Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mia Meadowes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mia Meadowes. Pokaż wszystkie posty

2019/05/03

Rozdział 49 „Co o mnie wiesz?”

8 komentarzy:
Hogsmeade było pogrążone w mroku. Słabe światło latarni oświetlało drogę, która prowadziła do zamku. Zdarzyłam wysłać Patronusa do Dumbledore’a, który ekspresowo odpowiedział na moją wiadomość. Zastanawiałam się czy mężczyzna będzie w stanie mi pomóc, jednak nie znałam drugiego tak potężnego czarodzieja.
Doszłam do ogromnej bramy, która z daleka była chroniona zaklęciami. Gdy podeszłam bliżej, moim oczom ukazał się nie kto inny jak siwowłosy. Uśmiechnął się na powitanie i machnął ręką, by otworzyć bramę.
–– Słyszałam, że nie ma bezpieczniejszego miejsca niż Hogwart –– zagadnęłam dyrektora, który lekko się skłonił. –– Przepraszam, że cię nachodzę o tak późnej porze.
–– Musisz mieć ważny powód, skoro nie zdążyłaś wziąć kąpieli –– odpowiedział beztrosko, a ja spojrzałam na swój strój oraz zakrzepniętą krew. –– Nie przejmuj się. Dam ci czas na chwilę odpoczynku, a potem porozmawiamy.
Dumbledore przygotował dla mnie dosłownie wszystko, nawet ubrania, a widząc mój pytający wzrok machnął ręką. Około godziny zajęło mi doprowadzenie się do porządku – tego fizycznego jak i psychicznego. Musiałam poukładać sobie wszystko w głowie, a świeża rana w sercu, dawała o sobie znać. Gdy weszłam do gabinetu, siwowłosy stał i wpatrywał się w okno.
–– Co cię do mnie sprowadza, moja droga? –– zapytał i odwrócił się do mnie. Usiadłam na pobliskim fotelu i zaczęłam opowiadać wszystkie wydarzenia, które miały miejsce.
–– Dał mi to. –– Wyciągnęłam z kieszeni fiolkę. –– Domniemam, że to wspomnienia.
–– Księga Zaklęć… –– mruknął Dumbledore pod nosem i podrapał się po głowie. –– Nie sądziłem, że takowa istnieje. Myślałem, że to tylko opowieści…
–– Dlaczego ta księga była w posiadaniu mojego ojca?
–– Chciałbym również to wiedzieć. Skoro jest dobrze chroniona, przypuszczam, że tylko ty będziesz potrafiła ją otworzyć. –– Mężczyzna usiadł naprzeciwko mnie. –– Wspomnienia Oliviera Wilde’a są jego wspomnieniami. W tym wypadku one nie powrócą do ciebie. Będziesz po prostu obserwatorem wydarzeń, które miały miejsce w przeszłości. Jesteś na to gotowa?
–– Tak i nie. Zróbmy to –– odpowiedziałam, a siwowłosy kiwnął głową i podszedł do wnęki. Wstałam i również skierowałam się do tego miejsca.
–– To myślodsiewnia –– wytłumaczył. –– Wlej wspomnienie i go dotknij. Będę na ciebie czekał –– poinformował, a ja pokiwałam głową na znak zgody. Zrobiłam jak dyrektor Hogwartu kazał i chwilę później poczułam, jak wszystko wiruje.

*

Znajdowałam się w Hogwarcie. Uczniowie biegali po korytarzach, nie zwracając na mnie uwagi. Zmarszczyłam brwi, zaintrygowana, gdy nagle jakaś dziewczynka biegła prosto na mnie. Cofnęłam się krok do tyłu, jednak nie wpadła na mnie. Dosłownie przebiegła przeze mnie. Zdałam sobie sprawę, że to wspomnienia i jestem tu duchem.
–– Wypracowanie do profesor Sprout? Proszę cię, to błahostka. –– Usłyszałam znajomy głos i odwróciłam się. Olivier Wilde szedł dumny przez korytarz, trzymając torbę, a obok niego szłam ja. Otworzyłam szczerzej oczy ze zdziwienia i podeszłam bliżej owej dwójki.
–– W takim razie mógłbyś napisać i moje –– powiedziałam i wyciągnęłam język do chłopaka. Przyglądałam się scenie, próbując zrozumieć.
–– Kochanie, dla ciebie wszystko –– odpowiedział poważnie, odwrócił się w moją stronę i znienacka mnie pocałował. Oddałam pocałunek, śmiejąc się cicho, a w moich oczach dostrzegłam iskierki szczęścia.
–– Dorcas! –– Krzyk z końca korytarza sprawił, że ja i Olivier, oderwaliśmy się od siebie. –– Przepraszam, nie chciałam wam przeszkadzać. –– Rudowłosa dziewczyna pojawiła się przed nami i uśmiechała przepraszająco.
–– Lily, nie przeszkadzasz. Muszę uciekać, Olivier. –– Pocałowałam chłopaka po raz ostatni i złapałam rudowłosą pod rękę i razem zaczęłyśmy iść, szepcząc cicho. Wilde stał jeszcze przez chwilę, przypatrując się nam, po czym odwrócił się na pięcie i poszedł w swoją stronę.

*

            Kłóciłam się z Olivierem, a słowa jakie padały z naszych ust, wstrząsnęły mną. Oboje nie hamowaliśmy emocji i wbijaliśmy sobie szpile. Płakałam i miałam trudności z oddychaniem. Na korytarzu byliśmy sami, dopóki nie pojawił się nie kto inny ja Syriusz Black.
–– Coś ty jej zrobił –– warknął Black, podchodząc do mnie.
–– Nie twoja sprawa, Black –– odwarknął Wilde i zacisnął dłoń w pięść.
–– Wybacz, że jesteś tego świadkiem –– powiedziałam słabym głosem i otarłam łzy z policzków. –– Damy sobie radę.
–– On na ciebie nie zasługuje, Meadowes –– odparł czarnowłosy kręcąc głową. Chwilę później odwrócił się na pięcie i poszedł w swoją stronę.

