Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frank Longbottom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frank Longbottom. Pokaż wszystkie posty

2019/01/12

Rozdział 35 „Inwigilacja”

10 komentarzy:

Nadszedł styczeń, a ja zaczynałam mieć po dziurki w nosie ciągłego siedzenia w domu. Will przeprowadził się na stałe do Emmeliny, Alarica i Allie często nie było, pomagali Zakonowi. Syriusz również znikał na całe dnie, a ja tkwiłam tu niczym kołek i zastanawiałam się, co ze sobą począć. Też chciałam działać w Zakonie, jednak przez moją :””pozycję w Ministerstwie i ostatnie wydarzenia, było to mocno utrudnione. Postanowiłam w takim razie, że na własną rękę zacznę szukać tajemniczego człowieka, który rzucił na mnie zaklęcie.
Mroźny poranek, ukuł moje rozgrzane policzki ze zdwojoną siłą. Obiecałam, że po moim małym dochodzeniu, wpadnę do Marleny, która lada chwila powinna rodzić w następnym miesiącu. Nie mogłam się doczekać, by zobaczyć na świecie tą małą istotkę. Poprawiłam płaszcz i czapkę, po czym teleportowałam się do ciemnej uliczki, blisko wejścia do Ministerstwa Magii dla mugoli. Uważałam, że będzie to bezpieczniejsze. Udało mi się również ubłagać Lily, by dała mi Eliksir Wielosokowy. Rudowłosa wiedziała o mojej eskapadzie i oczywiście była temu przeciwna. Skoro nawet ona była przeciwko, nie muszę się domyślać, jak zareagują inni, gdy się dowiedzą. Gdy będzie już po fakcie, zmienią zdanie.. a przynajmniej mam taką nadzieję.
Czekałam. Obserwowałam ludzi i szukałam odpowiedniego kandydata na podmianę, któremu miałam zamiar zmodyfikować pamięć. Nie było to łatwe, jednak po jakimś czasie się udało. Moją „ofiarą” została nieznana mi czarownica, po plakietce dowiedziałam się, do którego biura należy. Obezwładniłam ją, po czym wyrwałam kawałek włosa i wrzuciłam do małej buteleczki. Chwilę później wypiłam ciecz, czując jak moje ciało się zmienia.
Kilka minut potem, byłam niską blondynką z okularami na nosie. Poprawiłam się szybko i udałam do budki telefonicznej, pilnując czasu na zegarku. Będąc już na dole, rozglądałam się uważnie, nie dając nikomu powodów do podejrzliwości. Ruszyłam, przedzierając się przez tłumy i wzięłam z wierzchu Proroka Codziennego. Spojrzałam na pierwszą stronę, gdzie widniało zdjęcie obecnej Minister Magii, Eugenii Jenkins oraz zdjęcie Milicenty Bagnol, którą ludzie powołują, by przejęła rządy. Również byłam za doktryną Milicenty, jednak zastanawiałam się, co w tej sytuacji zrobi Eugenia. Kobiety nie przepadają za sobą, ale chodzi tutaj o lepszą przyszłość czarodziejów.
Weszłam do windy wraz z innymi czarodziejami i w mgnieniu oka dostrzegłam Alicję Longbottom, stojącą tuż przede mną. To była idealna okazja.
–– Hej, Alicja –– szepnęłam tak, by tylko brązowowłosa mnie usłyszała. Odwróciła się lekko w moją stronę, uśmiechając i skinęła głową na znak powitania. –– To ja, Dorcas Meadowes –– dodałam równie cicho, a kobieta ponownie utkwiła we mnie wzrok, nie rozumiała co się dzieje. Winda stanęła na piętrze, gdzie znajdowało się biuro Aurorów. Wyszłam razem z brązowowłosą i udałyśmy się w głąb pomieszczenia, gdzie wielu aurorów biegało od biurka do biurka, bo pozałatwiać swoje sprawy.
–– Dor, co się dzieje? Dlaczego wyglądasz jak… nawet nie wiem kim jesteś! –– Pokręciła głową, niedowierzająco. –– Z Zakonu wiem, że ostatnio miałaś kłopoty…
–– Alicjo, byłam pod wpływem Imperiusa –– zwierzyłam się. Dziewczyna otworzyła szerzej oczy. –– Jestem pewna, że to stało się w Ministerstwie. Muszę się dowiedzieć, kto jest za to odpowiedzialny. Mam coraz mniej czasu –– szepnęłam gorączkowo, szukając pomocy Longbottom.
–– Crouch chodzi ostatnio bardziej posępny niż zwykle. Twoje odejście mocno na niego wpłynęło.
–– Musiałam to zrobić –– powiedziałam. –– Alicjo, musisz mnie wprowadzić do Departamentu Tajemnic. Znajduje się tam archiwum, gdzie przechowywane są wszystkie katalogi pracowników Ministerstwa. Proszę…
–– Oczywiście, że ci pomogę –– przerwała mi Alicja. –– Nawet nie musisz o to prosić. Musimy być jednak bardzo ostrożne. Jako Auror, mam dostęp do wielu drzwi w tej instytucji, ale to  prawda, że ostatnio źle się tutaj dzieje. –– Uśmiechnęłam się do brązowowłosej w podziękowaniu, a potem obmyśliłyśmy plan dostatnia się na sam dół, do dobrze strzeżonego pomieszczenia.
Stanęłyśmy w windzie, a brązowowłosa poprosiła o wciśnięcie guzika na sam dół. Czarodziej przypatrywał się jej podejrzliwie, jednak bez cienia sprzeciwu, wcisnął odpowiedni guzik. Gdy winda zjechała na sam dół, spojrzałam szybko na zegarek, widząc, że zostało mi pół godziny. Na korytarzu nie było nikogo, a lampy idealnie oświetlały zimne, marmurowe ściany. Departament Tajemnic zawsze powodował, że wpadałam w zachwyt nad tym miejscem. Jeszcze za czasów dzieciństwa, gdy przychodziłam tutaj z moim tatą…

Miałam sześć lat, gdy znalazłam się tutaj po raz pierwszy. Alaric wypiął się na wszystko, Will przebywał za granicą ,a gosposia, która pilnowała naszego domu i mnie, zachorowała. Tata musiał zjawić się w pracy, a nie miał z kim mnie zostawić, dlatego pojawiłam się tutaj.
W Departamencie Tajemnic nie było możliwości, bym od tak mogła przebywać, jednak wypływy głowy rodziny Meadowes, pozwoliły na to. Cieszyłam się, mogąc tutaj być, bo od samego początku czułam, że to miejsce ma na mnie niesamowity wpływ. Sala Sądowa, miała już za sobą swoje lata, ale klimat jaki był wciąż tu utrzymywany, był godny podziwu.
–– Córeczko, na Sali musisz być bardzo cicho. Będziesz siedziała zaraz za mną, w cieniu –– uspokajał mnie Colin, gładząc czule po głowie. –– Bycie Szefem Departamentu Tajemnic to bardzo ważny obowiązek. Pilnuję, by jak największa liczba złych czarodziejów poniosła konsekwencje za swoje przestępstwa. Rozumiesz to, prawda?
–– Oczywiście, tatusiu.
–– Nigdy się nie bój. –– Pocałował mnie w czoło i weszliśmy na Salę, która cała była pełna.  Dostrzegłam nawet Albusa Dumbledore, uśmiechającego się ciepło. Usiadłam cichutko, jak mi rozkazał tata i wsłuchiwałam się w słowa, kierowane do przybyłych. Podziwiałam go i podziwiałam to, w jaki sposób pomaga czarodziejom.

