Istniejemy póki ktoś o nas pamięta - Meadowes and Black

7 sierpnia 2017

Rozdział 25 "Pragnienie uśmiechu"


Dorcas

            Czuje się tak, jakby dobre miało nigdy nie nadejść. Każdy kolejny dzień jest gorszy od poprzedniego. Jedyne czego pragnę i potrzebuje to Syriusz. Syriusz, którego mieć nie mogę. Już nie.
            Leże na łóżku i nie mam ochoty na życie. Od dwóch tygodni nie wychodzę z pokoju. Jedynie byłam u pani Pomfrey, która stwierdziła, że ostatnio dużo uczniów choruje na grypę przez to, że trwa okres przejściowy między wrześniem a październikiem.
            Grypa?
            Grypa byłaby zbawieniem w obecnej sytuacji, ale dzięki temu miałam zwolnienie z lekcji. Miałam, do piątku. Jest sobota, a ja nie mam pojęcia jak w poniedziałek stawić się na zajęcia. Jak mam spojrzeć na Syriusza i wiedzieć, że już nigdy mnie nie przytuli, nie uśmiechnie się i nie pokaże, że jestem jego.         
            Tylko jego.
            Lily mocno się o mnie martwiła. Udawałam przy niej, że wszystko jest w porządku, ale moja przyjaciółka zna mnie jak nikt inny. Wie jak mi ciężko. I nie wcale nie pociesza mnie fakt, że Syriusz też nie chodzi w skowronkach. Zdaniem Marleny zachowuje się jakby.. uszło z niego życie.
            Dobrze, że dziś moje przyjaciółki śpią w dormitorium Huncwotów. Kiedyś ja też tam spałam.
– Nie, wrócimy do Ciebie Dorcas.. – sprzeczała się Lily, gdy razem z Leną wybierały się do chłopaków.
– Przestań. Nie chcę tego – ucięłam i zamknęłam za sobą drzwi zostawiając rudowłosą. Współczującą rudowłosą Lily Evans.
            Przewróciłam się na drugi bok, gdy usłyszała, że ktoś puka. Nie odzywałam się, miałam nadzieję, że przybysz odpuści.
– Wiem, że tam jesteś. – Usłyszałam tak znajomy głos. Wstałam zrezygnowana i otworzyłam drzwi.
            William Meadowes stał w moich drzwiach, a ja od razu wiedziałam, że stało się coś niedobrego. Ostatnie dwa tygodnie prawie z nikim nie rozmawiałam prócz z nim. Wyglądał dobrze. Wtedy.
– Rozstałem się z Emmeliną – poinformował i wszedł do środka.
– Dlaczego? – zapytałam zdziwiona.
– Nie pasowaliśmy do siebie – odpowiedział i wzruszył ramionami. Udawał, że wszystko jest w porządku.
            Kłamca.
– Doprawdy? – mruknęłam.
– Nie wierzysz mi? – Podniósł brwi do góry.
– Nie.
Zaczęliśmy pić. Matko Boska i to w jakich ilościach. Nigdy bym nie pomyślała, że można wypić tak dużo. Nie czułam pełności. Ciągle chciałam więcej. Tańczyliśmy, śpiewaliśmy, śmieliśmy się. Bawiłam się świetnie, tak jak kiedyś. Pierwszy raz od rozstania poczułam coś.. przyjemnego. I to było świetne uczucie.
– Powiesz mi w końcu co się takiego stało? – Spojrzałam na Willa, który aktualnie wlewał w siebie resztki butelki. Kolejnej butelki.