*

Scena się zmieniła. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia. Znajdowałam się z Bristolu, w moim rodzinnym domu, a przy stole siedziała cała moja rodzina. Podeszłam bliżej, a łzy mimowolnie zaczęły płynąć mi po policzkach. Widziałam szczęśliwą rodzinę, całą w komplecie. Kochali się. Naprawdę się kochali.
–– Tato, wszystko w porządku? –– zapytałam przyciszonym głosem w momencie, gdy Olivier stał waz z moim bratem Willem oraz domyślam się, jego dziewczyną.
–– Kochanie, jesteś z nim szczęśliwa? –– Spojrzał na mnie uważnie, a ja kątem oka dostrzegłam, że Olivier słucha mnie uważnie.
–– Gdyby mi na nim nie zależało, nie chciałabym, by spędzał z nami święta –– zauważyłam. Colin westchnął i pogładził mnie po policzku. Chciał coś powiedzieć, ale odpuścił i pokręcił głową. Obserwując to, wiedziałam, że moja odpowiedź była zaprzeczeniem.
–– Kocham cię, córeczko. –– Pocałował mnie w czoło i uniósł kieliszek, uśmiechając się w stronę wuja Roberta, który kłócił się z wujem Alanem.
–– Colinie, musisz rozwiązać ten spór! –– zawołała ciocia Mia, przysłuchując się braciom.
–– Colin, nie słuchaj jej. Alan po prostu nie może się doczekać, aż weźmie udział w świątecznym karaoke. –– Zarechotał Robert, a Colin roześmiał się wesoło i udał się w stronę braci.
–– Hej, Dorcas. –– Wilde podszedł do mnie i objął mnie w talii. –– Dziękuję za zaproszenie. Mam nadzieję, że to nasze pierwsze i nie ostatnie święta. –– Uśmiechnął się do mnie i odpłaciłam mu tym samym. Mimo to w moich oczach ujrzałam niepewność.

*

–– Mam dość –– powiedziałam i po scenerii dostrzegłam, że z powrotem jesteśmy w Hogwarcie. –– Olivier, pora to zakończyć.
–– Jesteś żałosna –– odpowiedział, a ja wybałuszyłam oczy. –– To z powodu Blacka?
–– Mogłam się domyślić, że będziesz wywracał kota ogonem –– warknęłam rozjuszona. –– Black nie ma nic do tego. Dlaczego o nim rozmawiamy?
–– Wiem, jak na ciebie patrzy.
–– Nie obchodzi mnie to. Wiesz, co będzie najlepszym wyjściem z tej sytuacji? Jak dasz mi spokój. Cześć –– rzekłam i odwróciłam się na pięcie. Za sobą słyszałam wyzwiska Wilde. Przelewał całą swoją złość na mnie. Płakałam i w pewnym momencie zaczęłam biec przez siebie.

*

Byłam w Nowym Jorku, w mieszkaniu Oliviera. Było to wspomnienie z niedawna, bo widać było, że już tutaj mieszkałam. Odwróciłam się w momencie, gdy do mieszkania wparował Wilde, a za nim nie kto inny jak Nott Sr.
–– Ona musi ją gdzieś mieć! –– warknął Nott i złapał Oliviera za kołnierzyk koszuli. –– Musimy odzyskać tą Księgę, rozumiesz to?
–– Przeszukałem jej rzeczy –– odpowiedział Wilde, wyrywając się. –– Dorcas nie ma tej Księgi. Ona nic nie pamięta.
–– Słuchaj, jeżeli ma Księgę i ją otworzy to odzyskanie wspomnień nie będzie dla niej problemem. Ciekawe co powie na to, że znaliście się wcześniej. Jeden, mały krok dzieli mnie przed tym, by powiedzieć Bellatrix, że Meadowes żyje. Ucieszyłaby się, mogąc ją osobiście zabić.
–– Co jest w tej Księdze? –– Olivier zacisnął dłoń w pięść.
–– Starożytna Magia, przekazywana z pokolenia na pokolenie rodom czystej krwi. Z tego co nam wiadomo, ostatnim jej użytkownikiem był Colin Meadowes.
–– Po co ona Czarnemu Panu?
–– Tylko pomyśl, Wilde. Jedna z najpotężniejszych magii, zapisana w jednym miejscu. Priorytetem jest pozbycie się Dumbledore’a. Muszę ci jeszcze to tłumaczyć? Znajdź ją, a wtedy Meadowes będzie bezpieczna.  

*

Oddychałam ciężko. Trzymałam się obu boków okrągłej misy, w której jeszcze chwilę temu widziałam wspomnienia człowieka, który od samego początku nie był ze mną szczery. Okłamywał mnie, mamił, a ja… niczego nie zauważyłam. Ta, która uważa się za utalentowaną czarownicę. Nie zdawałam sobie z niczego sprawy, przez lata.
–– Eleno? –– Usłyszałam głos Dumbledore i odwróciłam się w jego stronę.
–– Wiem do czego służy Księga Zaklęć.