–– Proszę się wylegitymować –– warknął do mnie nagle strażnik, a ja stanęłam dęba. Zmarszczyłam brwi i od razu poznałam Edgara Bonesa. Bardzo go lubiłam, ale wiedziałam, że był bardzo dokładnym i podejrzliwym czarodziejem. Swoje obowiązki wypełniał znakomicie.
–– Ja… –– zaczęłam, nie bardzo wiedząc co powiedzieć. Na szczęście zaraz obok mnie zjawiła się Alicja.
–– Witaj, Edgarze. Razem z panią Grace wybieramy się do Prawego Skrzydła –– powiedziała, nie ujawniając naszych prawdziwych planów. –– Alicja Longbottom.
–– W porządku. Będę nas was czekał –– odpowiedział i skinął głową na znak zgody, byśmy mogły przejść. Prędko opuściłyśmy korytarz i parę minut później znalazłyśmy się przed drzwiami.
–– Stanę na czatach. Śpiesz się –– poprosiła kobieta, a ja nie czekając, weszłam do archiwum.
Sterty dokumentów walały się na wysokich półkach, a ja jęknęłam załamana, widząc stosy papierów. Zastanawiałam się, gdzie znajdę owe zapiski i zaczęłam przeglądać księgi oraz rejestry. Miałam mało czasu, co bardziej mnie stresowało. Przerzuciłam kolejne rejestry, nerwowo zaciskając usta i drżącymi dłońmi wertowałam kolejne karki. Miałam wrażenie, że idzie mi beznadziejnie. Skupiłam się maksymalnie i próbowałam znaleźć punkt zaczepienia.
W pewnym momencie trafiłam na akta czarodzieja, którego bardzo dobrze kojarzyłam z Ministerstwa. Był to Augustus Rockwood, bardzo wysoko ceniony i trzymający się blisko naszej Minister. Spojrzałam ponownie na zdjęcie czarodzieja i zmrużyłam oczy, wertując kolejne strony. Coś mi nie dawało spokoju i wydawało mi się, że Rockwood może być zamieszany w wiele dziwnych przypadków, które dzieją się ostatnimi czasami w naszym kraju. Nagle zatrzymałam się na jednej stronie, która ewidentnie została na wpół wyrwana. Na tej stronie powinny znajdować się wszelkie uwagi na temat prywatnego życia Augustusa, a także jego specjalności. Jednak nie mogłam niczego z tego odczytać, bo właśnie w tym miejscu, gdy zaczynał się opis, znajdowała się pustka, po uprzednio wyrwanej stronie. Zmarszczyłam ponownie brwi, wzdychając ciężko. Będę musiała udowodnić, że to właśnie on rzucił na mnie Imperiusa, jednak zdawałam sobie sprawę, że bez niezbitych dowodów, nie miałam szans, by ktoś mi uwierzył. Mimo to pokładałam nadzieje w Albusie Dumbledore. Nagle usłyszałam ciche pukanie do drzwi i w mgnieniu oka posprzątałam po sobie bałagan. Drzwi się uchyliły i stanęła w nich Alicja.
–– Dor, musimy się wynosić –– powiedziała, a ja kiwnęłam głową na znak zgody. Eliksir Wielosokowy przestał już działać, przez co ponownie stałam się sobą. –– Masz, zarzuć to na głowę. –– Alicja podała mi szeroki kapelusz, a ja zastanawiałam się, skąd u licha go dorwała i co jeszcze trzymała w swojej małej torebce, którą zawsze przy sobie nosiła.
Szybkim krokiem ominęłyśmy strażnika, który przyglądał nam się podejrzliwie, ale dostrzegając wzrok Alicji, nie odezwał się słowem. Weszłyśmy pośpiesznie do windy i wcisnęłyśmy guzik z odpowiednim piętrem. Odetchnęłam głęboko, ciesząc się, że na nikogo nie wpadliśmy.  
–– Mało brakowało –– szepnęłam do brunetki. Pokiwała lekko głową, wciąż nasłuchując. –– Dziękuję Alicjo, bez ciebie nie dałabym sobie rady.
–– To było głupie, pojawiać się tu samemu –– skomentowała brunetka, a ja spojrzałam na nią przepraszającym wzrokiem. –– Mam nadzieję, że chociaż dowiedziałaś się czegoś.
–– Tak. Jeszcze raz dziękuję.
Pożegnałyśmy się tuż przy wyjściu do świata mugoli i chwilę później znalazłam się toalecie, w metrze. Poprawiłam kapelusz, sądząc, że to dobry kamuflaż i pognałam do miejsca, w którym zostawiłam śpiącą czarownicę. Zaklęcie Zapomnienia wychodziło mi nieźle, dlatego nie miałam problemów z wyczyszczeniem pamięci kobiety. Gdy wszystko wróciło już na swoje miejsce, miałam zamiar deportować się do domu, gdy nagle zauważyłam człowieka, o którym myślałam aż za często.            Regulus Black, kierował się w kierunku Big Bena, upewniając się co jakiś czas, że nikt za nim nie idzie. Głowę miał schowaną pod kapturem, mimo to od razu go rozpoznałam. Przez chwilę zastanawiałam się, czy powinnam to zrobić, ale wiedziałam, że jeśli nie spróbuję, nie dowiem się co takiego ukrywa młodszy Black. Powoli ruszyłam za nim, tak, by nie miał szans mnie zauważyć. Ciekawa byłam, gdzie mnie nogi poniosą w pogoni za Regulusem…


