Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lord Voldemort. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lord Voldemort. Pokaż wszystkie posty

2019/02/09

Miniaturka #5 „Ofiara losu”

10 komentarzy:
Miałem coraz mniej czasu i wiedziałem, że muszę go maksymalnie wykorzystać. Sprawy piętrzyły mi się na głowie, a ja obawiałem się, że nie zdążę wszystkiego załatwić. Ja – Regulus Black, Śmierciożerca, a także tajemny członek Zakonu Feniksa. Nikt, poza Dumbledore’m o tym nie wiedział. Nasze spotkania były tajne, tak samo jak rozmowy, które przeprowadzaliśmy.
–– Reglusie, to niezwykle cenne informację. Dziękuję. –– mówił Dumbledore, na co krótko kiwałem głową.
Chciałem mu pomóc. Nie tylko ze względu na to, że odkryłem prawdziwą tajemnicę Voldemorta, ale przede wszystkim ze względu na Dorcas i… mojego brata, Syriusza. Choć wiele razy pokazałem, jak mocno samolubny i egoistyczny mogę być, to część mnie pragnęła, by osoby, na których najbardziej mi zależy, przeżyły.
Nieustanne modyfikowanie pamięci innych zwolenników Voldemorta, uczyniły mnie prawdziwym mistrzem w swoim fachu. Bycie podwójnym agentem zajmowało mi lata życia. Teraz, na rozstaju dróg, pora na zmierzenie się ze swoimi własnymi grzechami i lękami.

*

Usiadłem przy wielkim stole, czekając na resztę Śmierciożerców. Widziałem jak Bellatrix mi się przypatruje i miałem nadzieję, że nikogo nie wyczuła w pobliżu. W duchu błagałem, by Syriusz i Dorcas szybko stąd zniknęli. Dziewczyna przyprawiała go o zawrót głowy. Nigdy jeszcze nie poznał tak upartej czarownicy co ona. Nie zwracała uwagi na konsekwencje, tylko gnała wprost przed siebie! I co tu robił Syriusz? Śledził ją? Czy jego? Już sam byłem zdezorientowany, wszystkim co się dzieje.
–– Black, dowiedziałeś się w końcu czegoś przydatnego, jak siedziba Zakonu Feniksa? –– syknęła do mnie Bellatrix, a ja zacisnąłem pięść. Spojrzałem na nią kpiącym wzrokiem.
–– Myślałem, że ty mnie uprzedzisz. Przecież uwielbiasz być w centrum uwagi.
–– Nie zaczynaj… –– syknęła, chcąc wyjąć różdżkę, ale Rudolf ją powstrzymał.
–– Nie teraz –– powiedział dobitnie. Żona posłuchała go, łypiąc na mnie wrogo, a ja zmarszczyłem brwi widząc postawę Rudolfa. Zmienił się od czasów szkoły i mam wrażenie, że jest jeszcze bardziej… mroczny, nawet bardziej od Bellatrix, która nie miała sobie równych.
–– Żałosne… –– mruknął Barty Crouch Jr. Lestrange miała zamiar coś powiedzieć, jednak ponowny wzrok Rudolfa skutecznie ją powstrzymał. Zastanawiałem się, jakie tak naprawdę, są ich relacje. 
–– … zwolennicy Dumbledore’a, członkowie Zakonu Feniksa… Angus Campbell i Marlena McKinnon nie żyją –– powiedział Lord Voldemort. W mgnieniu oka oklaski wypełniły salę, lecz Voldemort uniósł rękę do góry. –– Jak mówiłem, to miejsce nie jest już odpowiednie. Spotkamy się za jakiś czas, będę miał dla niektórych z was specjalne zadania. –– Chwilę potem Czarny Pan rozpłynął się w powietrzu. Śmierciożercy, jeden po drugim, zaczęli znikać, a Bellatrix przyglądała mi się spode łba. Był moment, w którym obawiałem się, że kobieta odzyskała wszystkie wspomnienia, jednak udało mi się to zatuszować. Nie było łatwo, jednak nie mogłem pozwolić, by prawda na temat Clyde’a Greengrassa wyszła na jaw.
Angus i Marlena… Przełknąłem głośno ślinę, obawiając się, że Potterowie i rodzina Meadowes są teraz na pierwszym miejscu do pozbycia się przez Śmierciożerców. Zacząłem się obawiać o ich losy, mimo że Dorcas i Syriusz są jedynymi osobami, o które postanowiłem walczyć. Wiedziałem, że muszę jak najszybciej zobaczyć się z Albusem Dumbledorem.

–– Kwestia czasu, kiedy Czarny Pan ich odnajdzie. Potterowie potrzebują Strażnika Tajemnicy –– powiedziałem do siwowłosego, powiadamiając go o ostatnim spotkaniu. –– Poza tym… udało mi się odnaleźć pewne miejsce…
–– Prawdziwie Czarna Magia…  –– mruknął Dumbledore, kręcąc głową.
–– Chroń ich –– poprosiłem i odwróciłem się na pięcie.
–– Bądź ostrożny, Regulusie –– powiedział na odchodne, po czym również zniknął, wielce zamyślony. Nie wiedziałem, czy Dumbledore ma jakiś plan, ale mimo to zaufałem mu.
Zaufałem mu, wiedząc, że prawdopodobnie porwę się na samobójczą misję.

*

Wściekłość jaka we mnie zawrzała, przerodziła się w prawdziwy gniew. Syriusz Black był Strażnikiem Tajemnicy Potterów i zdradził ich?! Mógł być pod działaniem zaklęcia… Szukałem odpowiedzi, wiedząc, że to nie jest możliwe, by mój starszy brat zdradził swoich przyjaciół.
Znałem go.
Nie zrobiłby tego.
Więc jak…?
Wziąłem dwa wdechy, tłumiąc emocje, jakie we mnie narastały.
Czy to prawda, że Lord Voldemort zniknął? Za sprawą niemowlaka…?! Jak…
Zszedłem do podziemi, gdzie znajdowała się garstka Śmierciożerców, którzy rozmawiali przyciszonymi głosami. Zmarszczyłem brwi, dołączając do nich.
–– Jeszcze tu jesteś, Regulusie? –– zapytał Goyle Sr przyciszonym głosem. –– Czarny Pan zniknął… Powinniśmy uciekać!
–– Gdzie reszta? –– zapytałem, nie pokazując żadnych emocji.
–– Szukają Pottera, poza tym zostali tylko oni przy życiu… rodzina Meadowes –– mruknął Crabbe Sr. Krew odpłynęła mi z twarzy. W myślach próbowałem zachować spokój, jednak strach przez chwilę sparaliżował moje ciało.
Nagle zza drzwi wyszedł Peter Pettigrew. Zmrużyłem oczy, przyglądając się małemu, grubemu przyjacielowi mojego brata. W tym momencie to pojąłem. Wszyscy myślą, że Syriusz go zabił. To on był Strażnikiem Tajemnicy Potterów, nie Black. Złość przejęła moje ciało i zamknąłem na chwilę oczy, by się uspokoić. Miałem teraz ważniejsze sprawy na głowie, choć nie powiem, część mnie miała ochotę zabić tego parszywego zdrajcę. Podszedłem do niego szybkim krokiem i nie myśląc długo, zamachnąłem się z całej siły.
Odwróciłem się na pięcie i pognałem wprost do Bristolu, gdzie trzymała mnie nadzieja, że zdążę na czas. Uratuje ją. Muszę ją uratować.
Teleportowałem się na obrzeżach, pędząc jak szalony w stronę ogromnego domu. Dostrzegłem już z dala, jak płomienie opanowują dach. Warknąłem pod nosem i ruszyłem ciało, by szybciej znaleźć się na miejscu. W duchu powtarzałem tylko imię Dorcas.
Miałem na sobie standardowy ubiór Śmierciożercy, by nie wyróżniać się w tłumie. Wpadłem do mieszkania i od razu ją zobaczyłem. Pochylała się nad ciałem swojego zmarłego brata, po czym odwróciła się raptownie, słysząc swoje imię wśród zgiełku. Podszedłem do nie pewnym krokiem i złapałem mocno za ramię. Dziewczyna przeraziła się, ale gdy zobaczyła moje oczy, wiedziała. Nie dając jej szansy na przemyślenie sytuacji, rzuciłem na nią zaklęcie niewerbalne, by ta po chwili wylądowała nieprzytomnie w moich ramionach.

