zabiję go – oznajmił lodowatym głosem i wyszedł przed szereg. Dorcas od razu poszła za nim. Przymknąłem na chwilę powieki.
Weź się w garść, Black.
Zagłębiliśmy się tak daleko w Las, aż doszliśmy do małej chatki nad urwiskiem gdzie płynęła rzeka. Światło dawała jedynie mała lampa przed chatą, a urwisko obok było na tyle strome, że spadając nie ma szans na przeżycie. Przełknąłem ślinę. Coś mi tutaj nie pasowało. Podeszliśmy na tyle blisko, by móc ujrzeć w oknie co się dzieje.
– Mamy problem – zakomunikował młody Meadowes, a gdy się odwróciliśmy zobaczyliśmy o co mu chodzi.
Zostaliśmy otoczeni przez Inferiusy. Ożywione zwłoki wpatrywały się w nas zamglonym wzrokiem, a wygląd blado-białej skóry przerażał. Cofnąłem się krok do tyłu i kątem oka spostrzegłem, że mina wszystkich zgromadzonych stężała. Rozdzieliły nas. Nagle drzwi chaty się otworzyły, a w nich stanął sam Clyde Greengrass i szerokim uśmiechem na twarzy.
– Proszę, proszę kogo my tu mamy – Clyde rozłożył ręce i uśmiechnął się do nas - Świetna robota, Regulusie.
Wiedziałem.
Dlaczego do jasnej cholery pozwoliłem, żeby to się stało? Od początku wiedziałem, że mój brat jest tylko i wyłącznie plugawym fanatykiem Czarnej Magii i Voldemorta, a mimo to dałem się tak łatwo podejść i przez to wpadliśmy w pułapkę. Greengrass wiedział o wszystkim. I przez co to wszystko? Przez to, że bardziej interesowały mnie uczucia jego i Dorcas niż prawdziwe powody jego zachowania.
– Jak mogłeś?! – syknęła Dorcas i spojrzała na młodego Blacka. – Ufałam Ci! A Ty zaprowadziłeś nas prosto w paszczę lwa!
– Pochlebiasz mi, Meadowes – odpowiedział i spojrzał na brązowowłosą. Zauważyłem, że dziewczynie zaczynają lecieć po policzkach łzy.
Byłem wściekły.
– Rudolf, Rabastan zabierzcie ich do piwnicy i pilnujcie dopóki nie przyjdę, a Ty, Bello, zaproś rodzeństwo Meadowes do środka – rozkazał i wszedł do chaty. Regulus uśmiechnął się tylko i wszedł do środka za Greengrassem.
– Crucio! – krzyknęła moja kuzynka i skierowała różdżkę w stronę Dorcas.
Dziewczyna momentalnie upadła na ziemię i zaczęła krzyczeć z bólu. Krew we mnie zawrzała, chciałem podejść, ale Inferiusy zagrodziły mi drogę. Cofnąłem się. Nie mogłem pozwolić, żeby któryś z nich mnie dotknął. Bellatrix podeszła do dziewczyny i patrzyła na nią z pogardą. 
– Wchodźcie do środka, albo oni się wami zajmą – warknęła i spojrzała na rodzeństwo. Will w mgieniu oka podszedł do siostry i pomógł jej wstać. Razem weszli do środka, a ja mogłem tylko dostrzec przestraszony wzrok mojej ukochanej, która spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem.
Pomoż mi.
Znaleźliśmy się między młotem a kowadłem. Za nami czekały Inferiusy, które mogły nas zaatakować w każdej chwili, a przed nami stanęli bracia Lestrange z wysoko uniesionymi różdżkami. Nie mieliśmy szans, by się obronić. Nie możemy pozwolić na to, by komuś z nas stała się krzywda.
– Incarcerous! – krzyknęli oboje i skierowali różdżki w nasze strony. Momentalnie poczuliśmy jak magiczne liny krępują nasze ciała i upadliśmy wszyscy na ziemię.
– Mobilicorpus! – zawołał starszy Lestrange, a nasze ciała uniosły się do góry. Bracia Lestrange przelewitowali nas do piwnicy, która mieściła się obok chaty, a następnie zakuli w łańcuchy.
– Jak to jest być pieskami na posyłki, co Lestrange? – warknął Angus, kiedy Rudolf przykuwał go do ściany.
– Crucio! – Wycelował różdżką, a fala przerażającej energii zaczęła sprawiać Angusowi potworny ból.
– Przestań! – zawyła Marlena ze łzami w oczach. 
Żadne z nich nie poprzestało. Torturowali nas dla zabawy. Nie wiedziałem ile jeszcze jestem w stanie znieść, ani ile w stanie są znieść moi przyjaciele. Byliśmy bezbronni, bez różdżek, a życiu Dorcas zagrażało niebezpieczeństwo. 