Angus spóźniał się na patrol, co nigdy mu się nie zdarzało. Generalnie już wtedy czułem, że coś jest nie tak, ale bagatelizowałam sprawę, słuchając mojego przyjaciela Pottera, który paplał bez ładu i składu o tym, jakim to wspaniałym będzie ojcem. Cieszę się, że za parę miesięcy to właśnie ja zostanę rodziną tego małego brzdąca i widziałam, jak bardzo James jest dumny z nowej roli, jaka go czekała. Kątem oka spojrzałem na Remusa, który wpatrywał się również w Pottera i uśmiechał lekko. Miałem nadzieję, że mój przyjaciel również znajdzie sobie kogoś, z kim założy rodzinę. Tylko mu o tym nie będę wspominał, bo zaraz ujrzę jego karcący wzrok…
–– Harry Potter –– rzekł dumnie James, uśmiechając się w naszą stronę.
–– Skąd wiesz, że to będzie chłopiec? –– Uniosłem brwi do góry, patrząc pobłażliwie na przyjaciela.
–– Syriuszu, takie rzeczy się czuje. Może kiedyś i ty będziesz to wiedział –– odpowiedział poważnie, a ja prychnąłem cicho.
–– Ładnie brzmi –– skomentował Lupin, uśmiechając się przyjaźnie. –– Angus powinien już być. Peter, rozmawiałeś z nim może? –– zwrócił się w stronę Glizdogona.
–– Nie, nie… –– zająkał się. Wpatrywałem się dłużej w przyjaciela, zastanawiając się, czy jest coś, o czym nam nie mówi. Glizdogon jest jednym z nas i również chciałbym, by był szczęśliwy. –– Powinniśmy już ruszać…
–– Campbell wie gdzie nas szukać –– dołączył się do dyskusji Frank Longbotttom. –– Nie traćmy czasu. Wszyscy przystaliśmy na propozycję Longbottoma i postanowiliśmy wyruszyć w drogę.
Deportowaliśmy się pod Big Benem, mając na uwadze, że musimy zachować się cicho. Dostaliśmy informację, że gdzieś w tych okolicach odbywa się spotkanie Śmierciożerców. Nie chcieliśmy się demaskować, chodziło nam tylko i wyłącznie o przydane informacje, które pomogą nam zakończyć wojnę i wygrać z Voldemortem. Spojrzałem na przyjaciół, którzy kiwnęli twierdząco głowami, po czym ukradkiem skierowaliśmy się schodami pod ogromny zegar. Droga była kręta i ciemna, dlatego ostrożnie pokonywaliśmy każdy stopień. Frank wraz z Peterem zostali na zewnątrz, James i Remus osłaniali tyły, a ja zamieniłem się w psa i pognałem wprost do pomieszczenia, gdzie było słychać przyciszone rozmowy. Schowałem się w małym tunelu, niewidoczny dla oczu i próbowałem podsłuchać rozmowę, która toczyła się na dole. Nie widziałem twarzy osobników, jednak gdy usłyszałem lepiej pierwsze głosy, zamarłem zszokowany i wyjrzałem ukradkiem, chcąc upewnić się w swoich podejrzeniach.
–– Powiedziałeś, że chcesz z tym skończyć! –– krzyknęła Dorcas patrząc na mojego brata ze łzami w oczach. –– A ja znajduje cię tutaj, na spotkaniu z nimi…
–– Ciszej –– warknął Regulus i podszedł bliżej dziewczyny. –– Nie kazałem ci mnie śledzić. 
Śledzić? Co w ogóle robi tutaj Dorcas?! Obiecała nie ruszać się z domu.
–– Chciałam porozmawiać. Nie spodziewałam się, że nadal przekazujesz informację dla Voldemorta.
–– Dorcas, ciszej. Zaraz zjawi się tutaj tuzin Śmierciożerców, powinnaś jak najszybciej stąd uciekać! –– powiedział ostro, tracąc powoli nad sobą panowanie. –– Syriusz wie, że tu jesteś? Ktokolwiek o tym wie?
–– Nie… –– odburknęła niemrawo, a Regulus zmierzwił włosy i warknął rozdrażniony.
–– Jesteś taka nieodpowiedzialna…
–– Może przestaniesz mnie krytykować i powiesz wreszcie o co tutaj chodzi.
–– Meadowes, kto zostanie Śmierciożercą, zostaje nim na zawsze. To nie jest etat w pracy, rozumiesz? Nie mogę od tak tego zostawić. Bardziej przydam się tutaj i Dumbledore o tym wie –– wytłumaczył, a ja sapnąłem cicho.
Więc Regulus działa z polecenia Dumbledore?
–– Ja… –– zacięła się brązowowłosa. –– To wiele wyjaśnia.
–– Cieszę się, a teraz zabieraj się stąd –– warknął oschle. Mimowolnie spiąłem wszystkie mięśnie, nie mogąc dłużej nad sobą zapanować. Nie podobało mi się, jakim tonem Black zwracał się do Dorcas.
–– Chciałam porozmawiać… –– szepnęła cicho, uciekając wzrokiem. Zawsze to robiła, gdy temat był dla niej bardzo trudny. Trudny i uczuciowy.
–– Dor, proszę cię. –– Czarnowłosy złapał ją za ramiona. –– Porozmawiamy, obiecuję, ale nie tutaj i nie teraz. Grozi ci niebezpieczeństwo.
W tej samej chwili wyłoniłem się z cienia, spoglądając na ową dwójkę. Regulus zmarszczył mocniej brwi, a Dor otworzyła szerzej oczy.
–– Syriusz? –– wyszeptała, a ja po chwili stanąłem przed nimi w swojej ludzkiej postaci. Moje oczy były puste, po raz kolejny zastanawiałem się co robi tu moja dziewczyna i dlaczego wszędzie gdzie ona, musi być również mój brat. Wpatrywałem się w niego dłuższą chwilę.
–– Dumbledore o wszystkim się dowie. Uciekajcie stąd –– powiedział dosadnie, a ja kiwnąłem głową. Złapałem brązowowłosą za rękę, a ona dopiero po chwili zaczęła za mną biec, nie do końca wiedząc, co się właściwie dzieje. Też byłem skołowany, ale nie mogłem pozwolić, by uczucia zaślepiły nam nasz prawdziwy cel. Wolność.
Udało nam się zajść do kryjówki, w której wcześniej urzędowałem, gdy usłyszeliśmy kroki. Przyłożyłem palec do ust i odwróciłem się do Meadowes. Chwilę później ukryliśmy się wspólne w małej jamie. Przybrałem postać psa, byśmy razem się zmieścili i nasłuchiwaliśmy, jak jeden czarodziej za drugim wchodzą do pomieszczenia.
–– Kogo my tu mamy? Od kiedy to jesteś taki punktualny, Black? –– Głos Bellatrix Lestrange, do niedawna Black, wypełnił całe pomieszczenie.
–– Nie powinnaś być nie miesiącu miodowym? –– zakpił Regulus, nie zwracając na zaczepki czarnowłosej.
–– Czarny Pan jest ważniejszy –– odpowiedział wyniośle Rudolf Lestrange. Nie widziałem ich min, ale mogłem się domyśleć, jak wyglądają. Kątem oka spojrzałem na Dorcas, która również uważnie nasłuchiwała wszelkich słów.
–– Nie jesteśmy po to, by się przekrzykiwać. –– Do pomieszczenia wszedł Severus Snape, a we mnie momentalnie się zagotowało. Wiedziałem doskonale, że ta szumowina należy do Śmierciożerców. Plułem sobie w brodę, że tamtego dnia w Hogwarcie, uratowałem jego nędzny tyłek.
–– Snape, nie spodziewałem się ciebie tutaj –– zasyczała Lestrange, a ja, mimo protestów Dorcas, wyjrzałem lekko, by móc zobaczyć wszystkich zgromadzonych. Wszyscy posiadali maski, dlatego mogłem rozpoznać tylko parę głosów.
Nie wiadomo kiedy, w pomieszczeniu zrobiło się zimno. Chłód jaki ogarnął moje ciało, przeszył mnie na wskroś. Na samym środku Sali pojawił się Lord Voldemort, a reszta jego zwolenników, uklęknęła i schyliła głowy ku ziemi.
–– Słudzy Czarnego Pana… –– zasyczał, zwracając się bezpośrednio do swoich poddanych. –– Obawiam się, że miejsce naszego pobytu zostało zdradzone –– rzekł melancholijnie, po czym dało się usłyszeć głosy oburzenia. –– To najwyższa pora, by krok po kroku pozbywać się zwolenników Ministerstwa jak i naszego największego wroga, Albusa Dumbledore… Dlatego, w dniu dzisiejszym poczyniłem pewne kroki… –– mówił przeciągając słowa. –– Dziś zostali pozbawieni życia czarodzieje, zwolennicy Dumbledore, członkowie Zakonu Feniksa…
Zamarłem. Zacząłem szybciej oddychać i dostrzegłem, że Dorcas zasłoniła usta dłonią. Moje myśli zaczęły biec z prędkością światła, ale myśl, jedna myśl, która nie dawała mi spokoju…. Nie… Nie mogłem o tym myśleć. Nie potrafiłem sobie tego wyobrazić. To było dla mnie tak nierealne, że miałem nadzieję, że to tylko sen. Chwilę później wydostałem się wraz z Dorcas ze szczeliny i popędziłem do przyjaciół, czekających nieopodal.
–– Dorcas, co ty tutaj robisz? –– zapytał James, widząc nas razem. Brązowowłosa oddychała ciężko, a ja czując ogromne kłucie w sercu, złapałem Jamesa za ramiona i spojrzałem w oczy.
–– Gdzie jest Angus? –– warknąłem, nie zważając na moje dziwne zachowanie.
–– Nie ma go jeszcze… Syriusz, o co chodzi? –– odpowiedział szybko Potter, a moje ramiona mimowolnie opadły na dół. Przyjaciel do mnie mówił, ale nie słyszałem go. Nie słyszałem niczego, a widziałem tylko łzy Dorcas.
Nie mogę być pewny, że Voldemortowi chodziło o nich. O Angusa i Marlenę.
Więc dlaczego czuję….
Co właściwie czuję...?

