Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fleamont Potter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fleamont Potter. Pokaż wszystkie posty

2017/04/07

Miniaturka #1 "Żeby miłość miała Twoje oczy, Evans"

11 komentarzy:

Lily

Siedziałam w swoim pokoju i czytałam książkę Standardowa Księga Zaklęć, stopień 7, której autorką jest Miranda Goshawk. Po wakacjach czeka mnie ostatni rok w Hogwarcie, gdzie Owutemy muszę zdać na najwyższym poziomie. Obok mnie porozkładane były stosy innych książek takich jak: Najczęstsze magiczne dolegliwości i schorzenia, Poradnik uzdrawiacza, Kompendium popularnych zaklęć i przeciwzaklęć, Śródziemnomorskie magiczne rośliny wodne i ich właściwości. Miałam świadomość, że wszystko to na pewno przyda mi się po ukończeniu szkoły i w przyszłym zawodzie Uzdrowiciela, który od lat był moim marzeniem. 
– Rodzice powiedzieli, że mam Cię zawołać na obiad, dziwaczko – warknęła Petunia stojąc w futrynie moich drzwi i po chwili popędziła na dół.
Odetchnęłam zmęczona. Od lat nasze relacje z Petunią są tak oziębłe, że nikt by nie powiedział, że jesteśmy siostrami. Nienawidziła mnie za to, że ja wyjawiłam umiejętnośći magiczne, a ona nie. Uważała mnie za gorszą i inną. W głębi serca wiem, że po prostu jest o to zazdrosna. Pisała listy do profesora Dumbledore'a z prośbą o przyjęcie do Hogwartu, lecz dyrektor odmówił jej. Pamiętam minę Severusa, kiedy odkryliśmy, że..
Właśnie, Severus.
Severus Snape, kiedyś mój najlepszy przyjaciel, a teraz osoba z którą nie chcę mieć nic wspólnego. Sev zmienił się nie do poznania, zaczął kolegować się ze Ślizgonami, którzy popierali Voldemorta i interesowali się czarną magią. Oni byli po prostu źli, terroryzowali słabszych od siebie, byli aroganccy i dumni, a w piątej klasie nazwał mnie szlamą.
Odrzuciłam od siebie złe wspomnienia, odłożyłam książkę i zeszłam na dół, gdzie cała rodzina siedziała już w komplecie. Mama od razu uśmiechnęła się szeroko na mój widok.
– Liluś, siadaj. Zmizerniałaś ostatnio – powiedziała i przyjrzała mi się od stóp do głów.
– Wydaje Ci się, mamo. – Parsknęłam i wzięłam sobie kawałek Cottage Pie, którą mama robiła obłędnie.
– Może to zasługa jakiegoś kawalera? – Zainteresował się tata, a na jego twarzy zagościł lekki uśmiech.
– Eee.. – zmieszłam się – Nie-e, to nie tak.. – Zaczerwieniłam się jak burak.
– Czyli jest ktoś taki, Liluś, opowiedz o nim! – poprosiła uradowana mama wpatrując się we mnie.
– Nazywa się James i jest z mojego domu, Gryffindoru – szepnęłam i zawstydzona spuściłam wzrok, a usta momentalnie wygieły mi się w podkowę.
James Potter, mój c h ł o p a k. Jeszcze jakiś czas temu nie nazwałabym go kolegą, a co dopiero chłopakiem. Zawsze był dla mnie rozpieszczonym pajacem, który tylko chodzi i popisuje się przed całą szkołą, mierzwi sobie włosy i chwali się swoimi umiejętnościami w quidditcha. Nie reprezentował sobą nic, a jego irytujący sposób bycia i pytania typu Evans, umówisz się ze mną, doprowadzały mnie do nerwicy. Jednak, gdy moja najlepsza przyjaciółka Dorcas wyłączyła swoje człowieczeństwo i wpadła w poważne kłopoty, to właśnie James był dla mnie największym oparciem. Przesiadywał ze mną w bibliotece, rozmawiał, pocieszał, a ślad po aroganckim i napuszonym okularniku po prostu zaginął. Wydaje mi się, że James przeszedł jakąś wewnętrzną przemianę, zrozumiał, że jego wygłupy i sposób bycia jest po prostu dziecinny i niedojrzały. Na weselu Alicji i Franka bawiłam się z nim świetnie. Czułam się najszczęśliwszą dziewczyną pod słońcem i właśnie ten dzień zadecydował o tym, że postanowiliśmy spróbować być razem jako para.
Uwielbiałam wracać do tamtego momentu...
– Lil, bo ja chciałem z Tobą porozmawiać.. – zaczął, a ja zauważyłam, że jest lekko poddenerwowany. - Widzisz, ostatnio tak dobrze się dogadujemy i wydaje mi się że czujemy się szczęśliwi w swoim towarzystwie więc pomyślałem.. Może byśmy spróbowali być ze sobą, no wiesz, jako para - poplątał się parę razy, a ja roześmiałam się szczerze i rzuciłam mu na szyję.
– Pewnie, że chcę! – zawołałam, na co chłopak od razu pocałował mnie. Uśmiechnęłam się pod nosem, to był piękny dzień.
Nigdy nie zapomnę miny Meadowes, gdy powiedziałam jej tą „nowinkę” jeszcze w dzień wesela Franka i Alicji.
– Spełniły się moje najskrytsze marzenia! – Uścisnęła mnie z całej siły tak, aż zabrakło mi tchu. Nie mogłam dojść do ani jednego słowa. – Syriusz! Słyszałeś.. – Popędziła do swojego chłopaka, by obwiesić tą jakże znakomitą wiadomość.
– Jest takim samym dziwakiem jak Ty? – zapytała ironicznie Petunia wyrywając mnie tym samym z rozmyślań.
– Tunia, daj spokój.. – mruknęłam nie chcąc więcej kłócić się z siostrą.
– Petunia, co Ci mówiłam o takich odzywkach? – westchnęła mama i posłała jej karcące spojrzenie. Blondynka spojrzała się obrażona. Wiedziałam, że już zastanawia się jak stąd uciec. Dużo ostatnio mówi o kursie pisania na maszynie i o tym, że chce wyjechać z Cokeworth do Londynu. Skończyła szkołę dwa lata temu i to najwyższa pora na to by się usamodzielnić, tym bardziej, że czuła się po prostu nieszczęśliwa. 
Nie odezwała się już do końca obiadu, po czym wstała, wparowała do swojego pokoju i z hukiem zamknęła za sobą drzwi. Rodzice spojrzeli się po sobie zmęczeni. Nie wiedzieli co robić, a było tylko gorzej. Podziękowałam grzecznie za obiad i powiadomiłam swoich rodziców o planowanym wyjeździe najpierw do Jamesa, a później do Dorcas.
– Może zaprosiłabyś swoich przyjaciół do nas, chociaż na jeden wieczór? – zapytała z nadzieją mama.
– Jeśli będzie Petunia? Mamo, wybacz, ale nie ma takiej opcji. - Popatrzyłam na nią przepraszającym wzrokiem na co pokiwała smutno głową, ale za chwilę na jej twarzy pojawił się uśmiech.
– Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwa. – Przytuliła mnie do siebie i pogłaskała po włosach.
– Bardzo – szepnęłam i odwzajemniłam uścisk.
Kiedy nadszedł dzień wyjazdu byłam bardzo podekscytowana, ale też zestresowana. Poznałam już rodziców Jamesa, a w szczególności jego mamę, która jest przemiłą kobietą, ale pierwszy raz będziemy z Jamesem jako.. para. Pakowałam do kufra najrożniejsze ubrania, które mogłyby mi się przydać. Zresztą muszę wziąć ich trochę, bo jeżeli Marlena zobaczy, że chodzę ciągle w tych samych rzeczach to chyba mnie ukatrupi.
– Jak dostaniesz się do tego chłopaka, kochanie? – zapytał tata, tuląc mnie na pożegnanie.
– Pojadę Błędnym Rycerzem. Wrócę za dwa tygodnie, a wtedy wybierzemy się razem na ulicę Pokątną, zgoda? – Wyszczerzyłam się i pomachałam im na pożegnanie.
Tunia nawet się nie pożegnała, ale spodziwałam się, że tak będzie.
Stanęłam na ulicy i machnęłam różdżką, a przede mną momentalnie pojawił się magiczny autobus. Zapłaciłam, wyznaczyłam kurs do Doliny Godryka i usiadłam na swoim miejscu. 
Zaraz będę w domu rodzinnym Jamesa. Mojego Jamesa.

