Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mary Macdonald. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mary Macdonald. Pokaż wszystkie posty

2019/07/04

Epilog

15 komentarzy:
            [muzyczka]
polecam.

Powoli otworzyłem oczy. Nie wiedziałem gdzie się znajduje. Snop jasnego światła raził mnie w oczy, a naokoło panowała głucha cisza. Minęło kilka minut, gdy mój wzrok przyzwyczaił się do jaskrawego światła. Podniosłem się na równe nogi i rozejrzałem się. Zmarszczyłem brwi, gdy uświadomiłem sobie, że znajduje się na Grimmauld Place 12. Prawdę mówiąc to miejsce wyglądało całkowicie inaczej niż zapamiętałem. Było czysto. Jasno. Przyjemnie. Pokręciłem głową, nie rozumiejąc co się właściwie dzieje. Co się stało…? Nic nie mogłem sobie przypomnieć. Schodziłem w stronę kuchni, gdy usłyszałem szmery. Automatycznie złapałem się za kieszenie, jednak nigdzie nie miałem przy sobie różdżki. Ostrożnie otworzyłem drzwi i zamarłem, patrząc na mężczyznę, idącego w moją stronę.
–– Myślałem, że już nie wstaniesz. –– Zaśmiał się gardłowo. –– Długo kazałeś na siebie czekać, bracie –– dodał i podszedł do mnie bliżej. Wpatrywałem się w niego zszokowany i nie wiedząc czemu, chwilę później, wylądowaliśmy wspólnie w swoich ramionach, w braterskim uścisku.
–– Regulus… –– wyszeptałem i pokręciłem głową. –– Jak…?
–– Umarłeś, bracie –– powiedział, a ja cofnąłem się o krok. –– Tak samo jak ja.
–– Nic nie pamiętam… –– przyznałem szczerze, kręcąc głową.
–– To normalne. Z czasem wszystko wróci do normy –– odpowiedział, a ja złapałem się za głowę.
–– Co my tutaj robimy? Ten dom… –– Rozejrzałem się ponownie. –– Wygląda tak samo, a jednak całkowicie inaczej.
–– Ktoś na ciebie czeka –– poinformował mnie brat, a ja spojrzałem na niego niezrozumiale. Ni stąd ni zowąd nagle przeraziłem się, bo urywki zdarzeń zaczęły przelatywać mi przez głowę.
–– Dorcas… –– zacząłem, a Reg zmrużył oczy. –– Co z nią?
–– Chodź –– poprosił czarnowłosy i udał się w stronę drzwi. Stałem próbując przypomnieć sobie więcej, ale na marne. –– Chodź –– powtórzył mój brat, a ja zgodnie z prośbą poszedłem za nim. Wyszliśmy na zewnątrz, ale ku mojemu zdziwieniu, nie znaleźliśmy się przed budynkiem. Rozejrzałem się dookoła i rozpoznałem Dolinę Godryka. Otworzyłem szerzej oczy ze zdziwienia i spojrzałem na Regulusa.
–– Nic nie rozumiem –– przyznałem szczerze.
–– Zawsze miałeś z tym problem –– odpowiedział i zaśmiał się. Regulus był spokojny. Zrelaksowany. Szczęśliwy. –– Idź. Ja zostanę –– dodał i odwrócił się na pięcie, znikając. Podążyłem przed siebie w dobrze znanym mi kierunku. Nogi prowadziły mnie same. Zdążyłem dojść do drzwi, gdy owe otworzyły się, a w nich stanął mój najlepszy przyjaciel.
–– Syriusz –– powiedział i uśmiechnął się, wpatrując się we mnie.
–– Witaj, bracie –– odpowiedziałem automatycznie i przybliżyłem się do niego, zatapiając go w uścisku. James Potter poklepał mnie po plecach, a ja poczułem niesamowitą ulgę.
–– Już myślałem, że nie zobaczę twojej pięknej buźki. –– Zza pleców Jamesa wyszedł Angus, a ja pokręciłem głową, śmiejąc się na głos i również tuląc do siebie przyjaciela.
Będąc tutaj czułem się bezpiecznie. Byłem zrelaksowany. Szczęśliwy.
Wolny.

*

Obudziło mnie światło. Zmrużyłam oczy, otwierając je powoli i uniosłam się do pozycji siedzącej. Znajdowałam w lesie, który wydawał mi się niesamowicie znajomy, ale nie mogłam skojarzyć, dlaczego. Zaczęłam rozglądać się powoli, próbując pojąć, co się właściwie stało. Mój wzrok spoczął na kobiecie i uśmiechnęłam się mimowolnie. Nie zastanawiając się, podeszłam do niej bliżej i uścisnęłam ją z całej siły.
–– Och, Emmo. –– Spojrzałam na brązowowłosą, uśmiechniętą od ucha do ucha.
–– Chodź –– poprosiła i wzięła mnie za rękę. Spojrzałam na nią, marszcząc czoło.
–– Emmo… –– zaczęłam i pomaszerowałam z kobietą. –– Syriusz…
–– Chodź –– powtórzyła. Szłam za nią, rozglądając się naokoło i nie wiedząc kiedy, pojawiłyśmy się przed moim domem w Bristolu. Otworzyłam szerzej oczy i ponownie spojrzałam na kobietę, która kiwnęła zachęcająco głową. Szłam w stronę wejścia, gdy drzwi nagle się otworzyły, a w nich zaczęła wychodzić cała moja rodzina.
Alaric i Allie. Will. Robert. Mia. Alan.
Pokręciłam głową z niedowierzaniem i zaczęłam szybciej łapać oddech.
Tata.
Biegłam, a widok mojego taty, wychodzącego jako ostatni podziałał na mnie podwójnie. Wpadłam w jego ramiona, czując się jakbym znowu miała dziesięć lat i czekała, aż tata wróci z pracy.
–– Moja córeczko –– zaczął i spojrzał mi prosto w oczy. –– Jestem z ciebie taki dumny.
–– Wszyscy jesteśmy –– dodał Alaric, obejmując Allie w talii. Roześmiałam się i przytuliłam ich oboje, by za chwilę wpaść w ramiona Willa.
–– Sis... –– Will spojrzał na mnie i pogładził mnie po głowie. –– Tęskniłem.
–– Ja też –– odpowiedziałam. Nie płakałam. Łzy nie były mi potrzebne.
Poczułam ulgę. Poczułam bezpieczeństwo. Poczułam szczęście.
–– Dorcas. –– Usłyszałam swoje imię i otworzyłam szerzej oczy. Odwróciłam się na pięcie i zobaczyłam maszerującą w moją stronę burzę rudych włosów.
–– Lily? –– wyszeptałam i zbliżyłam się w jej stronę. –– To naprawdę ty?
–– A któżby inny? –– Rudowłosa wywróciła oczami, a po chwili porwała mnie w objęcia. –– Moja najlepsza przyjaciółko… –– Lily oderwała się ode mnie, uśmiechając się. Dostrzegłam, że Emma podeszła do Willa i wtuliła się w niego. Ten widok radował moje serce. –– Złap mnie za rękę –– poprosiła, a ja tak uczyniłam. Weszłyśmy do domu, a ja rozglądałam się, stwierdzając, że nic się tutaj nie zmieniło. Wszystko było na swoim miejscu, tak jak zapamiętałam. 
Wyszliśmy z tyłu domu, a reszta poszła za nami. Wtedy dostrzegłam Marlenę i Mary. Uśmiechały się do mnie, szczęśliwe, a Lena zasłoniła usta, niedowierzając, że tutaj jestem. Jednak nagle się odwróciła, a ja zdziwiona zmarszczyłam brwi. Odsunęła się, a ja dostrzegłam nikogo innego jak mojego męża. Otworzyłam szczerzej oczy, a jego mina wyrażała takie samo zdziwienie. W ułamku sekundy pognałam ku niemu, a on zrobił to samo. Wpadłam w jego ramiona i odnalazłam jego usta, chcąc się upewnić, że to na pewno on.
–– Syriusz… –– Pokręciłam głową. –– Jesteś tutaj.
–– Ty również –– powiedział i oparł swoje czoło o moje. –– Walczyłaś o mnie.
–– A ty o mnie –– odpowiedziałam. Zza pleców Blacka wyłonił się James, puszczając mi oko, a zaraz za nim Angus. Ostatni wyszedł Regulus, który uśmiechnął się do mnie wesoło. Odpowiedziałam mu tym samym, a Syriusz odwrócił się w stronę Rega i złapał mnie w talii. Zobaczyłam, że patrzy na niego z tą braterską więzią, która od zawsze w nich była, głęboko schowana.
Spojrzałam po twarzach wszystkich zebranych, mojej rodziny, przyjaciół, mojego męża.
Jestem w domu. Jestem kochana. Jestem wolna.
           

