2 czerwca 2018

Rozdział 29 „Moje serce w dwóch światach"

Syriusz

Nie byłem gotowy. Nie wierzyłem, że to wydarzenie trafi mnie jak grom z jasnego nieba, a przecież od początku Hogwartu mój przyjaciel James Potter i to powtarzał.
Ożenię się z nią, Łapo.
Bzdura.
Jak on może się z nią ożenić? Nienawidzi go.
Tego dnia, gdy wraz z Dorcas odpoczywaliśmy na tarasie, spędzając czas… aktywnie ze sobą, przyleciała sowa Jamesa. Chciałem ją totalnie olać i wrócić do wcześniejszych zajęć, jednak Meadowes w mgnieniu oka wyswobodziła się z moich objęć i podeszła do zwierzęcia, zdejmując mały liścik przypięty do nóżki. Otworzyła list i wpatrywała się dłuższą chwilę w słowa napisane na kartce.
–– Długo zamierzasz tak stać? –– zapytałem rozbawiony czekając na brązowowłosą.
–– Syriuszu… –– zaczęła, a jej głos całkowicie zmienił barwę. –– Musisz to przeczytać –– powiedziała i podała mi do ręki skrawek papieru.

Drodzy przyjaciele,
Zapewne większość z Was będzie w głębokim szoku, że to stało się tak szybko, jednakże chciałbym, żebyśmy wspólnie cieszyli się z tego zdarzenia, najważniejszego w moim życiu.
Ja i Lily pobieramy się.
To tyle.
Żartowałem. W najbliższą sobotę ceremonia, na 12.00 w Dolinie Godryka.
Pozdrawiamy!
            James Potter i Lily Evans(ale dla mnie już Potter)

–– Chyba tylko James mógł wymyślić tak beznadziejne zaproszenie na ślub… –– skomentowałem drapiąc się na głowie i ciągle niedowiedzając.
–– Przeczytaj Post Scriptum –– przerwała mi Dorcas ciesząc się jak dziecko.

PS. Syriuszu Blacku oraz Dorcas Meadowes, zostaniecie naszymi drużbami? Wiem, że tak, ale musiałem zadać to pytanie. Lily mi kazała…

–– To rozumiem.. –– mruknąłem uśmiechając się i porywając w objęcia moją ukochaną. Złączyliśmy się w długim pocałunku, oboje nie do końca wierząc, co się właśnie stanie.
–– Czy kiedykolwiek przypuszczałbyś, że Lily poślubi Jamesa? –– Zaśmiała się brązowowłosa układając swoje dłonie na mojej tali i całując szyję. Pieszczota na tyle mi się podobała, że odwróciłem głowę tak, by dać dziewczynie szersze pole manewru, z którego błyskawicznie skorzystała. Westchnąłem błogo i po chwili odnalazłem jej usta, by utonąć w pełnym namiętności pocałunku.
–– Zawsze myślałem, że będzie musiał jej podać Eliksir Miłosny, by to się stało –– odpowiedziałem szczerze, na co dziewczyna parsknęła śmiechem. Zdecydowanie to była wiadomość dnia. Ponownie schyliłem się ku dziewczynie, by złożyć na jej ustach pocałunek, jednak przerwał nam nie kto inny jak Alaric i Will.
–– Świetna nowina, nie? Trzymali nas w niepewności, by postawić nagle przed faktem dokonanym, że to już w tą sobotę… Siostro, lepiej martw się o sukienkę! –– powiedział Will spoglądając z wyższością na starszą siostrę. Dorcas zmarszczyła brwi, a ja doskonale zdawałem sobie sprawę, że zaczęła kalkulować wszystkie za i przeciw.
–– Cholera –– mruknęła przez co parsknąłem śmiechem. Wiedziałem, że prędzej czy później brązowooka zacznie roztrząsać ten temat.
–– Również otrzymaliśmy zaproszenie. –– Uśmiechnął się Alaric, mówiąc o sobie i Allie.
Mieszkaliśmy razem od kilku tygodni, a ja mogłem szczerze powiedzieć, że takie życie mi odpowiada. Zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni i wiem, że to najlepsze co mogło mi się zdarzyć. Życie z Dorcas uszczęśliwia mnie, a jej rodzina jest i moją rodziną. Dopiero teraz to zrozumiałem i doceniałem jak wiele udało mi się zyskać.
Czasem tylko ta nutka niepewności… wkrada się znienacka. Ta wolność, którą zawsze żyłem, bez zobowiązań, bez obietnic…
–– O czym tak myślisz, skarbie? Wizja drużby cię przeraża? –– zapytała Dorcas wplątując swoje palce w moją dłoń.
–– Pfff. Złociutka, ja już obmyślam wieczór kawalerski… –– Uśmiechnąłem się w stronę Willa i Alarica przez co poczułem mocniejszy uścisk dłoni. Brązowowłosa wpatrywała się ostrzegawczo w moje oczy, a ja jak na dżentelmena przystało, posłałem jej swój huncwoci uśmiech, mając nadzieję udobruchać dziewczynę. Po chwili schyliłem się ku niej i pocałowałem w nos, szepcąc słówka, od których mimowolnie zrobiła się czerwona na polikach. Uwielbiałem wywoływać w niej takie emocje.