Wpatrywałem się w śpiącą dziewczynę, myśląc o tym, ile był oddał, by spędzić z nią choć trochę więcej czasu. Czasu, który nie będzie narzucony… czasu, który będzie bezpieczny. Nie mogłem jej niczego ofiarować, a mimo to, ta dziewczyna przyznała się szczerze to uczucia, którym mnie żywi. Jestem pewny, że zrozumiała, iż to nie jest to samo, co czuję do mojego starszego brata, ale przynajmniej nie oszukuje samej siebie.
Wycierpiała ostatnio zbyt wiele. Chciałem ją od tego uwolnić.
Od cierpienia. Od Syriusza. Od siebie.
Ona tego potrzebowała.
W takim razie, dlaczego… to robię?
Trzymałem mocno różdżkę, wydobywając wspomnienia brązowowłosej. Srebrna poświata wpadała do małej fiolki, a ja nadal nie byłem przekonany, że powinienem to zrobić. Wspomnienia, które mam zamiar przed nią ukryć… to nie tylko te złe wspomnienia…
Jeśli kiedykolwiek Dorcas postanowi wrócić do Anglii i los będzie chciał, by ponownie spotkała mojego brata… jeśli jest na to jakakolwiek szansa… to zachowanie tej wiedzy jest niezwykle ważne. Niczego tak nie pragnę, jak jej szczęścia.
Skończyłem i odszedłem od dziewczyny, chowając fiolkę w swoim płaszczu.
Chwilę później brązowowłosa obudziła się, nie rozumiejąc co się dzieje. Odetchnąłem głęboko, przygotowując się na to, co muszę zrobić i co jej powiedzieć.
Nie wierzyła.
–– Kocham cię –– przerwałem. –– Nigdy nie przestanę. –– Wycelowałem różdżką. –– Obliviate!
Chwilę moment świstoklik zabrał dziewczynę, tam gdzie czekał już mój dawny znajomy, by bezpiecznie oddać ją do szpitala. Płakałem, dając upust swoim emocją. Spoglądałem w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się Dorcas, a w sercu czułem niewyobrażalny ból.
Ból, o którym sama będzie pamiętać, jeżeli wróci do Anglii.
Jednak gdyby to zrobiła…
Musi mieć wybór. Albo odzyskać wspomnienia, albo zrezygnować z nich na zawsze.
Wróciłem do miejsca, w którym powstała prawdziwa rzeź. Wszedłem do zniszczonej willi, a widok jaki ujrzałem, wyrył mi dosłownie dziurę w sercu. Zacisnąłem mocniej pięść, zamykając oczy. Przez kilka chwil próbowałem zapanować nad emocjami. Otworzyłem oczy, a widok zamordowanych członków rodziny Meadowes, uderzył ponownie, jednak nie poddałem się temu uczuciu.
Skierowałem się do pokoju Dorcas, instynktownie. Nigdy przecież nie byłem  w tym miejscu. Jej pokój odzwierciedla jej duszę. Na pierwszy rzut oka ułożony, ale jak człowiek dopatrzy się głębiej… Poszedłem do komody, wpatrując się w zdjęcia brązowowłosej. Zdjęcie, zapewne z sylwestra kilka lat temu. Eleganccy, z kieliszkiem w dłoniach, uśmiechali się, każde w swój sposób. Syriusz i Dorcas. Razem było w nich tak wiele… emocji. Stłukłem ramkę i zgiąłem zdjęcie w pół, chowając do kurtki. Omiotłem jeszcze raz spojrzeniem pokój, wiedząc, że mam coraz mniej czasu. Zmarszczyłem oczy i skierowałem się do szafki nocnej. Światło odbijało się na ścianach, co oznacza… Otworzyłem szczerzej oczy i wziąłem do ręki złoty pierścionek i jej różdżka.
Gdybym wiedział… wcześniej…
Nie.
To była dobra decyzja.
Schowałem biżuterię, różdżkę i gwałtownie wyszedłem z pokoju. Na dole ponowny widok ciał przyprawił mnie o mdłości. Sprawdziłem, czy wszystkie różdżki są na miejscu, co jeszcze mocniej ciążyło mi na duszy i w sercu. Wszedłem do salonu, widząc Alarica Meadowes. Dorcas bardzo dużo o nim opowiadała. Traktowała go bardziej jak… swojego ojca, niż brata.
Obok niego leżały odłamki stołu i pergamin. Zaintrygowany wziąłem go do ręki, odkrywając część Dorcas, której nigdy nie znałem.

Chciałabym, chciałabym móc powiedzieć żegnaj
Powiedziałabym to co chciałam
Może nawet bym za Tobą zapłakała

Gdybym wiedziała że to będzie ostatni raz
Złamałabym moje serce na pół
Próbując ocalić część Ciebie

Nie chcę czuć innego dotyku
Nie chcę wzniecać innego ognia
Nie chcę znać innego pocałunku
Żadne inne imię nie wyjdzie z moich ust
Nie chcę oddawać mojego serca
innemu obcemu
Nie chcę aby kolejny dzień się zaczął
Nie wpuszczę nawet światła słonecznego
Nie, nigdy więcej nie pokocham
Nigdy więcej nie pokocham

Przeczytałem ten list parę razy. Nie dowierzałem, że można aż tak kochać, aż tak tęsknić… umierać… Poczułem łzę na policzku. Zacisnąłem mocniej zęby i drżącą dłonią schowałem list do kieszeni.
Wybiegłem z domu na tyle daleko, by móc się teleportować. Chwilę później usłyszałem trzaski i domyśliłem się, że to Aurorzy zdobyli informację. Przemyślałem jeszcze raz, czy aby na pewno wszystkie różdżki są.
W takiej masakrze, nie znajdując ciała, a znajdując różdżkę…
Ministerstwo z góry wystawia akt zgonu.
           