Od Autorki,
Kochani…
Jest tak wiele rzeczy, które chciałabym powiedzieć, a tak mało. Nawet nie wiem od czego zacząć. Może zacznę od tego, że pisanie tego epilogu było dla mnie bardzo emocjonujące i powiem szczerze, łezki uroniłam. Cała ta historia, zakończenie żyło we mnie od… myślę, ze minimum siedmiu lat. Lata temu stwierdziłam, że chciałabym stworzyć alternatywną historię o Huncowtach, która skończy się właśnie w momencie Zakonu Feniksa i mimo, że na przestrzeni lat historia zmieniała swój tor, pierwotny zamysł pozostał i główne wątki potoczyły się tak, jak od początku chciałam. Nie bierzcie mnie za morderczynię. Wiem, że w tym opowiadaniu trochę tego było, ale tak być musiało. Dla mnie to również nie było łatwe, uśmiercenie tak wielu bohaterów, aż na końcu… głównych bohaterów. Bohaterów, którzy byli ze mną tak wiele lat i którzy przyzwyczaili mnie do siebie. Kończąc tą opowieść, czuję, że zakończyła się jakaś wewnętrzna część mnie, która lata układała to wszystko w całość, mimo że miałam swoje wzloty i upadki. Wdzięczna mogę być temu, że mój pisarski warsztat poprawił się przez ten czas, a przynajmniej mam taką nadzieję.
Moi drodzy, chciałam również podziękować wielu osobom, dzięki którym jestem tu i teraz. Osobom, dzięki którym powracała moja wena na pisanie i które nie zapominały o mnie i mojej historii. Osobom, które wytrwale czekały, śledziły, komentowały. Dziękuje tym, który czytali. Tym, którzy komentowali. Tym, którzy nie pozostawili po sobie znaku obecności, ale byli. Obserwowali. Dziękuje z całego serca.
Nie będę sobą, jeśli nie wyróżnię tutaj paru osób, szczególnie dla mnie ważnych.
Dorcas Meadowes-Black i SBlackLady. Dziewczyny, byłyście ze mną od samego początku, czyli od grudnia 2016 roku. To niesamowite, że zostałyście. Nie zwątpiłyście. Zawsze mogłam na was liczyć, dziękuję.
Adrianna Wołtosz, Anonimowa, dziękuję za wasze zaangażowanie, pozytywizm. Pojawiłyście się i postanowiłyście zostać, a to dla mnie nagroda i lampka, że to co robię, pisanie, jest dobre. Bądź przeciętnie dobre, zależy od gustu. Dziękuję.
Wszyscy jesteście wspaniali. Nawet nie wyobrażałam sobie, że mogę znaleźć takie miejsce jak blogosfera, gdzie spotkam takich wspaniałych ludzi.
Nie byłabym również sobą, gdybym nie zostawiła dla was jakieś alternatywy. Pytaliście, czy będzie czwarta część – nie będzie, ale! Zastanawiałam się, czy dam radę poprowadzić to dalej i stwierdziłam, że warto spróbować, tym bardziej, że otworzyłam zbyt dużo wątków.
Miło mi was zaprosić na kontynuację tej opowieści, czyli Dziedzictwo Hope Meadowes-Black. Generalnie nie trzeba zbyt znać tego opowiadania, by zacząć czytać Dziedzictwo, ale jeżeli macie ochotę poznać dalsze losy Hope, Harry’ego i reszty to zapraszam. Będzie mi bardzo miło ponownie gościć was w moim świecie Harry’ego Pottera. Na blogu pojawił się już prolog oraz rozdział pierwszy, więc zapraszam serdecznie.
Kończąc już moje wywody, chciałam was zapytać o parę rzeczy. Co wam się najbardziej podobało? Jaka sytuacja, postać…? Czy potrzebujecie więcej wyjaśnień, jeśli chodzi o jakieś rzeczy? Na wszystkie pytania odpowiem w komentarzach. Pytajcie do woli. Moją ulubioną postacią był oczywiście Regulus Black. No i mimo, że nie było go dużo, to Colin Meadowes. 
Jeszcze raz wam dziękuję i do zobaczenia ❤ ❤ ❤

2019/02/04

Miniaturka #4 „Z każdym oddechem”