*

Leżałem w swojej sypialni i wpatrywałem się w sufit. Potrzebowałem zostać sam, bo mętlik jaki pojawił się w mojej głowie był nie do ogarnięcia.
Olivier Wilde.
Pamiętam tego idiotę. Pamiętam, że był z Dorcas i pamiętam, że dziewczyna więcej przez niego płakała niż korzystała z uroków związku. Krukon, który denerwował mnie niemiłosiernie i w głębi duszy byłem szczęśliwy, gdy dowiedziałem się, że Meadowes z nim zerwała. Jeszcze wtedy sam nie zawracałem sobie głowy związkami, ale z perspektywy czasu, musiałem już żywić jakieś uczucia do brązowowłosej kobiety.
Pozostaje również niewyjaśniona kwestia Hope. Dziewczyna ma szesnaście lat. Szesnaście lat temu ja i Dorcas… Byliśmy razem. Czy możliwe, że dziewczyna jest moją córką? Sam widzę w niej tak wiele podobieństw… do mnie…
–– Syriuszu? –– Drzwi się otworzyły, a w nich stanęła Hestia. Spojrzałem na kobietę i uśmiechnąłem się wymuszenie.
–– Hestio, nie obraź się, ale…
–– Chcesz być sam –– dokończyła za mnie. –– Ostatnio coraz częściej ci się to przydarza.
–– Wiem. Przepraszam. –– Nie byłem w stanie wysilić się na więcej.
–– Ja… –– zaczęła blondwłosa i weszła głębiej, zamykając za sobą drzwi. –– Chciałam porozmawiać o Hope –– dodała, a ja zmarszczyłem brwi. Usiadłem na łóżku, a Jones podeszła bliżej i również usiadła. –– Syriuszu, wydaje mi się, że to córka twojego brata, Regulusa –– powiedziała, a ja zamarłem. Dosłownie zamarłem. Wpatrywałem się w blondwłosą, zastanawiając się czemu to powiedziała. Hope nie jest córką Regulusa, mogłem się o to założyć. Czułem to.
–– Myślę, że to moja córka –– odpowiedziałem zgodnie z sumieniem, zaskakując Hestię. Otworzyła usta, by zaraz je zamknąć. –– To by się zgadzało. Dorcas, znaczy się Elena, opowiadała, że obudziła się w szpitalu i lekarz jej powiedział, że jest w trzecim miesiącu ciąży. Umiem dodawać dwa plus dwa, Hestio –– wytłumaczyłem.
–– Jesteś tego pewny? Sam mówiłeś, że również była z twoim bratem. –– Próbowała bronić swojej teorii.
–– Prawdę mówiąc, nie wiem czy była. Gdy widziałem się z Regulusem po raz ostatni, wspomniał o tym, że spędzili razem noc. Nie sądzę, by widzieli się od tamtego czasu.
–– Bronisz jej. –– Jones uniosła brwi do góry z kamienną twarzą.
–– Chyba masz rację –– przyznałem, nie mając siły kłamać. –– Sam nie wiem, co o tym wszystkim sądzić.
–– Nie skreślaj mojej teorii –– wtrąciła i wstała. –– Lepiej zadaj sobie pytanie. Dlaczego nie powiedziała ci wtedy i dlaczego nie zrobiła tego teraz? –– Blondynka wstała i wyszła z sypialni. Tym razem miałem jeszcze więcej do przemyślenia. Miałem ochotę jak najszybciej porozmawiać o tym z brązowowłosą, choć z drugiej strony byłem ciekawy, czy sama zacznie ten temat. W końcu głupia nie jest i jestem pewny, że czegoś się domyśla.
Usłyszałem pukanie do drzwi. Rzekłem krótkie proszę, a w futrynie pojawiła się mała kopia brązowowłosej. Z wyglądu naprawdę były identyczne.
–– Przeszkadzam? –– zapytała i przekręciła głową w bok. Wyglądała zabawnie.
–– Wejdź, proszę. –– Zaprosiłem ją do środka, a dziewczyna zaczęła rozglądać się, zaciekawiona.
–– Na pierwszy rzut oka widać, że byłeś narwanym Gryfonem –– skomentowała, a ja parsknąłem. Brązowowłosa często poprawiała mi humor swoimi komentarzami. Zadziwiało mnie, jak bardzo poprawiała mi humor. –– Czy to…? –– Podeszła do ściany, na której znajdowało się jedno zdjęcie. –– Ten w okularach to James Potter, prawda? I Remus i…
–– Peter Pettigrew –– dokończyłem za dziewczynę i mimo tego, że starałem się brzmieć normalnie, wspomnienia o moim byłym przyjacielu nadal wywoływały we mnie złość.
–– Syriuszu, byłeś z moją mamą, prawda? –– Podeszła do mnie i usiadła na łóżku. –– Jaka ona była?
–– Uparta –– odpowiedziałem uśmiechając się, a na twarzy Hope również zagościł uśmiech. –– Była zabawna, często się złościła i była niebywale zazdrosna. Bardzo ceniła uczucia innych, potrafiła dla przyjaciół i rodziny zrobić wszystko. Bardzo ceniła więzy rodzinne. Cieszyła się z małych rzeczy i wytrwale dążyła do celu. Była moją… podporą, ostoją… Kimś o kogo warto walczyć. –– Szczere słowa wypłynęły ze mnie i choć z nikim od dawna nie rozmawiałem o tym, czułem, że nie mogę okłamywać dziewczyny.
–– Kochałeś ją –– stwierdziła, przypatrując się mi.
–– Tak, kochałem –– odparłem szczerze. Brązowowłosa przyglądała mi się z uśmiechem, a ja po raz kolejny zauważyłem, jak jej oczy są bardzo podobne do moich. Nagle do pokoju wpadł ktoś jeszcze, a na dźwięk otwieranych drzwi, oboje się odwróciliśmy.
–– Nie chciałem wam przeszkadzać –– zaczął Harry, wycofując się powoli.
–– Nie bądź głupi… –– powiedzieliśmy w tym samym momencie i spojrzeliśmy się na siebie, wybuchając śmiechem. Harry podszedł zaintrygowany i pokręcił głową.
–– Jest coś o czym chciałbym z wami porozmawiać –– zacząłem, a Harry i Hope spojrzeli na mnie pytającym wzrokiem. –– Harry, mama Hope, która zjawi się tutaj niebawem była najlepszą przyjaciółką Lily –– wytłumaczyłem i ujrzałem zdziwienie Harry’ego. –– Lily i James poprosili nas oboje, byśmy zostali twoimi rodzicami chrzestnymi…
–– Elena Carter jest moją chrzestną? –– Upewnił się Potter.
–– Dorcas Meadowes, jeśli mam być precyzyjny. Bardzo chciałaby cię poznać.
–– Prawie jakbyśmy byli rodzeństwem, co Harry? –– Zaśmiała się Hope, a Harry zawtórował jej. –– Chciałabym, żeby moja mama odzyskała swoje dawne życie.
–– Co masz na myśli? –– zapytał Harry, nim zdążyłem sam się odezwać.
–– Wydaje mi się, że wraz ze wspomnieniami utraciła jakąś część siebie. Jestem przerażona myśląc, że wszystko co przeżyłam do tej pory, mogłabym zapomnieć. Bardzo ją podziwiam, że mimo tego potrafiła wziąć się w garść i żyć dalej…
–– Hope, ty jesteś powodem, dzięki któremu jej się udało. To twoja zasługa. –– Uświadomiłem dziewczynie, a ona posłała mi lekki uśmiech.
–– Pasowalibyście do siebie. –– Hope puściła mi oko, zaskakując mnie, po czym złapała Harry’ego za rękę i dosłownie wybiegli z mojego pokoju.
Zastanawiałem się nad słowami dziewczyny i uśmiechnąłem się sam do siebie. Ja i Dorcas zawsze do siebie pasowaliśmy, mimo wielu przeszkód. Nigdy nie zapomnę tego dnia, gdy kończyliśmy szkołę. Prócz imprezy w Pokoju Wspólnym Gryfonów, było coś jeszcze.