Od Autorki: Hej, kochani. Ciężko? Wiem. Zdziwieni? Tak. Czy to prawda...? Pozdrawiam, do następnego ;*

2018/08/23

Rozdział 32 „Nie odpuszczaj"

6 komentarzy:
            Dorcas

Nie wierzyłam w to, co się działo naokoło mnie. Jeszcze chwilę temu widziałam tych ludzi na ślubie Jamesa i Lily, a dziś ponownie się widzimy, ale na pogrzebie.
Pogrzebie Rose Wax.
To było jak… ponowne przeżywanie czegoś strasznego.
Śmierć.
Trzymałam Syriusza za rękę i opierałam się o jego ramię. Mężczyzna gładził mnie knykciem po dłoni, a ja spoglądałam na niego co chwilę. Obawiałam się o niego. Od kilku dni chodził cichy, zamknięty w sobie i intensywnie o czymś myślał. Zdecydowanie coś przede mną ukrywał, jednak nie chciałam naciskać, bowiem wiedziałam, że Rose była jego przyjaciółką, mimo wszystko. Moją również.
Staliśmy nad grobem, słuchając przemówienia pastora. Łkałam cicho, tak by nikt tego nie widział. Jedynie Syriusz, mocniej łapał mnie za rękę, gdy wyczuwał, że wpadam w większą panikę.
Kto jeszcze będzie musiał umrzeć?
Wojna dopiero się zaczęła.

Tej nocy, wraz z Lily, Marleną oraz Emmeliną siedziałyśmy w domu Potterów i z pijackim już humorem, słuchałyśmy historii o miesiącu miodowym i innych ekscesach. Cieszyło mnie, że patrzyłam na swoją najlepsza przyjaciółkę i widziałam jak mocno jest szczęśliwa. To naprawdę jest prawdziwa miłość.
Przy okazji Marlena przyznała się do ciąży. Dziewczyny były w szoku, jednak skakały z radości. Zauważyłam, że Lily podejrzanie zamilka, gdy blondynka o tym mówiła, ale za chwilę temat się zmienił i wszystkie spojrzenia wylądowały na mnie.
–– Dorcas, wszystko w porządku? –– zapytała mnie Lily, zarzucając mi od tyłu ręce na szyję. Uśmiechnęłam się do rudowłosej i uścisnęłam ją za dłoń.
–– Teraz tak. Tęskniłam za tobą –– przyznałam szczerze, a na twarzy zielonookiej pojawił szeroki uśmiech.
–– Wiesz, że nie o to mi chodziło, ale punkt za odwrócenie tematu. Nie dziwię się, że Crouch jest pod wrażeniem. Jednak mimo wszystko, nie potrafię mu do końca zaufać..  –– wyznała i spojrzała na resztę dziewczyn. –– Wypijmy.. za Mary. Zawsze będziemy o niej pamiętać –– powiedziała, a my wzniosłyśmy kieliszki do góry, a w gardle poczułyśmy mocną ciecz.
–– Żałuję, że nie mogę napić się z wami –– jęknęła Marlena i czule pogładziła się po brzuchu. –– Jednak ta mała istotka.. jest tego warta.
–– Nie poznaję cię, Lena. –– Zaśmiałam się, ale jednocześnie pochwaliłam przyjaciółkę. –– To wspaniałe, cieszyć się waszym szczęściem.
–– To ty masz tak źle w życiu? –– odbiła pałeczkę, a ja zacięłam się. Czekałam, aż ten temat wypłynie, jednak miałam nadzieję, że… Właśnie, na co ja miałam nadzieję?
–– Sama nie wiem. Czuje się… niepełna –– przyznałam szczerze i spojrzałam na swoje palce. Świetnie, zaczynałam się stresować.
–– Co uważasz za określenie „niepełna”? –– Lena uniosła brwi do góry. Westchnęłam ciężko.
–– Mam wymarzoną pracę, jestem na początku kariery, którą naprawdę mogę osiągnąć. Mam wspaniałych przyjaciół. Mam rodzinę, która o mnie dba i kocha oraz mam faceta, którego bardzo kocham i wiem, że on kocha mnie, jednak… –– Zatrzymałam się i zamknęłam oczy. –– Jednak ciągle czegoś mi brak. Ostatni tydzień był okropny. Zaczęłam pracę i od tego czasu przestałam widywać Syriusza. Nie wracał na noc, nie wiedziałam z kim jest, co robi… do czasu, aż mi powiedział, że jest w Zakonie Feniksa. Wiem, że już o tym wiecie –– mówiłam, a Lily uciekła wzrokiem. –– Wiem też, że musimy tam dołączyć, razem.
–– Masz rację, Dorcas. –– Marlena pokiwała głową i posłała mi uśmiech. –– Wiesz przecież, że gdyby Angus choć raz nie wrócił na noc, niemiałby do czego wracać…–– wytłumaczyła McKinnon, a my zaśmiałyśmy się szczerze. –– Obiecałam, że po porodzie będę działa w Zakonie. Teraz, dzięki kontaktom, mogę wielu rzeczy się dowiedzieć, jednak na tym kończy się moja rola, niestety…
–– Tak, ja też wiedziałam… –– szepnęła Lily patrząc na mnie, a ja widziałam, że ma wyrzuty sumienia. –– Obiecałam Syriuszowi, że ci o tym nie powiem. Chciał zrobić to sam. Dor, ja.. też chodzę na zwiady, misje…–– wyznała.
–– Ja nie wiedziałam o tym wszystkim –– wtrąciła się Emma i wypiła kieliszek jednym haustem. –– Jednak doskonale wiem, że i ja was nie zostawię. Jesteśmy w tym razem –– powiedziała.
–– Tak, razem –– potwierdziłam i również wypiłam kolejny kieliszek Ognistej. –– Lil, nie wierzę, że tyle czasu nic mi nie powiedziałaś –– dodałam z przekąsem, a przyjaciółka posłała mi przepraszające spojrzenie.
–– Zakon Feniksa to jedno, a ty do drugie Meadowes. O co chodzi z Syriuszem? Znowu daleko mu do ideału…?
–– Lena! –– krzyknęła z wyrzutem Lily, jednak po chwili się opanowała. –– Nie możesz tak mówić, wiesz ile Syriusz robi dla Zakonu.
–– Wiem też, że nie jest święty, Lil. Ty również to wiesz –– zaznaczyła, a ja chwilowo poczułam się, jakby mnie w tym pokoju nie było.
–– Przestańcie się kłócić. To nic takiego. –– Machnęłam ręką, jednak usłyszałam prychnięcie Emmy. Nie spodziewałam się, że nawet ona będzie przeciwko mnie!
–– Powiem ci coś, Dorcas –– zaczęła Marlena i przybliżyła się do mnie. –– Syriusz nie jest święty i podziwiam cię, że z nim wytrzymujesz. Jednak w wielu kwestiach jesteś po prostu nadwrażliwa i przesadzasz. Osaczasz go i jednocześnie go tym odstraszasz, mimo że bardzo cię kocha. Prawda, Lily? –– Lena spojrzała na rudowłosą i ja przeniosłam na nią wzrok, zszokowana słowami przyjaciółki.
–– Dor… Jesteś wspaniała i wszyscy o tym wiemy, jednak czasem… za bardzo naciskasz na niego. Wiesz, że on też dużo przeszedł. Potrzebuje zrozumienia…
–– Czy wy z nim rozmawiałyście, w Zakonie, o którym dopiero teraz mi mówicie, a teraz to jest interwencja na mój temat? To wszystko moja wina? –– zapytałam z niedowierzaniem i warknęłam rozjuszona.
–– Nie wściekaj się, bo nie masz powodu –– powiedziała ostro Lena, a ja spojrzałam na nią z wyrzutem. –– Masz problem z emocjami, dlatego nie dziw się, że dowiedziałaś się o tym ostatnia –– dodała blondynka. Uniosłam brwi do góry i uśmiechnęłam się ironicznie.
–– Rzeczywiście, nie jestem godna być członkiem Zakonu –– stwierdziłam i wstałam od stołu z zamiarem wzięcia rzeczy i udania się do domu.
–– Zamiast uciekać, powinnaś zmierzyć się z problemami, Dor. Jesteśmy twoimi przyjaciółkami. –– Marlena podeszła do mnie i spojrzała mi w oczy. –– Nie jesteśmy już w szkole. To prawdziwe życie.
–– W którym możecie mnie okłamywać, wszyscy? Dziękuję, Lena. –– Odwróciłam się na pięcie, a z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Otworzyłam drzwi z zamiarem wyjścia, jednak przed sobą zobaczyłam Jamesa Pottera. Cofnęłam się zdezorientowana.
–– Rose Wax nie żyje. Znaleźliśmy ją martwą –– zakomunikował, a ja poczułam, jakbym miała za chwilę zemdleć.
           