Czułem, jak opadam na sofę, a w dłoni trzymam szklankę z Ognistą. Naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak mocno się upiłem. Wieczór kawalerski okazał się strzałem w dziesiątkę, choć obawiałem się, że przyszła panna młoda spali nas żywcem na stosie, gdy jutro zobaczy w jakim stanie jest mój przyjaciel.
–– Syriuszu… Powiedz mi… Gdzie się podziały te lata wolności i nieodpowiedzialności? –– zapytał zarzucając mi rękę na ramię i upijając łyk bursztynowego trunku.
–– Obawiam się, że one już są za nami, Rogaś –– mruknąłem pijacko zdając sobie sprawę, że naprawdę mnie to przeraża.
–– Nie możesz od tego uciec –– wciął mi się w zdanie, a ja zaśmiałem się gardłowo.
–– To ty się jutro żenisz, nie ja –– zauważyłem ponownie biorąc łyk alkoholu i obserwowałem Angusa, jak próbuje wygrać zakład z Remusem.
–– Nie sądzisz, że również powinieneś o tym pomyśleć? –– Spojrzałem na niego i wiedziałem, że mimo dużego upojenia alkoholowego, James mówi prawdę. Nigdy mnie nie okłamywał.
–– Jimmy, ja…. Wiem, że powinienem. Problem w tym, że wcale o tym nie myślę –– przyznałem szczerze, zirytowany, że szklanka była już pusta.
–– Dorcas może uważać inaczej –– zaznaczył, a ja westchnąłem głośno.
–– Daj mi jeszcze trochę czasu. Wszyscy dajcie –– mruknąłem, absolutnie nie chcąc kontynuować tematu.
–– Skoro jesteśmy tu razem… –– Angus z impetem wpadł na sofę, usadawiając się obok mnie, a Remus usiadł obok Jamesa. –– Rozmawialiśmy ostatnio trochę z Lunatykiem. Chcemy się zgłosić do Zakonu Feniksa –– powiedział poważnie, łapiąc za butelkę i dolewając nam alkoholu.
–– Rozmawiałem już z profesorem Dumbledorem. Powiedział, że teraz, gdy jesteśmy dorośli, sami możemy decydować o przynależności. Cieszy się , że chcemy pomóc –– wyjaśnił Remus.
–– Możecie na mnie liczyć, przyjaciele –– rzekł James unosząc szklankę ku górze. Poszliśmy za jego przykładem, czekając na słowa Pottera. –– Wznieśmy toast za Zakon Feniksa oraz za mój jutrzejszy ślub! Zdrowie! –– krzyknął po czym stuknęliśmy się szklankami i wybiliśmy zawartość szklanek do dna. Wiedziałem, że nie wrócę dziś do domu. Rano Dorcas będzie wściekła.
Nieodpowiedzialny.
Arogancki.
Hej mała, jestem tylko Huncwotem.