James

Chyba nigdy nie widziałem mojego pokoju tak wysprzątanego. Wszystko dosłownie błyszczało. Musiało, skoro zacząłem sprzątać tydzień przed tym jak miała przyjechać Lily.
– Tylko nie roznieście tego pokoju, bo Twoje sprzątanie zda się na marne. – Zarechotał Syriusz przed swoim wyjazdem do Dorcas za co dostał ode mnie kuksańca w bok.
– Spadaj już. Spędzanie z Tobą każdych wakacji i całego roku szkolnego jest już męczące. – Zażartowałem na co czarnowłosy wybuchnął gromkim śmiechem.
– Co innego też jest męczące, Rogaś.. – Wywróciłem oczami i wypchnąłem przyjaciela za drzwi. – Do zobaczenia za tydzień! Będę tęsknił! – zawołał jeszcze i wyszedł za bramę. Zaśmiałem się i zamknąłem za sobą drzwi.
Co za idiota. 
Od rana czekałem na rudowłosą, która miała zjawić się u mnie po południu. Moja mama chodziła od rana i przygotowywała takie pysznośći jak Dyniowe Paszteciki, Krajankę z Melasy, Kandyzowane Ananasy czy Kociołkowe Pieguski. Miałem niezły ubaw, moi rodzice zachowywali się jakbym zaprosił do domu swoją przyszłą żonę, jednak zastanawiając się dłużej nad tym to od zawsze właśnie tego pragnąłem, by Lily Evans zgodziła się zostać moją żoną. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że teraz jest za wcześnie, tym bardziej że dopiero od miesiąca jesteśmy prawdziwą parą. Mimo tego, wiedziałem, że nikt inny prócz niej nie znajdzie miejsca w moim sercu. Dwa lata starałem się o to, by chodź zwróciła na mnie uwagę, lecz jak się okazało robiłem to w zły sposób. Gdy udało mi się zmienić swoje zachowanie, a przede wszystkim wydorośleć to sytuacja całkowicie się zmieniła. Aczkolwiek w głębi serca czuję, że powinienem być za to też wdzięczny Dorcas. I jestem.
– James! Chodź tutaj i mi pomóż! – zawołała moja mama z kuchni, więc posłusznie do niej poszedłem.
– Co mam zrobić? – Spojrzałem wyczekująco.
– Ugniatam ciasto, pomieszaj marchewkę.
– Mamo, wiesz, że jesteś czarownicą i możesz to zrobić za pomocą czegoś takiego jak czary? – zapytałem rozbawiony.
– Nie zachowuj się jakbyś pozjadał wszystkie rozumy – mruknęła obrażona. Parsknąłem tylko pod nosem, ale spełniłem prośbę mamy.
Dosłownie pięć minut później zadzwonił dzwonek do drzwi. Lekko zestresowany wyszedłem z kuchni z zamiarem otworzenia drzwi, ale uprzedził mnie tata, który już z wprowadzał moją dziewczynę do salonu.
Moją dziewczynę.
– Lily, tak miło Cię widzieć! – Mama wypadła z kuchni, minęła mnie i czym prędzej uściskała rudowłosą.
– Mi też bardzo miło państwa widzieć. – Uśmiechnęła się, odwzajemniła uścisk i spojrzała na mnie.
Moi rodzice to zauważyli i zostawili nas sami, dodali, że jeśli będziemy głodni to żebyśmy śmiało mówili. Wywróciłem oczami, jestem prawie dorosły, a oni nadal traktują mnie jak młodego nastolatka. Wziąłem kufer rudowłosej i zaprowadziłęm do mojego pokoju.
– Hej, aniołku. – Przywitałem się z dziewczyną i pogładziłem po policzku.
– Hej – szepnęła i pocałowała mnie. Całowałem ją długo, jakbym nigdy miał już tego nie robić. Była dla mnie aniołem, aniołem o którego zawsze walczyłem, pragnąłęm i kochałem. 
– Nie spodziewałam się, że będzie tu tak czysto. – Zaśmiała się perliście. Mógłbym słuchać jej głosu dniami i nocami.
– Umiem zaskakiwać, kochanie, w końcu jestem Huncwotem. – Puściłem jej oko, a jej policzki lekko się zaróżowiły. – Jesteś może głodna?
– Jak diabli. – Zachichotała, a ja złapałem ją za rękę i udaliśmy się do kuchni, gdzie w tym samym czasie mama podawała obiad.
– Dobrze, że jesteście. Jeszcze ciepłe. – Uśmiechnął się tata i wskazał na krzesła. Usiedliśmy wdzięczni i zaczęliśmy jeść.
– Pani Potter, to jest przepyszne. Naprawdę – powiedziała z podziwem Lily próbując befsztyku.
– Cieszę się, że Ci smakuje, kochana. – Mama posłała jej uśmiech i zaczęła rozmawiać z nią o szkole. Siedzieliśmy wraz z moimi rodzicami długi czas. Nie sądziłem nawet, że spędzimy ze sobą tak miło czas. Moi rodzice byli wspaniałymi ludźmi i naprawdę bardzo się kochali.
 
