Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rose Wax. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rose Wax. Pokaż wszystkie posty

2018/08/15

Rozdział 31 „Ścigany"

8 komentarzy:
Dorcas

Siedziałam przed salą rozpraw i nerwowo zaciskałam dłonie. Stresowałam się. To był mój pierwszy dzień w pracy i chciałam dać z siebie wszystko. Doskonale wiedziałam, że to nie będzie łatwe, jednak przecież uwielbiałam wyzwania.
–– Panna Meadowes? –– Podszedł do mnie niski czarodziej, uważnie mnie lustrując. –– Nazywam się Barty Crouch i jestem szefem Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów. Znałem pani ojca, był wspaniałym człowiekiem –– powiedział i podał mi rękę. Ujęłam ją, jednak na mojej twarzy nie zagościł uśmiech, ponieważ zdawałam sobie sprawę z tego, jaki jest jego syn. Miałam tylko nadzieję, że starszy Crouch jest inny i w odpowiedniej chwili zajmie się swoim synem w należyty sposób. Już ja o to zadbam…
–– Dziękuję, panie Crouch. Miło mi, że wybrał pan właśnie mnie –– rzekłam i uśmiechnęłam się lekko w stronę mężczyzny.
–– Nie będę kłamał, liczę na panią, nie tylko ze względu na pani ojca, ale również na dobre wyniki w szkole, ale dość już tych pogaduszek. Bierzmy się do pracy. –– Wskazał na drzwi do jednej z sal rozpraw i weszliśmy do środka, gdzie ława przysięgłych jak i sądzony z obrońcą, już na nas czekali.

Wróciłam do domu późnym wieczorem. Crouch nie odpuszczał, był bardzo surowy, ale wiedziałam, że mogę się przy nim mnóstwo nauczyć. Naprawdę był dobry. Dobry i sprawiedliwy. Miałam nadzieję, że nasza współpraca pomoże innym, jak i uda nam się pozbyć jak największą ilość popleczników Voldemorta. To było ważne.
–– Dorcas, jak pierwszy dzień? –– Weszłam do kuchni i zobaczyłam jak Allie sprząta, a oczy ma lekko podpuchnięte.
 –– Ciężki, ale było dobrze. Crouch jest wymagający, dzięki czemu mogę zdobyć duże doświadczenie. Allie, co się stało? –– zapytałam, przyglądając się kobiecie.
–– Och, nie przejmuj się. Pokłóciłam się z Alarickiem, wiesz jak to jest. Wyszedł dwie godziny temu, razem z Syriuszem. Słuch po nich zaginął. –– Skrzywiła się i usłyszałam, jak William schodzi z góry.
–– Jak tam siostrzyczko? Żyjesz i nie słyszę jęków, chyba trzeba to opić –– zaproponował. Wywróciłam oczami i od razu stanowczo odmówiłam, wymigując się pracą. –– No tak, praca, dorosłość i już nawet szklaneczki Ognistej się nie napijesz…
–– Ogarnij się i ciesz się, póki możesz –– skomentowałam dając mu kuksańca w bok. ––Idę się położyć –– zakomunikowałam i poszłam do sypialni. Położyłam torbę na krześle i spojrzałam na łóżko, całkowicie puste.
Jestem wdzięczna, że Syriusz nie zostawił samego Alarica, jednak mimo to… znałam swojego brata i wiedziałam, że nie jest święty, widok Allie tylko mnie w tym utwierdził. Przykro mi było, że go nie było. Ten dzień był dla mnie wyjątkowo ważny, bo praca w Ministerstwie Magii zawsze była moim marzeniem. Chciałam z nim porozmawiać, zwierzyć się.. a jego nie było. Ostatnio często znikał.
Wzięłam prysznic i przygotowałam się do snu. Wychodząc z łazienki, dostrzegłam na parapecie sowę, która należała do mojej przyjaciółki Lily. Podeszłam szybko do okna i wzięłam skrawek papieru z łapki zwierzaka. Rozpakowałam list i usiadłam na łóżku, by go odczytać.