Wracaliśmy z pogrzebu w kompletnej ciszy. Widziałam, że po ceremonii Lily chce ze mną porozmawiać, jednak unikałam jej wzroku. Nadal byłam zła o to, że mnie okłamywały, jednak te zdarzenia pozwoliły mi zobaczyć, że życie nie jest po to, by się na kogoś obrażać. Życie jest krótkie. Black zwrócił uwagę, jak nie raz, unikałam moich przyjaciółek, ale nie skomentował tego. Miałam wrażenie, że zawsze mamy do siebie tak wiele pytań, a za mało odpowiedzi. Od nas obojga. Wydaje mi się, że to jest nasz problem. Jeden z wielu…
Wróciliśmy do domu, gdzie Alaric i Allie czekali już na nas z kolacją. Usiedliśmy do stołu, a ja byłam wdzięczna, że jesteśmy razem. Po postu razem. Zbliżał się październik, a im bliżej zimy, tym wspomnienia o tacie powracają ze zdwojoną siłą. Powinien tutaj być, z nami.
–– W listopadzie przyjeżdża do nas wuj Robert –– zakomunikował Alaric, konsumując posiłek. –– Zatrzyma się u nas tydzień. Ciotka Mia i wuj Alan zjawią się dopiero na święta. Sądzę, że nadal mają do mnie wiele żalu –– powiedział najstarszy Meadowes, a Will spojrzał na niego spod byka.
–– Powiedz mu coś, albo ja to zrobię –– burknął William, a ja spojrzałam na braci ostrzegawczo.
–– Przestańcie, oboje. Czy możemy po prostu zjeść w spokoju, ciesząc się, że jesteśmy razem? –– poprosiłam, nie mając siły na więcej kłótni.
–– W samo sedno –– podsumowała Allie i posłała mi łagodny uśmiech. Syriusz nadal milczał, choć przysłuchiwał się każdemu słowu. Naprawdę go nie poznawałam.
            Po skończonej kolacji udaliśmy się do swoich pokoi. Weszłam do łazienki i odkręciłam kurek, by móc wziąć długą kąpiel. Po krótkiej chwili weszłam do wanny, a bąbelki otoczyły moje ciało. Odetchnęłam z ulgą, całkowicie nie gotowa na rozmowę  z Syriuszem.
Zastanawiałam się…
Łączy na coś od dawien dawna, więc dlaczego nadal stresuje się przy nim jak nastolatka?
Ta myśl była tak głupia, że aż jęknęłam zażenowana.
W tym samym momencie usłyszałam, jak drzwi łazienki otwierają się, a w nich stoi nie kto inny jak sam Black.
–– Mogę? –– zapytał, a jego szare oczy wywiercały we mnie dziurę. Kiwnęłam głową, nie spuszczając wzroku z czarnowłosego, a po chwili obserwowałam, jak zdejmuje z siebie całe odzienie. Ten nagi mężczyzna zawsze robił na mnie piorunujące wrażenie. Syriusz wszedł po drugiej strony wanny, podnosząc moje nogi i przyglądał mi się zacięcie. Nie uciekałam spojrzeniem, milcząc i pochłaniając go wzrokiem.
–– Przepraszam –– powiedziałam automatycznie, zaczynając naszą rozmowę.
–– To ja powinienem cię przeprosić –– zauważył.
–– Kocham cię –– wyszeptałam, czując jak oczy mnie pieką. Ostatnio często zdarzało mi się płakać.
–– Ja ciebie bardziej. –– Uśmiechnął się, a ja nie myśląc długo, przybliżyłam się do czarnowłosego i złożyłam na jego wargach mokry pocałunek. Mężczyzna złapał mnie w tali i jeszcze bardziej przybliżył do siebie, tak, że czułam wszystkie mankamenty jego ciała. Zadrżałam z przyjemności i pozwoliłam, by jego dłonie dotykały każdego skrawka mojej skóry.
Mimo to rozmowa nadal wisiała w powietrzu.
A kocham cię to nie wszystko.