Wieczorem życzyli nam dobrej nocy i poszli do swojej sypialni. Ja wraz z Lily posiedzieliśmy jeszcze chwilę w salonie po czym skierowaliśmy się do mojego pokoju. Pokazałem dziewczynie gdzie jest łazienka po czym sam poszedłem wziąć prysznic na dół. Byłem szybszy niż Lily, więc położyłem się już na łóżku czekając na nią. Wyszła po pewnym czasie, ubrana w dość skąpą piżamę co od razu wywołało we mnie falę pożądania. Uśmiechnęła się nieśmiało, zgasiła światło i weszła do mnie pod kołdrę. Napięcie jakie było czuć między nami było namacalne. Powoli przyciągnąłem do siebie dziewczynę, a następnie złożyłem na jej ustach pocałunek, który zmieniał się w coraz bardziej namiętny i namiętny. Jej ręce zaczęły błądzić po mojej klatce piersiowej, za to moja dłoń natrafiła na jej kształne piersi, które zacząłem masować.
– James.. – zatrzymałem się na chwilę – Musisz wiedzieć, ze ja nigdy..
– Wiem, skarbie. Jeśli nie chcesz..
– Chcę, naprawdę – powiedziała, przyciągnęła mnie do siebie i pocałowała.
To najprawdopodobniej najpiękniejsza noc w moim życiu.
Rano obudziłem się pierwszy i odwróciłem do śpiącej jeszcze dziewczyny. Pogładziłem ją po twarzy i ujrzałem jak jej powieki unoszą się.
– Nie śpisz już? – Przeciągnęła się na łóżku jak kotka i spojrzała na mnie zaspanym wzrokiem.
– Patrzę na Ciebie, aniołku. – Włożyłem jej kosmyk włosów za ucho.
– Tak? A to dlaczego? – Zachichotała.
– Bo Cię kocham. – Spojrzałem na rekację dziewczyny. Od razu otworzyła szerzej oczy, ale po chwili odpowiedziała.
– Ja Ciebie też.
Mogę całkiem szczerze powiedzieć, że jestem najszczęśliwszym facetem pod słońcem.

Kochani – coś dla fanów Jily! Słodkości, wiele wiele słodkości! Mam dla Was jeszcze jeden Dodatek i jedyne co mogę powiedzieć to, że on już nie jest tak romantyczny (tak Lilith to dla Ciebie!).
Chciałam jeszcze powiedzieć, że mój blog został nominowany do Bloga Miesiąca – można głosować do 30 kwietnia pod adresem https://ksiega-basni.blogspot.com/2017/04/161-blog-miesiaca-marzec.htmlBardzo, ale to bardzo dziękuję za tą nominację – nawet nie wiecie jakie było moje zdziwienie! Pozdrawiam kochani i do następnego <3

2017/01/09

Rozdział 9 "Mieć wszystko"

14 komentarzy:

Dorcas

Bristol.
Jak wspaniale było tutaj znów powrócić. Spojrzałam na Willa, który czuł to samo co ja. Stałam zachwycając się naszym pięknie udekorowanym domkiem. Tata co roku bardzo się starał, żeby święta to była magiczna chwila. Co roku były one organizowane u nas w domu. Rodzina zjeżdżała się ze wszystkich stron świata, by w Boże Narodzenie wspólnie usiąść przy stole, obdarować się prezentami i po prostu być razem. 
Przekopując się przez zaspy śnieżne udało nam się dotrzeć do drzwi. Will otworzył je przede mną, a gdy weszłam ujrzałam nasze kochane psiaki. Dwa labladory wstały spod kominka i rzuciły się na nas. Przywitaliśmy się z nimi i ujrzeliśmy jego.
– Jak dobrze mieć was w domu – powiedział tata, a ja rzuciłam się mu w objęcia, a następnie Will zrobił to samo.
Colin Meadowes jest jednym z najcudowniejszych mężczyzn pod słońcem. Dbał o to my niczego nam nie zabrakło. Ciężko pracuje tylko po to, żeby zapewnić nam dobrobyt i szczęście. Pracuje w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów na najwyższym szczeblu, jest także doradcą samego Ministra Magii. Znany ze swojej sprawiedliwości i nieugiętości. Często można go ujrzeć na różnego rodzaju balach i spotkaniach. Mimo tego, że w pracy pozostaje skupiony i dość oziębły to w domu jest bardzo opiekuńczy, kochający. Posiada pewnego rodzaju władzę nad innymi, jest niesamowitym rozmówcą z poczuciem humoru.
– Tak się cieszę! – Znów go przytuliłam na co zaśmiał się i odwzajemnił uśmiech.
– Jutro przyjeżdża Mia i Alan z rodziną, zostają u nas na całe święta. Skarbie byłbym Ci bardzo wdzięczny gdybyś przyszykowała im pokoje gościnne, bo ja niestety rano muszę być w pracy, ale nie martwcie się, postaram się szybko z tym uwinąć, by spędzić z wami jak najwięcej czasu. – Uśmiechnął się. – Jesteście głodni? Pani Jones zrobiła lasagne.
Lasagne w wykonaniu pani Jones to mistrzostwo świata. Powaga. Gdyby nie ta kobieta to tata już dawno umarłby z głodu, a w mieszkaniu zalęgłyby się trolle. Usiedliśmy w trójkę przy stole i wcinaliśmy kolację. Dużo rozmawialiśmy, śmieliśmy się i wygłupialiśmy.
– Kto w tym roku przyjeżdża do nas prócz cioci Mii i wuja Alana? – zapytał Will kiedy wstaliśmy od stołu i przeszliśmy do salonu, by pooglądać telewizję.
– Niech no pomyślę. Oczywiście wuj Robert. I nie wyobrażam sobie świąt bez Twojej przyjaciółki Lily, Dor. Pisałem też do Alarica, ale nie dostałem odpowiedzi. – Zasępił się na chwilę. Ani ja ani Will nie skomentowaliśmy wspominania o naszym bracie Alaricku.
Alaric Meadowes był moim starszym o dziesięć lat bratem. Nie mieliśmy ze sobą dobrego kontaktu, ponieważ kiedy ja i Will byliśmy na tyle duzi i samodzielni to nasz braciszek wyprowadził się i pognał za dziewczyną, aż do samej Portugalii. Wszyscy odradzali mu ten pomysł, ale Ric jak Ric nikogo nie słuchał prócz samego siebie i potajemnie wziął ślub. Myślał, że to ta jedyna. Jedyna, która po pewnym czasie zostawiła go dla innego. Mimo to Alaric już nie nigdy nie wrócił do domu.
– Jak ja się stęskniłem za wujem Robertem! – krzyknął podekscytowany Will. – Mam nadzieję, że jak co roku zrobi jakiś kawał wujowi Alanowi.
Wuj Alan, wuj Robert, ciocia Mia i mój tata są rodzeństwem. Wszyscy mają ze sobą bardzo dobry kontakt, mimo że wuj Alan mieszka w Stanach Zjednoczonych, a ciocia Mia w Hiszpanii. Jedynie wuj Robert mieszka blisko nas w Liverpoorze i jest moim ojcem chrzestnym. Chrzestną Willa jest Mia. Wuj Alan pracuje w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, a wuj Robert w Departamencie Magicznych Gier i Sportów - kiedyś grał w quiddicha jako ścigający w narodowej reprezentacji Anglii. Zawsze mają miedzy sobą odmienne zdania i szalenie śmiesznie słucha się ich sprzeczek i racji przy stole. Ciocia Mia, najmłodsza z rodzeństwa, jest Uzdrowicielką.
– Zaprosiłem jeszcze kogoś w te święta – powiedział nagle i spojrzał na nas. – Dokładnie rzecz mówiąc zaprosiłem Emmelinę Vance i Syriusza Blacka.
Razem z Willem spojrzeliśmy na niego zszokowani. Oboje nie wspominaliśmy mu jeszcze o tym, że jesteśmy z kimś, a co dopiero żeby znał imiona i nazwiska. Ta jego opiekuńczość..
– Oboje powiedzieli, że chętnie się zjawią. 
Gdyby moje oczy mogły wyjść z orbit to właśnie to by się stało. Parsknęłam w kubek od herbaty nie mogąc dłużej powstrzymać śmiechu.
– Twoja mania kontroli i wiedzy czasem mnie przeraża – mruknęłam i pokręciłam głową.
– Przy okazji Blacka, Potterowie też nas odwiedzą. Dawno nie widziałem się z Fleamontem i jego żoną, więc myślę, że święta to doskonały czas by to nadrobić. Poza tym muszę poznać tych szczęśliwców z którymi spotykają się moje dzieci. – Puścił nam oko i rozłożył ręce w przepraszającym geście.
Trochę obawiałam się tego wszystkiego, ale w głębi serca cieszyłam się. Cieszyłam się, że mimo tego, że Syriusz pochodzi z rodu Blacków to mój tata w żaden sposób nie jest do niego uprzedzony. Przeciwnie. Daje mu szansę. Ciekawa jestem reakcji Lily i tego, że nie tylko święta spędzi z Jamesem, ale też z jego rodzicami.
Nie mogę się doczekać.
Zbliżała się już północ, kiedy pożegnaliśmy się i szykowaliśmy się do spania. Wykąpałam się, przebrałam w piżamę i miałam zamiar umyć zęby, kiedy usłyszałam pukanie.