Dorcas

Od kiedy mnie i rudowłosą Lily Evans połączyła głęboka przyjaźń, nie widziałam jej tak zestresowanej jak w tym momencie. Chodziła z kąta w kąt mrucząc coś pod nosem. Uśmiechnęłam się niewidocznie i nadal obserwowałam przyjaciółkę, która wyglądała jakby miała zaraz zemdleć, a nie za piętnaście minut pojawić się na ślubnym kobiercu.
–– Lily –– rzekłam i ujrzałam przerażone oczy zielonookiej.
–– Dorcas, ja chyba nie dam rady. Nigdy nie byłam tak przestraszona. Jeżeli popełniam błąd? Może ja i James... ––  zaczęła, lecz gdy podniosłam rękę do góry od razu zamilkła i wpatrywała się we mnie skonsternowana.
–– Posłuchaj mnie –– wypowiedziałam powoli tak, by rudowłosa przyswoiła wszystkie wiadomości jakie miałam jej zamiar przekazać. –– Ty i James tworzycie najwspanialszą parę jaka kiedykolwiek mogła się spotkać. Kocham Marlenę i Angusa razem. Kocham Franka i Alicję razem. Kocham także mojego brata i Emmelinę. Jednakże Ty, Lily Evans i James Potter to związek, któremu kibicowałam od zawsze na zawsze. Nie jesteś tylko TY i nie jest tylko ON. Jesteście jako WY. Rozumiesz mnie, złotko? ––  Uśmiechnęłam się promiennie. –– Tak więc wyjdziesz, jako najpiękniejsza i najszczęśliwsza panna młoda, a ja jako świadkowa, będę dumnie patrzeć na moją najlepszą przyjaciółkę, która wychodzi za mąż za faceta, który jeszcze pewien czas temu był nazywany „napuszonym łbem” –– skończyłam, a zielonooka czym prędzej podbiegła do mnie ściskając mnie mocno.
–– Kocham cię Dor. Wiesz o tym prawda?
–– Wiem. A teraz chodźmy zanim pan młody dostanie zawału. –– Lily zachichotała i razem wyszłyśmy na upalne słońce gdy rozbrzmiały pierwsze dźwięki marszu weselnego.
–– Gotowa? –– szepnął do mnie mój ukochany, kiedy podeszłam do niego by zgodnie z tradycją iść do ołtarza jako pierwsi. Mimo że rano miałam ochotę go udusić za to w jakim stanie wrócił, jednak gdy teraz go zobaczyłam, wszystkie negatywne emocje jakby zupełnie wyparowały. Sunęliśmy na dywanie w kolorze ziemi na którym porozsypywane były białe płatki róż. Uroczystość na świeżym powietrzu to jeden z najlepszych pomysłów na jaki wpadła zielonooka. Goście przyglądali się nam z kremowych ław i krzeseł, a ja czułam się jak prawdziwa księżniczka, mimo że to nie był mój ślub. Spojrzałam przelotnie na Jamesa, który wymienił porozumiewawcze spojrzenie razem z Syriuszem, który oddalił się ode mnie i stanął po stronie pana młodego, a ja zaś czekałam na nieśmiało kroczącą pannę młodą, którą do ołtarza odprowadzał ojciec.
Moja kochana Lily wyglądała pięknie. Miała długą, jasno kremowo-białą, przewiewną sukienkę od której delikatność, lekkość i romantyzm biły na kilometr. Jej kreacja wyróżnia się niebywałą prostotą, a zwiewne koronki dodały i podkreśliły jej kobiecość. Włosy miała lekko pofalowane i spięte w luźnego koka, a na głowie zagościł dość spory, stworzony z prawdziwych kwiatów wianek. Patrząc na nią nie mogłam odwrócić od niej wzroku, a ze wzruszenia poczułam pojedynczą  łzę na policzku. Niezauważalnie ją wytarłam i spojrzałam na Syriusza, który dumnie spoglądał na swojego przyjaciela i na pewno w myślach tak samo go wychwalał tak jak ja Lily.