Wszystkim nam zagrażało niebezpieczeństwo.

Dorcas

Razem z Willem zostaliśmy przywiązani do krzeseł w chacie, która składała się tylko z jednego pomieszczenia, którym był salon połączony z kuchnią. Nie potrafiłam już udawać, że daję sobie z tym wszystkim radę. Naraziłam moich przyjaciół na śmierć i okrutne tortury, a wszystko to z powodu zemsty.
– Myślałem, że jesteś twardsza, droga Dorcas – usłyszałam uprzejmy głos Clyde'a od którego momentalnie zachciało mi się wymiotować. – Chyba dość niedawno musiałaś włączyć swoje człowieczeństwo, czyż nie?
Spuściłam głowę, by móc na niego nie patrzeć. Miałam już tego wszystkiego serdecznie dość. Kątem oka zwróciłam uwagę, że Regulus mi się przygląda, a ja w tym czasie niewidocznie próbowałam wydostać się z węzła.
– Patrz na mnie jak do Ciebie mówię – warknął, przybliżył się do mnie i brutalnie złapał za brodę. Spojrzałam w jego oczy i jedyne co mogłam dostrzec to chęć mordu. Patrzyłam w oczy szaleńca. Poczułam jak lina luzuje się. Jeszcze trochę i uda mi się z niej wyślizgnąć.
– Zostaw ją! – krzyknął Will i próbował wyrwać się z lin, którymi nas skrępowano.
– Drogi Williamie, nikt Cię nie nauczył, że nie powinno się przerywać rozmów? Jęzlep! – syknął, a usta brązowowłosego momentalnie się zamknęły. – Od razu lepiej. – Uśmiechnął się i swój wzrok znów skierował na mnie.
– Co chcesz z nami zrobić? – zapytałam zachrypniętym głosem.
– Czy to nie oczywiste, moja droga? Zabiję Was, jedno po drugim. Będę patrzył jak umieracie w męczarniach – zasyczał niczym wąż. – Aczkolwiek najpierw zajmę się Twoimi przyjaciółmi. Ciebie zostawię na deser. – Roześmiał się niczym szaleniec i spojrzał na swoich sprzymierzeńców. – Barty, Regulus chodźmy porozmawiać z naszymi gośćmi. Bello, przypilnuj ich. Greengrass ruchem ręki przywołał mężczyzn, a potem wyszli na zewnątrz. 
– Wiedziałam, że nie można Ci ufać, zdrajczyni własnej krwi! – warknęła do mnie czarnowłosa i przybliżyła się patrząc na mnie z góry.
Udało mi się wydostać z lin i rzuciłam się na nią w mgieniu oka. Wyjęłam różdżkę, ale poprzez siłę upadk, moja, a przy tym i jej różdżka upadły kawałek dalej. Byłam na nią wściekła. Tak mocno jej nienawidziłam, że nie potrafiłam zapanować nad swoimi emocjami. Widziałam, że dziewczyna chce schylić się po różdżkę, więc szybkim ruchem wstałam i kopnęłam ją prosto w twarz i za chwilę sama popędziłam po moją, która leżała zaraz obok.
– Bella, skończ. Nikt nie ma ochoty Cię słuchać. Drętwota! – krzyknęłam a z mojej różdżki wypłynął czerwony strumień i ugodził dziewczynę prosto w pierś. Zobaczyłam jak pada nieprzytomna na posadzkę. Szybko podbiegłam do Willa i cofnęłam zaklęcie Ślizgona i wycelowałam w liny, które krępowały brata.
– Incendio! – zawołałam, a liny w mgieniu oka spaliły się. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i od razu skierowałam różdżkę w stronę przybysza.
– Spokojnie, Dorcas. Nie chcę zrobić Ci krzywdy. – Regulus Black stanął przede mną z wysoko uniesionymi rękoma. Patrzył na mnie wyczekująco.