9 komentarzy:
Lily Potter rozłożyła nogi na kanapie, wzdychając głośno. Godzina na zegarze wskazywała po dwudziestej drugiej, a jej dopiero co udało się uśpić małego Harry’ego. Czuła się totalnie zmęczona, ale przebywanie w synem dawało jej tak wiele radości, że nie potrafiła nie uśmiechnąć się, myśląc o tym.
–– Lily, kochanie moje, zrobiłem ci gorącą kąpiel. –– Do salonu wszedł James, kucając przy swojej żonie.
–– Och, James. Jesteś kochany –– powiedziała kobieta, uśmiechając się czule do męża. –– Jestem wykończona.
–– Taaak… Nasz syn jest pełen energii.
–– Ciekawe po kim to ma. –– Lily uniosła brwi do góry, a Rogacz pokręcił głową, udając, że nie wie o co chodzi. Rudowłosa wstała i złapała mężczyznę za rękę. –– Chodź ze mną –– poprosiła, a Potter uśmiechnął się z wyższością.
–– Miałem nadzieję, że to zaproponujesz –– przyznał szczerze i razem udali się do łazienki.
Małżeństwo leżało w wannie, rozkoszując się swoim towarzystwem. Rudowłosa tak często zastanawiała się, jak to możliwe, że kiedyś, tak bardzo była uprzedzona do swojego mężczyzny. Minęły lata, dopóki nie dała mu szansy. Prawdopodobnie również dlatego, że James robił wszystko, czego kobieta nie znosiła najbardziej. Był arogancki, zarozumiały… stale się popisywał. Dopiero w pewnym momencie coś w nim wykiełkowało, pewnego rodzaju odpowiedzialność, świadomość bycia dorosłym czarodziejem. Kobieta uwielbiała jego uśmiech, oczy oraz dołeczki w policzkach, które tak często występowały na jego twarzy. James Potter był dla niej stworzony.
–– O czym myślisz? –– zapytał jej mąż, gładząc jej ramię i powodując ciarki na ciele. Woda była przyjemnie ciepła, a dotyk ich ciał, rozpalał w niej większy ogień.
–– O tobie. –– Zaśmiała się cicho, opierając mocniej głowę o klatkę piersiową mężczyzny. Odwróciła się i lekko pocałowała go w szyję.
–– Cóż za zbieżność myśli, pani Potter –– rzekł poważnie. –– Ja myślę zawsze tylko i wyłącznie o tobie. No, teraz i nasz synek zajmuje również sporo miejsca w mojej głowie –– przyznał, na co rudowłosa uśmiechnęła się.
–– Jest wspaniały, nie uważasz? Jestem taka szczęśliwa, że mamy siebie –– powiedziała i westchnęła, gdy poczuła, jak dłonie Pottera znalazły się na jej brzuchu, wędrując wyżej.
–– Zawsze możemy postarać się o to, by miał braciszka lub siostrzyczkę –– mruknął cicho James, a Lily jęknęła cicho, czując jak mężczyzna masuje jej piersi.
–– Kochanie, przeczekajmy najgorsze –– poprosiła, oddając się pieszczotą. –– Chciałabym mieć więcej dzieci, ale dopóki nie będziemy bezpieczni, nie możemy ryzykować.
–– Masz rację –– potwierdził brązowowłosy. –– Jednak to nie przeszkadza nam… po prostu… dobrze spędzić razem czas, prawda? –– wyszeptał jej do ucha, powodując wzmagające się pragnienie. Zielonooka odwróciła się do męża i pocałowała go namiętnie. Potter nie został dłużny i również oddał jej pocałunek, schodząc dłońmi niżej pleców i przyciągając kobietę bliżej siebie. Usłyszał jej cichy jęk, który spowodował, że jeszcze mocniej zapragnął zbliżyć się do rudowłosej.
Nagle para oderwała się od siebie, słysząc płacz dziecka dochodzący z pokoju. Lily pocałowała jeszcze raz Jamesa, po czym wstała, wytarła się ręcznikiem i założyła szlafrok. Rogacz wpatrywał się w poczynania żony, niezadowolony z takiego obrotu spraw.
–– I ty chciałeś mieć kolejne dziecko? –– zapytała rudowłosa, podśmiewując się z męża i wyszła z pomieszczenia, by sprawdzić co się dzieje z małym Harrym. Brązowowłosy skrzywił się, mimo to cała ta sytuacja też go bawiła.
O zgrozo! On chciałby kolejnego dziecka?!
Kilka minut później James również wyszedł z wanny i założył szlafrok. Wszedł do pokoju Harry’ego i dostrzegł, że Lily chodzi z nim, nucąc cicho jakąś kołysankę, jednak ich syn nie miał zamiaru iść spać. Mężczyzna uśmiechnął się sam do siebie, patrząc na swoją żonę i dziecko. Mógł szczerze powiedzieć, że jest ogromnym szczęściarzem. W pewnym momencie usłyszał pukanie do drzwi i zaniepokojony spojrzał na swoją żonę. Kto o tak późnej porze chce ich odwiedzić? James wziął do ręki różdżkę i udał się do drzwi, by otworzyć przybyszowi.
Po drugiej stronie stał nie kto inny jak jego najlepszy przyjaciel, Syriusz Black. Rogacz pokręcił głową z niedowierzaniem i zaprosił czarnowłosego do środka.
–– To kiepska pora na odwiedziny, co? –– Skrzywił się Black. James od razu dostrzegł, że przyjaciel jest przybity. Od razu przytulił go po bratersku, zapewniając, że może wpadać do ich domu kiedy mu się żywnie podoba. Syriusz uśmiechnął się wdzięcznie, po czym zza pazuchy wyjął Ognistą Whiskey. –– Lunatyka nie ma cały tydzień –– dodał, tłumacząc swój wybór. Potter roześmiał się wesoło, po czym zaprosił przyjaciela do salonu, mówiąc, by się rozgościł, a sam popędził na górę, ubrać się.
Szybko założył dresy, po czym wszedł na chwilę do pokoju, by powiadomić Lily o obecności Blacka. Zdziwił się, gdy nie zastał jej w pokoju. Zszedł na dół i uśmiechnął się, gdy zobaczył, jak jego przyjaciel próbuje uśpić jego syna. Kołysał go lekko, a na twarzy miał szeroki uśmiech. Co jak co, ale jeszcze parę lat temu nie wierzył, że ten Syriusz Black, może wyglądać tak niewinnie i prawdziwie. James był dumny z postępów, jakie poczynił jego przyjaciel. Zmienił się, nawet bardziej niż on sam. Za czasów szkoły oboje byli niedojrzali, aroganccy i przeraźliwie dumni. Sądzili, że wszytko od życia im się należy i nie ma lepszych od nich samych.
Prawdą jest to, że największe zmiany poczynili dzięki swoim kobietom. To dla nich postanowili się zmienić, na lepsze. Nie było dnia, by James nie żałował, że Syriusz i Dorcas się rozstali. Pamiętał, gdy spędzali razem tak wiele czasu, gdy razem składali im niezapowiedziane wizyty i spędzali czas w swoim towarzystwie. Teraz jedno unikało drugiego. Rogacz był pewny, że odwiedziny Pottera, mają związek z Dorcas. Mijał czas, a on cierpiał.
–– Czy to nie słodkie, kochanie? –– Lily podeszła do męża i szepnęła mu na ucho parę słów. Mężczyzna posłał jej uśmiech, niemo potakując. Zdawał sobie sprawę, że Syriusz nie lubi rozczulania się nad swoją osobą.
–– Spróbuję się go szybko pozbyć, a ty Lil nalej nam Ognistej –– poprosił brązowowłosy i wziął Harry’ego od Syriusza.
–– Uśpić, a nie pozbyć –– pogroziła rudowłosa i po chwili udała się do kuchni.
Kilka minut później wróciła i podała szklankę Łapie. Podziękował i dostrzegł, że zielonooka również nalała sobie trunek. Wzniósł brwi ku górze, zaintrygowany.
–– No co? –– zapytała i wzruszyła ramionami. –– Myślisz, że tylko James jest dobrym towarzyszem do picia?
–– Myślę, że to miła odmiana. –– Mrugnął do niej porozumiewawczo. –– Lily, nie tylko Rogacz jest moim przyjacielem –– dał do zrozumienia.
–– Dziękuję, Syriuszu –– powiedziała, po czym stuknęli się szklankami i upili łyka. –– Czy coś się stało? –– Spojrzała na czarnowłosego. –– Przepraszam, że się wtrącam… 
–– Lubisz wszystko wiedzieć. –– Zaśmiał się Black, posyłając rudowłosej uśmiech. –– Widziałem się dzisiaj z Alarickiem.
–– Co u niego słychać?
–– Wszystko w porządku, choć myślałem, że nie będzie chciał ze mną rozmawiać. –– Mężczyzna upił kolejnego łyka. –– Zamiast tego usłyszałem, że tęskni za mną. –– Syriusz wpatrywał się w szkło i uśmiechnął się słodko-gorzko. –– Tęskni za mną, a to przecież ja go zostawiłem.
–– Syriuszu, rodzina Meadowes zawsze będzie stała za tobą murem –– skomentowała Lily, a czarnowłosy zmarszczył brwi. –– Traktują cię jak członka rodziny i to się nie zmieni.
–– Skąd możesz… Ach. –– Nie dokończył, wiedząc doskonale, skąd Lily wie o wszystkim.
–– Dla niej nadal liczysz się ty –– dopowiedziała cicho. Black mocniej zacisnął dłoń na szklance. –– Oboje po prostu potrzebujecie czasu.
–– Mogłem o nią walczyć –– stwierdził. –– Poddałem się, Lil.
–– Nie mów tak –– odpowiedziała poważnie. –– Powiem ci coś. Nic tak nie pomaga, jak czas. Czas pomaga poukładać sobie w głowie wiele rzeczy, a także dzięki temu dostrzegamy, co jest dla nas ważne. Wiesz, kiedyś naprawdę cię nie znosiłam. –– Rudowłosa zaśmiała się, a mężczyzna jej zawtórował.
–– Tak, również nie byłaś moją ulubienicą –– rzekł, śmiejąc się. –– Nigdy bym nie przypuszczał, że zostaniesz żoną mojego najlepszego przyjaciela.
–– Tego akurat i ja nigdy nie przypuszczałam. –– Ponownie wybuchnęli śmiechem, stuknęli się szklankami i upili kolejne łyki alkoholu.
–– Wiele się zmieniło, co?
–– Nigdy nie zapominaj o tym, kim naprawdę jesteś. Nigdy nie zapominaj o ludziach, których kochasz i nigdy nie pozwól, by ci to odebrano. –– Syriusz był pod wrażeniem, jak bardzo Lily Potter potrafi podnieść go na duchu. Prawdę mówiąc, dopiero od jakiegoś czasu dostrzegł w niej te wszystkie cechy, o których opowiadała mu Dorcas i opowiadał James. Zobaczył, że nikt, tak jak rudowłosa, nie będzie potrafił pomóc i zrozumieć. Bardzo w niej to cenił.
–– Widzę, że zaczęliście beze mnie! –– Do pomieszczenia wparował Rogacz i rozłożył ręce. –– Kochanie, mam nadzieję, że ten piesek nie dobierał się do ciebie. –– Rudowłosa wybuchnęła śmiechem, a Syriusz uśmiechnął się kpiąco w stronę przyjaciela.
–– Nie powiem kto do kogo się dobierał. –– Black uniósł brwi do góry, czekając na małą konfrontację ze strony Pottera. James uniósł zaintrygowany brwi do góry i wtedy się zaczęło. Zielonooka pokręciła głową zażenowana zachowaniem obu mężczyzn, nie wiedząc czemu, zaczęła przypominać sobie czasy, gdy byli tuż po egzaminach na koniec piątej klasy. SUMY nie były dla niej żadnym problemem, choć oczywiście była pewna niepewności.