– Trudny ze mnie facet – przyznał szczerze i wytarł usta.
– A ze mnie kobieta – mruknęłam patrząc w sufit. Kręciło mi się w głowie.
– Na własne życzenie chcemy sobie spieprzyć życie, prawda?
– Prawda, kurwa mać.
Zamknęłam oczy. Coraz trudniej było mi przyswoić jakiekolwiek informacje dopóki nie usłyszeliśmy pukania do drzwi. Wstałam niezadowolona i otworzyłam. Przede mną stał nie kto inny jak Rose Wax. Blondynka wpatrywała się we mnie nie wiedząc czy dobrze zrobiła.
– Dorcas, zanim mnie stąd wygonisz, proszę posłuchaj mnie. – Skinęłam na zgodę głową, ale tylko dlatego, że ciężko mi było sklecić jakieś sensowne zdanie. – Chciałam, żebyś wiedziała, że ja i Syriusz tylko się kolegujemy, nic więcej..  
– Rose – wypowiedziałam wolno. – To już nie moja sprawa, możecie robić..
– A ja właśnie myślę, że to Twoja sprawa. – Wpatrywała się we mnie. Jej wzrok zawsze robił wrażenie.
– Wejdź – powiedziałam sama nie wiem dlaczego. Może nie chciałam, żeby ktoś nas podsłuchał na korytarzu.
– Chcesz się napić? – spytał Will leżąc na łóżku Lily i próbując włączyć stare radio, które od lat stoi w naszym pokoju praktycznie nieużywane.
– Jasne – odpowiedziała. – Ale nie chcę też robić problemu.
– Rose, dziś mi wszystko jedno. – Uśmiechnęłam się i wzięłam dwie szklanki do ręki. – Zdrowie! – podałam jej trunek i obie jednym haustem opróżniłyśmy wszystko.
            Nigdy nie sądziłam, że po tylu latach powiem, że Rose Wax jest.. fajna. Po prostu fajna. Rozgadana, nie przejmuje się opinią innych, przyznaje się do tego, że jest rozpieszczoną jedynaczką, ale przy tym wszystkim jest naprawdę szczera. Nigdy bym się tego nie spodziewała. Teraz dopiero rozumiem o co chodziło Syriuszowi i dlaczego lubił spędzać z nią czas.
            Syriusz…
– Oboje postępujecie jak idioci – warknęła Rose, gdy rozmawiałyśmy na temat mojego rozstania. – Jak można się kochać i nie być ze sobą? – Pokręciła głową zażenowana.
– Otóż to! – krzyknął Will. Chwilę wcześniej po wielu próbach udało mu się idealnie naprawić radio i trafić na mugolską stację radiową. – Te piosenki są świetnie! – zachwycał się słuchając muzyki.
– Ja wiem, że możecie tego nie zrozumieć.. – zaczęłam.
– Ja rozumiem! – wtrącił młody Meadowes. – Oczywiście nie tak do końca..
– Wiemy co robimy – wyjaśniłam. – Musimy..
– Pieprzysz. – Rose wzruszyła ramionami i napiła się Ognistej.
– Popieram – dopowiedział Will.
Wszyscy są przeciwko mi. Ich zdaniem oboje postępujemy nadzwyczaj głupio. Powinniśmy razem radzić sobie z problemami, a nie osobno. Może jest w tym racja?
            Na tą chwilę zrobiłabym wszystko, żeby do niego wrócić. Wszystko.