– Łżesz – warknęłam i przybliżyłam się do niego. – Okłamałeś mnie.
– Nie miałem wyboru, musiałem to zrobić. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że Greengrass zaczął się czegoś domyślać. Musiałem go upewnić co do mojej wierności. Okłamałem go, że w końcu udało mi się wydobyć z Ciebie plan, który od początku zakładał jego śmierć. Uwierzył mi. Zrozum, codziennie muszę pokazywać to jak jestem oddany, jeśli dziś bym stanął razem z Wami przeciw niemu to zginąłbym na miejscu, tak samo jak Wy, a ostatnią rzeczą, której pragnę jest Twoja krzywda - oznajmił, a jego głos zdemaskował wszystkie emocje z którymi się zmaga – Uwierz mi. Jesteśmy przyjaciółmi, pamiętasz?
Nie wiedziałam co zrobić. Znów mu.. uwierzyłam. 
– Jeśli to wszystko prawda, to w tej chwili masz nas zaprowadzić do reszty i pomóc się stąd wydostać – warknął Will i przybliżył się do Regulusa. – A jeśli znów kłamiesz, masz moje słowo, że zapłacisz mi za to.
Młody Black kiwnął głową i wyszedł.
– Gdzie się podziały Inferiusy? – zapytałam, gdy kierowaliśmy się w stronę piwnicy.
– Zapewne krążą tu gdzieś niedaleko, by na rozkaz Greengrassa rozszarpać czyjeś ciało. – wytłumaczył i przyłożył palec do ust, gdy chciałam coś powiedzieć. Do moich uszu doszły krzyki. Mnóstwo krzyków. Serce zakuło mnie momentalnie. Nie zastanawiając się długo wtargnęłam do środka, a za mną Regulus i Will.
– Petrificus totalus! – krzyknęłam, a jeden z braci Lestrange padł jak kłoda na posadzkę.
– Drętwota! – zawołał Will i drugi z braci Lestrange upadł obok brata.
– Avada Kedavra! – wypowiedział Regulus, a z jego różdżki trysnął zielony strumień prosto w stronę Clyde'a Greengrassa. Ostatnie co można było dostrzeć w oczach Clyde'a Greengrassa to.. szok. Po chwili Ślizgon padł martwy na posadzkę.
Syriusz! – podbiegłam do ukochanego. – Bombarda! – wycelowałam w kajdany, a Black wpadł prosto w moje ramiona.
– Gdzie jest Crouch? – zapytał Regulus, który pomagał wydostać się Jamesowi.
– Wyszedł, nie wiemy gdzie – odpowiedział. – A Ty..
– To dłuższa historia. Nie mamy teraz czasu, musimy się stąd wydostać – warknął i podszedł do braci Lestrange – Obliviate.
– Powinniśmy sprawdzić.. – zaczął Remus, ale młody Black mu przerwał.
– Cholera jasna, nie słuchacie mnie? Musimy jak najprędzej się stąd wydostać. Inferiusy na pewno zaraz się tu zjawią. 
James złapał Syriusza i Angusa i pomógł im wyjść. Świeże powietrze tylko przez chwilę dało nam ukojnie, bo przed nami stały dziesiątki ożywionych trupów. Znów znaleźliśmy się w pułpace.
– Jako stworzenia ciemnośći, inferiusy boją się światła i ciepła. Jesteśmy czarodziejami, pamiętacie? – szepnęła Lily i wzniosła różdżkę do góry. – Jesteśmy także przyjaciółmi. Pokonamy ich. Razem.
Razem.
Kochani przychodzę do Was dzień wcześniej z całkiem nowym rozdziałem, a także informacją – Część Pierwsza opowiadania schyla się ku końcowi, ponieważ zaplanowałam tu dwadzieścia rozdziałów, ale spokojnie, mam w planach jeszcze dwie części i na pewno będę chciała je zrealizować! Pozdrawiam i bardzo, ale to bardzo dziękuję komentującym! <3