Droga Dorcas,

Nawet nie wiesz jak mocno się za Tobą stęskniłam! Już nie mogę się doczekać, kiedy się spotkamy, dlatego w weekend, chciałabym Cię zaprosić do naszego domu w Dolinie Godryka. Z tego co wiem, James i chłopaki również mają plany, dlatego zrobimy sobie babski wieczór, jak za dawnych lat!
Czekam niecierpliwie na relację z Twojego pierwszego dnia w pracy i mam nadzieję, że Syriusz dba o Ciebie jak i chwali Twój upór i ambicję. Zasługujesz na to.
Mam Ci również sporo do opowiedzenia, ale to wszystko w sobotę! Daj znać, czy termin Ci pasuje.

Całuję,
Lily

PS. Nawet jeśli termin Ci nie pasuje, to… masz być! Marlena będzie (zachowuje się ostatnio dziwnie, zauważyłaś?) i Emmelina również. Do zobaczenia!

Uśmiechałam się od ucha do ucha czytając list przyjaciółki. Naprawdę mocno za nią tęskniłam i miałam ogromną ochotę, by z nią porozmawiać o wszystkim co się dzieje w moim życiu. Przede wszystkim miałam również ochotę pogadać z nią o Syriuszu. Coś ciągle nie dawało mi spokoju. Niby między nami było dobrze, jednak czułam, jakby się ode mnie oddalał, a ja nie wiedziałam czym jest to spowodowane. Kochał mnie, tego byłam pewna.. ale.. .czy miłość w tym wypadku wystarcza?
Westchnęłam głośno i odłożyłam list od przyjaciółki. W mgnieniu oka wzięłam pergamin i atrament, by wyskrobać odpowiedź do przyjaciółki. Potem przywiązałam liścik do sowy, która nadal czekała i poprosiłam o dostarczenie do rudowłosej. Położyłam się, zmęczona i zgasiłam światło. Czułam w powietrzu zapach Blacka i myśląc o nim, zasnęłam w mgnieniu oka.

Rano wstałam i szykując się do pracy, od razu zauważyłam, że Syriusz nie wrócił na noc. Teraz naprawdę byłam zaniepokojona i zastanawiałam się, czy aby nikogo o tym fakcie nie powiadomić. Czarnowłosy zawsze mi mówił o takich sprawach. Gdy się wyszykowałam, zeszłam na dół i zauważyłam w kuchni Allie i Alarica. Rozmawiali przyciszonym głosem, a starszy Meadowes trzymał kobietę za rękę. Ucieszył mnie ten widok i cieszyłam się, że mój brat z wiekiem miał więcej oleju w głowie.
–– Dzień dobry –– powiedziałam, wchodząc do pomieszczenia. Allie odwróciła się w moją stronę i uśmiechnęła promiennie.
–– Śniadanie zaraz będzie, usiądź, zanim wyjdziesz –– poprosiła i podeszła do blatu kuchennego, by skończyć posiłek.
–– Przepraszam Dor, że wczoraj mnie zabrakło… –– zaczął Alaric, jednak machnęłam na to ręką.
–– Nie masz za co. Będziemy mieli jeszcze okazję porozmawiać. Alaric… wiesz gdzie jest Syriusz? –– zapytałam wpatrując się w brata.
–– Nie wrócił? –– zdziwił się, a ja poczułam ukłucie w sercu. –– Dziwne. Gdy się rozstawaliśmy, było późno. Mówił, że ma coś jeszcze do załatwienia, jednak nie powiedział konkretnie o co chodzi –– wytłumaczył. Pokiwałam głową ze zrozumieniem, jednak w sercu czułam ucisk. Bałam się, że coś mu się mogło stać. –– Nie denerwuj się, znasz go. –– Próbował mnie uspokoić, jednak nic a nic to nie pomogło. Zjadłam w pośpiechu śniadanie, nie kontynuując tematu i wyszłam wcześniej do pracy, by zająć myśli czymkolwiek, byleby nie Syriuszem.