*

Szłam zdenerwowana, powtarzając w myślach wszystkie pytania, które udało mi się zapamiętać. Zastanawiałam się, czy aby na pewno nigdzie nie popełniłam błędu i moje odpowiedzi były wystarczające.
–– Jak myślicie…
–– Lily! Jeszcze raz wspomnisz o tych przeklętych egzaminach, a obiecuję, że rzucę na ciebie zaklęcie uciszające –– powiedziała poważnie Marlena, gdy szłyśmy na błonia, by zasłużenie odpocząć po całym dniu. Dzisiaj był ostatni dzień egzaminów, dlatego już do samego końca miałyśmy poświęcić czas na relaksie i pożegnaniu z przyjaciółmi na wakacje.
–– Ciekawe, czy ty będziesz miała chociaż jeden Wybitny. –– Zaśmiała się Dorcas, dając blondynce kuksańca w bok. –– Jeden Wybitny to próg Lily, którego może nie zdobyć. –– Rzuciłam jej ostrzegawcze spojrzenie, jednak brązowowłosa nic sobie z tego nie robiła. Pokazała mi język, rozkoszując się słońcem. 
–– Och, na pewno nie będzie tak źle –– pocieszyła nas Mary, również uśmiechając się w stronę słońca. Na błoniach znajdowało się wielu uczniów i każdy korzystał z pogody, by złapać jak najwięcej witaminy D. 
Nasz błogi spokój wywołały zamieszania. Grupa uczniów zebrała się pod drzewem, głośno kibicując i przekrzykując się wzajemnie. Zmarszczyłam brwi, nie wiedząc co się dzieje, dopóki nie zobaczyłam, znajdującego się w powietrzu Severusa Snape. Wstałam w mgnieniu oka i zaczęłam przepychać się między innymi uczniami. 
–– I co powiesz, Smarkerusie? –– James Potter zaśmiewał się, a Syriusz Black stał obok, podburzając resztę uczniów do wiwatów. Peter Pettigrew uśmiechał się głupkowato, a Remus Lupin stał i tylko się wpatrywał w poczynania kolegów. Złość jaką poczułam względem chłopaków, działała na mnie ze zdwojoną siłą.
–– Może to ci przypomni, by zmieniać codziennie gacie –– wołał Black.
–– James… –– rzucił ostrzegawczo Remus.
–– Przestańcie! –– Wpadłam między tłum, krzycząc głośno. –– Postaw go na dół, słyszysz Potter! –– warknęłam w stronę brązowowłosego.
–– To tylko żarty, Evans –– odpowiedział i uśmiechnął się dumnie.
–– ZOSTAW GO! –– ryknęłam, czując jak tracę nad sobą panowanie.
–– Pod warunkiem, że się ze mną umówisz… –– James wzruszył ramionami, ale gdy dostrzegł łzy w moich oczach, od razu przerwał zaklęcie. Snape upadł z łoskotem na ziemię, a Huncowci wraz z resztą odchodzili. Potter zatrzymał się na chwilę i widziałam, że chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował, widząc mój wzrok.
Wzięłam Severusa pod ramię, ale ten gwałtownie mnie odepchnął. Nie wiedziałam o co mu chodzi, dlatego ponownie chciałam go złapać, by mu pomóc, jednak warknął, bym zostawiła go w spokoju.
–– Sev, o co chodzi? –– zapytałam, zbita z pantałyku. 
–– Nie dotykaj mnie, szlamo –– warknął, a ja zamarłam. Odsunęłam się od niego, kręcąc głową z niedowierzaniem. W tym momencie podeszły do nas moje przyjaciółki. Spojrzałam na Snape po raz ostatni, rzucając mu nienawistne spojrzenie i odwróciłam się na pięcie, kierując do dormitorium. Łzy spływały mi po policzkach. Cierpiałam przez słowa, które usłyszałam od czarnowłosego. Miałam go za przyjaciela, a on…
–– Hej, Lily! –– wołała za mną Dorcas. W końcu udało jej się mnie dogonić, a gdy zobaczyła w jakim jestem stanie, przytuliła mnie mocno do siebie. –– Wrócę i złamię mu nos –– wyszeptała mi do ucha.
            –– Dor, wrócimy do dormitorium –– poprosiłam przyjaciółkę. Weszłyśmy do Pokoju Wspólnego Gryfonów, a ja nadal nie potrafiłam powstrzymać się przed płaczem. Los chciał, że w pomieszczeniu znajdowali się Huncowci i dołączył do nich Angus Campbell, którego nie było przy wcześniejszej sytuacji.
–– Poważnie?! –– Gwizdnął Angus, a brązowowłosy od razu skierował się w naszą stronę.
–– Lily, ja… –– James podszedł od nas ze skruszoną miną. –– Ja… przepraszam, że…
–– Potter, daj mi święty spokój –– warknęłam. Nie miałam siły na rozmowę.
–– Naprawdę mi przykro –– szepnął skruszony i podrapał się po głowie. –– Jeśli to przeze mnie jesteś w takim stanie…
–– Wyobraź sobie, że świat nie kręci się wokół ciebie, Potter! Jesteś nikim więcej jak aroganckim dupkiem, który nie widzi niczego poza czubkiem swojego nosa! Powtórzę, DAJ MI SPOKÓJ! –– krzyknęłam i pobiegłam do swojego dormitorium.
Nigdy nie czułam się tak poniżona i wtedy właśnie pomyślałam, że nawet James Potter nie upadłby tak nisko, by nazwać mnie tak, jak zrobił to Severus Snape.

*

–– Hej, kochanie! Odpłynęłaś! –– Rudowłosa spojrzała na Jamesa, który uśmiechał się do niej zachęcająco. Syriusz skomentował to oczywiście w jakiś sprośny sposób, przez co zaczerwieniła się lekko.
–– Przepraszam, przepraszam. –– Pokręciła głową, wracając do świata żywych. –– Zamyśliłam się… –– Uśmiechnęła się przepraszająco. 
–– Będę się zbierał –– powiedział nagle Syriusz, wstając. Krok miał lekko chwiejny przez ilość alkoholu, jaką wypił. –– Dziękuję wam za gościnę. –– Uściskał serdecznie Jamesa, po czym pocałował w policzek Lily. –– Bądźcie grzeczni. –– Mrugnął porozumiewawczo, po czym udał się do wyjścia. Rogacz odprowadził przyjaciela i wrócił do salonu, przyglądając się swojej żonie.
–– Wszystko dobrze? –– zapytał, zmartwiony.
–– Oczywiście, że tak. –– Kobieta uśmiechnęła się i zarzuciła ręce na szyję męża. –– Kocham cię, wiesz?
–– Pani Potter –– szepnął. –– Ja kocham panią bardziej i zaraz właśnie to udowodnię… –– mruknął zachęcająco, wpijając się w usta swojej ukochanej. –– W końcu… wszyscy nam dziś przerywają, a ja bym po prostu chciał chwilę… odpocząć. –– Zjechał niżej pocałunkami, a potem wziął żonę na ręce i udał się do ich sypialni. Oboje wiedzieli, że decyzja o tym, że postanowili być razem, była najlepsza jaką mogli podjąć. Miłość ich do siebie zbliżyła i ta miłość miała trwać na wie

*

Lily Potter wpatrywała się w kołyskę swojego synka, szepcząc do niego i uspokajając, by nie płakał, mimo że sama próbowała być twarda, by nie uronić ani jednej łzy. Czuła, że może tylko przestraszyć bardziej Harry’ego.
–– Mamusia cię kocha, tatuś cię kocha… –– szeptała. Harry wpatrywał się w mamę, nie rozumiejąc co się dzieje, ani co go czeka. –– Harry bądź dzielny… –– Lily odwróciła się, wiedząc co ją czeka.
–– Odejdź, głupia kobieto…–– Kobieta nie ruszyła się z miejsca. –– Avada Kedavra!