2017/02/05

Rozdział 13 "Nie jesteś sobą"

10 komentarzy:
Syriusz

Całą noc nie mogłem spać. Tak cholernie martwiłem się o brązowowłosą, że myślałem, że moje serce zaraz wyrwie się z piersi. Chciałem z nią tam być, ale wiedziałem, że Lily dobrze się nią zajmie. Przecież nie jestem już dla niej nikim ważnym. 

To co się wczoraj stało.. 

Próbowałem jakoś to wszystko poukładać sobie w głowię, ale nie potrafiłem. To co się ostatnio dzieje odbiega od jakiejkolwiek normy.

– Co z nią? – zapytał Angus, kiedy przyszedł po śniadaniu.

– Lil się nią zajęła, a wcześniej Regulus – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

Regulus. Co łączy tą dwójkę? Widziałem jego wyraz twarzy. On się bał.

Kiedy byliśmy mali mieliśmy ze sobą dobry kontakt, ale gdy Tiara Przydziału umieściła mnie w Gryffindorze, wtedy wszystko się zmieniło. Zaczęliśmy się od siebie oddalać, rodzina nastawiała młodego Blacka przeciw mnie, aż w końcu nasze kontakty stały się na tyle oziębłe, że teraz wzajemnie udajemy, że żadne z nas nie istnieje.

Angus nie skomentował wzmianki o moim bracie. Pokiwał jedynie głową i wszedł do łazienki zapewne wziąć prysznic. Leżałem jeszcze chwilę w łóżku, po czym ubrałem spodnie i bluzkę i wyszedłem z dormitorium w poszukiwaniu Evans. Nie musiałem długo szukać, ponieważ rudowłosa siedziała razem z Willem, Emmeliną i Jamesem na kanapie w Pokoju Wspólnym. Podszedłem do nich i usiadłem na fotelu.

– Co z nią? – zapytałem i spojrzałem na Rudą.

– Udało mi się zatamować krwotok, ale nad ranem już jej nie było. Uciekła – rzekła, a w jej głosie słychać było melancholie. 

Ostatnimi tygodniami Lily Evans rzadko się uśmiechała, a jeśli już to robiła to tylko w obecności.. Jamesa Pottera. Od jakiegoś czasu zauważyłem, że stosunek rudowłosej do mojego przyjaciela zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni. Cieszyłem się, a przede wszystkim zacząłem patrzeć na Evans milszym wzrokiem. Nigdy nie mieliśmy ze sobą zażyłych relacji, ale ostatnio coś nas do siebie zbliżyło. A raczej ktoś.

– Lil. Rozmawiałaś z nim? – spytał młody Meadowes i spojrzał na dziewczynę.

Jakim nim?

– Tak. Dlatego też mam do was prośbę – skierowała swój wzrok na mnie, Jamesa i Emmę. – Bądźcie dziś w Pokoju Życzeń po kolacji i jeśli możecie powiadomcie też Remusa, Angusa i Petera. Spojrzeliśmy się z Rogaczem po sobie. 

– Można wiedzieć dlaczego mamy tam iść Lil? – zapytał James.

– Dowiecie się wszystkiego wieczorem, a teraz przepraszam was, ale muszę jeszcze wstąpić do biblioteki przed Obroną przed Czarną Magią. Do zobaczenia! – Rudowłosa uśmiechnęła się i pomachała nam na odchodne.

– Will, wiesz o co chodzi? –- rzuciłem do młodego.

– Dowiesz się w swoim czasie, Syriuszu – odpowiedział. – My też musimy uciekać na zajęcia – podał rękę Emmie. – Trzymajcie się. – Miałem wrażenie, że Will Meadowes nie jest do końca przekonany jak zachowywać się w stosunku do mnie.