Tego samego dnia ponownie wróciłam późno z pracy. Wymęczona, na dole nikogo nie zastałam. Wszyscy musieli już spać. Weszłam na górę i otworzyłam drzwi do sypialni, gdzie paliła się lampka. Na łóżku siedział Syriusz, a kawałek twarzy miał tak poraniony, że wstrzymałam oddech, gdy weszłam do pokoju. Black, słysząc mnie, odwrócił się w moją stronę i posłał mi niepewny uśmiech. Rzuciłam wszystko i w mgnieniu oka znalazłam się przy mężczyźnie. Dotknęłam delikatnie jego twarzy, mimo to syknął z bólu.
–– Co się stało? –– wyszeptałam i poszłam do łazienki, by namoczyć ręcznik zimną wodą. Przyłożyłam go do ran i powoli obmywałam zaschniętą krew.
–– Ja… –– zaczął, by za chwilę zamilknąć. –– Chciałem wcześniej już o tym z tobą porozmawiać. Dołączyłem do Zakonu Feniksa –– powiedział. Zamarłam na chwilę, a po chwili ponownie kontynuowałam opatrywanie Blacka. –– Spotkałem się również z Regulusem –– poinformował. Spojrzałam na niego badawczo i wróciłam się do łazienki, by zostawić ręcznik. Rany, które miał, musiały mu się same zagoić.
–– Chcesz mi powiedzieć, że przez niego tak wyglądasz? –– Chciałam się upewnić, jednak mężczyzna pokręcił przecząco głową.
–– Bellatrix odzyskała wspomnienia, Dorcas –– powiedział grobowym tonem, a mi gula utknęła w gardle. –– To kwestia czasu, kiedy inni również je odzyskają –– dodał łapiąc mnie za rękę, którą leczyłam jego ranę.
–– Syriuszu… Chcesz mi powiedzieć, że… śmierć Mary… i pomoc Regulusa…
–– Śmierciożercy już wiedzą.
Skuliłam się, łapiąc się za klatkę piersiową. Black w ekspresowym tempie zjawił się obok mnie i przytulił z całej siły. Pozwolił, bym zmoczyła mu koszulę swoim płaczem i spokojnie czekał, aż sama się uspokoję.
–– Jak mu pomożemy? –– zapytałam cicho wpatrując się w czarnowłosego.
–– Pracuję nad tym. Ja, Huncwoci i Zakon Feniksa.

Syriusz

Dorcas wyglądała strasznie. Wiedziałem od dłuższego czasu, że muszę jej powiedzieć prawdę, jednak, gdy wyobrażałem sobie jej ból i cierpienie… Nie mogę pozwolić, by była nieszczęśliwa. Ma dom, rodzinę przy sobie. Zaczęła pracę, o której zawsze marzyła, jej bracia myślą o zamążpójściu, przyjaciółki równie dobrze układają sobie swoje życie, a ona… i ja… Ja. Nie myślę o ślubie, nie myślę o dzieciach. Myślę o tym co tu i teraz. Trwa wojna. Wojna, w którą czarodzieje i czarownice nie chcą wierzyć. Są głupi i ślepi, a przecież ktoś musi uratować nasz świat!
–– Dor, obiecuję, że zrobię co w mojej mocy, by mu pomóc. –– Leżeliśmy na łóżku, a brązowowłosa wtulała mi się w pierś. –– Musisz mi zaufać.
–– Chcę dołączyć do Zakonu Feniksa –– powiedziała poważnie, a ja poczułem ukłucie w sercu. –– Myślę, że moje przyjaciółki również to zrobią.
–– Skarbie, proszę.. Jesteś zła i doskonale to rozumiem. Powinienem wcześniej ci o tym powiedzieć.. Chciałem cię chronić.. Nie rób tego. Wystarczy, że jest tam jedno z nas. Przemyśl to –– próbowałem przemówić jej do rozsądku jednak czułem, że odniosę porażkę.
–– Nie robię tego z własnych pobudek, Syriuszu –– wyszeptała i lekko wstała, by móc spojrzeć mi w oczy. –– Żyję nieświadomie, udając, że wszystko jest dobrze. Mam pracę, dom, rodzinę, przyjaciół i ciebie. Czego mi więcej potrzeba? Potrzeba mi spokoju, Syriuszu. A co jeśli, ktoś będzie chciał zabić moją rodzinę, przyjaciół? Będę zdziwiona… A nie powinnam, bo przecież trwa wojna! –– Słuchałem uważnie jej słów, nie mogąc wyjść z podziwu, jak mądrze i pięknie mówi moja ukochana. –– Chcę walczyć. Będę walczyć, czy ci się to podoba, czy nie. –– W mgnieniu oka popchnąłem ją na siebie i pocałowałem z nieziemską namiętnością, którą wywoływała we mnie ta kobieta. Jest dla mnie niczym narkotyk.
–– Mówiłem ci już kiedyś, że nie jesteś jednie boginią piękna i mądrości, ale boginią waleczności. Ja za to jestem zwykłym śmiertelnikiem, który nie może ci się oprzeć…
–– Co ty opowiadasz! –– Dorcas zaśmiała się głośno, a potem dała mi całusa. –– Z kim mam porozmawiać o Zakonie? –– Nie dała za wygraną.
–– Z Albusem Dumbledore –– odpowiedziałem krótko, a dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem.
–– To wspaniały człowiek i czarodziej… Syriuszu… myślisz, że Regulus da się przekonać do naszej pomocy? Wiesz, że wszystko woli robić sam… –– szepnęła i spuściła wzrok.
–– Musi. Jeśli tego nie zrobi, to go zmuszę –– powiedziałem pewnie. Brązowowłosa pokręciła głową i spojrzała na mnie. Widziałem, że jej myśli były daleko stąd.
–– Dobranoc. –– Przekręciła się na bok, zamykając oczy, a ja westchnąłem głośno, idąc pod prysznic, z którego nadal nie skorzystałem.
Poza tym nadal nic nie wiem na temat jej pracy. Ostatnio… mało rozmawiamy.  