Przedzieraliśmy się przez drzewa, tuż obok Zakazanego Lasu. Meadowes trzymała mnie za rękę, prowadząc przed siebie. Byłem lekko podpity, dlatego nie zdawałem sobie sprawy z kierunku, w jakim oboje się udajemy.
–– Podejrzane, że zabierasz mnie tak głęboko w las. –– Dorcas spojrzała na mnie kątem oka z uniesionymi brwiami. –– Zazwyczaj to mężczyźni zaciągają kobiety w ciemnie i odległe miejsca.
–– Cóż, nie jesteśmy zwykłą parą –– skomentowała z błyskiem w oku, a ja zaśmiałem się gardłowo. –– Jesteśmy –– zakomunikowała, a przede mną rozciągnęła się mała polana, dobrze mi znana. Często odwiedzaliśmy to miejsce z Huncwotami, gdy Remus przemieniał się w wilkołaka. –– Pamiętam jak opowiadałeś mi o tym miejscu. Poprosiłam Jamesa, by wytłumaczył mi, gdzie ono się znajduje. –– Usłyszeliśmy huk nad sobą i kwestią czasu było oczekiwanie, kiedy spadnie deszcz. Zbliżyłem się do kobiety i objąłem ją w talii. –– Pięknie tutaj –– powiedziała. –– Przed opuszczeniem Hogwartu chciałam tu się udać, z tobą. –– Wpatrywaliśmy się w gwiazdy nad nami, jak i niebezpieczne chmury, które zbliżały się nieuchronnie. Nagle z nieba zaczęły spadać pierwsze krople deszczu. Dorcas wpatrywała się urzeczona w niebo, a ja obserwowałem jej piękno, czując niesamowitą radość, że ta kobieta jest moja.  
–– Powinniśmy wracać –– zasugerowałem, przemoknięty do suchej nitki. Brązowowłosa pokręciła przecząco głową, śmiejąc się.
–– Poczekaj chwilę –– odpowiedziała i spojrzała na mnie. –– Obiecaj mi, że to będzie trwało wiecznie. My będziemy wieczni.
–– Obiecuję. –– Wpiłem się zachłannie w jej usta, a dziewczyna zarzuciła mi ręce na szyję. Całowałem jej mokre od deszczu usta, zapamiętując każdy jej dotyk, każdy jej minimetr ciała. Krople nieustannie padały z nieba, a dla mnie liczyło się tylko tu i teraz.
Zawsze liczyła się tylko ona.

Od Autorki: Hej! Jestem już z kolejnym rozdziałem, sama się dziwię, że lecę jak burza! Z drugiej strony nie trzymam was już więcej w niepewności. Co uważacie? :)

2019/01/25

Rozdział 40 „Tak Cię straciłam”