Dziewczyna podeszła do nas, ucałowała swojego ojca w policzek i spojrzała na swojego wybranka, a ja już wiedziałam. Wiedziałam, że jest szczęśliwa i nie żałuje swojej decyzji, bo przecież są sobie przeznaczeni. James Potter podał jej rękę, którą ucałował w knykcie i uśmiechnął się promiennie. Po chwili nasz wzrok spoczął na pastorze, który zaczął ceremonię, a w tle rozbrzmiała cicha melodia skrzypiec.
–– … a teraz prosiłbym o przemowy jakie państwo młodzi przygotowali na ten niezwykły dzień – powiedział pastor, a wśród zebranych zapanowała cisza, oczy skupiły się na dwóch najważniejszych osobach w tym dniu.
–– Moja ukochana Lily.. –– zaczął James, a ja już od samego początku wstrzymywałam łzy wzruszenia, który chciały spłynąć po moich policzkach. –– Może i to nie była miłość od pierwszego wejrzenia, szczególnie z twojej strony –– rzekł, a z gardeł zebranych wydobył się perlisty śmiech –– ale ja od zawsze wiedziałem, że jesteś jedyną kobietą o którą warto walczyć i o którą chcę walczyć. Już pierwszego dnia w Hogwarcie, gdy przezwałem cię „rudą wiewióreczką”, a ty warknęłaś do mnie „brak ci kultury, arogancki okularniku”... –– Lily parsknęła cichutko, a ja dostrzegłam w kącikach łzy. –– To wiedziałem, że jesteś wyjątkowa. Za każdym razem, gdy próbowałem zwrócić na ciebie swoją uwagę, a ty uważałaś to za szczyt mojej arogancji, egoizmu i narcyzmu... ja się nie poddawałem. Nigdy, ponieważ zdawałem sobie sprawę z tego, że to z tobą chcę spędzić resztę mojego życia. Wyobrażałem sobie nas w przytulnym domku jednorodzinnym, z gromadką dzieci, mieszkających w lesie, gdzie chodzilibyśmy na długie, rodzinne spacery i rozmawialibyśmy o planach, nadziejach i marzeniach. Tak widziałem moją przyszłość. Dlatego teraz, stojąc w tym miejscu mogę szczerze powiedzieć, że ty Lily Evans, uczyniłaś mnie najszczęśliwszym mężczyzną pod słońcem. Obiecuję, że każdego dnia będę kochał cię bardziej i bardziej aż do końca naszych dni –– skończył, a naokoło rozbrzmiały oklaski. Policzki Lily pokrył łzy, wpatrywała się w Pottera z prawdziwą miłością. Zaczerpnęła głęboki oddech i zaczęła swoją przemowę.
–– Jamesie Potterze… Nie zaskoczę wszystkich, gdy powiem, że naprawdę nie znosiłam cię… –– zaczęła, a tłum zaśmiał się cicho –– mimo to, w jakiś sposób zawsze mnie intrygowałeś, choć nie chciałam się do tego przyznać sama przed sobą. Myślę, że już wtedy zaczęłam coś do ciebie czuć. Zawsze byłeś przy mnie, zawsze mogłam na ciebie liczyć i nigdy nie pozwoliłeś bym zwątpiła w twoje słowa. Jesteś dla mnie niczym słońce, James. Potrzebuję cię i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie, bo tak bardzo cię kocham, dlatego przysięgam, że będę z tobą już na zawsze. Kocham cię –– powiedziała, a ja prawdopodobnie pierwszy raz w życiu mogłam dostrzec prawdziwe łzy, które czaiły się w kącikach oczu Pottera. Kątem oka spojrzałam również na Syriusza, którego był tak mocno skupiony i zaabsorbowany młodą parą ,że nie zwracał uwagi na nic innego. Zastanawiałam się, czy kiedykolwiek doczekam się chwili, że to ja będę stała w białej sukni, a obok mnie mój mężczyzna idealny –– czarnowłosy, mocno przystojny i niezwykle urokliwy Syriusz Black.
Byłam szczęśliwa. Widok Jamesa i Lily tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że jest o co walczyć na tym świecie i mimo wszelkich przeciwności losu, nie można się poddawać. Pragnęłam, by ta chwila trwała wiecznie, gdy tłum gości przepychał się ku pannie młodej, a ja stałam obok, dumna i radosna, wpatrując się w ludzi, którzy znaczyli dla mnie tak wiele.