–– Jeżeli wypijesz tą kolejkę, to przysięgam, że ja zrobię tak z dwoma –– słyszałem bełkot Rogacza, który przekonywał Lupina do napicia się alkoholu. Pokręciłem głową, niedowierzając, po czym roześmiałem się głośno.
–– Nadal zadziwiasz mnie swoimi pomysłami. James. –– Zaśmiał się Remus, unosząc kieliszek ku górze. –– Twoje zdrowie, przyjacielu! –– Wypił haustem swój kieliszek, a Potter poszedł za jego przykładem.
–– Mam wrażenie, że James jest teraz jeszcze młodszy, niż gdy byliśmy w Hogwarcie. –– Podszedł Angus i położył mi dłoń na ramieniu. –– Też taki byłem, dopóki nie dowiedziałem się, że będę ojcem –– zwierzył się, a ja zaciekawiony słuchałem dalej.
–– Jakie to uczucie? –– wtrąciłem spoglądając na przyjaciela i upijając łyk Ognistej ze swojej szklanki. 
–– To nagle zmienia całe twoje życie. W jednej chwili myślisz inaczej i wcielasz to nagle w życie. To uczucie… pochłania cię całkowicie, zachęca do walki –– tłumaczył. Uśmiechnąłem się mimowolnie i poklepałem go przyjacielsko po plecach.
–– Będziesz wspaniałym ojcem, Angus –– przyznałem szczerze i dostrzegłem wdzięczny uśmiech przyjaciela.
–– Ty też byłbyś świetny –– dodał, a ja uniosłem zaskoczony brwi do góry.
–– Panowie, co z wami? Zapraszam! –– krzyknął do nas Rogacz, obejmując Glizgdgona jedną ręką. –– Peter, cieszę się niezmiernie, że nareszcie znalazłeś dla nas czas! Za przyjaźń, panowie!  –– Wzniósł kieliszek przed siebie, a my szczęśliwi również poszliśmy za jego gestem.
–– Za przyjaźń! –– krzyknęliśmy chórem, stykając się kieliszkami. Mocna ciecz zapiekła mnie w gardło, a mój wzrok spoczął na Glizdogonie. Dorcas ostatnio wspominała mi o jego dziwnym zachowaniu na weselu Lily i Jamesa, jednak nie myślałem o tym poważnie…
–– Syriuszu. –– Podszedł do mnie Remus i odeszliśmy niepostrzeżenie na bok. –– Jakieś wieści na temat Regulusa? Ktoś go znalazł? –– zapytał cicho.
–– Nadal go szukamy –– odpowiedziałem zgodnie z prawdą, krzywiąc się lekko.
–– Męczy cię ta sprawa –– zauważył.
–– Nie potrafię stwierdzić, dla kogo to jest ważniejsze. Dla mnie czy dla Dorcas –– powiedziałem na tyle cicho, by tylko Remus to usłyszał.
–– Dla was obojga Syriuszu. Wiem to. –– Dodał mi otuchy, a ja uśmiechnąłem się. Nie wiedziałem, czy te słowa są prawdą, jednak chciałem w nie wierzyć.
–– Panowie, dawno nie byliśmy w naszym ulubionym barze! Chodźmy się upić! –– zawołał James i podszedł do nas, obejmując ramionami. –– Dajmy sobie chwilę wytchnienia!
–– Niech ci będzie, Rogaś. Zróbmy to! –– podchwyciłem, a przyjaciel przybił mi piątkę. W szybkim czasie teleportowaliśmy się przed Dziurawym Kotłem. Weszliśmy do środka i powitaliśmy serdecznie Toma.
Usiedliśmy przy stole, zamawiając pięć szklanek whisky i śmieliśmy się głośno, opowiadając sobie historie szkolne. Pub był zatłoczony, było głośno i każdy bawił się wyśmienicie. Czułem się dobrze, móc tutaj być. Nagle ktoś wbiegł do baru, z ulicy Pokątnej, i krzyczał w niebogłosy.
–– Ciało! Ciało na ulicy! –– Otworzyłem szerzej oczy i spojrzałem na przyjaciół, po czym ruszyliśmy w stronę wydarzenia. Przepychaliśmy się przez tłum ludzi, po czym udało nam się dostać na ulicę Pokątną. Podeszliśmy bliżej, gdzie wskazywał wcześniej mężczyzna i dostrzegliśmy blondynkę leżącą martwą, z licznymi ranami. Otworzyłem szerzej oczy ze zdziwienia, gdy na szyi kobiety dostrzegłem pewną bliznę, tak dobrze znaną…
–– Nie… –– szepnąłem cicho i pognałem do ciała. Uklęknąłem przy zwłokach i odwróciłem ją twarzą do siebie. Zamknąłem oczy i zacisnąłem szczęki ze złości. Nie wiedziałem co się naokoło mnie dzieje, ani o czym krzyczą moi przyjaciele. Klęczałem, na moich kolanach leżało martwe ciało Rose Wax.
Rose Wax, mojej przyjaciółki.
Byłej.
W dłoni trzymała karteczkę, na której było napisane.
Syriusz Black.
Reszta była oderwana.