*

–– Stworek!
Trzask rozległ się  powietrzu, a ja po chwili patrzyłem w oczy naszego domowego skrzata.
–– Pan Regulus! Panie! Tak dawno mnie nie wzywałeś… Martwiłem się, Panie…
–– Dziękuję, Stworku. Nic mi nie jest –– odpowiedziałem, choć moje słowa były kłamstwem. Mimo to nie zamierzałem zadręczać nimi biednego skrzata. –– Wyruszamy do jaskini –– powiadomiłem skrzata, który kiwnął głową na znak zgody. Podałem mu lokalizację, po czym zmaterializowaliśmy się przed wejściem do wydrążonej w skale jaskini.
Wszedłem ostrożnie do środka, biorąc do ręki różdżkę.
–– Lumos! –– Snop światła rozlał się na skałach, a ja dostrzegłem, że jestem w ślepym zaułku. Zmarszczyłem brwi, po czym podszedłem do skał, dotykając ich dłonią. Ostry prąd przeszył moje ciało i nie pozwalał, bym zabrał rękę. Skupiłem się całym ciałem na magii. Chwilę później udało mi się na moment zatrzymać zaklęcie i oderwałem rękę.
–– Panie! Ja to zrobię za ciebie! –– pisnął Stworek, ale powstrzymałem go gestem ręki.
–– Nie. Chyba udało mi się zrozumieć… –– mruknąłem sam do siebie i wziąłem kawałek kamienia z ziemi. Chwilę później przejechałem ostro po dłoni, z której zaczęła wydobywać się krew. Przejechałem ranną dłonią po skale, która powoli zaczęła się zmieniać, aż przede mną pojawił się otwór. Wszedłem do środka jaskini, a za mną trzymał się Stworek. Zacząłem się rozglądać po jaskini, zapamiętując wszystkie detale. Przede mną rozciągała się woda, gdzie po środku znajdowała się mała wysepka. Spojrzałem w głąb wody, jednak niczego nie można było dostrzec. Tylko samą czerń. Zastanawiałem się, jak mam się tam dostać, gdy po chwili dostrzegłem łańcuchy, prowadzące do wody.
–– Wingardium Leviosa! –– Skierowałem różdżkę w dół. Woda zaczęła się burzyć, a z otchłani udało mi się wyciągnąć małą, jednoosobową łódkę. Pozbyłem się łańcuchów, złapałem za wiosła i zacząłem kierować się w stronę wysepki. Stworek teleportował się wprost na wysepkę i odkryłem, że magia skrzatów nie jest tutaj w żaden sposób osłabiona.
            Podszedłem do środka i spojrzałem na stojące naczynie. Na samym dnie błyszczało się coś, a ja czułem, że to przedmiot, po który przybyłem. Chciałem wyciągnąć go, jednak magiczna bariera nie pozwalała mi na to.
–– To eliksir do wypicia, Panie –– oznajmił Stworek, przyglądając się moim poczynaniom.
Wyczarowałam puchar i zacząłem pić. Z każdym kolejnym łykiem setki wspomnień przelatywały mi przez głowę. Cierpienie, jakie odczuwałem powodowało, że nogi się pode mną ugięły.
–– Panie Regulusie!
Krzyknąłem na całe gardło, pijąc ostatni puchar. Zacisnąłem szczęki i sięgnąłem po naszyjnik, robiąc jego podróbkę w ekspresowym tempie, dzięki pomocy Stworka. Trzymałem go mocno w ręku i od razu skierowałem się ku wodzie, by przepić truciznę zaserwowaną przez Lorda Voldemorta. Schyliłem się ku jeziorze i dostrzegłem lekkie fale na powierzchni. Nie widziałem łódki, którą tu przypłynąłem. Nagle coś złapało mnie za nadgarstek. Szpony istoty zaciskały się mocniej, nie dając mi możliwości na wyrwanie się. Powoli z wody zaczęło się wynurzać coraz więcej istot, które znałem aż nade dobrze.
Inferiusy.
            –– Stworku, weź to. –– Podałem szybko skrzatowi medalion, czując ciągnięcie w dół. ––Musisz to zniszczyć. To bardzo ważne, rozumiesz? –– Spojrzałem na skrzata poważnie.
–– Panie… Muszę pomóc…
–– Nie. Weź jeszcze coś… –– Z kurtki wyciągnąłem list, zdjęcie oraz wspomnienia, która zabrałem Dorcas. –– Jeśli Dorcas Meadowes wróci kiedyś do Anglii, przekaż jej to, proszę. Tylko i wyłącznie pod warunkiem, że sama będzie tego chciała –– powiedziałem, licząc na mojego skrzata. –– Teleportuj się stąd. To rozkaz –– dodałem dobitnie, widząc cierpiący wzrok skrzata. Rozległ się trzask, a ja postanowiłem przestać walczyć. Wpadłem do wody, by po chwili upaść na samo dno. Miałem nadzieję, że Stworek pozbędzie horkruksa, który chronił przed śmiercią Czarnego Pana.  Los postanowił zrobić ze mnie ofiarę. Zamknąłem oczy i oddałem się czarnej otchłani, pragnąc lepszego życia. Życia…?

Od Autorki,
Hej! Tym oto akcentem kończę miniaturki do części drugiej – przynajmniej na razie. Rozdział czterdziesty pierwszy prawie jest, potrzebne są małe poprawki. Pozdrawiam :*

2019/02/04

Miniaturka #4 „Z każdym oddechem”