–– Naprawdę nie mogę wam wybaczyć, że byliście pierwsi! Przecież to ja i Angus zaręczyliśmy się wcześniej! Jakim cudem udało wam się to wszystko zorganizować w tak krótkim czasie?! –– Marlena była na skraju załamania. Jej plany są tak dalekosiężne, że nigdy nie przypuszczała iż można zorganizować ceremonię tak szybko.
–– Skarbie, daj mi tydzień, a wszystko będzie idealne –– powiedział Angus tuląc do siebie blondynkę, by potem złożyć na jej ustach pocałunek. Blondwłosa momentalnie się uspokoiła i dostrzegłam, że uśmiecha się lekko spoglądając na Campbella. Taki ogrom miłości, którego doświadczyłam w tym dniu, napawał mnie tak wielkim optymizmem, że nie mogłam powstrzymać się, by nie emanować ciepłem na wszystkie strony.
–– Zatańczysz? –– Syriusz pojawił się przy mnie, chwilę po tym, jak zaczęłam zastanawiać się gdzie zniknął. Zaśmiałam się cicho, by za chwilę pozwolić porwać się tańcu. Objął mnie delikatnie w talii, a ja przybliżyłam się do niego, odurzając się niezwykłym zapachem perfum mężczyzny.
–– Jest pięknie, prawda? –– zapytałam, kołysząc się do rytmu wolnej piosenki.
–– Ty jesteś piękna –– odpowiedział Black wywołując rumieńce na mojej twarzy.
–– Nigdy o tym nie rozmawiamy –– zaczęłam, wiedząc, że wkraczam na śliski grunt.
–– O czym? –– palnął i widząc mój wzrok, oczy mu momentalnie ściemniały. –– Mówisz o ślubie i innych bzdetach? Mamy przecież jeszcze dużo czasu. –– Black uśmiechnął się, a ja odpowiedziałam mu sztucznym uśmiechem.
Mówisz o ślubie i innych bzdetach?
Mamy przecież jeszcze dużo czasu.
Chwilę po tym Lily poprosiła mnie, bym pomogła jej w toalecie. Skorzystałam z propozycji w ekspresowym tempie, zabierając jeszcze ze sobą Marlenę i Emmelinę. Chciało mi się płakać, bo czułam się oszukana.
Wspólne mieszkanie, wspólna przyszłość, MY.
Co to dla niego tak naprawdę oznacza?
–– Dorcas, wszystko w porządku? –– Emmelina uważnie spoglądała na moją twarz, a ja posłałam jej uspokajający uśmiech.
–– Jest idealnie. Zbierajmy się –– powiedziałam, gdy wszystkie zebrałyśmy się razem. –– Mamy co świętować. Upijmy się!
Potrzebowałam alkoholu, wiedząc, że muszę przez ten dzień całkowicie zapomnieć o zobowiązaniach. Dziś liczyła się Lily i liczył się James. Dziewczyny wyszły, a ja ocknęłam się i pognałam za nimi. Gdy miałam już wyjść na zewnątrz, poczułem jak ktoś łapie mnie za nadgarstek i ciągnie za sobą. Przerażona odwróciłam głowę, a moim oczom ukazał się nie kto inny jak Regulus Black. Regulus wyglądał strasznie. Cały poturbowany z licznymi, wciąż świeżymi, skazami wpatrywał się we mnie, a ja pozwoliłam, byśmy przeszli w bardziej ustronne miejsce.
–– Potrzebuje cię, Dorcas –– szepnął łapiąc moją rękę. Oddałam uścisk czując ponownie łzy w oczach. Ból rozsadził moje serce, gdy spoglądałam na młodszego Blacka. Uczucia jakie do niego żywiłam były mocno… skomplikowane.
Skomplikowane jak całe moje życie miłosne.

Od Autorki: Witajcie kochani! Jak się podoba 29? Zdziwieni, czy może raczej spodziewaliście się takiego obrotu akcji? Zapraszam do komentowania, będę wdzięczna za wszelkie opinie!
Pozdrawiam i dziękuję wszystkim czytającym!