           
Syriusz

Byłem w siedzibie Zakonu Feniksa razem z Huncwotami. Towarzyszył nam Frank Longbottom, z którym dyskusja toczyła się od paru godzin.
–– Syriusz, weź moje słowa na poważnie –– poprosił Frank patrząc na mnie surowo. –– To nie przypadek, że Rose trzymała kartkę z twoim imieniem i nazwiskiem. Wszyscy doskonale wiemy, że jesteś wysoko na liście osób do pozbycia się. Sam-Wiesz-Kto tylko to czeka.
–– Zdaje sobie z tego sprawę, Frank… Myślałem o  Zaklęciu Fideliusa. Nie chodzi o mnie samego… To kwestia czasu, kiedy Voldemort zajmie się… –– zatrzymałem się, nie mogąc dopowiedzieć słowa.
–– Rodziną Meadowes –– dokończył za mnie Frank. Westchnąłem ciężko i spojrzałem na Jamesa, który przypatrywał mi się uważnie.
–– Musisz powiedzieć o tym Dorcas –– powiedział stanowczo Potter.
–– Nie chcę, by niepotrzebnie się martwiła –– odpowiedziałem, nie biorąc tej sugestii na poważnie.
            –– Jesteś idiotą –– skomentował. Uniosłem brwi do góry i przyglądałem się zaciekawiony przyjacielowi. –– Ona ma prawo o tym wiedzieć. Przestań ją ciągle okłamywać.
–– Robię to dla jej dobra –– warknąłem zirytowany i zacisnąłem dłoń w pięść. –– Dorcas to nie Lily. Jest mocno wrażliwa.
–– Jest twardsza niż myślisz, Syriuszu –– poparł Jamesa Angus, stając po jego stronie.
–– Ustalmy, że to moja sprawa, czy powinienem jej o tym powiedzieć, czy nie –– rzekłem twardo, nie biorąc pod uwagę sprzeciwu.
–– W takim razie powiedz to Lily i Marlenie, na pewno cię wspomogą. –– James uśmiechnął się ironicznie, wstał od stołu i wyszedł. Patrzyłem w jeden punkt, nie do końca rozumiejąc, co się właśnie stało. Nie spodziewałem się, że moi przyjaciele obrócą się przeciwko mnie. Przecież mieli mnie wspierać!
–– Remusie… –– zacząłem, patrząc na przyjaciela. Szukałem pomocy.
–– To wasze życie, Łapo. Rozumiem twój tok myślenia, jednak pomyśl też o tym, jak będzie się czuła Dorcas, gdy dowie się, że ją okłamałeś. Z tego co pamiętam, wystarczająco wyraziła swoją dezaprobatę, gdy dowiedziała się o Zakonie Feniksa jako ostatnia. Daj jej szansę. Daj szansę wam –– powiedział Lunatyk, po czym również wstał od stołu i wyszedł. Frank poklepał mnie po plecach, idąc za śladem chłopaków. Zostałem sam na sam z Angusem, pełen obaw i myśli.
–– Wszyscy chcemy dla ciebie dobrze, wiesz o tym? –– zapytał, a ja pokiwałem głową. –– Pamiętaj, że nie jesteś nieomylny, a szczerość w związku to podstawa. Może i nie chcesz teraz planować przyszłości, ale powiedz szczerze… wyobrażasz sobie życie z inną kobietą niż Dorcas?
–– Nie wyobrażam –– szepnąłem cicho, łapiąc się za skronie. W głowie miałem prawdziwy mętlik.
–– Będę twoim strażnikiem, Black. –– Ni stąd ni zowąd pojawił się w futrynie drzwi James Potter, przyglądając mi się uważnie. –– Poprosimy Dumbledore’a, a gdy Zaklęcie Fideliusa będzie gotowe, ja będę skrywał tą tajemnicę i razem powiemy o tym Dorcas. Wchodzisz w to? –– Rogacz stanął naprzeciwko mnie i wyciągnął rękę. Wpatrywałem się w przyjaciela, będąc pod wrażeniem, jak bardzo zmężniał. To już nie ten sam napuszony i arogancki dowcipniś, a prawdziwy mężczyzna, który nade wszystko dba o swoich przyjaciół. Wstałem i patrząc prosto w oczy przyjaciela, uścisnąłem jego dłoń.
–– Zgoda –– odpowiedziałem, a na twarzy Pottera wykwitł szeroki uśmiech. Naprawdę cieszyłem się, że James jest moim najlepszym przyjacielem.
–– Coś mnie ominęło? –– Nagle do pomieszczenia wpadł Peter, zdyszany, a na lewym policzku miał lekkie rozcięcie.
–– Glizdogonie, co się stało? –– zapytał Campbell.
–– Ach, to nic takiego –– odpowiedział szybko i uśmiechnął się lekko. –– Miałem małą potyczkę z Mandragorą.. –– wytłumaczył. Spojrzałem na niego niezrozumiale, jednak zbagatelizowałem sprawę.
Chwilę później sam postanowiłem udać się do domu. Zgodziłem się na warunki Jamesa, choć sam nie byłem przekonany. Jednak mimo to, wierzyłem, że przyjaciel ma rację i chodzi mu o moje dobre. Moje i Dorcas.
Wszedłem do domu, gdy mrok nastał na zewnątrz. Dostrzegłem Alarica nalewającego sobie szklankę Ognistej, a gdy tylko zauważył mnie, nalał kolejną szklankę. Uśmiechnąłem się z wdzięcznością i wziąłem ją, byśmy za chwilę razem usiedli w salonie i rozkoszowali się trunkiem.
–– Wiesz, Syriuszu… Nigdy się nie spodziewałem, że będę mógł nazwać kogoś tak bliskim przyjacielem, jakim stałeś się dla mnie ty –– powiedział szczerze, upijając łyk, a ja spojrzałem na niego zaintrygowany. –– Dużo się ostatnio dzieje. Cieszę się, że tu jesteś.
–– Dziękuję, Alaric… To dla mnie bardzo ważne słowa. –– Posłałem uśmiech. –– Chcę żebyś wiedział, że dla mnie również twoja przyjaźń jest bardzo ważna. Wszyscy jesteście dla mnie… jak rodzina.
–– Mam nadzieję. –– Usłyszałem głos za mną, po czym odwróciłem się i ujrzałem moją brązowowłosą piękność. –– Idę się wykąpać… –– dodała puszczając mi oko i zniknęła na schodach. Spoglądałem na miejsce, w którym przed chwilą zniknęła dziewczyna, bo nie powiem… pobudziła mnie.
–– Idź do niej. –– Zaśmiał się Alaric, a ja uśmiechnąłem się przepraszająco i popędziłem za brązowowłosą.
W naszym pokoju paliła się pojedyńcza lampka, a za drzwiami do łazienki, było słychać jak dziewczyna bierze kąpiel. Postanowiłem zaczekać na nią i rozebrałem się. Położyłem się na łóżku, zastanawiając, kiedy powiem Dorcas i całej jej rodzinie o niebezpieczeństwie, jakie na nich wszystkich ściągnąłem. Miałem wyrzuty sumienia, mimo to nie mogłem stąd odejść. Jedyny sposób, bym ich chronił, jest moja obecność tutaj. Wiedziałem to. Po piętnastu minutach Meadowes wyszła z łazienki. Na sobie miała jedynie skąpą bieliznę, a głowę wycierała ręcznikiem. Wpatrywałem się w nią, a jej wzrok również na mnie spoczął.
–– Jesteś gotowy, by ze mną porozmawiać? –– zapytała podchodząc do łóżka i delikatnie weszła na mnie, a ja poczułem zapach kokosa. Zawsze pachniała kokosem.
–– Daj mi jeszcze chwilkę czasu.. –– poprosiłem i położyłem dłoń na policzku dziewczyny. Ucałowała mnie w rękę, a posłałem jej uśmiech. Patrzyłem na jej brązowe oczy, w których tak często potrafiłem utonąć. Czułem się wyjątkowo, będąc przy takiej kobiecie jak Dorcas Meadowes.
–– Wystawiasz moją cierpliwość na próbę –– skomentowała i położyła się obok mnie. Odwróciłem głowę w jej stronę i dostrzegłem, że brązowowłosa mocno się czymś martwi. Uniosłem brwi do góry, zmuszając ją tym samym do rozmowy. –– Przepraszam… Po prostu… Martwię się… O…
–– Regulusa. –– Zakończyłem za nią, a w brzuchu poczułem ukłucie. Miałem wrażenie, że mój młodszy brat ciągle jest z nami. Cokolwiek nie robimy, gdziekolwiek nie jesteśmy.
Zawsze jest Regulus.
Albo to zaakceptuję, albo…
Albo co?
–– Staram się, kochanie. Uwierz mi –– szepnąłem i położyłem rękę na talii dziewczyny. –– Pamiętaj jednak, że Regulus umie sobie świetnie radzić.
–– Masz rację, jednak…
–– Jednak?
––Zależy mi na nim. Przecież wiesz.
Wiedziałem.
Wiedziałem i właśnie to doprowadzało mnie do szewskiej pasji.

Od Autorki: Kolejny rozdział za nami, cieszę się, ponieważ dawno nie było go tak szybko! 😊 Mam nadzieję, że na kolejny również nie będziecie długo czekać. Jak myślicie, co się ciekawego może wydarzyć? Jakieś propozycje?