9 komentarzy:
Lily Potter rozłożyła nogi na kanapie, wzdychając głośno. Godzina na zegarze wskazywała po dwudziestej drugiej, a jej dopiero co udało się uśpić małego Harry’ego. Czuła się totalnie zmęczona, ale przebywanie w synem dawało jej tak wiele radości, że nie potrafiła nie uśmiechnąć się, myśląc o tym.
–– Lily, kochanie moje, zrobiłem ci gorącą kąpiel. –– Do salonu wszedł James, kucając przy swojej żonie.
–– Och, James. Jesteś kochany –– powiedziała kobieta, uśmiechając się czule do męża. –– Jestem wykończona.
–– Taaak… Nasz syn jest pełen energii.
–– Ciekawe po kim to ma. –– Lily uniosła brwi do góry, a Rogacz pokręcił głową, udając, że nie wie o co chodzi. Rudowłosa wstała i złapała mężczyznę za rękę. –– Chodź ze mną –– poprosiła, a Potter uśmiechnął się z wyższością.
–– Miałem nadzieję, że to zaproponujesz –– przyznał szczerze i razem udali się do łazienki.
Małżeństwo leżało w wannie, rozkoszując się swoim towarzystwem. Rudowłosa tak często zastanawiała się, jak to możliwe, że kiedyś, tak bardzo była uprzedzona do swojego mężczyzny. Minęły lata, dopóki nie dała mu szansy. Prawdopodobnie również dlatego, że James robił wszystko, czego kobieta nie znosiła najbardziej. Był arogancki, zarozumiały… stale się popisywał. Dopiero w pewnym momencie coś w nim wykiełkowało, pewnego rodzaju odpowiedzialność, świadomość bycia dorosłym czarodziejem. Kobieta uwielbiała jego uśmiech, oczy oraz dołeczki w policzkach, które tak często występowały na jego twarzy. James Potter był dla niej stworzony.
–– O czym myślisz? –– zapytał jej mąż, gładząc jej ramię i powodując ciarki na ciele. Woda była przyjemnie ciepła, a dotyk ich ciał, rozpalał w niej większy ogień.
–– O tobie. –– Zaśmiała się cicho, opierając mocniej głowę o klatkę piersiową mężczyzny. Odwróciła się i lekko pocałowała go w szyję.
–– Cóż za zbieżność myśli, pani Potter –– rzekł poważnie. –– Ja myślę zawsze tylko i wyłącznie o tobie. No, teraz i nasz synek zajmuje również sporo miejsca w mojej głowie –– przyznał, na co rudowłosa uśmiechnęła się.
–– Jest wspaniały, nie uważasz? Jestem taka szczęśliwa, że mamy siebie –– powiedziała i westchnęła, gdy poczuła, jak dłonie Pottera znalazły się na jej brzuchu, wędrując wyżej.
–– Zawsze możemy postarać się o to, by miał braciszka lub siostrzyczkę –– mruknął cicho James, a Lily jęknęła cicho, czując jak mężczyzna masuje jej piersi.
–– Kochanie, przeczekajmy najgorsze –– poprosiła, oddając się pieszczotą. –– Chciałabym mieć więcej dzieci, ale dopóki nie będziemy bezpieczni, nie możemy ryzykować.
–– Masz rację –– potwierdził brązowowłosy. –– Jednak to nie przeszkadza nam… po prostu… dobrze spędzić razem czas, prawda? –– wyszeptał jej do ucha, powodując wzmagające się pragnienie. Zielonooka odwróciła się do męża i pocałowała go namiętnie. Potter nie został dłużny i również oddał jej pocałunek, schodząc dłońmi niżej pleców i przyciągając kobietę bliżej siebie. Usłyszał jej cichy jęk, który spowodował, że jeszcze mocniej zapragnął zbliżyć się do rudowłosej.
Nagle para oderwała się od siebie, słysząc płacz dziecka dochodzący z pokoju. Lily pocałowała jeszcze raz Jamesa, po czym wstała, wytarła się ręcznikiem i założyła szlafrok. Rogacz wpatrywał się w poczynania żony, niezadowolony z takiego obrotu spraw.
–– I ty chciałeś mieć kolejne dziecko? –– zapytała rudowłosa, podśmiewując się z męża i wyszła z pomieszczenia, by sprawdzić co się dzieje z małym Harrym. Brązowowłosy skrzywił się, mimo to cała ta sytuacja też go bawiła.
O zgrozo! On chciałby kolejnego dziecka?!
Kilka minut później James również wyszedł z wanny i założył szlafrok. Wszedł do pokoju Harry’ego i dostrzegł, że Lily chodzi z nim, nucąc cicho jakąś kołysankę, jednak ich syn nie miał zamiaru iść spać. Mężczyzna uśmiechnął się sam do siebie, patrząc na swoją żonę i dziecko. Mógł szczerze powiedzieć, że jest ogromnym szczęściarzem. W pewnym momencie usłyszał pukanie do drzwi i zaniepokojony spojrzał na swoją żonę. Kto o tak późnej porze chce ich odwiedzić? James wziął do ręki różdżkę i udał się do drzwi, by otworzyć przybyszowi.
Po drugiej stronie stał nie kto inny jak jego najlepszy przyjaciel, Syriusz Black. Rogacz pokręcił głową z niedowierzaniem i zaprosił czarnowłosego do środka.
–– To kiepska pora na odwiedziny, co? –– Skrzywił się Black. James od razu dostrzegł, że przyjaciel jest przybity. Od razu przytulił go po bratersku, zapewniając, że może wpadać do ich domu kiedy mu się żywnie podoba. Syriusz uśmiechnął się wdzięcznie, po czym zza pazuchy wyjął Ognistą Whiskey. –– Lunatyka nie ma cały tydzień –– dodał, tłumacząc swój wybór. Potter roześmiał się wesoło, po czym zaprosił przyjaciela do salonu, mówiąc, by się rozgościł, a sam popędził na górę, ubrać się.
Szybko założył dresy, po czym wszedł na chwilę do pokoju, by powiadomić Lily o obecności Blacka. Zdziwił się, gdy nie zastał jej w pokoju. Zszedł na dół i uśmiechnął się, gdy zobaczył, jak jego przyjaciel próbuje uśpić jego syna. Kołysał go lekko, a na twarzy miał szeroki uśmiech. Co jak co, ale jeszcze parę lat temu nie wierzył, że ten Syriusz Black, może wyglądać tak niewinnie i prawdziwie. James był dumny z postępów, jakie poczynił jego przyjaciel. Zmienił się, nawet bardziej niż on sam. Za czasów szkoły oboje byli niedojrzali, aroganccy i przeraźliwie dumni. Sądzili, że wszytko od życia im się należy i nie ma lepszych od nich samych.
Prawdą jest to, że największe zmiany poczynili dzięki swoim kobietom. To dla nich postanowili się zmienić, na lepsze. Nie było dnia, by James nie żałował, że Syriusz i Dorcas się rozstali. Pamiętał, gdy spędzali razem tak wiele czasu, gdy razem składali im niezapowiedziane wizyty i spędzali czas w swoim towarzystwie. Teraz jedno unikało drugiego. Rogacz był pewny, że odwiedziny Pottera, mają związek z Dorcas. Mijał czas, a on cierpiał.
–– Czy to nie słodkie, kochanie? –– Lily podeszła do męża i szepnęła mu na ucho parę słów. Mężczyzna posłał jej uśmiech, niemo potakując. Zdawał sobie sprawę, że Syriusz nie lubi rozczulania się nad swoją osobą.
–– Spróbuję się go szybko pozbyć, a ty Lil nalej nam Ognistej –– poprosił brązowowłosy i wziął Harry’ego od Syriusza.
–– Uśpić, a nie pozbyć –– pogroziła rudowłosa i po chwili udała się do kuchni.
Kilka minut później wróciła i podała szklankę Łapie. Podziękował i dostrzegł, że zielonooka również nalała sobie trunek. Wzniósł brwi ku górze, zaintrygowany.
–– No co? –– zapytała i wzruszyła ramionami. –– Myślisz, że tylko James jest dobrym towarzyszem do picia?
–– Myślę, że to miła odmiana. –– Mrugnął do niej porozumiewawczo. –– Lily, nie tylko Rogacz jest moim przyjacielem –– dał do zrozumienia.
–– Dziękuję, Syriuszu –– powiedziała, po czym stuknęli się szklankami i upili łyka. –– Czy coś się stało? –– Spojrzała na czarnowłosego. –– Przepraszam, że się wtrącam… 
–– Lubisz wszystko wiedzieć. –– Zaśmiał się Black, posyłając rudowłosej uśmiech. –– Widziałem się dzisiaj z Alarickiem.
–– Co u niego słychać?
–– Wszystko w porządku, choć myślałem, że nie będzie chciał ze mną rozmawiać. –– Mężczyzna upił kolejnego łyka. –– Zamiast tego usłyszałem, że tęskni za mną. –– Syriusz wpatrywał się w szkło i uśmiechnął się słodko-gorzko. –– Tęskni za mną, a to przecież ja go zostawiłem.
–– Syriuszu, rodzina Meadowes zawsze będzie stała za tobą murem –– skomentowała Lily, a czarnowłosy zmarszczył brwi. –– Traktują cię jak członka rodziny i to się nie zmieni.
–– Skąd możesz… Ach. –– Nie dokończył, wiedząc doskonale, skąd Lily wie o wszystkim.
–– Dla niej nadal liczysz się ty –– dopowiedziała cicho. Black mocniej zacisnął dłoń na szklance. –– Oboje po prostu potrzebujecie czasu.
–– Mogłem o nią walczyć –– stwierdził. –– Poddałem się, Lil.
–– Nie mów tak –– odpowiedziała poważnie. –– Powiem ci coś. Nic tak nie pomaga, jak czas. Czas pomaga poukładać sobie w głowie wiele rzeczy, a także dzięki temu dostrzegamy, co jest dla nas ważne. Wiesz, kiedyś naprawdę cię nie znosiłam. –– Rudowłosa zaśmiała się, a mężczyzna jej zawtórował.
–– Tak, również nie byłaś moją ulubienicą –– rzekł, śmiejąc się. –– Nigdy bym nie przypuszczał, że zostaniesz żoną mojego najlepszego przyjaciela.
–– Tego akurat i ja nigdy nie przypuszczałam. –– Ponownie wybuchnęli śmiechem, stuknęli się szklankami i upili kolejne łyki alkoholu.
–– Wiele się zmieniło, co?
–– Nigdy nie zapominaj o tym, kim naprawdę jesteś. Nigdy nie zapominaj o ludziach, których kochasz i nigdy nie pozwól, by ci to odebrano. –– Syriusz był pod wrażeniem, jak bardzo Lily Potter potrafi podnieść go na duchu. Prawdę mówiąc, dopiero od jakiegoś czasu dostrzegł w niej te wszystkie cechy, o których opowiadała mu Dorcas i opowiadał James. Zobaczył, że nikt, tak jak rudowłosa, nie będzie potrafił pomóc i zrozumieć. Bardzo w niej to cenił.
–– Widzę, że zaczęliście beze mnie! –– Do pomieszczenia wparował Rogacz i rozłożył ręce. –– Kochanie, mam nadzieję, że ten piesek nie dobierał się do ciebie. –– Rudowłosa wybuchnęła śmiechem, a Syriusz uśmiechnął się kpiąco w stronę przyjaciela.
–– Nie powiem kto do kogo się dobierał. –– Black uniósł brwi do góry, czekając na małą konfrontację ze strony Pottera. James uniósł zaintrygowany brwi do góry i wtedy się zaczęło. Zielonooka pokręciła głową zażenowana zachowaniem obu mężczyzn, nie wiedząc czemu, zaczęła przypominać sobie czasy, gdy byli tuż po egzaminach na koniec piątej klasy. SUMY nie były dla niej żadnym problemem, choć oczywiście była pewna niepewności.