15 komentarzy:
Stałam przy oknie, wpatrując się w obraz przed domem, gdzie wuj Robert, Alan i ciocia Mia kłócili się zażarcie. Ich podniesione krzyki po raz pierwszy od dłuższego czasu, zwlekły mnie z łóżka. Allie w mgnieniu sekundy pojawiła się przy mnie i zrobiła gorącą herbatę, owocową, taką jak lubię i taką, która kojarzy mi się z Lily.
–– Jest w ciąży z mordercą! –– Usłyszałam podniesiony głos Alana i zacisnęłam mocniej dłoń na kubku. Allie położyła dłonie na moich ramionach, przytulając mnie lekko.
–– Nie słuchaj tego –– poprosiła.
–– To. Nie. On –– wyszeptałam, nie tracąc nadzieję. Głowa mi pękała.
–– Wiem, że to co powiem w żaden sposób nie poprawi ci samopoczucia, ale musisz być silna, nie dla siebie. Dla dziecka –– powiedziała dotykając mojego brzucha. –– Będzie kochać się całym sercem. –– Łzy pociekły mi po policzkach, a po chwili wylądowałam w ramionach rudowłosej, która kołysała mnie lekko. Zostali mi tylko oni.
W tym samym momencie do pomieszczenia weszło starsze rodzeństwo Meadowes i spojrzeli na mnie przepraszającym wzrokiem.
–– Ja… –– Wuj Alan podrapał się po głowie. –– Przepraszam, że byłaś tego świadkiem –– rzekł skruszony. Podszedł do mnie i pogłaskał mnie po ramieniu. –– Nie jesteś sama. Wszyscy jesteśmy tu dla ciebie.
–– Dziękuję –– zdołałam wypowiedzieć. Przeniosłam się na kanapę w salonie, a Alaric rozpalał w kominku. Ten widok przypomniał mi mojego tatę, który zawsze to robił. Starszy brat odwrócił się w moją stronę, po czym przysiadł się do mnie.
–– Wyprowadzamy się stąd –– poinformował mnie, a ja zaczęłam machać przecząco głową. Nie chciałam się wyprowadzać. –– Sis, spokojnie… To dla naszego wspólnego dobra. Wszyscy dużo ostatnio przeszliśmy, a ty w szczególności. Potrzebujesz zmienić otoczenie… –– tłumaczył. Nie zgadzałam się z nim. To był mój dom, moje miejsce. –– Pamiętaj, że teraz nie jesteś odpowiedzialna tylko za siebie –– dodał, a moja ręka mimowolnie zjechała na brzuch. Dziecko potrzebowało matki, potrzebowało miłości i ja musiałam odnaleźć w sobie siłę, by zrobić to dla niego.
–– Dobrze, niech tak będzie –– zgodziłam się i oparłam głowę o ramię brata. Przytulił mnie do siebie, głaszcząc uspokajająco po włosach.
Nie byłam przekonana do tego pomysłu, ale wiedziałam, że Anglia przyniosła mi tak wiele bólu i cierpienia, że potrzebowałam chwili wytchnienia. Mimo to postanowiłam zrobić ostatnią rzecz, której wiem, że nie powinnam, ale chciałam.
Muszę napisać list do Syriusza. Nie wiem czy kiedykolwiek go zobaczy, ale w ten sposób chciała zakończyć pewien etap w moim życiu.
Poprosiłam Alarica, by podał mi pergamin i pióro. Siedziałam przed czystą kartką, zastanawiając się jak zacząć. Brat zostawił mnie samą, a reszta rodziny znajdowała się w kuchni. Allie i Mia przygotowywały obiad, Robert z Alanem omawiali naszą przeprowadzkę, a Will i Alaric rozmawiali o czymś przyciszonym głosem. Później dołączyli się do rozmowy z naszymi wujami. William poprosił o chwilę czasu, bo zastanawiał się, jak o wszystkim powiedzieć Emmelinie.
I wtedy właśnie zaczęłam. Słowa same ze mnie wypływały, a list, który miałam napisać, zamieniał się w coś bardziej… intymnego. Coś, co jest tylko i wyłącznie między mną a Syriuszem. Coś, co nie każdy jest w stanie pojąć, zrozumieć.

Chciałabym, chciałabym móc powiedzieć żegnaj
Powiedziałabym to co chciałam
Może nawet bym za Tobą zapłakała

Gdybym wiedziała że to będzie ostatni raz
Złamałabym moje serce na pół
Próbując ocalić część Ciebie

Nie chcę czuć innego dotyku
Nie chcę wzniecać innego ognia
Nie chcę znać innego pocałunku
Żadne inne imię nie wyjdzie z moich ust
Nie chcę oddawać mojego serca
innemu obcemu
Nie chcę aby kolejny dzień się zaczął
Nie wpuszczę nawet światła słonecznego
Nie, nigdy więcej nie pokocham
Nigdy więcej nie pokocham

Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy
Nie sądziłam że się zakocham
Nie sądziłam że odnajdę siebie leżąc w twoich ramionach
I chcę udawać, że to wszystko nieprawda kochanie, że Cię nie ma
Bo mój świat ciągle się kręci i kręci, i kręci,
a ja się nie ruszam

Nie chce znać tego uczucia, chyba, ze to Ty i ja
Nie chcę marnować ani chwili
Nie chce dać komuś innemu lepszej części mnie
Wolałabym poczekać na Ciebie

Nie chce czuć innego dotyku
Nie chcę wzniecać innego ognia
Nie chcę znać innego pocałunku
Chyba, że są to Twoje usta
Nie chcę oddawać mojego serca
innemu obcemu
Nie chcę aby kolejny dzień się zaczął
Nie wpuszczę nawet światła słonecznego
Nie, nigdy więcej nie pokocham
kochać ponowie
Nigdy więcej nie pokocham
Nigdy więcej nie będę kochać
Nigdy więcej nie pokocham

Nie zrobię tego, nie, przysięgam nie mogę
Chciałabym móc, ale po prostu nie
Już nigdy więcej nie pokocham
Nigdy więcej nie pokocham

Zdążyłam odłożyć pióro, gdy nagle usłyszałam niesamowity huk. Wstałam gwałtownie, tak samo jak reszta rodziny Meadowes.
–– Różdżki! –– krzyknął wuj Robert. Moja różdżka była na górze, nie miałam szans, by zdążyć po nią pobiec.
Wszystko stało się tak szybko, że nie zarejestrowałam co się dzieje naokoło mnie. W jednym momencie, przez szyby i drzwi wpadło tak wiele zamaskowanych twarzy, że dostałam oczopląsu. Śmierciożercy, jeden za drugim, wdzierali się do mojego domu, rzucając zaklęciami na prawo i lewo. Rozproszyliśmy się, by zmylić wrogów i próbować bronić się. Stawało się to coraz trudniejsze i mordercze, ponieważ widzieliśmy zbyt wiele zamaskowanych twarzy.
–– Gdzie on jest?! –– darł się jeden z nich. –– HARRY POTTER!!!
Stanęłam jak wryta i przebudziłam się na moment dopiero, gdy któryś z popleczników Voldemorta wycelował we mnie różdżką, z której wystrzelił snop zielonego światła. Nie miałam szansy na ucieczkę, a oczy zapiekły mnie łzami. Krzyknęłam na całe gardło, gdy między nami wpadł Alaric, zasłaniając mnie własnym ciałem.
–– NIEE! –– krzyknęłam i upadłam przy bracie, którego puste oczodoły, wpatrywały się w nicość. Usłyszałam krzyk Allie, a gdy odwróciłam się, dostrzegłam, że wuj Alan leży martwy na podłodze, trzymając za rękę swoją żonę. Zasłoniłam usta dłonią, nie mogąc uwierzyć, że to dzieje się naprawdę.
–– Dorcas, UCIEKAJ! –– Usłyszałam krzyk wuja Roberta.
–– Dorcas!
–– Will, gdzie jesteś?!
Chciałam iść w tamtą stronę, ale ktoś mocno złapał mnie za ramię. Odwróciłam się gwałtownie, przerażona. Było mi niedobrze, a brzuch zabolał mnie mocno. Nie, nie, nie… to dziecko, to nadzieja, nie może…
Spojrzałam na zamaskowaną postać, u której tylko widziałam oczy.
Te oczy…