Syriusz

            Przechadzałem się korytarzami bez jakiegokolwiek celu. Wiedziałem, że u Huncwotów będą dziś dziewczyny, a nie miałem ochoty z nimi wszystkimi przebywać, a tym bardziej patrzeć na szczęście, które aż z nich paruje. Próbowałem nie myśleć, albo skupić się na innych rzeczach.
            Bezskutecznie.
            Dorcas Meadowes ciągle chodziła mi z tyłu głowy. Nie widziałem jej od dwóch tygodni, a Evans powiedziała mi, że ma grypę. Trudno było mi w to uwierzyć. Od razu gdy się o tym dowiedziałem, miałem ochotę popędzić do niej i pomóc jej jak tylko bym mógł. Ale potem przypomniałem sobie. Przecież my już nie jesteśmy razem.
            Skręciłem w kolejny korytarz, gdy usłyszałem czyjeś westchnienia. Stanąłem na chwilę i zacząłem przysłuchiwać się temu. Dochodziły z łazienki. Powoli skierowałem się tam, wyciągnąłem różdżkę w pogotowiu i otworzyłem drzwi. Dostrzegłem sporo krwi, która należała do.. mojego brata. Regulus leżał na kafelkach i oddychał ciężko. Widziałem jak każdy pojedynczy oddech sprawia mu ból. Podszedłem do niego i uklęknąłem nad jego ciałem.
– Jak mam Ci pomóc? – zapytałem wpatrując się w oczy brata, który był zszokowany moim widokiem.
– Zatamuj krwotok. Resztą zajmę się sam – odpowiedział, a ja pokiwałem głową i zrobiłem jak powiedział. Znałem parę zaklęć uzdrawiających, chodź nigdy nie byłem w nich nadzwyczaj dobry. Za to podstawy mugolskiej pomocy opanowałem dzięki mieszkaniu w rodzinnym domu. Matka wychowywała nas rygorystycznie, więc chcąc nie chcąc musiałem się tego nauczyć, by przeżyć. Szybkim ruchem rozerwałem kawałek koszulki Regulusa, obwiązałem jego brzuch i ścisnąłem mocno, by krew przestała się sączyć. Młody Black z moją pomocą oparł się o ścianę, wziął swoją różdżkę i zaczął mruczeć pod nosem zaklęcia. Nie spodziewałem się, że jest z nich tak cholernie dobry. Praktycznie lepszy ode mnie.
– Co się stało? – Spojrzałem na niego, gdy wykonał już wszystkie czynności.
– Za niesubordynację jest się karanym. Proste – odpowiedział i podniósł na mnie wzrok. – Co tu robisz?
– Przechadzałem się – rzekłem wymijająco. Regulus podniósł brwi do góry, ale nie skomentował tego. Kiedyś nasze relacje naprawdę wyglądały całkowicie inaczej.
– Musisz wrócić do Dorcas. – Przyglądał mi się, a ja ściągnąłem brwi.
– Jesteś ostatnią osobą od której oczekiwałem to usłyszeć – stwierdziłem i usiadłem obok niego.
– Wiesz o wszystkim?
– Wiem.
            Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy, gdzie oboje zastanawialiśmy się nad dalszym torem tej rozmowy. Od lat nie rozmawialiśmy ze sobą dłużej niż było to koniecznie, a od kiedy się wyprowadziłem to już w ogóle inna bajka.
– Mogę Ci pomóc – mruknąłem.
–Dorcas kazała Ci ze mną porozmawiać? – warknął.
– I tak i nie. – Westchnął słysząc odpowiedź.
– Mówiłem już, nie da mi się pomóc. Straszliwie uparta z niej czarownica. – Pokręcił głową, a na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
– Kiedy uświadomiłeś sobie, że ją kochasz? – spytałem podnosząc wzrok na brata.
            - Parę miesięcy temu – odpowiedział po chwili – Zmieniła moje życie za co zawsze będę jej wdzięczny.
– Rozumiem.
– Muszę iść. – Pomogłem mu wstać. – Dziękuję.
– Gdybyś czegoś potrzebował.. – zacząłem – to wiesz gdzie mnie znaleźć. – Czarnowłosy przyglądał mi się przez chwilę po czym lekko uśmiechnął się i poszedł w swoją stronę. 
            Nigdy nie będziemy mieli dobrych stosunków, ale jeżeli w jego głowie zaszły pewne zmiany i zrozumiał jak bardzo nasza rodzina jest popieprzona to może jest dla niego jeszcze nadzieja, a jeżeli tak właśnie jest to pomogę mu. Więzy krwi na zawsze zostaną więzami krwi, mimo że w wielu przypadkach kompletnie nie ma to dla mnie znaczenia, ponieważ wystarczy tylko spojrzeć na moje kuzynki i kuzynów. Zwykłe szumowiny.
            Cholera jasna, jakie to wszystko jest chore.
            Może naprawdę powinniśmy spróbować jeszcze raz? Teraz tylko ranimy się bardziej. Powinienem z nią porozmawiać, ale nie wiem czy będę umiał. Sam jej widok tylko utwierdzi mnie w przekonaniu, że należę do niej. Będę chciał dotknąć ją, poczuć, wąchać jej odurzający zapach.
            Cholera, mogę się i jej oświadczyć. Byleby zawsze ze mną była.