Od Autorki: Cześć kochani! Powoli wkraczamy w coraz to straszniejszy okres i naprawdę nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów, by móc Wam przedstawić moją wizję tej historii.
Pozdrawiam i do zobaczenia

2018/07/12

Rozdział 30 „Pamiętasz tamto lato?"

5 komentarzy:
Dorcas

Wpatrywałam się w mężczyznę próbując odczytać emocje z jego twarzy. Podziwiałam go, jak wiele jest w stanie wycierpieć i mimo to zawsze próbował być dla mnie jak najlepszy. Tak bardzo go w tym ceniłam, bo potrafił odłożyć swoją dumę na bok i być dla mnie. Tego właśnie brakowało mi w Syriuszu i nie zawsze mogłam z nim porozmawiać.
–– Potrzebujesz pomocy medyka –– szepnęłam do Regulusa, prowadząc go do ławki znajdującej się w pomieszczeniu. –– Nie jestem dobra w leczeniu…
–– Po prostu słuchaj się mnie –– poradził i poprosił bym wyjęła swoją różdżkę. –– Trzymaj różdżkę wysoko. Skup się i powtarzaj za mną –– powiedział, a ja przełknęłam głośno ślinę pozwalając by mężczyzna mocno złapał mnie za nadgarstek. ––  Vulnera Sanentur.
––  Vulnera Sanentur –– powtórzyłam i z pomocą młodszego Blacka udało mi się uleczyć większość jego ran, tak, by mógł resztę dokończyć sam. –– Co ci się stało, Regulusie?
–– To moje brzemię, Dorcas. Nie pozwolę, byś ponownie weszła do tego świata –– odpowiedział poważnie, a mi zrobiło się niedobrze, gdy przypomniał mi się Clyde Greengrass.
–– Więc dlaczego tu jesteś? –– zapytałam oddalając się od mężczyzny na bezpieczną odległość.
–– Tęskniłem za tobą. –– Spojrzał na mnie nieprzeniknionym wzrokiem i uśmiechnął się szelmowsko. Parsknęłam śmiechem wywracając oczy ku górze i odwzajemniłam uśmiech.
–– Muszę wracać. Lily i James właśnie się pobrali –– odezwałam się i przybliżyłam do się czarnowłosego. –– Odwiedź mnie.
–– Chyba chciałaś powiedzieć nas. –– Wzniósł pytająco brwi do góry, a ja dopiero po chwili załapałam aluzję.
–– Tak, nas. Ja… zresztą, nieważne –– plątałam się i podeszłam do drzwi.
–– Kłopoty w raju? –– zawołał za mną, jednak nie odpowiedziałam na pytanie. –– Postaraj się go czasem zrozumieć, Dorcas –– dodał, gdy zdążyłam wyjść, jednak słowa, które wypowiedział odbijały się echem w mojej głowie.
Regulus był ostatnią osobą, która wyrażałaby się pochlebnie o moim związku ze starszym Blackiem, prawda?
Wygładziłam sukienkę, uspokoiłam oddech i powoli skierowałam swoje kroki w tłum gości. Omijałam znajome twarze, uśmiechając się ciepło, aż dostrzegłam Marlenę, która wylała kieliszek szampana do kwiatka stojącego obok, przy stoliku ze słodkościami. Zaintrygowana spoglądałam na blondynkę, obserwując jej dziwaczne zachowanie. Sytuacja ponownie się pojawiła, gdy podeszła Alicja Longbottom ze swoim kieliszkiem. Marlena udawała, że pije, ale po co? Czego nie chciała nam powiedzieć? Czego…
Cholera.
Podeszłam wolnym krokiem do przyjaciółki, a po drodze wzięłam ze sobą lampkę trunku. Uśmiechnięta uniosła swój szampan do góry, a ja parsknęłam jej prosto w twarz.