– Proszę – powiedziałam i złapałam za szczoteczkę do zębów.
– Pasta mi się skończyła. Daj trochę swojej. – Will podszedł do mnie i zabrał mi tubkę.
– Dawno nie myliśmy razem zębów – mruknęłam.
– Brakuje Ci tego? – parsknął na co wywróciłam oczami i  zaczęliśmy wykonywać naszą czynność.
Noc minęła w mgnieniu oka. Od rana razem z Willem i panią Jones przygotowywaliśmy wszystko na święta. Byłam cholernie zestresowana. Za parę godzin w moim domu pojawi się nie kto inny jak Syriusz. 
W co ja mam się ubrać?
– Serio, to Twój największy problem sis? Ubranie? Ty się lepiej przygotuj na zestaw pytań od naszej rodzinki... Już to widzę. Co chcesz robić po skończeniu szkoły? Jak idzie Ci nauka? Uczcie się, bo to klucz do przyszłości.. Nie pakujcie się w kłopoty!! 
– Może nie będzie tak źle, napchamy wuja Alana dyniowymi kociołkami i będziemy co chwile zmieniać temat. 
– Myślisz, że gdybym powiedział, że chcę zostać rockowym wokalistą to już by mnie wydziedziczyli?
– Całkiem możliwe – parsknęłam i dałam mu kuksańca w bok.
Po pewnym czasie przyjechał najpierw wuj Alan, a potem ciocia Mia. Przywitaliśmy się z nimi serdecznie i porozmawialiśmy o naszym życiu, a kiedy nasz tata wrócił wszystko było już gotowe. Stresowałam się. Miałam nadzieję, że moja rodzina ciepło przyjmie moich przyjaciół. I faceta. Kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi, zamarłam na moment i spojrzałam na Willa. Też był lekko zestresowany. Ostatnie święta spędzała z nami jego była dziewczyna Debby i mój były chłopak Olivier. Nie przypadli do gustu nikomu. Miałam nadzieję, że tym razem to się zmieni. 
Pani Jones podeszła do drzwi i gestem ręki zaprosiła przybyszów do środka. Gościem okazał się nie kto inny jak Lily. Przywitała się ze wszystkimi po kolei. Moja rodzina wprost uwielbia moją przyjaciółkę. Nie zwracali nigdy uwagi na to, że pochodzi z rodziny mugoli. Nim zdąrzyłam przywitać się z przyjaciółką, dzwonek znów dał o sobie znać, a w progu stanął nie kto inny jak mój czarnowłosy ukochany. Obok niego stał James, który uśmiechał się do nas szeroko. 
– Co on tu robi? – zapytała mnie Lil przyciszonym głosem.
– Mój tata ich zaprosił – szepnęłam przepraszająco. Syriusz ubrany w garnitur wyglądał jeszcze bardziej pociągająco. Patrzył na mnie i widziałam, że dobrze zrobiłam wybierając czerwoną sukienkę.
– Fleamont, Euphenia! Jakże miło was widzieć! – Colin Meadowes podszedł do nowo przybyłych.
– Ciebie również Colinie. Bardzo dziękujemy za zaproszenie. – Fleamont uśmiechnął się i uścisnął mu dłoń, a jego żona podeszła i pocałowała go w obydwa policzki. – To mój syn, James – pan Potter wskazał ręką na Rogacza – A to Syriusz Black, można powiedzieć, że nasz drugi syn. – Fleamont uśmiechnął się szczerze.
– Witajcie. Miło mi was poznać. – Tata przywitał się, a jego wzrok skierowany był na Syriusza.
– Nam też jest bardzo miło. Ma pan piękny dom, panie Meadowes – zagadnął mój ukochany i uśmiechnął się przyjaźnie do mojego taty.
– Dziękuję – mrugnął porozumiewawczo. – Nie krępujcie się. Wchodźcie! – Gestem ręki zaprosił ich do salonu. Uśmiechnęłam się. Syriusz razem z Jamesem po kolei podchodzili do każdego, by się przywitać, aż w końcu kroki zaprowadziły ich do mnie i Lily.
– Cześć piękna – szepnął Syriusz i lekko mnie pocałował.
– Cześć - odszepnęłam. 
Byłam szczęśliwa.
– Pięknie wyglądasz Lily – zagadnął James i puścił jej oko.
– Dzięki. Ty też czasem potrafisz wyglądać jak człowiek – odpowiedziała rudowłosa.
James też wyglądał oszałamiająco. Naprawdę pasują do nich garnitury. Po chwili podeszli do nas Jamesa rodzice.
– Dorcas i Lily, prawda? – Pani Potter uśmiechnęła się do nas czule. – Cieszę się, że w końcu mogę was poznać. Chłopcy bardzo dużo o was mówią. Oczywiście same pozytywne rzeczy. – Widziałam jak Lil jest zmieszana. Pewnie zastanawiała się co takiego ona może powiedzieć pozytywnego o Jamesie. 
– Naprawdę? – zaśmiała się i po cichu wymownie spojrzała na dwójkę przyjaciół. – To bardzo miłe z ich strony. Oczywiście też się cieszymy, że możemy Panią poznać.
Co jak co, ale Lily Evans zawsze była kulturalna i dobrze wychowana. Nim się obejrzałam zaczęła rozmawiać z panią Potter o szkole, nauce i innych sprawach. Po tym jak przyszła Emmelina i wszyscy ją powitali, postanowiliśmy usiąść do stołu. Jak co roku tata zaczął od przemowy.
– Chciałem wam wszystkim serdecznie podziękować za przybycie. Święta to najbardziej niezwykły i magiczny czas, tym bardziej spędzony wśród najbliższych. Nastały ciężkie czasy, dlatego podstawą i najważniejszą rzeczą jest rodzina. Wznieśmy toast. Za rodzinę! – Wszyscy unieśli kieliszki na znak toastu i upili łyk szampana z kieliszków.
– Wybaczcie, tata często zabawia się w Dominica Toretto. Tylko zamiast wypasionego samochodu posiada swoją ultra szybką miotłę. 
– Moja siostra ma rację, szybki jak błyskawica, wściekły jak..
– Dziękuję moje kochane dzieci, cóż za miłe słowa, przynajmniej wiecie, że wyciągnę was z każdej opresji. – Puścił do nas oko na co cała jadalnia zaniosła się gromkim śmiechem. 
 