*

Szłam zdenerwowana, powtarzając w myślach wszystkie pytania, które udało mi się zapamiętać. Zastanawiałam się, czy aby na pewno nigdzie nie popełniłam błędu i moje odpowiedzi były wystarczające.
–– Jak myślicie…
–– Lily! Jeszcze raz wspomnisz o tych przeklętych egzaminach, a obiecuję, że rzucę na ciebie zaklęcie uciszające –– powiedziała poważnie Marlena, gdy szłyśmy na błonia, by zasłużenie odpocząć po całym dniu. Dzisiaj był ostatni dzień egzaminów, dlatego już do samego końca miałyśmy poświęcić czas na relaksie i pożegnaniu z przyjaciółmi na wakacje.
–– Ciekawe, czy ty będziesz miała chociaż jeden Wybitny. –– Zaśmiała się Dorcas, dając blondynce kuksańca w bok. –– Jeden Wybitny to próg Lily, którego może nie zdobyć. –– Rzuciłam jej ostrzegawcze spojrzenie, jednak brązowowłosa nic sobie z tego nie robiła. Pokazała mi język, rozkoszując się słońcem. 
–– Och, na pewno nie będzie tak źle –– pocieszyła nas Mary, również uśmiechając się w stronę słońca. Na błoniach znajdowało się wielu uczniów i każdy korzystał z pogody, by złapać jak najwięcej witaminy D. 
Nasz błogi spokój wywołały zamieszania. Grupa uczniów zebrała się pod drzewem, głośno kibicując i przekrzykując się wzajemnie. Zmarszczyłam brwi, nie wiedząc co się dzieje, dopóki nie zobaczyłam, znajdującego się w powietrzu Severusa Snape. Wstałam w mgnieniu oka i zaczęłam przepychać się między innymi uczniami. 
–– I co powiesz, Smarkerusie? –– James Potter zaśmiewał się, a Syriusz Black stał obok, podburzając resztę uczniów do wiwatów. Peter Pettigrew uśmiechał się głupkowato, a Remus Lupin stał i tylko się wpatrywał w poczynania kolegów. Złość jaką poczułam względem chłopaków, działała na mnie ze zdwojoną siłą.
–– Może to ci przypomni, by zmieniać codziennie gacie –– wołał Black.
–– James… –– rzucił ostrzegawczo Remus.
–– Przestańcie! –– Wpadłam między tłum, krzycząc głośno. –– Postaw go na dół, słyszysz Potter! –– warknęłam w stronę brązowowłosego.
–– To tylko żarty, Evans –– odpowiedział i uśmiechnął się dumnie.
–– ZOSTAW GO! –– ryknęłam, czując jak tracę nad sobą panowanie.
–– Pod warunkiem, że się ze mną umówisz… –– James wzruszył ramionami, ale gdy dostrzegł łzy w moich oczach, od razu przerwał zaklęcie. Snape upadł z łoskotem na ziemię, a Huncowci wraz z resztą odchodzili. Potter zatrzymał się na chwilę i widziałam, że chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował, widząc mój wzrok.
Wzięłam Severusa pod ramię, ale ten gwałtownie mnie odepchnął. Nie wiedziałam o co mu chodzi, dlatego ponownie chciałam go złapać, by mu pomóc, jednak warknął, bym zostawiła go w spokoju.
–– Sev, o co chodzi? –– zapytałam, zbita z pantałyku. 
–– Nie dotykaj mnie, szlamo –– warknął, a ja zamarłam. Odsunęłam się od niego, kręcąc głową z niedowierzaniem. W tym momencie podeszły do nas moje przyjaciółki. Spojrzałam na Snape po raz ostatni, rzucając mu nienawistne spojrzenie i odwróciłam się na pięcie, kierując do dormitorium. Łzy spływały mi po policzkach. Cierpiałam przez słowa, które usłyszałam od czarnowłosego. Miałam go za przyjaciela, a on…
–– Hej, Lily! –– wołała za mną Dorcas. W końcu udało jej się mnie dogonić, a gdy zobaczyła w jakim jestem stanie, przytuliła mnie mocno do siebie. –– Wrócę i złamię mu nos –– wyszeptała mi do ucha.
            –– Dor, wrócimy do dormitorium –– poprosiłam przyjaciółkę. Weszłyśmy do Pokoju Wspólnego Gryfonów, a ja nadal nie potrafiłam powstrzymać się przed płaczem. Los chciał, że w pomieszczeniu znajdowali się Huncowci i dołączył do nich Angus Campbell, którego nie było przy wcześniejszej sytuacji.
–– Poważnie?! –– Gwizdnął Angus, a brązowowłosy od razu skierował się w naszą stronę.
–– Lily, ja… –– James podszedł od nas ze skruszoną miną. –– Ja… przepraszam, że…
–– Potter, daj mi święty spokój –– warknęłam. Nie miałam siły na rozmowę.
–– Naprawdę mi przykro –– szepnął skruszony i podrapał się po głowie. –– Jeśli to przeze mnie jesteś w takim stanie…
–– Wyobraź sobie, że świat nie kręci się wokół ciebie, Potter! Jesteś nikim więcej jak aroganckim dupkiem, który nie widzi niczego poza czubkiem swojego nosa! Powtórzę, DAJ MI SPOKÓJ! –– krzyknęłam i pobiegłam do swojego dormitorium.
Nigdy nie czułam się tak poniżona i wtedy właśnie pomyślałam, że nawet James Potter nie upadłby tak nisko, by nazwać mnie tak, jak zrobił to Severus Snape.

*

–– Hej, kochanie! Odpłynęłaś! –– Rudowłosa spojrzała na Jamesa, który uśmiechał się do niej zachęcająco. Syriusz skomentował to oczywiście w jakiś sprośny sposób, przez co zaczerwieniła się lekko.
–– Przepraszam, przepraszam. –– Pokręciła głową, wracając do świata żywych. –– Zamyśliłam się… –– Uśmiechnęła się przepraszająco. 
–– Będę się zbierał –– powiedział nagle Syriusz, wstając. Krok miał lekko chwiejny przez ilość alkoholu, jaką wypił. –– Dziękuję wam za gościnę. –– Uściskał serdecznie Jamesa, po czym pocałował w policzek Lily. –– Bądźcie grzeczni. –– Mrugnął porozumiewawczo, po czym udał się do wyjścia. Rogacz odprowadził przyjaciela i wrócił do salonu, przyglądając się swojej żonie.
–– Wszystko dobrze? –– zapytał, zmartwiony.
–– Oczywiście, że tak. –– Kobieta uśmiechnęła się i zarzuciła ręce na szyję męża. –– Kocham cię, wiesz?
–– Pani Potter –– szepnął. –– Ja kocham panią bardziej i zaraz właśnie to udowodnię… –– mruknął zachęcająco, wpijając się w usta swojej ukochanej. –– W końcu… wszyscy nam dziś przerywają, a ja bym po prostu chciał chwilę… odpocząć. –– Zjechał niżej pocałunkami, a potem wziął żonę na ręce i udał się do ich sypialni. Oboje wiedzieli, że decyzja o tym, że postanowili być razem, była najlepsza jaką mogli podjąć. Miłość ich do siebie zbliżyła i ta miłość miała trwać na wie

*

Lily Potter wpatrywała się w kołyskę swojego synka, szepcząc do niego i uspokajając, by nie płakał, mimo że sama próbowała być twarda, by nie uronić ani jednej łzy. Czuła, że może tylko przestraszyć bardziej Harry’ego.
–– Mamusia cię kocha, tatuś cię kocha… –– szeptała. Harry wpatrywał się w mamę, nie rozumiejąc co się dzieje, ani co go czeka. –– Harry bądź dzielny… –– Lily odwróciła się, wiedząc co ją czeka.
–– Odejdź, głupia kobieto…–– Kobieta nie ruszyła się z miejsca. –– Avada Kedavra!