Jestem byłym facetem jej siostry, którego tak na marginesie ona rzuciła, który nie przejmuje się uczuciami innych dziewczyn. Nie raz widziałem krytyczny wzrok młodego, kiedy to bajerowałem kolejną naiwną dziewczynę. Myślał, że w mgnieniu oka zapomniałem o Dorcas. Z drugiej strony zawsze bardzo się lubiliśmy. Poznaliśmy się krótko po tym jak zaczął swoją naukę w Hogwarcie i od razu przypadliśmy sobie do gustu. Dodatkowo jest mi wdzięczny za uratowanie mu życia.

Rozmawialiśmy jeszcze przez jakiś czas z Jamesem i zastanawialiśmy się o co może chodzić, ale kiedy już na nic sensownego nie potrafiliśmy wpaść, wtedy też ruszyliśmy się z miejsca na śniadanie, a potem na Obronę przed Czarną Magią. Usiedliśmy z Rogaczem na swoich stałych miejscach, przed nami zawsze siedziała Lily z Dorcas, ale tym razem Meadowes nie pojawiła się na zajęciach. 

Zastanawiałem się gdzie podziewa się brązowowłosa. W całym swoim życiu nie pomyślałbym, że ktoś tak mocno zawróci mi w głowie jak ona i dla kogo tak się zmienię. Mimo, że od dwóch miesięcy nie jesteśmy razem to moje uczucia względem tej dziewczyny w ogóle się nie zmieniły. Próbowałem ją znienawidzić.. Bezskutecznie.

Przed Eliksirami wraz z Jamesem, Angusem i Peterem spotkaliśmy pod klasą Lily, Mary i Marlenę. Blondwłosa Lena opowiadała o czymś żwawo swoim przyjaciółkom. Widziałem, że Mary była przygaszona. Nie dość, że martwiła się o Dorcas to jeszcze miesiąc w miesiąc myślała, że Lunatyk okłamuje ją i wcale nie jeździ do swojej chorej matki.

– Och proszę was, trochę entuzjazmu! – zawołała do swoich kompanek.

– Masz rację Lena, to wspaniały pomysł, Angus na pewno będzie zadowolony.. – pochwaliła grzecznie Mary.

– A z czego to ja będę taki zadowolony? – zapytał Campbell i spojrzał na ukochaną.
– Niespodzianka – mruknęła McKinnon i pocałowała chłopaka w usta. Razem od tylu lat, szczęśliwi i zakochani.

A ja? Samotny, nieszczęśliwy i zakochany po same uszy.

Ten dzień dłużył mi się niemiłosiernie. Zdawałem sobie sprawę, że prawdopodobnie Dorcas już się nie pojawi na zajęciach, które mamy wspólnie, ale gdzieś głęboko miałem nadzieję ujrzeć ją chociaż przez chwilę. Chwilowa zabawa z różnymi dziewczynami już mi nie pomagała. Nie miałem ochoty nawet patrzeć na inne kobiety, bo przed oczami zawsze pojawiała się ona. Im mocniej chciałem zapomnieć, tym częściej i silniej do mnie wracała. Szedłem razem z przyjaciółmi korytarzem, kiedy usłyszałem swoje nazwisko.

– Black! – krzyknęła Rose Wax i podeszła do mnie.

– Rose. Czego chcesz? – zapytałem od niechcenia. Blondynka była ostatnią osobą z którą miałem ochotę teraz rozmawiać.

– Chciałam porozmawiać.

– No to mów – westchnąłem.

– Wiem, że za mną nie przepadasz, ale prawdę mówiąc zrozumiałam, że mi na Tobie też nie zależy - zaczęła – Dlatego uważam, że powinniście wrócić do siebie z Meadowes.

Słucham?

Chyba się przesłyszałem. Czy właśnie Wax powiedziała, że ja i Dorcas znów powinniśmy być razem?

– Widzę, że nadal Ci na niej zależy, a to chyba pierwsza dziewczyna w historii, której udało się skraść serce samego Syriusza Blacka. Nie czuję się z tym dobrze, że przespaliśmy się ze sobą i mam nadzieję, że nasze relację będą po prostu.. milsze, koleżeńskie.