–– Hola! Prawie mnie oplułaś –– zironizowała i parsknęła śmiechem.
–– Nie musisz przy mnie udawać, że pijesz, blondi –– powiedziałam i dostrzegłam jak z twarzy blondynki schodzi uśmiech, a poliki czerwienią się. Uniosłam zaskoczona brwi widząc reakcję dziewczyny. –– Lena, czy ty…?
–– Dorcas, błagam. Nie możesz nikomu powiedzieć –– poprosiła podchodząc bliżej mnie. W jej oczach można było dostrzec strach pomieszany z bezradnością.
–– Ciii, spokojnie. Jestem zaskoczona twoją reakcją… Przecież kochasz Angusa! –– wyjaśniłam, a blondynka mimowolnie uśmiechnęła się lekko.
–– Ślub i wesele nie są dopracowane. Mam już upatrzoną kieckę, ale przez tą ciążę będę musiała kupić dwa razy większą. Już czuje się gruba. Nie spije się na panieńskim i moje życie już nigdy nie będzie takie samo. Miałam plany, Dorcas –– mówiła z bólem, a ja słuchałam uważnie jej słów. –– Chciałam być najwspanialszą projektantką szat, jeździć po świecie razem z Angusem… A teraz… To nie tak, że ja tego nie chcę. Po prostu… Nie chcę teraz, rozumiesz mnie prawda? Cholera, jestem w ciąży.
–– Wszystko będzie dobrze, uwierz mi. Ta mała istotka w twoim brzuchu to najlepsze co się mogło spotkać, Marlena. To miłość bezwarunkowa –– szepnęłam. W kącikach oczu blondynki pojawiły się łzy, a na twarzy zagościł uśmiech, od którego miękną kolana.
–– Dziękuję. Naprawdę dziękuję niebiosom za takie przyjaciółki jak wy. –– Uśmiechnęła się i w mgnieniu oka utonęłyśmy w uścisku. –– Powinnam porozmawiać z Angusem, prawda?
–– Zdecydowanie –– odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Odwróciłam głowę i dostrzegłam jak na parkiecie Syriusz świetnie się bawi z jakąś kuzynką Lily, której imię całkowicie wyleciało mi z pamięci. Najwidoczniej mojemu chłopakowi nie. Potrząsnęłam głową próbując znaleźć Lenę, jednak blondynki już nie było obok mnie. W głowie miałam mętlik przez Regulusa i dodatkowo moich myśli nie opuszczała również Marlena, której wieści wywołały u mnie prawdziwy szok. Szok i szczęście, które odczuwałam na myśl o dziecku. Nagle dostrzegłam Petera Pettigrew, schowanego za barem i popijającego Ognistą. Podeszłam do chłopaka, ciesząc się na jego widok, bo ostatnio trudno było nam się spotkać i porozmawiać.
–– Peter! –– zawołałam do chłopaka, by po chwili zająć wolne miejsce obok niego. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się nieśmiało w moją stronę. Czułam, że moja obecność w dziwny sposób go peszyła. –– Co u ciebie słychać? Wieki się z nami nie widziałeś –– zagaiłam uśmiechając się przyjaźnie.
–– Cześć, Dorcas. Tak, przepraszam. Ostatnio mam sporo na głowie –– powiedział cicho popijając trunek. W jego głosie wyczuwałam napięcie, które mimo próby rozluźnienia atmosfery, wcale nie pomagało.
–– A czym się teraz zajmujesz?
–– Tym i owym.
Westchnęłam głośno i poprosiłam barmana o szklankę Ognistej Whisky. Upiłam łyk z szklanki i kątem oka dostrzegłam, że Pettigrew wpatruje się w mnie. Przełknęłam ślinę, czując mocny smak alkoholu i automatycznie wstałam, by jak najszybciej się ulotnić.