           
Od Autorki,
Hej, kochani! Za nami dwie miniaturki, została ostatnia z perspektywy Regulusa. Później ruszamy z częścią trzecią, mam nadzieję, że tak samo jak ja, nie możecie się tego doczekać! Pozdrawiam :*

2019/01/30

Miniaturka #3 „Zawsze pamiętaj nas w ten sposób”

14 komentarzy:
Marlena McKinnon siedziała przy stole w swojej przestronnej jadalni z założonymi rękoma na klatce piersiowej. Ciskała piorunami w mężczyznę siedzącego naprzeciwko niej, którego kochała ponad wszystko nad życie. Angus Campbell, jej narzeczony oraz przyszły mąż wpatrywał się w nią z uśmiechem na ustach. Nie uciekał przed wrogim spojrzeniem ukochanej, lecz trwale wytrzymywał wszystko, co zaserwuje mu blondwłosa.
–– Kochanie… –– mruknął w końcu Angus, nie przerywając kontaktu wzrokowego z kobietą. –– Nie złość się, proszę.
            Marlena prychnęła i odwróciła głowę, nie zmieniając swojej pozycji.
–– To chłopiec –– powiedziała chwilę potem głosem nie przyjmującym sprzeciwu.
–– Dziewczynka –– odpowiedział rozbawiony mężczyzna.
–– Mam brzuch. Wiem lepiej. –– Nie dawała za wygraną.
–– Mam nadzieję, że nie będzie tak uparta jak ty. –– Mężczyzna powstrzymywał się, by nie wybuchnąć śmiechem.
–– Uparty, jeśli już –– poprawiła blondwłosa.
Angus wstał, podszedł do kobiety i uklęknął przy niej, łapiąc ją za dłoń. Wpatrywał się w jej  oczy, aż z jego ust samoistnie zaczęły wypływać słowa.

Wciąż jesteś przy mnie...
Wszelki dźwięk i ruch tak zwykły
Jak schylenie czoła ku rękom
Trzepot powiek i cichy uśmiech zamyślenia - to jesteś ty...
Milczenie ust
Puls serca
I pieszczota dłoni nie chwycą ciebie
Ani słowo
Które w przemożny rośnie rytm
I jakby falą i ciemnością ogarnia mnie...
Więc smutek gorycz tęsknota -
Czyż naprawdę jestem struną
Na której ból mijania w dźwięk się przewija?
Tylko jedna ty
Kiedy schylasz się nade mną
Uważnie patrząc w moje oczy
Uciszasz drżenie i mój ból
I chociaż Ciebie nie ogarnę
Słowem i gestem
Jest mi dobrze
I mówię ci po prostu
Jesteś…

–– Skarbie…
–– Kocham cię, ty głupia zołzo. –– Campbell wpił się zachłannie w usta swojej ukochanej, która w mgnieniu oka oddała pocałunek.
–– Ralph. Ładnie imię, prawda? –– zapytała kobieta, gdy tylko złapała oddech. Angus parsknął śmiechem, kręcąc głową z niedowierzaniem.
–– A Leta? –– Nie poddawał się,
–– Ralph.
–– Gdy spędziliśmy pierwszy wieczór razem… –– Angus usiadł na krześle i przyciągnął kobietę do siebie. Lena siedziała na kolanach narzeczonego i wpatrywała się zaciekawiona. –– W Hogwarcie zorganizowany był bal, pamiętasz?
–– Jakbym mogła zapomnieć. –– Kobieta wywróciła oczami. –– Zostałam królową balu! –– Campbell roześmiał się i mocniej objął blondwłosą.