*

Kolejny dzień minął, a ja czułem się jeszcze bardziej nędznie, jeśli w ogóle można czuć się gorzej. Umierałem od środka i jedynie jedno słowo, którym była, niewinność, pozwalało mi pozostać przy zdrowych zmysłach. Dość zdrowych, bo prawdą jest to, że czułem jak dostaję obsesję w tym temacie.
–– Blaaack! Nudzi mi się –– wrzeszczał Crouch, a ja mocniej zacisnąłem szczęki. –– Mógłbyś w końcu się odezwać. –– Zaśmiał się histerycznie. Byłem z siebie dumny, bo ani razu nie dałem mu się jeszcze sprowokować. Wiedziałem, że jeśli to zrobię, dementorzy od razu złożą mi wizytę, a tego przecież nie chciałem. U Croucha bywali często, dlatego dalej zastanawiało mnie to, jakim cudem jest tak mocno pobudzony. –– O czym moglibyśmy porozmawiać… Opowiadałem ci, jak to Longbottomowie prosili mnie o litość? –– Zastanowił się. Zacisnąłem dłoń w pięść, nie chcąc słychać o tym, jak mężczyzna torturował moich przyjaciół. –– W sumie dobrze, że Bella kazała zostawić ich przy życiu. Kompletnie oszaleli! –– krzyknął, śmiejąc się. –– Tylko ten mój ojciec, jak zwykle musiał wszystko zepsuć…
Zamknąłem oczy i przetarłem ręką po czole.
Nie mogę tu oszaleć. Muszę zachować trzeźwość umysłu.

*

Miałam wrażenie, że głowa pęka mi na pół. Podniosłam się lekko, próbując zobaczyć cokolwiek. Gdzie byłam? Zamrugałam parę razy, przyzwyczajając się powoli do otoczenia.
–– Nareszcie się obudziłaś. –– Usłyszałam męski głos.
–– Reg? –– zapytałam, podnosząc się. Regulus wpatrywał się we mnie, a jego oczy wyglądały na mocno przygaszone. –– Co się stało? Gdzie jesteśmy?
–– Dorcas… –– Black przykucnął przy mnie i złapał za rękę. Zmarszczyłam brwi, gdy nagle przez głowę zaczęły przelatywać mi wspomnienia. Otworzyłam szczerzej oczy, a moje ciało zaczęło drżeć. –– Cii… –– Próbował mnie uspokoić, ale nie zdążył. Łkałam, nie mogąc złapać powietrza. Czarnowłosy przytulił mnie do siebie, ale odepchnęłam go szybko.
–– Musimy tam wrócić, TERAZ! –– krzyknęłam, wstając raptownie, przez co prawie upadłam, gdyby nie pomoc mężczyzny. –– Oni potrzebują pomocy…
–– Oni nie żyją, mała –– powiedział cicho. Zamarłam i ponownie wpadłam w histerię.
–– Dlaczego mi to mówisz? Przecież… przecież… nie, na pewno nie…
–– Pomogę ci, ale musisz się uspokoić –– poprosił. Trzymałam się kurczowo za brzuch, myśląc o dziecku. Głaskałam brzuch, a Black spojrzał na mnie niezrozumiale.
–– Jestem w ciąży –– wyjąkałam.
–– Czy ja…?
–– Nie.
–– On jest niewinny –– oświadczył. Zacisnęłam mocniej dłoń na jego ramieniu, oddychając szybciej. –– To Pettigrew był Strażnikiem Potterów. Dziś się o tym dowiedziałem.
–– Peter…?
–– Nikt w to nie uwierzy –– warknął zły, a ja zauważyłam, że po raz pierwszy młodszy Black tak bardzo przejmuje się losem starszego brata. –– Weź to –– powiedział i podał mi różdżkę.
–– Kogo to…
Usłyszałam pstryknięcie. Przeraziłam się, ale Reg uspokoił mnie gestem ręki. Podszedł do starego, metalowego wiadra i stanął naprzeciwko mnie. Nie rozumiałam o co mu chodzi, do czasu, gdy wiadro nie zaczęło lekko się świecić.
–– To świstoklik –– oznajmiłam bez namysłu. –– Chcesz nas stąd przenieść? Do innego kraju? –– dopytywałam.
–– Obiecaj mi coś. –– Wrócił do mnie i spojrzał prosto w oczy. –– Masz być szczęśliwa, Dorcas. Masz cieszyć się życiem, pracować, opiekować się swoim dzieckiem.
–– Reg, o czym ty mówisz…
–– Kocham cię –– przerwał. –– Nigdy nie przestanę. –– Wycelował we mnie różdżką. ––Obliviate!