– Zaskoczyłaś mnie Rose. Dziękuje za to co powiedziałaś, w porządku możemy się kolegować, jeśli to Ci odpowiada – odpowiedziałem szczerze na co blondynka uśmiechnęła się, powiedziała, że musi już lecieć i udała się w swoją stronę.

Ten dzień robi się coraz ciekawszy.


Dorcas


Czym prędzej ewakuowałam się z pokoju dopóki żadna z dziewczyn jeszcze się nie obudziła. Prześlizgnęłam się niezauważenie przez Pokój Wspólny i skierowałam się do Łazienki Prefektów, która znajduje się na piątym piętrze. Miałam nadzieję, że hasło się nie zmieniło, a w tym momencie chciałam zostać sama. Ból rozsadzał moje ciało.

– Sosnowa świeżość – rzuciłam do portretu, który od razu się przede mną otworzył. Podeszłam do umywalki i spojrzałam w lustro. Nagle zrobiło mi się strasznie nie dobrze. Nie zdąrzyłam podbiec do toalety, kiedy dosłownie zaczęłam wymiotować krwią.

Nie zostałam ugryziona przez wilkołaka, jednak kontakt z nim zapewnił mi pewnego rodzaju.. chorobę. Nie wiedziałam co mogłoby mi pomóc, a nie mogę iść do Skrzydła Szpitalnego. Miałabym tylko same problemy. 
Usiadłam przy ścianie ledwo patrząc na oczy. Wszystko naokoło wirowało. Widziałam coś czego nie powinnam widzieć i czułam.. Czułam pierwszy raz od dawna. 

Ból. Złość. Strach.

Przez omamy, nie panowałam nad sobą ani swoimi emocjami. Kątem oka dostrzegłam, że portret znów się otwiera. Modliłam się w duchu, żeby to było przywidzenie.

Nie było.

– Dorcas.. Szukałem Cię – szepnął Lupin i podszedł do mnie.

Wyglądał okropnie. Twarz pokryta świeżymy bliznami, a w jego oczach widziałam przerażenie połączone z.. wyrzutami sumienia. Jego postura wyglądała na człowieka, który.. poprzedniej nocy nie był sobą. Spojrzałam na niego zamglonym wzrokiem.

– Remus.. Proszę pomóż mi - poprosiłam cicho i spojrzałam na chłopaka błagalnym wzrokiem. Lupin wyjął z kieszeni Dyptam, poprosił bym podwinęła bluzkę i zaczął powoli leczyć moją ranę.

– Likantropia, co? – mruknęłam i spojrzałam na niego. 

– Miałem pięć lat. Fenrir Greyback włamał się do mojego domu i mnie ugryzł, by zemścić się na moim ojcu. Gdyby nie łaskawość Dumbledora, nie byłoby mnie w Hogwarcie – wyjaśnił i dalej smarował moją ranę na brzuchu.

– Nie powinieneś być w takim razie w Skrzydle Szpitalnym? – zapytałam. Rozmawialiśmy ze sobą tak.. normalnie. Jak dawniej.

– Tak, ale chciałem najpierw zająć się Tobą. Wybacz, że naraziłem Twoje życie na niebezpieczeństwo - przeprosił poruszony i spojrzał mi w oczy.

– To nie Twoja wina. Znalazłam się w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie. – Uśmiechnęłam się blado.

– Ktoś wie o Twojej przypadłości?

– Tylko Huncwoci. Nikt więcej. – Zamilkł na chwilę. – Dor.. a co się stało z Tobą? –zapytał cicho.

– To.. skomplikowane – odpowiedziałam wolno.

– Nadal jesteśmy Twoimi przyjaciółmi – spojrzał mi w oczy – Skończyłem. – Wstał i podał mi rękę. Poczułam się sto razy lepiej. Jeszcze lekko kuła mnie rana, ale zniknęły nudności, omamy i rażący ból. Podeszłam do umywalki i obmyłam twarz.