*

Przebrałam się po raz trzeci, a moje oczy wyrażały panikę. Wszystkie sukienki były dla mnie zbyt zwyczajne, mało urokliwie i nie dawały przewagi, którą zawsze uwielbiałam odczuwać. Pochodzę z rodziny McKinnon, wszyscy musimy świetnie wyglądać. Zawsze.
Warknęłam, odwracając się wokół własnej osi. Patrzyłam w lustro, gładząc materiał sukienki, którą na siebie założyłam. Do jasnej cholery! Co jest ze mną nie tak?
–– Lena, wyglądasz oszałamiająco. –– Moja przyjaciółka Mary podeszła do mnie i wpatrywała się w długą, niebieską kreację, którą aktualnie przyodziałam. –– Zwalisz wszystkich z nóg.
–– Pobożne życzenie –– wypaliłam. –– Mary, coś jest nie tak.
–– Prócz twojej głowy wszystko jest na miejscu. –– Do pokoju wparowała Dorcas, rzucając komentarzem w moją stronę. Uniosłam brwi do góry, a przyjaciółka uśmiechnęła się kpiąco. –– Sukienka jest idealna –– powiedziała szczerze i podeszła do mnie. Sama miała na sobie długą, różową sukienkę, która świetnie na niej leżała. –– Co ci w niej nie pasuje? –– W tym momencie z łazienki wyszła Lily, mając na sobie sukienkę koloru ciepłego brązu.
–– Wow, Marlena! Jak ja ci zazdroszczę, że zawsze musisz wyglądać tak świetnie… –– skomentowała rudowłosa. Uśmiechnęłam się dumnie pod nosem, przestając zawracać sobie głowę tym, czy aby na pewno dobrze wyglądam. Nikt, jak moje najlepsze przyjaciółki, nie potrafił powiedzieć mi tylu wspaniałych słów. Za to właśnie je kochałam.
–– W takim razie do dzieła! Korona królowej balu będzie należała do mnie. –– Puściłam oko, a dziewczyny roześmiały się szczerze.
Wyszłyśmy ze swojego dormitorium, kierując się do Wielkiej Sali. Postanowiłyśmy iść same w czwórkę i świetnie się bawić, by żaden facet nie zespół nam tego wieczoru. Ten bal miał należeć do nas i miałyśmy zamiar świetnie się na nim bawić.
Wielka Sala była ozdobiona na prawdziwie królewski styl. Mężczyźni w garniturach wyglądali oszałamiająco, a długie kreacje dziewczyn robiły wrażenie na każdym. Wokoło ustawione były stoły, nakryte złotymi obrusami, a na środku znajdowało się miejsce do tańca. Na scenie, znajdującej się na samym środku, grał zespół. Pisnęłam podekscytowana i złapałam za rękę Mary, która uśmiechnęła się do mnie promiennie. Widziałam, że trochę to wszystko ją przytłacza, jednak mimo to była tutaj, razem z nami. Podeszłyśmy do pierwszego, lepszego stolika. Chciałyśmy mieć dobry widok na scenę wraz z parkietem. Sala była już zatłoczona, jednak było widać, że uczniowie nadal się schodzą, szukając się wzajemnie w tłumie.
Nagle przez drzwi Wielkiej Sali wpadły fajerwerki, robiąc huk na całą salę. Uczniowie krzyknęli, wskazując palcami na wzory, tworzące się z ognia. Gdy pokaz się skończył, wszyscy zaczęli bić brawo, a ja dostrzegłam zaciętą minę Lily. Od razu wiedziałyśmy, kto był za to odpowiedzialny.
–– Teraz zabawa dopiero może się zacząć! –– krzyknął Syriusz Black i do pomieszczenia weszli Huncwoci, a westchnienia damskiej części Hogwartu można było usłyszeć z kilometra. Prawdą było to, że nikt się temu nie dziwił, bo paczka przyjaciół naprawdę wyglądała świetnie. Faktem jest to, że garnitur robi swoje, ale coś jest w nich takiego, co… przyciąga. W szczególności jeden z nich, Angus Campbell.
–– Wiedziałam, że będą musieli zrobić żałosne widowisko –– warknęła Lily i odwróciła od nich wzrok. –– Dlaczego wszystkim tak bardzo to się podoba?
–– Lil, to zabawa –– powiedziała Dorcas i wywróciła oczami. –– Bądź dzisiaj grzeczna i rozerwij się. Dobrze ci to zrobi –– poradziła, na co Evans prychnęła. Miała nadzieję, że ktoś ją poprze, ale żadna z nas nie miała na to ochoty.
Kątem oka zerkałam na Campbella oraz jego uśmiech, gdy rozmawiał ze swoimi przyjaciółmi. Przepychał się z Jamesem Potterem, by po chwili poklepać go bratersko po plecach. Na pierwszy rzut oka było widać, że wszyscy mają ze sobą bardzo zażyłe relacje. Nie wiedząc kiedy, Angus zwrócił się w moją stronę, wpatrując się prosto na moją osobę. Trwałam w spojrzeniu, nie pozwalając mu tego wygrać. Rozczulał mnie jego uśmiech, choć moja mina się nie zmieniła. Spoglądałam dumnie, nie pokazując, że w ogóle mnie interesuje. Nasza mała wojna spojrzeń zakończyła się dopiero, gdy Syriusz popchnął go, naśmiewając się z czegoś. Pokręciłam głową, by się opamiętać i włączyłam się do rozmowy dziewczyn.
–– Porozmawiaj z nim –– zachęcała Lily, patrząc na Mary. –– Remus jest w porządku. Jako jedyny z całej tej paczki –– próbowała ją przekonać. –– Wydaje mi się, że też ciebie lubi.
–– On nawet nie wie, kim jestem… –– mruknęła blondynka, a Dorcas pokręciła głową. Miała zamiar coś powiedzieć, gdy nagle zaczęła wpatrywać się w jedno miejsce, zdziwiona. Podążyłam za jej wzrokiem i dostrzegłam, że Huncwoci zmierzają w naszą stronę. Evans widząc to warknęła pod nosem, ale zachowała resztę klasy, by nie skomentować zachowania Pottera, który głośno śmiał się z czegoś wraz z Blackiem. Dostrzegłam, że Angus ponownie utkwił we mnie wzrok.