2017/03/29

Rozdział 20 "Początek końca"

8 komentarzy:

Syriusz

Błogie, upragnione wakacje. Siedzieliśmy razem z Jamesem w jego ogrodzie i łapaliśmy promienie słoneczne. W dłoniach trzymaliśmy kremowe piwo, a wspaniała pani Potter zrobiła nam kociołkowe pieguski, które całkiem szczerze muszę przyznać, były moimi ulubionymi słodyczami. Jutro o tej porze będziemy już Ballycastle, rodzinnej miejscowości Franka Longbottoma, gdzie odbędzie się jego ślub i wesele. Dziś do domu państwa Potterów mieli też dołączyć Remus, Angus i Peter, a jak na zawołanie chłopaki jeden po drugim stawili się na tarasie, uśmiechnięci.
– Miałem nadzieję, że zastaniemy tu jakiś komitet powitalny! – krzyknął Angus i po kolei zamknął nas w niedźwiedzim uścisku.
– Nie widzieliśmy się dwa tygodnie, wcale mi to nie przeszkadza – zarechotałem głośno, a przyjaciele zawtórowali mi. – Peter, coś Ty taki osowiały?
– Jeszcze niedawno spałem – wytłumaczył się i lekko uśmiechnął.
– Spałeś? Glizdek, nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać. – Puknął go w głowę James i poczochrał włosy.
– Panowie, muszę was od razu powiadomić, wybrałem na świadka tego tutaj Remusa Johna Lupina! – Przedstawił Angus i teatralnie zaczął klaskać.
– Ty szczęściarzu! – zawołałem rozbawiony. – To dość trudne zadanie, będziesz musiał Luniaczku sporo pić.
– Taak, myślę, że jestem na to gotowy – parsknął i wziął sobie kremowe piwo, które leżało na stoliku.
– To co przyjaciele, Eksplodujący Dureń? – spytał Rogacz i zatarł ręce.
– Jeśli chcesz, żebym znów Cię pokonał to zapraszam serdecznie! – odpowiedziałem i usiadłem przy stole, a reszta poszła za moim przykładem. 
Całe popołudnie spędziliśmy pijąc, grając i obżerając się wszystkim co popadnie. Mama Jamesa miała z nas niezły ubaw, kiedy chciała sprawdzić co się z nami dzieje, a my śpiewaliśmy tak głośno, że nawet nie wiedziliśmy kiedy nastał wieczór.
 Can you dance the hipogriff? Ma ma ma, ma ma ma, ma ma ma, Flyin' off from a cliff, Ma ma ma, ma ma ma, ma ma ma, Swooping down, to the ground, Ma ma ma, ma ma ma, ma ma ma, Wheel around and around and around and around, Ma ma ma, ma ma ma, ma ma maaa! Fatalne Jędze rządzą! – zaśpiewałem i usłyszałem gromkie brawa od kolegów.
– Syriuszu, mój przyjacielu, czy ja Ci kiedykolwiek mówiłem, że masz naprawdę dobry wokal? – zapytał James, który jeszcze przed chwilą udawał, że gra na gitarze.
– Może zostanę znanym wokalistą rockowym? Kto wie.. – mruknąłem i wyszczerzyłem się szeroko.
– Prędzej zostaniesz wokalistą niż zdasz zadowalająco Owutemy, by zostać Aurorem. – Zarechotał Campbell i przybił z Jamesem piątkę.
– Rzeczywiście, ubaw po pachy! – prychnąłem, ale po chwili dołączyłem do przyjaciół i wybuchnąłem gromkim śmiechem.
Uwielbiałem takie dni jak te, w męskim gronie, gdzie mogliśmy robić dosłownie wszystko i zachowywać się tak jak nam nie wypada przy kobietach. Mieć takich przyjaciół to prawdziwy skarb. Była już późna godzina, gdy pani Euphemia ubłagała nas byśmy poszli spać i przypomniała nam, że jutro mamy ślub naszego kolegi i musimy jakoś wyglądać. Z racji tego, że mój pokój był mniejszy to zajęliśmy go razem z Rogaczem, a chłopaków usytuowaliśmy w pokoju Jamesa. Położyliśmy się, ale długi czas nie mogłem zasnąć.
Myślałem.
W świecie czarodziejów coraz gorzej się dzieje. Umiera tak wiele czarodziejów i czarownic, ale i mugoli. Wojna nabiera coraz większych obrotów i musimy wszyscy być odpowiednio na nią przygotowani. Lord Voldemort jest prawdopodobnie najsilniejszym czarnoksiężnikiem z jakim świat musiał się mierzyć. Pragnie śmierci każdego, kto jest mugolskiego pochodzenia i zabije tych co zdecydują się z nim walczyć. Ja się nie poddam, będę walczył aż od ostatniej kropli krwi. 
– Syriusz, śpisz? – szepnął Potter, który leżał na materacu obok mojego łóżka.
– Śpię – odparłem i spojrzałem na niego.
– Kretyn – parsknął i znów położył się na poduszce. – Nie mogę spać, ciągle myślę o tym, że wojna lada chwila może dotknąć i nas.
– Czytasz mi w myślach? – zaśmiałem się. – Ja to samo. Zastanawiam się, kiedy wybuchnie prawdziwa szarża.
– Wtedy dołączymy do Zakonu Feniksa – oznajmił.
– Do czego? 
– Zakonu Feniksa. Nie słyszałeś o nim? Dumbledore powołał tajne stowarzyszenie do walki z Voldemortem. Warunkiem jest ukończenie pełnoletności i szkoły – wytłumaczył.
– W takim razie już wiemy co zrobimy po ukończeniu Hogwartu. Zawód Aurora poczeka, tym bardziej, że w tych czasach praca w Ministerstwie nie należy do bezpiecznych opcji – zauważyłem wpatrując się w sufit.
– Masz świętą rację, przyjacielu, a teraz idź spać. 
– To Ty mnie obudziłeś.
– Przecież nie spałeś.
– Dobra nieważne. Dobranoc Rogaś – powiedziałem przesłodzonym głosem.
– Dobranoc Łapko – odpowiedział James w identycznym tonie.
Wojna pochłania wiele ludzkich istnień, śmierć bliskich na którą nikt nie jest przygotowany odznacza piętno, które już na zawsze pozostaje w sercu.