*

Obudziły mnie dźwięki dochodzące z celi Croucha. Przetarłem oczy, a plecy bolały mnie niemiłosiernie. Rozejrzałem się po mojej celi, sądząc, że cokolwiek się tutaj zmieni.
–– Synku, trzymasz się? –– Usłyszałem głos kobiety i wywróciłem oczami.
Po raz kolejny w miesiącu przyszła matka Barty’ego. Crouch Sr nadal był Szefem Departamentu Przestrzegania Prawa, więc mógł robić co mu się żywnie podoba. Raz poprosiłem go o to, bym mógł napisać list, ale jedyne co otrzymałem, to jego lodowaty wzrok.
–– Mamusiu, tak mi źle, tak mi tu niedobrze –– skomlał. Warknąłem pod nosem, kręcąc głową i niedowierzając, jak ten człowiek potrafi manipulować ludźmi.
–– Kochanie.. –– Westchnęła kobieta. –– Przyniosłam ci coś dobrego na ząb i Proroka Codziennego, byś mógł trochę oderwać myśli –– powiedziała przyciszonym głosem. Sam bym chętnie coś przeczytał. Zrobiłbym cokolwiek innego, niż martwe wpatrywanie się w ścianę.
–– Dziękuję, mamusiu. –– Chwilę późnej starszy Crouch wrócił i zabrał swoją żonę. Nigdy nie odzywał się do swojego syna, traktował go jak powietrze. Zastanawiałem się, czemu tak naprawdę pozwala na te wizyty. Nie wydawał mi się człowiekiem, który jest miłosierny.
Nie minęło parę minut, gdy usłyszałem gromki śmiech mężczyzny. Myślałem, że to dementorzy będą moim największym zmartwieniem, ale grubo się pomyliłem. Bartemiusz Crouch Junior pokonywał ich w każdym aspekcie.
–– Black! Nie uwierzysz! –– krzyknął do mnie. Standardowo udawałem, że wcale mnie nie ma. –– Niee… nie powiem ci tego. Sam musisz to zobaczyć! –– Ponownie wybuchnął gromkim śmiechem. Usłyszałem jak obok mojej celi przywędrował świstek papieru. Nie miałem zamiaru go podnosić. –– Och, no nie bądź taki! Przecież chcesz wiedzieć co się dzieje z twoją ukochaną… –– Drgnąłem. –– Dlaczego nie pisze? Dlaczego nie próbowała cię odwiedzić? Na te wszystkie pytania podsunąłem ci odpowiedzi… Potrafię być naprawdę bardzo uczynny. –– Pękłem.
Wstałem z pryczy i spojrzałem poprzez dziurę w dole drewnianych drzwi. Wysunąłem palce, próbując dosięgnąć gazety. Kilka minut siłowałem się, a w międzyczasie Crouch pogwizdywał wesoło. W końcu udało mi się złapać Proroka i przekręciłem go na główną stronę.


ŚMIERCIOŻERCY ZNOWU ATAKUJĄ!

Ten kto myślał, że to koniec terroru jaki zafundował nam Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać, jest w błędzie. Ci, którzy nazywają się sługami Czarnego Pana, ponownie zaatakowali.
Tym razem padła ofiarą stara i bardzo szanowana rodzina czystej krwii, Meadowes. Przypomnijmy, że jeszcze kilka lat temu, nasz były Szef Departamentu Prawa Czarodziejów, Colin Meadowes, zaginął w podejrzanych okolicznościach.
Dziś musimy zmierzyć się z tragedią, która dosięgnęła resztę jego rodziny.
Z naszych źródeł wynika, że Meadowes zginęli w Bristolu, w posiadłości, gdzie przebywały dzieci Colina.
Sami-Wiecie-Kogo już nie ma, jednak postarajmy się, by wszyscy, którzy mieli z nim do czynienia, ponieśli za to surową karę.

† Alan Meadowes (l.59) wraz z żoną i dziećmi
† Robert Meadowes (l. 53)
† Mia Meadowes (l. 47) wraz z mężem i dziećmi
† Alaric Meadowes (l. 34) wraz z żoną
† Dorcas Meadowes (l. 24)
† William Meadowes (l. 22)

Uroczysty pogrzeb rodziny odbędzie się na cmentarzu Arnos Vale, w Bristolu. Przyjaciele rodziny postanowili postawić tam kryptę, w której zostaną pochowani wszyscy członkowie rodziny.
Składamy najszczersze kondolencje.
Pamiętamy.


Cały drżałem. Nie kontrolowałem już co się ze mną dzieje. Uderzyłem z całej siły w drzwi, nie czując bólu dłoni. Zacząłem okładać pięściami drzwi, krzycząc na całe gardło. W uszach dzwonił mi tylko śmiech Croucha, a gdy zamykałem oczy, widziałem jedno.
† Dorcas Meadowes (l. 24)
Moja słodka Dorcas.
Nie mogłem stracić również jej. Miłość mojego życia została zamordowana, a ja siedzę tutaj i nie mogę nic z tym zrobić. Zabili ją.
Płakałem. Spojrzałem na moje poranione ręce i łkałem, myśląc o tym, że już nigdy nikogo nie pokocham. Straciłem wszystko. Straciłem przyjaciół, rodzinę, miłość.
Kim jestem bez nich?