–– Witam drogie panie –– zaczął James i stanął obok Lily. –– Liluś, wyglądasz obłędnie. Idealnie jako moja randka –– palnął, a rudowłosa pokręciła głową z niedowierzaniem.
–– W twoich snach –– warknęła, nie patrząc na chłopaka. –– Daj mi spokój.
–– Nadal udajesz niedostępną… –– zaczepił, a ja widziałam jak rudowłosa powoli traci cierpliwość. Przebywanie w towarzystwie Jamesa naprawdę ją przytłaczało.
–– A ty nadal jesteś głupi jak but –– skwitowała. –– Dorcas,... –– Pociągnęła brązowowłosą za rękę, kierując się w stronę wyjścia z Wielkiej Sali.
–– Hej! –– krzyknął za nimi Syriusz. –– Meadowes, zatańczmy –– dodał. Dziewczyny odwróciły się na chwilę. Dorcas uśmiechnęła się do Blacka.
–– Nie jestem psem, byś mi rozkazywał. Wysil się bardziej, Black –– odparowała, robiąc wokół siebie szum. Inne dziewczyny patrzyły na nią z niedowierzaniem, a czarnowłosy uniósł rozbawiony brwi do góry. Puścił jej oko, po czym wziął pierwszą lepszą dziewczynę do tańca i zaczął się bawić.
Zostałam z Mary, Remusem i Angusem. Macdonald zaczerwieniła się z powodu obecności Lupina i przeprosiła nas mówiąc, że musi skorzystać z toalety. Wywróciłam oczami widząc zachowanie przyjaciółki, ale nie odezwałam się słowem. Sama byłam w szoku, bo zawsze musiałam coś powiedzieć.
–– Czy zaszczycisz mnie tańcem, Marleno? –– zapytał nagle Angus, a jego intensywny wzrok powodował ciarki na moim ciele.
Wyciągnął dłoń w moją stronę, którą ujęłam i skierowaliśmy się na parkiet, gdzie inne pary również obracały się w rytm muzyki. Gdy zaczęliśmy tańczyć, muzyka się zmieniła na wolną i spokojną. Campbell położył dłoń na mojej tali i przybliżył mnie do siebie. Czułam się szczęśliwa, spędzając z nim ten wieczór.
–– Wyglądasz pięknie, Lena –– powiedział. Uśmiechnęłam się lekko, dziękując za komplement.
–– Zdaje sobie z tego sprawę –– dopowiedziałam, wywołując uśmiech na twarzy mężczyzny. –– Czuje się… świetnie.
–– Podobno właśnie tak działam –– skomentował i puścił oko. Roześmiałam się kręcąc głową.
–– A wygrana konkursu na największe ego wędruje do…
–– Och, kochana. Spróbuj spędzić więcej czasu z Syriuszem i Jamesem. Dopiero dowiesz się tak naprawdę, co to ego. –– Obrócił mnie i ponownie zajrzał mi głęboko w oczy. Czułam przy nim przyciąganie, którego nie odczuwałam przy nikim innym. Angus był intrygujący, szarmancki i błyskotliwy. Szkoda, że jego wcześniejsze dziewczyny odzwierciedlały wszystko inne.
–– Dopłać mi, a tego nie zrobię. –– Uniosłam dumnie podbródek do góry.
–– Zostań moją randką –– poprosił. Wpatrywałam się w jego oczy, a uśmiech, którym mnie obdarzył sprawiał, że miękło mi serce.
–– Jeśli tak na tym ci zależy. –– Wzruszyłam lekko ramionami, udając obojętną, ale w głębi serca cieszyłam się jak dziecko.
Nie spodziewałam się, że ten wieczór będzie mi leciał w tak zastraszającym tempie. Towarzystwo Angusa odciągało moją uwagę od wszystkiego, co działo się na sali. Skupiłam się na tym, że jesteśmy razem i spędzamy ze sobą czas. Niezwykle magiczny czas.
–– Czym tak bardzo się stresujesz? –– zapytał mnie, gdy siedzieliśmy przy stole, popijając poncz i rozmawiając różnych rzeczach z naszego życia.
–– Jak to czym! –– odpowiedziałam szybko. –– Zawsze marzyłam, by zostać królową balu –– przyznałam szczerze. –– Zdenerwuje się, jeśli to mi się dzisiaj nie uda. –– Campbell roześmiał się wesoło, nie dowierzając.
–– Naprawdę? To jest ten powód?
–– Hej! –– warknęłam, lekko obrażona. –– To bardzo ważna sprawa!
–– Och, wybacz, kochana. –– Mrugnął porozumiewawczo. –– Jestem pewny, że nie ma tobie równych. –– Złapał mnie za rękę. Spojrzałam na niego i parsknęłam. Wprawiał mnie w tak dobry nastrój, że zapominałam o wszystkim.
Godzinę później odbywało się losowanie. Skrzynia, w której znajdowały się głosy, została opróżniona, a głosy policzone. Przeskakiwałam z nogi na nogę, a Angus trzymał mnie kurczowo za rękę, dodając otuchy. Miałam wrażenie, że niczym się nie przejmuje i jest pewny swego.
Profesor Dumbledore uciszył salę, po czym wyjął małą kartkę, czytając imię i nazwisko zwycięscy.
–– Moi drodzy, miło mi poinformować, że królową balu zostaje panna Marlena McKinnon! –– usłyszałam. Z euforii rzuciłam się w ramiona Angusa, który śmiał się serdecznie. Szepnął mi na ucho gratulacje, ale to, w jaki sposób wypowiedział te słowa, zwaliło mnie prawie z nóg. Uśmiechałam się od ucha do ucha i dostrzegłam również moje przyjaciółki, które najgłośniej klaskały. Weszłam na scenę i odebrałam koronę, dumna z siebie i zachwycona tym, że spełniłam kolejne moje małe marzenie.