            Jadłem śniadanie razem z moimi przyjaciółmi. James od kiedy jest z Lily bardzo się zmienił. Nie na gorsze oczywiście, po prostu.. wydoroślał. Przyjemnie patrzyło się na jego szczęście, która aż biło ze zdwojoną siłą każdego, kto tylko się do niego zbliży. Z Evans było to samo. Tak długi czas broniła się przed uczuciami do Rogacza, aż wpadła jak śliwka w kompot. Zgadzali się niemal we wszystkim.
            Za to Marlena gadała jak najęta. Od miesięcy nie ma innego tematu niż ślub blondynki i Angusa. Wydaje mi się, że chce nas tym zamęczyć. Dla niej wszystko ma być dopięte na ostatni guzik, a wesele tak wielkie ile tylko jest w stanie pomieścić sala bankietowa. Czego mogłem się spodziewać?
            Remus całkowicie zatracił się w nauce i nie można było z nim nawet ostatnio normalnie porozmawiać. Gdziekolwiek szedł to miał w ręku książkę. Ciągle nam tłumaczył, że może tylko dzięki intelektowi dostanie gdzieś pracę, bo przez swoją przypadłość większość będzie go uważała za wyrzutka.
            Problemem stawał się Peter. Znów coraz bardziej oddalał się od nas. Wolał spędzać czas całkowicie sam, albo znikał na pół dnia i wykręcał się czymś. Okłamywał nas, ale ciężko mi stwierdzić w co znów Glizdogon się wpakował. Nigdy nie krył się z tym, że nie jest zbyt dobry w czarach. Pomagaliśmy mu jak tylko mogliśmy, ale pewnych rzeczy niestety nie da się ominąć. Po prostu nie da.
– Będę miała długi tren, a Twój smoking..
Słowo daję, zaraz się powieszę. Westchnąłem zrezygnowany, a Angus poparzył na mnie przepraszającym wzrokiem. Nie rozumiem kompletnie jak on z nią wytrzymuje. Drzwi do Wielkiej Sali się otworzyły, a ja momentalnie zamarłem. Do Sali wszedł Will Meadowes w towarzystwie Dorcas i.. Rose. Zamrugałem parę razy. Czy ja śpię i jeszcze się nie obudziłem? Kroczyli w naszą stronę trochę chwiejnym krokiem i śmiali się z czegoś. Widok brązowowłosej od razu obudził we mnie skrywaną namiętność. W moim wnętrzu wybuchł pożar.
– Will, Dorcas! – krzyknęła Lily. – Jesteście pijani! – warknęła do nich i skrzywiła się lekko.
– Przepraszam mamo, obiecuję, że to się więcej nie powtórzy. – Will podszedł do rudowłosej i ucałował ją w rękę. Chcąc nie chcąc Evans roześmiała się i walnęła młodego w ramię.
– Idiota! Co wy wczoraj robiliście?
– Piliśmy. Jak widać – odpowiedziała Dorcas i czknęła. – O mamo, dajcie mi wody – wychrypiała i podeszła do naszego kawałka stołu. – Miło was widzieć, ale błagam o nic nie pytajcie – dodała, wlała sobie wody w szklankę i wypiła jednym haustem. – Czuje się okropnie. – Westchnęła, usiadła i zakryła twarz dłońmi. Obok niej usiadła Rose, która zaśmiała się do.. koleżanki?
– Meadowes, wczoraj nie narzekałaś. – Dała jej kuksańca w bok, a reszta z nas obserwowała zaciekawiona zaistniałą sytuacją.
– Rose, zamknij się. – Zaśmiała się. – I tak, widzę wasz ciekawski wzrok. Pogodziłyśmy się – oznajmiła nie patrząc na nas.
– A to Ci zaskoczenie. – Gwizdnął James.
            Zaskoczenie to zbyt błahe słowo. Byłem w tak głębokim szoku, że odechciało mi się jeść. Po chwili brązowowłosa podniosła wzrok, a jej piękne oczy spoczęły momentalnie na mojej twarzy. Mogłem dostrzec w nich wszystko. Smutek, przygnębienie, ból, tęsknotę, ale jedna rzecz liczyła się dla mnie najbardziej. Miłość.

Pierwszy raz od dawna przed czasem! WOW! Dziękuję kochani za ogrom wsparcia i komentarzy, bez Was już dawno dałabym sobie spokój.. Pozdrawiam i do następnego <3