           
Od Autorki,
Hej, kochani! Za nami dwie miniaturki, została ostatnia z perspektywy Regulusa. Później ruszamy z częścią trzecią, mam nadzieję, że tak samo jak ja, nie możecie się tego doczekać! Pozdrawiam :*

2019/01/12

Rozdział 35 „Inwigilacja”

10 komentarzy:

Nadszedł styczeń, a ja zaczynałam mieć po dziurki w nosie ciągłego siedzenia w domu. Will przeprowadził się na stałe do Emmeliny, Alarica i Allie często nie było, pomagali Zakonowi. Syriusz również znikał na całe dnie, a ja tkwiłam tu niczym kołek i zastanawiałam się, co ze sobą począć. Też chciałam działać w Zakonie, jednak przez moją :””pozycję w Ministerstwie i ostatnie wydarzenia, było to mocno utrudnione. Postanowiłam w takim razie, że na własną rękę zacznę szukać tajemniczego człowieka, który rzucił na mnie zaklęcie.
Mroźny poranek, ukuł moje rozgrzane policzki ze zdwojoną siłą. Obiecałam, że po moim małym dochodzeniu, wpadnę do Marleny, która lada chwila powinna rodzić w następnym miesiącu. Nie mogłam się doczekać, by zobaczyć na świecie tą małą istotkę. Poprawiłam płaszcz i czapkę, po czym teleportowałam się do ciemnej uliczki, blisko wejścia do Ministerstwa Magii dla mugoli. Uważałam, że będzie to bezpieczniejsze. Udało mi się również ubłagać Lily, by dała mi Eliksir Wielosokowy. Rudowłosa wiedziała o mojej eskapadzie i oczywiście była temu przeciwna. Skoro nawet ona była przeciwko, nie muszę się domyślać, jak zareagują inni, gdy się dowiedzą. Gdy będzie już po fakcie, zmienią zdanie.. a przynajmniej mam taką nadzieję.
Czekałam. Obserwowałam ludzi i szukałam odpowiedniego kandydata na podmianę, któremu miałam zamiar zmodyfikować pamięć. Nie było to łatwe, jednak po jakimś czasie się udało. Moją „ofiarą” została nieznana mi czarownica, po plakietce dowiedziałam się, do którego biura należy. Obezwładniłam ją, po czym wyrwałam kawałek włosa i wrzuciłam do małej buteleczki. Chwilę później wypiłam ciecz, czując jak moje ciało się zmienia.
Kilka minut potem, byłam niską blondynką z okularami na nosie. Poprawiłam się szybko i udałam do budki telefonicznej, pilnując czasu na zegarku. Będąc już na dole, rozglądałam się uważnie, nie dając nikomu powodów do podejrzliwości. Ruszyłam, przedzierając się przez tłumy i wzięłam z wierzchu Proroka Codziennego. Spojrzałam na pierwszą stronę, gdzie widniało zdjęcie obecnej Minister Magii, Eugenii Jenkins oraz zdjęcie Milicenty Bagnol, którą ludzie powołują, by przejęła rządy. Również byłam za doktryną Milicenty, jednak zastanawiałam się, co w tej sytuacji zrobi Eugenia. Kobiety nie przepadają za sobą, ale chodzi tutaj o lepszą przyszłość czarodziejów.
Weszłam do windy wraz z innymi czarodziejami i w mgnieniu oka dostrzegłam Alicję Longbottom, stojącą tuż przede mną. To była idealna okazja.
–– Hej, Alicja –– szepnęłam tak, by tylko brązowowłosa mnie usłyszała. Odwróciła się lekko w moją stronę, uśmiechając i skinęła głową na znak powitania. –– To ja, Dorcas Meadowes –– dodałam równie cicho, a kobieta ponownie utkwiła we mnie wzrok, nie rozumiała co się dzieje. Winda stanęła na piętrze, gdzie znajdowało się biuro Aurorów. Wyszłam razem z brązowowłosą i udałyśmy się w głąb pomieszczenia, gdzie wielu aurorów biegało od biurka do biurka, bo pozałatwiać swoje sprawy.
–– Dor, co się dzieje? Dlaczego wyglądasz jak… nawet nie wiem kim jesteś! –– Pokręciła głową, niedowierzająco. –– Z Zakonu wiem, że ostatnio miałaś kłopoty…
–– Alicjo, byłam pod wpływem Imperiusa –– zwierzyłam się. Dziewczyna otworzyła szerzej oczy. –– Jestem pewna, że to stało się w Ministerstwie. Muszę się dowiedzieć, kto jest za to odpowiedzialny. Mam coraz mniej czasu –– szepnęłam gorączkowo, szukając pomocy Longbottom.
–– Crouch chodzi ostatnio bardziej posępny niż zwykle. Twoje odejście mocno na niego wpłynęło.
–– Musiałam to zrobić –– powiedziałam. –– Alicjo, musisz mnie wprowadzić do Departamentu Tajemnic. Znajduje się tam archiwum, gdzie przechowywane są wszystkie katalogi pracowników Ministerstwa. Proszę…
–– Oczywiście, że ci pomogę –– przerwała mi Alicja. –– Nawet nie musisz o to prosić. Musimy być jednak bardzo ostrożne. Jako Auror, mam dostęp do wielu drzwi w tej instytucji, ale to  prawda, że ostatnio źle się tutaj dzieje. –– Uśmiechnęłam się do brązowowłosej w podziękowaniu, a potem obmyśliłyśmy plan dostatnia się na sam dół, do dobrze strzeżonego pomieszczenia.
Stanęłyśmy w windzie, a brązowowłosa poprosiła o wciśnięcie guzika na sam dół. Czarodziej przypatrywał się jej podejrzliwie, jednak bez cienia sprzeciwu, wcisnął odpowiedni guzik. Gdy winda zjechała na sam dół, spojrzałam szybko na zegarek, widząc, że zostało mi pół godziny. Na korytarzu nie było nikogo, a lampy idealnie oświetlały zimne, marmurowe ściany. Departament Tajemnic zawsze powodował, że wpadałam w zachwyt nad tym miejscem. Jeszcze za czasów dzieciństwa, gdy przychodziłam tutaj z moim tatą…

Miałam sześć lat, gdy znalazłam się tutaj po raz pierwszy. Alaric wypiął się na wszystko, Will przebywał za granicą ,a gosposia, która pilnowała naszego domu i mnie, zachorowała. Tata musiał zjawić się w pracy, a nie miał z kim mnie zostawić, dlatego pojawiłam się tutaj.
W Departamencie Tajemnic nie było możliwości, bym od tak mogła przebywać, jednak wypływy głowy rodziny Meadowes, pozwoliły na to. Cieszyłam się, mogąc tutaj być, bo od samego początku czułam, że to miejsce ma na mnie niesamowity wpływ. Sala Sądowa, miała już za sobą swoje lata, ale klimat jaki był wciąż tu utrzymywany, był godny podziwu.
–– Córeczko, na Sali musisz być bardzo cicho. Będziesz siedziała zaraz za mną, w cieniu –– uspokajał mnie Colin, gładząc czule po głowie. –– Bycie Szefem Departamentu Tajemnic to bardzo ważny obowiązek. Pilnuję, by jak największa liczba złych czarodziejów poniosła konsekwencje za swoje przestępstwa. Rozumiesz to, prawda?
–– Oczywiście, tatusiu.
–– Nigdy się nie bój. –– Pocałował mnie w czoło i weszliśmy na Salę, która cała była pełna.  Dostrzegłam nawet Albusa Dumbledore, uśmiechającego się ciepło. Usiadłam cichutko, jak mi rozkazał tata i wsłuchiwałam się w słowa, kierowane do przybyłych. Podziwiałam go i podziwiałam to, w jaki sposób pomaga czarodziejom.