Wpatrywałem się w blondwłosą i czułem, jak moja dusza się raduje. Marlena McKinnon całkowicie mnie omamiła swoją osobą. Jest jedyną kobietą, która w taki sposób na mnie działa i wiedziałem, że zrobię wszystko, by była szczęśliwa. Potrzebowałem widzieć jej radość.
–– Angusie… –– Usłyszałem szept Remusa, który pojawił się obok mnie. –– Miałeś coś z tym wspólnego? –– Przyjaciel uniósł brwi do góry, wpatrując się we mnie podejrzanie.
–– Nie wiem o co ci chodzi, przyjacielu –– odpowiedziałem śmiertelnie poważnie, a Remus pokręcił głową. Kącik ust miał skierowany ku górze.
Przecież nikt nie musiał wiedzieć, że może trochę… pomieszałem w tych głosach, prawda? Liczyło się szczęście kobiety, która skradła moje serce.

*

–– Wiesz jak bardzo ciebie kocham? –– Angus położył rękę na brzuchu kobiety i pogłaskał czule.
–– Doskonale wiem –– odpowiedziała blondynka, muskając lekko usta mężczyzny. –– Nasze maleństwo również będzie cię kochało. Jesteś wymarzonym tatą, kochanie –– dodała czule, głaszcząc jego policzek. –– Pora na herbatę i deserek… Mam taką ochotę na ciasto czekoladowe! –– Rozmarzyła się kobieta, po czym udała się do kuchni. Angus zaczął powoli sprzątać ze stołu, wiedząc, że zaraz musi ruszyć na patrol z Zakonu Feniksa. Zapewne przyjaciele zastanawialiby się, dlaczego mężczyzna się spóźnia. Nagle usłyszał huk, dochodzący z kuchni.
–– Kochanie, wszystko w porządku? –– krzyknął, lecz nie otrzymał odpowiedzi. Zmarszczył brwi, zaniepokojony i udał się do pomieszczenia. Kurczowo trzymał różdżkę, wpadł do pokoju i wycelował.
–– Nie radzę –– syknął Travers. W dłoni trzymał różdżkę, przykładając ją to twarzy Marleny. Zasłaniał jej usta dłonią, nie pozwalając, by ruszyła się choć milimetr. Angus twardo celował w Śmierciożercę, jednak w głębi serca odczuwał strach, którego jeszcze nigdy nie czuł. Jego narzeczona była w niebezpieczeństwie. Mierzyli się spojrzeniami, w których była sama nienawiść. W pewnym momencie Lena ugryzła z całej siły przeciwnika, a ten puścił ją, krzycząc. Kobieta podbiegła do narzeczonego, który złapał ją szybko i zaczęli biec w stronę wyjścia z domu. Znajdowali się już blisko drzwi, gdy właśnie przez nie wkroczył zamaskowany Śmierciożerca. Chcieli zawrócić, lecz tuż za nimi pojawił się Travers. Wpatrywał się wściekły w parę i uniósł różdżkę do góry. Lena i Angus byli na przegranej pozycji, tym bardziej, że kobieta nie miała przy sobie różdżki. Campbell spodziewał się tego, co teraz nadejdzie. Złapał w ramiona kobietę swojego życia i wyszeptał jej do ucha.
––  Nie płacz, kochanie –– mówił, uspokajając blondwłosą. –– Tam gdzie trafimy, będziemy razem. Już na zawsze. Zaufaj mi. –– Złapał ją za rękę i spojrzał prosto na Traversa.
–– Kocham cię –– wyszeptała Lena, gdy snop zielonego światła wystrzelił w jej stronę.
–– Kocham cię –– powtórzył Campbell, a potem była już tylko ciemność.
Ciemność, którą zastąpiło światło.
I znowu byli razem, tam, gdzie mieli żyć wiecznie.


[muzyczka] zawsze pamiętaj nas w ten sposób.


Od Autorki,
Hej! Jak się podoba miniaturka o Angusie i Marlenie? Wydaje mi się, że jest emocjonalna i idealnie opisuje te postacie. Bardzo będę za nimi tęsknić i dziękuję wam za wiele miłych słów, to dla mnie wiele znaczy. Pozdrawiam, następnym razem James i Lily ;*
Witaj nieznajomy... ;)
Jeśli już tu jesteś, zostaw proszę ślad po sobie.
Będzie mi niezmiernie miło wiedzieć, co sądzisz o mojej twórczości.
Pozdrawiam i zachęcam do czytania,
Adaline