Nagle niespodziewanie do salonu wpadł nie kto inny jak nasz wuj Robert. Wszyscy odwróciliśmy się w jego stronę.
– Ho ho ho! Widzę, że wpadłem w idealnym momencie! – zawołał wesoło i zaczął zdejmować płaszcz.
– Jak zwykle spóźniony – mruknął wuj Alan i podniósł brwi do góry.
– Braciszku, uśmiechnij się. Im częściej Cię widzę, tym stwierdzam, że ta Ameryka postarza Cię o dobre dziesięć lat. Kiedy ja będę latał na miotle, to Ty będziesz jej używało jako laski! – Roześmialiśmy się wesoło. Właśnie jego brakowało.
– Nie bądź taki hop do przodu, bo Ci z tyłu zabraknie – mruknął wuj Alan, ale widziałam, że kąciki ust drgają mu ku górze.
– Dorcas moja ukochana chrześnico! Wyglądasz jak milion dolarów! – krzyknął wesoło, a ja podeszłam do niego i przytuliłam go z całej siły. 
– Cieszę się, że już jesteś! – odpowiedziałam radośnie, a na mojej twarzy zagościł uśmiech od ucha do ucha.
Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy spożywać kolację. Syriusz trzymał mnie za rękę pod stołem i razem z Jamesem rozmawiali z wujem Robertem o quidditchu. Dowiedzieli się, że kiedyś grał i stwierdzili, że dryg do gry mam po nim.
– Uważaj ile jesz Alan, widzę, że trochę Ci przybrało na wadze, a Stany Zjednoczone słyną z problemu otyłości.
Wuj Robert zasłonił twarz i roześmiał się. Wuj Alan odgryzł mu się i tak zaczęła się coroczna wymiana zdań. Widząc minę Willa ledwo powstrzymywałam się przed wybuchnięciem śmiechem. 
– Czy chociaż jednego roku możecie dać spokój? – mruknęła ciocia Mia, ale widziałam po niej, że też ledwo powstrzymuje śmiech.
To najlepsze święta w moim życiu.