–– Proszę się wylegitymować –– warknął do mnie nagle strażnik, a ja stanęłam dęba. Zmarszczyłam brwi i od razu poznałam Edgara Bonesa. Bardzo go lubiłam, ale wiedziałam, że był bardzo dokładnym i podejrzliwym czarodziejem. Swoje obowiązki wypełniał znakomicie.
–– Ja… –– zaczęłam, nie bardzo wiedząc co powiedzieć. Na szczęście zaraz obok mnie zjawiła się Alicja.
–– Witaj, Edgarze. Razem z panią Grace wybieramy się do Prawego Skrzydła –– powiedziała, nie ujawniając naszych prawdziwych planów. –– Alicja Longbottom.
–– W porządku. Będę nas was czekał –– odpowiedział i skinął głową na znak zgody, byśmy mogły przejść. Prędko opuściłyśmy korytarz i parę minut później znalazłyśmy się przed drzwiami.
–– Stanę na czatach. Śpiesz się –– poprosiła kobieta, a ja nie czekając, weszłam do archiwum.
Sterty dokumentów walały się na wysokich półkach, a ja jęknęłam załamana, widząc stosy papierów. Zastanawiałam się, gdzie znajdę owe zapiski i zaczęłam przeglądać księgi oraz rejestry. Miałam mało czasu, co bardziej mnie stresowało. Przerzuciłam kolejne rejestry, nerwowo zaciskając usta i drżącymi dłońmi wertowałam kolejne karki. Miałam wrażenie, że idzie mi beznadziejnie. Skupiłam się maksymalnie i próbowałam znaleźć punkt zaczepienia.
W pewnym momencie trafiłam na akta czarodzieja, którego bardzo dobrze kojarzyłam z Ministerstwa. Był to Augustus Rockwood, bardzo wysoko ceniony i trzymający się blisko naszej Minister. Spojrzałam ponownie na zdjęcie czarodzieja i zmrużyłam oczy, wertując kolejne strony. Coś mi nie dawało spokoju i wydawało mi się, że Rockwood może być zamieszany w wiele dziwnych przypadków, które dzieją się ostatnimi czasami w naszym kraju. Nagle zatrzymałam się na jednej stronie, która ewidentnie została na wpół wyrwana. Na tej stronie powinny znajdować się wszelkie uwagi na temat prywatnego życia Augustusa, a także jego specjalności. Jednak nie mogłam niczego z tego odczytać, bo właśnie w tym miejscu, gdy zaczynał się opis, znajdowała się pustka, po uprzednio wyrwanej stronie. Zmarszczyłam ponownie brwi, wzdychając ciężko. Będę musiała udowodnić, że to właśnie on rzucił na mnie Imperiusa, jednak zdawałam sobie sprawę, że bez niezbitych dowodów, nie miałam szans, by ktoś mi uwierzył. Mimo to pokładałam nadzieje w Albusie Dumbledore. Nagle usłyszałam ciche pukanie do drzwi i w mgnieniu oka posprzątałam po sobie bałagan. Drzwi się uchyliły i stanęła w nich Alicja.
–– Dor, musimy się wynosić –– powiedziała, a ja kiwnęłam głową na znak zgody. Eliksir Wielosokowy przestał już działać, przez co ponownie stałam się sobą. –– Masz, zarzuć to na głowę. –– Alicja podała mi szeroki kapelusz, a ja zastanawiałam się, skąd u licha go dorwała i co jeszcze trzymała w swojej małej torebce, którą zawsze przy sobie nosiła.
Szybkim krokiem ominęłyśmy strażnika, który przyglądał nam się podejrzliwie, ale dostrzegając wzrok Alicji, nie odezwał się słowem. Weszłyśmy pośpiesznie do windy i wcisnęłyśmy guzik z odpowiednim piętrem. Odetchnęłam głęboko, ciesząc się, że na nikogo nie wpadliśmy.  
–– Mało brakowało –– szepnęłam do brunetki. Pokiwała lekko głową, wciąż nasłuchując. –– Dziękuję Alicjo, bez ciebie nie dałabym sobie rady.
–– To było głupie, pojawiać się tu samemu –– skomentowała brunetka, a ja spojrzałam na nią przepraszającym wzrokiem. –– Mam nadzieję, że chociaż dowiedziałaś się czegoś.
–– Tak. Jeszcze raz dziękuję.
Pożegnałyśmy się tuż przy wyjściu do świata mugoli i chwilę później znalazłam się toalecie, w metrze. Poprawiłam kapelusz, sądząc, że to dobry kamuflaż i pognałam do miejsca, w którym zostawiłam śpiącą czarownicę. Zaklęcie Zapomnienia wychodziło mi nieźle, dlatego nie miałam problemów z wyczyszczeniem pamięci kobiety. Gdy wszystko wróciło już na swoje miejsce, miałam zamiar deportować się do domu, gdy nagle zauważyłam człowieka, o którym myślałam aż za często.            Regulus Black, kierował się w kierunku Big Bena, upewniając się co jakiś czas, że nikt za nim nie idzie. Głowę miał schowaną pod kapturem, mimo to od razu go rozpoznałam. Przez chwilę zastanawiałam się, czy powinnam to zrobić, ale wiedziałam, że jeśli nie spróbuję, nie dowiem się co takiego ukrywa młodszy Black. Powoli ruszyłam za nim, tak, by nie miał szans mnie zauważyć. Ciekawa byłam, gdzie mnie nogi poniosą w pogoni za Regulusem…