– Chłoszczyść! – krzyknęłam, a krew, która brudziła łazienkę od razu zniknęła.

– Wracam do Skrzydła Szpitalnego, bo pewnie pani Pomfrey zastanawia się, dlaczego jeszcze mnie tam nie ma – zagadnął Remus i uśmiechnął się.

– Dziękuję. Za wszystko. – Też posłałam mu uśmiech i czym prędzej opuściłam łazienkę. Musiałam się czym prędzej przebrać i iść na spotkanie do lochów. Byłam spóźniona, a to nie wróży nic dobrego. Greengrass na pewno to skomentuje, a ja nie mam zamiaru mu się tłumaczyć. Weszłam do pokoju zmachana, a oczy zebranych skierowały się na mnie. Jak zwykle żałowali, że nadal żyję.

– Meadowes. Spóźniona – zauważył Greengrass, który siedział u szczytu stołu i popijał whisky.

– Coś mnie zatrzymało – odpowiedziałam i usiadłam na swoim miejscu. Clyde przyglądał mi się przez chwilę, ale nic nie powiedział. Spotkanie dłużyło się niemiłosiernie. Siedzieliśmy tu od czterech godzin i prawdę mówiąc nie dowiedziałam się niczego nowego. Uderzałam paznokciami o stół zniecierpliwiona.

– Nie będzie mnie przez parę następnych dni. Ze wszystkim kierujcie się do Avery’ego. Muszę odpocząć i przemyśleć następne kroki.

Nareszcie. To doskonała okazja na to, żeby go znaleźć i zniszczyć.

– Bella, co z Malfoyami? – Greengrass spojrzał na czarnowłosą.

– Moja siostra Narcyza jest zaręczona z Lucjuszem Malfoyem, jedynym synem Abraxasa Malfoya – powiedziała dumnie.

– Świetnie. Kolejne zdobycze do naszej kolekcji – mruknął zadowolony. Po skończonej uczcie większość rozeszła się w swoje strony. Wstałam z zamiarem porozmawiania z Regulusem, ale młody Black uprzedził mnie. Podszedł do mnie, uśmiechnął się i szepnął tak, aby nikt z obecnych nas nie podsłuchał.
– Szukałem Cię dziś, ale nigdzie nie mogłem znaleźć. Wszystko w porządku?

 Tak pięknie się uśmiecha.
– Tak, w porządku. Gdyby nie Twoja pomoc już pewnie bym nie żyła – mruknęłam i skrzywiłam się lekko.

– Do usług. – Znów się uśmiechnął. Miałam ochotę go pocałować, ale szybko odgoniłam od siebie tą myśl.

Syriusz..

– To nasza okazja, żeby dorwać Greengrassa – szepnęłam cicho.

– Wiem. Musimy obmyślić plan, Meadowes. Zdajesz sobie sprawę z tego jak niebezpieczne to będzie? – Czułam jakby jego wzrok przenikał przeze mnie.

– Tak, zdaje sobie sprawę. Damy radę – zapewniłam.

Pożegnałam się z Blackiem i wróciłam do dormitorium z zamiarem pójścia spać. Byłam wykończona. Zauważyłam, że nikogo nie ma w pomieszczeniu, co było dziwne. W Pokoju Wspólnym też nie spotkałam żadnej z moich byłych przyjaciółek. Spojrzałam na łóżko, na którym leżała jakaś kartka.


Pokój Życzeń, dwudziesta.

Proszę.

L.E


Wpatrywałam się w liścik dłuższą chwilę. Nie miałam ochoty tam iść, ale z drugiej strony.. byłam ciekawa po co Evans chce żebym tam przyszła. Spojrzałam na godzinę. Była za pięć dwudziesta. Nie myśląc długo, zgniotłam kartkę od rudowłosej i poszłam do Pokoju Przychodź-Wychodź.
Witaj nieznajomy... ;)
Jeśli już tu jesteś, zostaw proszę ślad po sobie.
Będzie mi niezmiernie miło wiedzieć, co sądzisz o mojej twórczości.
Pozdrawiam i zachęcam do czytania,
Adaline