Syriusz

Sylwester.
– Chłopcy pamiętajcie, kiedy wrócimy dom ma stać w całości! – zawołał pan Potter, który razem z żoną szykował się do wyjścia. Pomachaliśmy im na odchodne i zapewniliśmy, że wszystko będzie w jak najlepszym porządku.
W tym roku razem z Jamesem w jego posiadłości organizujemy Sylwestra. Od paru dni przygotowujemy wszystko, aby spędzić z przyjaciółmi niezapomniany czas. Czuję, że to będzie najlepsza impreza w naszym życiu. 
Tak jak święta..
Często myślami wracałem do tamtego dnia. Byłem szczęśliwy, że mogłem spędzić je u mojej dziewczyny. Ma wspaniałą rodzinę. Wszyscy troszczą się o siebie i wspierają na każdym kroku. 
– Porządny z Ciebie mężczyzna, Black. Pierwszy raz widzę, żeby moja córka była tak szczęśliwa. Jej szczęście jest moim szczęściem. Dbaj o nią. Nadchodzą ciężkie czasy – powiedział mi pan Meadowes żegnając się ze mną.
– Może być Pan spokojny, zatroszczę się o nią – odpowiedziałem szczerze.
Nastał wieczór, a nam zostało tylko oczekiwanie na gości. Wszystko było idealnie przygotowane. Prawdę mówiąc, zaprosiliśmy dość dużą grupkę naszych znajomych. Ludzie powoli zaczęli się zjawiać jedno po drugim. Jako gospodarze razem z Rogaczem staraliśmy się zamienić słówko z każdym nowo przybyłym gościem. Moja brązowowłosa piękność pojawiła się razem z rudowłosą Lily, Willem i Emmą. Uśmiechnąłem się zachęcająco i zaprosiłem ich do środka. Marlena i Mary przyszły chwilę wcześniej.
– Dor, Lil! Stęskniłam się za wami! – krzyknęła uradowana Lena, zanim zdąrzyłem cokolwiek powiedzieć.
Ta kobieta jest niemożliwa..
– My za Tobą też! – odpowiedziała Evans i spojrzała na Mary idącą w naszym kierunku. Dziewczyny wyściskały się i wymieniły ze sobą parę komentarzy.
– Hej skarbie. – Dorcas podeszła do mnie i złożyła na mych ustach pocałunek. Kątem oka zauważyłem, że założyła naszyjnik, który podarowałem jej na gwiazdkę. Uśmiechnąłem się w duchu. Pamiętam jej radość, kiedy otwierała prezent.
Noc była młoda, a my bawiliśmy się wyśmienicie. Zgromadzeni byli pod wrażeniem ile trudu włożyliśmy w wystrój, posiłki czy przekąski.
– Myślisz, że domyślą się ile zawdzięczamy Twojej mamie? – mruknąłem do Rogacza, kiedy kolejna osoba z rzędu chwaliła przekąski.
– Domyślą – odpowiedział uśmiechając się lekko.
Muzyka grała głośno i większość zgromadzonych była już wstawiona. Spojrzałem na zegarek, który dostałem w prezencie od ukochanej. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy rozpakowywałem pudełeczko. Z tyłu, na tarczy zegarka, wygrawerowany był podpis: 
Ja. Ty. My.
Na parkiecie wirował Angus z Marleną. Trzeba było mu przyznać, że facet zna się na tańcu.