*

Powoli zaczęłam otwierać oczy, ale szybko je zamknęłam. Jasność mnie obezwładniała. Próbowałam przyzwyczaić się do światła, jednak wcale nie było to takie proste. Minęło kilka minut, zanim otworzyłam oczy na dobre. Znajdowałam się w szpitalnym pomieszczeniu. Podniosłam się lekko, poprawiając poduszkę, w momencie, gdy do środka weszła pielęgniarka.
            –– Witam panno Carter, jak się pani czuje? –– Zapytała mnie. Zmarszczyłam brwi, zmieszana. –– Spokojnie. Zaraz przyjdzie do doktor –– dodała i uśmiechnęła się ciepło. Położyła obok mnie szklankę wody, sprawdziła coś na karcie pacjenta, po czym wyszła z pomieszczenia. Złapałam szybko za szklankę, wypijając całą zawartość. Na niczym nie mogłam się skupić. Nie minęło pięć minut, kiedy w progu moich drzwi pojawił się Uzdrowiciel.
–– Witaj, Eleno. –– Posłał mi uśmiech, wziął krzesełko i usiadł spoglądając na mnie. –– Pewnie czujesz się mocno zdezorientowana –– zaczął.
–– Mało powiedziane –– wtrąciłam i również się uśmiechnęłam. –– Czuję taką… pustkę w głowie –– zwierzyłam się.
–– Eleno, twoja pamięć została zmodyfikowana –– wyjaśnił. Zmarszczyłam brwi, czekając na dalsze wyjaśnienia. –– Powiedz mi proszę, co pamiętasz jako ostatnie? –– Spojrzał na mnie uważnie, a ja zastanowiłam się chwilę i pokręciłam głową zdezorientowana.
–– Panie doktorze… nic… nic nie pamiętam –– odpowiedziałam słabo. Nigdy w życiu nie spotkałam się z tak dziwnym uczuciem. –– Znaczy się… wiem, że jestem czarownicą… potrafię używać zaklęć, różnych zaklęć… znam książki, filmy, ale… nie mogę… nie mogę przypomnieć sobie ludzi. Nie pamiętam siebie.
–– Obszar modyfikacji pamięci jest bardzo rozległy… –– Skrzywił się. –– Obawiam się, że nie będę mógł ci pomóc.
–– Jak to? Przecież… musi być jakiś sposób. Ile mam lat? Gdzie jestem? Jestem sama…? –– Miliony pytań cisnęło mi się na usta.
–– Tak na oko ma pani dwadzieścia parę lat. Jesteśmy w Szpitalu pod Patronem naszej byłej Przewodniczącej,  Serafiny Picquery.
–– Stany Zjednoczone? –– Upewniłam się.
–– Coś w głowie jeszcze zostało. –– Zażartował, a ja posłałam mu karcące spojrzenie. Uśmiechnął się przepraszająco. –– Proszę nie tracić nadziei. Różdżka, która była schowana w szacie należy do Eleny Carter. Nie sądzę, by ją została skradziona, prawda? To dobry punkt zaczepienia –– tłumaczył. –– W przypadku tak silnych zaklęć wiele daje spędzenie czasu z osobami, które się zna. Wiem, że na tą chwilę w niczym to nie pomoże…
–– Jak się tu znalazłam?
–– Prawdopodobnie zasłabłaś, miałaś szczęście, że pewien czarodziej cię znalazł. Zapomniałem powiedzieć? Jesteś w ciąży, a ostatnio chyba o siebie nie dbałaś. –– Zamrugałam parę razy, próbując przyswoić tak wiele informacji naraz. –– Wypiszę zalecenia i bardzo proszę, byś jak najwięcej odpoczywała. Trzeci miesiąc jest zawsze przełomowy. Zdradzę, że nie mogłem powstrzymać się przed sprawdzeniem… to dziewczynka –– mówił lekarz. Przez głowę mi przemknęło skąd on się urwał, ale po chwili moje myśli ogarnęła tylko i wyłącznie wiadomość o tym, że będę miała córkę.
–– Hope…
W sercu nadzieja.
W głowie pustka.
Nie pamiętałam siebie.

           
KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ
[muzyczka] idealna na zakończenie.


Od Autorki,
Hej! Udało się, oficjalnie część druga zostaje zakończona. Na początku chciałam bardzo, ale to bardzo podziękować wszystkim, którzy mnie wspierali i czytali moją opowieść. Prawda jest taka, że bez was moja motywacja byłaby dużo mniejsza, by skończyć tą część. Myśląc całościowo, jestem z niej zadowolona, choć wiem, że dużo się działo. Bardzo dużo. Wydarzenia, które się zadziały, miały się zadziać. Od samego początku chciałam, by druga część skończyła się zgodnie z kanonem. Powiem szczerze, nie było mi łatwo uśmiercić tak wielu bohaterów, których naprawdę uwielbiałam. Potterowie jedno, ale rodzina Meadowes… uderzyło, mocno, ale tak jak pisałam wcześniej, od samego początku tak miało być. Przepraszam!
Na trzecią część również mam już plany. Mam nadzieję, że niedługo pojawią się pierwsze rozdziały, jednak przed tym chciałabym opublikować jeszcze parę miniaturek z bohaterami tej części. W planach jest Lily i James, Angus i Marlena oraz Regulus –– jeśli o nich chodzi, jestem wam winna parę wyjaśnień. Zdradzę, że na pierwszy ogień idą Angus i Marlena. Postaram się, by wszystko tam było, ale może wy nad czymś się zastanawiacie? Piszcie, proszę.
Reszta zobaczymy, czy wpadnie mi do głowy dobry pomysł.
SBlackLady, Dorcas-Meadowes-Black, Adrianna Wołtosz, Anonimowa…
I każdy, kto tutaj zagląda, lecz nie daje znaku.
Wielkie L O V E.
Widzimy się niebawem.
PS. Napiszcie proszę co sądzicie? Nad czym się zastanawiacie? Za kim będziecie tęsknić najbardziej? Czy Dorcas i Syriusz mają jeszcze dla siebie szansę? Piszcie śmiało, będę odpowiadała. Zapraszam zakładki część trzecia: bohaterowie. Macie już jakieś pomysły?
Witaj nieznajomy... ;)
Jeśli już tu jesteś, zostaw proszę ślad po sobie.
Będzie mi niezmiernie miło wiedzieć, co sądzisz o mojej twórczości.
Pozdrawiam i zachęcam do czytania,
Adaline