Angus spóźniał się na patrol, co nigdy mu się nie zdarzało. Generalnie już wtedy czułem, że coś jest nie tak, ale bagatelizowałam sprawę, słuchając mojego przyjaciela Pottera, który paplał bez ładu i składu o tym, jakim to wspaniałym będzie ojcem. Cieszę się, że za parę miesięcy to właśnie ja zostanę rodziną tego małego brzdąca i widziałam, jak bardzo James jest dumny z nowej roli, jaka go czekała. Kątem oka spojrzałem na Remusa, który wpatrywał się również w Pottera i uśmiechał lekko. Miałem nadzieję, że mój przyjaciel również znajdzie sobie kogoś, z kim założy rodzinę. Tylko mu o tym nie będę wspominał, bo zaraz ujrzę jego karcący wzrok…
–– Harry Potter –– rzekł dumnie James, uśmiechając się w naszą stronę.
–– Skąd wiesz, że to będzie chłopiec? –– Uniosłem brwi do góry, patrząc pobłażliwie na przyjaciela.
–– Syriuszu, takie rzeczy się czuje. Może kiedyś i ty będziesz to wiedział –– odpowiedział poważnie, a ja prychnąłem cicho.
–– Ładnie brzmi –– skomentował Lupin, uśmiechając się przyjaźnie. –– Angus powinien już być. Peter, rozmawiałeś z nim może? –– zwrócił się w stronę Glizdogona.
–– Nie, nie… –– zająkał się. Wpatrywałem się dłużej w przyjaciela, zastanawiając się, czy jest coś, o czym nam nie mówi. Glizdogon jest jednym z nas i również chciałbym, by był szczęśliwy. –– Powinniśmy już ruszać…
–– Campbell wie gdzie nas szukać –– dołączył się do dyskusji Frank Longbotttom. –– Nie traćmy czasu. Wszyscy przystaliśmy na propozycję Longbottoma i postanowiliśmy wyruszyć w drogę.
Deportowaliśmy się pod Big Benem, mając na uwadze, że musimy zachować się cicho. Dostaliśmy informację, że gdzieś w tych okolicach odbywa się spotkanie Śmierciożerców. Nie chcieliśmy się demaskować, chodziło nam tylko i wyłącznie o przydane informacje, które pomogą nam zakończyć wojnę i wygrać z Voldemortem. Spojrzałem na przyjaciół, którzy kiwnęli twierdząco głowami, po czym ukradkiem skierowaliśmy się schodami pod ogromny zegar. Droga była kręta i ciemna, dlatego ostrożnie pokonywaliśmy każdy stopień. Frank wraz z Peterem zostali na zewnątrz, James i Remus osłaniali tyły, a ja zamieniłem się w psa i pognałem wprost do pomieszczenia, gdzie było słychać przyciszone rozmowy. Schowałem się w małym tunelu, niewidoczny dla oczu i próbowałem podsłuchać rozmowę, która toczyła się na dole. Nie widziałem twarzy osobników, jednak gdy usłyszałem lepiej pierwsze głosy, zamarłem zszokowany i wyjrzałem ukradkiem, chcąc upewnić się w swoich podejrzeniach.
–– Powiedziałeś, że chcesz z tym skończyć! –– krzyknęła Dorcas patrząc na mojego brata ze łzami w oczach. –– A ja znajduje cię tutaj, na spotkaniu z nimi…
–– Ciszej –– warknął Regulus i podszedł bliżej dziewczyny. –– Nie kazałem ci mnie śledzić. 
Śledzić? Co w ogóle robi tutaj Dorcas?! Obiecała nie ruszać się z domu.
–– Chciałam porozmawiać. Nie spodziewałam się, że nadal przekazujesz informację dla Voldemorta.
–– Dorcas, ciszej. Zaraz zjawi się tutaj tuzin Śmierciożerców, powinnaś jak najszybciej stąd uciekać! –– powiedział ostro, tracąc powoli nad sobą panowanie. –– Syriusz wie, że tu jesteś? Ktokolwiek o tym wie?
–– Nie… –– odburknęła niemrawo, a Regulus zmierzwił włosy i warknął rozdrażniony.
–– Jesteś taka nieodpowiedzialna…
–– Może przestaniesz mnie krytykować i powiesz wreszcie o co tutaj chodzi.
–– Meadowes, kto zostanie Śmierciożercą, zostaje nim na zawsze. To nie jest etat w pracy, rozumiesz? Nie mogę od tak tego zostawić. Bardziej przydam się tutaj i Dumbledore o tym wie –– wytłumaczył, a ja sapnąłem cicho.
Więc Regulus działa z polecenia Dumbledore?
–– Ja… –– zacięła się brązowowłosa. –– To wiele wyjaśnia.
–– Cieszę się, a teraz zabieraj się stąd –– warknął oschle. Mimowolnie spiąłem wszystkie mięśnie, nie mogąc dłużej nad sobą zapanować. Nie podobało mi się, jakim tonem Black zwracał się do Dorcas.
–– Chciałam porozmawiać… –– szepnęła cicho, uciekając wzrokiem. Zawsze to robiła, gdy temat był dla niej bardzo trudny. Trudny i uczuciowy.
–– Dor, proszę cię. –– Czarnowłosy złapał ją za ramiona. –– Porozmawiamy, obiecuję, ale nie tutaj i nie teraz. Grozi ci niebezpieczeństwo.
W tej samej chwili wyłoniłem się z cienia, spoglądając na ową dwójkę. Regulus zmarszczył mocniej brwi, a Dor otworzyła szerzej oczy.
–– Syriusz? –– wyszeptała, a ja po chwili stanąłem przed nimi w swojej ludzkiej postaci. Moje oczy były puste, po raz kolejny zastanawiałem się co robi tu moja dziewczyna i dlaczego wszędzie gdzie ona, musi być również mój brat. Wpatrywałem się w niego dłuższą chwilę.
–– Dumbledore o wszystkim się dowie. Uciekajcie stąd –– powiedział dosadnie, a ja kiwnąłem głową. Złapałem brązowowłosą za rękę, a ona dopiero po chwili zaczęła za mną biec, nie do końca wiedząc, co się właściwie dzieje. Też byłem skołowany, ale nie mogłem pozwolić, by uczucia zaślepiły nam nasz prawdziwy cel. Wolność.
Udało nam się zajść do kryjówki, w której wcześniej urzędowałem, gdy usłyszeliśmy kroki. Przyłożyłem palec do ust i odwróciłem się do Meadowes. Chwilę później ukryliśmy się wspólne w małej jamie. Przybrałem postać psa, byśmy razem się zmieścili i nasłuchiwaliśmy, jak jeden czarodziej za drugim wchodzą do pomieszczenia.
–– Kogo my tu mamy? Od kiedy to jesteś taki punktualny, Black? –– Głos Bellatrix Lestrange, do niedawna Black, wypełnił całe pomieszczenie.
–– Nie powinnaś być nie miesiącu miodowym? –– zakpił Regulus, nie zwracając na zaczepki czarnowłosej.
–– Czarny Pan jest ważniejszy –– odpowiedział wyniośle Rudolf Lestrange. Nie widziałem ich min, ale mogłem się domyśleć, jak wyglądają. Kątem oka spojrzałem na Dorcas, która również uważnie nasłuchiwała wszelkich słów.
–– Nie jesteśmy po to, by się przekrzykiwać. –– Do pomieszczenia wszedł Severus Snape, a we mnie momentalnie się zagotowało. Wiedziałem doskonale, że ta szumowina należy do Śmierciożerców. Plułem sobie w brodę, że tamtego dnia w Hogwarcie, uratowałem jego nędzny tyłek.
–– Snape, nie spodziewałem się ciebie tutaj –– zasyczała Lestrange, a ja, mimo protestów Dorcas, wyjrzałem lekko, by móc zobaczyć wszystkich zgromadzonych. Wszyscy posiadali maski, dlatego mogłem rozpoznać tylko parę głosów.
Nie wiadomo kiedy, w pomieszczeniu zrobiło się zimno. Chłód jaki ogarnął moje ciało, przeszył mnie na wskroś. Na samym środku Sali pojawił się Lord Voldemort, a reszta jego zwolenników, uklęknęła i schyliła głowy ku ziemi.
–– Słudzy Czarnego Pana… –– zasyczał, zwracając się bezpośrednio do swoich poddanych. –– Obawiam się, że miejsce naszego pobytu zostało zdradzone –– rzekł melancholijnie, po czym dało się usłyszeć głosy oburzenia. –– To najwyższa pora, by krok po kroku pozbywać się zwolenników Ministerstwa jak i naszego największego wroga, Albusa Dumbledore… Dlatego, w dniu dzisiejszym poczyniłem pewne kroki… –– mówił przeciągając słowa. –– Dziś zostali pozbawieni życia czarodzieje, zwolennicy Dumbledore, członkowie Zakonu Feniksa…
Zamarłem. Zacząłem szybciej oddychać i dostrzegłem, że Dorcas zasłoniła usta dłonią. Moje myśli zaczęły biec z prędkością światła, ale myśl, jedna myśl, która nie dawała mi spokoju…. Nie… Nie mogłem o tym myśleć. Nie potrafiłem sobie tego wyobrazić. To było dla mnie tak nierealne, że miałem nadzieję, że to tylko sen. Chwilę później wydostałem się wraz z Dorcas ze szczeliny i popędziłem do przyjaciół, czekających nieopodal.
–– Dorcas, co ty tutaj robisz? –– zapytał James, widząc nas razem. Brązowowłosa oddychała ciężko, a ja czując ogromne kłucie w sercu, złapałem Jamesa za ramiona i spojrzałem w oczy.
–– Gdzie jest Angus? –– warknąłem, nie zważając na moje dziwne zachowanie.
–– Nie ma go jeszcze… Syriusz, o co chodzi? –– odpowiedział szybko Potter, a moje ramiona mimowolnie opadły na dół. Przyjaciel do mnie mówił, ale nie słyszałem go. Nie słyszałem niczego, a widziałem tylko łzy Dorcas.
Nie mogę być pewny, że Voldemortowi chodziło o nich. O Angusa i Marlenę.
Więc dlaczego czuję….
Co właściwie czuję...?

Od Autorki: Hej, kochani. Ciężko? Wiem. Zdziwieni? Tak. Czy to prawda...? Pozdrawiam, do następnego ;*
Witaj nieznajomy... ;)
Jeśli już tu jesteś, zostaw proszę ślad po sobie.
Będzie mi niezmiernie miło wiedzieć, co sądzisz o mojej twórczości.
Pozdrawiam i zachęcam do czytania,
Adaline