– Mogę prosić panią do tańca? – zapytałem i podszedłem do brązowowłosej, która stała razem z bratem i jego dziewczyną. Uśmiechnęła się do mnie, podała mi rękę i podeszliśmy do reszty par tańczących na parkiecie.
– Jesteś tutaj najpiękniejsza, zdajesz sobie z tego sprawę? – mruknąłem i objąłem Dorcas w pasie.
– A Ty najprzystojniejszy. Obecne tutaj dziewczyny, gdyby mogły, rzuciłyby się na Ciebie. – odpowiedziała i zarzuciła mi ręce na szyję.
– Ale nie mogą. Jestem Twój.
– A ja Twoja. – Pocałowałem ją długo i namiętnie, a nasze ciała kołysały się w rytm muzyki.
Uświadomiłem sobie jak wielkie szczęście mnie spotkało. Do tej pory, egoistyczny, traktujący kobiety jak zabawki Syriusz Black nie wyobrażał sobie siebie w stałym związku. Wszystko się zmieniło, gdy poznał ją. Dziewczynę, która odwróciła jego świat do góry nogami i zmieniła go w kochającego i czułego mężczyznę, który każdego dnia stara się dać jej wszystko czego zapragnie, który stara się uszczęśliwiać ją na każdym kroku, mimo tego, że jest trudny i czasem samolubny.
Kocham ją.
Chwilę przed północą wyszliśmy wszyscy na zewnątrz, aby odliczać czas do nowego roku. Trzymałem moją ukochaną za rękę i spojrzałem w niebo. Śnieg lekko prószył mi na twarz, odetchnąłem świeżym powietrzem i spojrzałem na Remusa, który puścił mi oko i przygotowywał się do huncwockiego odpalenia fajerwerków.
– 5.. 4.. 3.. 2.. 1.. Szczęśliwego Nowego Roku! – Nasze głosy rozniosły się po całym podwórku.
Razem z przyjaciółmi odpaliliśmy  Diaboliczną Prowokację Diabłów i Exploding Whizz Poppers. Widok był niesamowity. Niebo rozświetliły wszystkie kolory tęczy.
Spojrzałem na moje lewo i ujrzałem rudowłosą z Potterem. Uśmiechała się, kiedy Rogacz składał jej życzenia.
Związek z Jackiem Bloomem nie wypalił, więc może to dobry początek ich znajomości? Obok nich stała Mary z Remusem. Dziewczyna uśmiechała się, szczęśliwa i zakochana.
Oczy skierowałem na moją brązowowłosą. Myślałem nad życzeniami, ale zamiast tego powiedziałem jedno, ale jak ważne dla nas zdanie.
– Kocham Cię.
– Też Cię kocham – odpowiedziała, a nasze usta połączyły się w namiętnym pocałunku.
Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, że to co dobre szybko się kończy.

Wiem, że już po świętach, ale powiem wam szczerze, że to jeden z moich ulubionych rozdziałów. Jest taki.. szczęśliwy. No i oczywiście jest wzmianka, że to co dobre, szybko się kończy.. Pozdrawiam kochani i do zobaczenia! 
Witaj nieznajomy... ;)
Jeśli już tu jesteś, zostaw proszę ślad po sobie.
Będzie mi niezmiernie miło wiedzieć, co sądzisz o mojej twórczości.
Pozdrawiam i zachęcam do czytania,
Adaline