Dorcas

W dzień ślubu Alicji i Franka w moim domu panował chaos. Marlena od rana biegała przejęta i zastanawiała się czy aby na pewno wybrała ładną sukienkę.
– Ona tak zawsze? – zapytał rozbawiony Alaric.
– Zawsze – odpowiedziałam i podałam mu kubek z kawą.
Alaric wraz ze swoją partnerką, Allie, zamieszkali razem ze mną i Willem w Bristolu. Jego nowa dziewczyna była cudowną osobą i wcale się nie dziwię, że dzięki niej Ric tak bardzo zmądrzał i stał się prawdziwym bratem na którym można polegać. Pracowała dla Proroka Codziennego jako reporterka. 
– Co na śniadanie? – krzyknął Will schodząc ze schodów razem z Emmeliną.
– A co nam zrobisz? – zapytałam kąśliwie.
– Doskonale wiesz, że mam dwie lewe ręce co do gotowania. Zresztą tak samo jak Ty, sis. – Zaśmiał się, a ja dałam mu kuksańca w bok.
– Jeszcze się nauczę – mruknęłam, ale prawda była taka, że kompletnie się na tym nie znałam.
– Jedyne co potrafisz to wsypać do miski płatki Pixie Puffs i zalać mlekiem. –Zarechotał tak głośno, że obudził nasze psy, które smacznie spały.
Gotowanie było dla mnie tak zawiłą i trudną czynnością, że w pewnym momencie po prostu zrezygnowałam z tego, by się nauczyć. Nie ważne co robiłam, zawsze wychodziło mi spalone i obrzydliwe. Mój tata Colin zawsze próbował mnie chwalić i mówił, żebym się nie poddawała, ale Will studził mój zapał i stwierdził, że gospodynią domową będę beznadziejną.
– Ja coś ugotuję. – Moja rudowłosa przyjaciółka weszła do kuchni, uśmiechnęła się promiennie i wskazała na mnie palcem.
– Lil, ratujesz nam życie! – zawołałam uradowana i objęłam ją.
Evans uśmiechnęła się, podwinęła rękawy i od razu wzięła się do pracy. Ja razem z Willem, Emmą i Rickiem usiedliśmy przy stole, a Allie postanowiła pomóc Lily. Po śniadaniu odpoczęliśmy w naszej altanie, a później razem z dziewczynami zaczęłyśmy przygotowywać się do ślubu, bo Huncwoci mieli się tutaj pojawić za trzy godziny.
– Marleno, jesteś niesamowita! Nie sądziłam, że moje włosy mogą tak ładnie wyglądać! - Podziękowała zachwycona Emmelina, która przeglądała się pracy blondynki w lustrze, a McKinnon wyszczerzyła się zadowolona.
Wyszykowane oczekiwałyśmy na chłopaków, a kiedy przybyli nie mogli uwierzyć własnym oczom. Wyglądałyśmy obłędnie.
– Moje drogie Panie, muszę przyznać, że wyglądacie jak prawdziwie księżniczki – pochwalił nas Angus i podszedł do swojej narzeczonej, by ją ucałować. 
– Jesteśmy prawdziwymi szczęściarzami – dopowiedział James i wyciągnął ramię do Lily, która zaczerwieniła się lekko i ujęła ramię chłopaka.
– Chyba już wszystko zostało powiedziane, więc pozostaje mi tylko zaprosić was na świstoklik i dzięki Bogu za Alarica, inaczej nie wiem ile czasu zająłby nam dojazd do Ballycastle. – Syriusz skłonił się w stronę Rica, który roześmiał się szczerze.
W mgnieniu oka znaleźliśmy się tuż obok domu państwa Longbottomów, gdzie odbywał się ślub i wesele. Od razu skierowaliśmy się na tyły pokaźnego dworku i ujrzeliśmy ogromny namiot, łuk weselny z poustawianymi krzesłami, a także małą scenę, stoły ustawione wzdłuż namiotu i wiele, wiele kwiatów. Wyglądało to bajecznie.
– Goście! Co tak stoicie, podejdźcie bliżej! Przecież nie gryzę!
Augusta Longbottom, mama Franka, przywitała nas serdecznie i od razu zaprowadziła do reszty zebranych, którzy czekali na pojawienie się młodej pary. Ceremonia była kameralna, lecz mimo tego spotkaliśmy sporą grupę znajomych z Hogwartu. Usiedliśmy na swoich miejscach i z niecierpliwością czekaliśmy na państwa młodych. W końcu, kiedy wyszli wraz z marszem weselnym to zaniemówiłam z wrażenia. Wyglądali tak wytwornie, arystokratycznie, a mimo tego z daleka widać było ich szerokie uśmiechy i błyszczące oczy.
– Zebraliśmy się tu, by połączyć węzłem małżeńskim Alicję Brown i Franka Longbottoma [...] Ogłaszam Was mężem i żoną, a teraz Pan Młody może pocałować Pannę Młodą! – Frank pocałował Alicję, a po ogrodzie rozniosły się gromkie brawa.
Łza zakręciła mi się w oku ze wzruszenia. Odnalazłam rękę Syriusza i ścisnęłam z całej siły. Black podniósł ją do góry i ucałował moje knykcie. Stał obok Jamesa i klaskał razem z resztą, a gdy Frank się odwrócił od razu spojrzał na chłopaków.
Wyobraziłam sobie jakby wyglądał ślub mój i Syriusza.
On - nonszalancki, arogancki, lubieżny, lojalny, lekkomyślny;
Ja - dzika, niecierpliwa, gadatliwa, uparta, wrażliwa;
Mieszanka wybuchowa.
Na weselu bawiliśmy się tak świetnie, że aż nie mieliśmy ochoty wracać do domu. Tańczyłam chyba ze wszystkimi znajomymi, a także z członkami rodziny Alicji i Franka. Spoglądałam szczęśliwa jak Lily i James wirują na parkiecie i cieszą się swoją obecnością. Miałam przeczucie, że ten wieczór wiele zmieni w ich życiu. Syriusz złapał mnie za rękę i położył sobie na ramieniu, gdy zabrzmiała wolniejsza piosenka. 
– Dobrze się bawisz, złotko? – spytał obracając mnie w rytm muzyki.
– Nie mogłoby być lepiej – szepnęłam.
Wróciliśmy późnym świstoklikiem, który zapewniła nam mama Franka. Pogratulowaliśmy młodej parze jeszcze raz i udaliśmy się do domu. Zaprosiłam Huncwotów do mnie, by nie wracali sami po nocy do domach tylko zrobili to z rana. Syriusz od razu chętnie przyjął zaproszenie i uśmiechnął się do mnie lubieżnie. Pokręciłam głową, ale w głębi siebie od razu poczułam ogromne porządnie. Zawsze tak na mnie działał.
Rano obudziły mnie promienie słoneczne wpadające przez okno do pokoju. Obok mnie Syriusz smacznie spał wtulony do moich pleców. Ostrożnie wyrwałam się z jego objęć i postanowiłam iść do kuchni po wodę.
– Hej, co to za grobowe miny? – zapytałam schodząc na dół, gdzie siedział Ric razem z Allie.
– Pokaż jej – mruknął Alaric patrząc na Allie, która podała mi najnowszy numer Proroka Codziennego, gdzie na głównej stronie wytłuszczony był ogromny napis.

Sami-Wiecie-Kto znów atakuje!
Czarodziejski świat jest poważnie zagrożony. Ministerstwo Magii prosi o podwójną ostrożność i nie wychodzenie z domów prócz sytuacji szczególnych.
Jako znak swój i Śmierciożerców Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać  przyjął tzw. Mroczny Znak, który wygląda jak "czaszka, złożona z elementów, które przypominają szmaragdowe gwiazdy... spomiędzy szczęk wysuwa się język węża", dlatego też aurorzy zostali upoważnieni do stosowania zaklęć niewybaczalnych na Śmierciożercach bez ostrzeżenia, a podejrzanych czasami do przekazywania dementorom bez procesu Wizengamotu.
Prócz tego Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać zrekrutował  wioski olbrzymów, które od lat ukrywają się w górach i stada wilkołaków, które są rządne krwi.
Dla świata czarodziejów i mugoli nastały ciężkie czasy – każdego dnia giną niewinni mugole, a także czarodzieje, którzy nie chcą stanąć po stronie Sami-Wiecie-Kogo.
Czarodzieje i czarownice, bądźcie czujni. Wyrażamy kondolencje rodzinie Bones, której większość członków zginęło przez Śmierciożerców i ich Pana.

– Mroczny Znak..? – szepnęłam sama do siebie.
„Czasza, złożona z elementów, które przypominają szmaragdowe gwiazdy... spomiędzy szczęk wysuwa się język węża.”
Widziałam już gdzieś ten znak. Widziałam na przedramieniu.
U Regulusa Blacka.



KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

I tak oto kochani dotrwaliśmy do końca! Aż sama nie mogę uwierzyć, że to już taki etap, ale spokojnie, przede mną jeszcze dwie części, które będę realizowała! Cieszę się, że zyskałam czytelniów, którzy są ze mną na dobre i na złe. Bardzo chciałam wam podziękować za wszystko, każdy komenatrz i opinie. Mam nadzieję, że nadal będziecie ze mną i.. do usłyszania kochani, obiecuję, że niebawem! <3
Witaj nieznajomy... ;)
Jeśli już tu jesteś, zostaw proszę ślad po sobie.
Będzie mi niezmiernie miło wiedzieć, co sądzisz o mojej twórczości.
Pozdrawiam i zachęcam do czytania,
Adaline