Peter Pettigrew mnie przerażał.
Muzyka zmieniła się na wolną i romantyczną, a ja wpatrywałam się w środek sali, gdzie Lily i James płynęli w rytmie muzyki. Naprawdę cieszyłam się, że los dał im szansę na wspólne życie, bo wiedziałam, że ta miłość jest wyjątkowa.
–– Cieszę się ich szczęściem. –– Usłyszałam głos mojego starszego brata, który zjawił się obok mnie. Czarny garnitur prezentował się na nim wyjątkowo dobrze.
–– To dlaczego do tej pory nie ożeniłeś się z Allie?  –– zapytałam unosząc brwi do góry.
–– Daj mi miesiąc –– odpowiedział poważnie i wyciągnął rękę w moją stronę. –– Chodźmy na parkiet.
–– Nie wierzę… –– Otworzyłam oczy ze zdziwienia wpatrując się w brata. –– Przecież ty nie tańczysz!
–– Dla ciebie zrobię wyjątek –– mruknął. –– Poza tym… zgubiłaś gdzieś partnera… –– Wzruszył ramionami, a mi momentalnie ściemniał wzrok.
–– Nie zgubiłam. Świetnie się bawi, beze mnie –– odparłam wskazując na bar w rogu sali, gdzie Syriusz rozmawiał z kuzynkami Lily. W mgnieniu oka krew się we mnie zagotowała i od razu znalazłam kelnera, by ponownie wlać w siebie alkohol. Alaric przez dłuższą chwilę przyglądał się Syriuszowi, a po chwili wyciągnął rękę w moją stronę. Uśmiechnęłam się i z wdzięcznością ujęłam dłoń brata, by skierować swojego kroki na parkiet, gdzie tańczyło dość sporo par. Widziałam Alicję i Franka, Marlenę i Angusa, który był wyjątkowo szczęśliwy i domyślałam się powodu tego szczęścia, był też mój drugi brat Will wraz z Emmeliną… Kątem oka sprawdzałam gdzie jest Syriusz, jednak moje myśli krążyły również w stronę młodszego Blacka, z którym się widziałam jeszcze chwilę temu. Zastanawiałam się co takiego przyniesie los i jak potoczy się nasze życie. Nikomu jeszcze o tym nie mówiłam, ale mam zamiar podjąć pracę w Ministerstwie, od razu, gdy tylko otrzymam sowę z wynikam z Owutemów. Stresowałam się, że moje starania pójdą na marne i nie uda mi się zdać ich zadowalająco, jednak nutka nadziei oraz chęć bycia tak samo dobrą osobą jak mój wspaniały tata, prowadziła mnie ciągle do przodu, napawając optymizmem. Alaric obrócił mnie dwa razy, wyrywając z zamyślenia, a los chciał, że w tym samym momencie spojrzałam na Syriusza, który wpatrywał się we mnie z oddali, popijając Ognistą Whiskey. Udawałam, że wcale nie zwracam na niego uwagi, jednak jego wzrok z daleka wyrażał ogromną dominację i wiedziałam, że chce ze mną porozmawiać. Alaric też to zauważył, dlatego gdy piosenka się skończyła, mruknął szybie „Powodzenia” i zostawił mnie samą na parkiecie, co momentalnie wykorzystał Syriusz.  
–– Gdzie byłaś? –– mruknął kładąc swoją dłoń na mojej talii i przybliży mnie do siebie tak, bym czuła jego zapach.
–– Ja… –– zacięłam się nie wiedząc co odpowiedzieć, jednak wiedziałam, że musimy przestać się okłamywać. –– Regulus tu był –– powiedziałam i dostrzegam jak rysy twarzy starszego Blacka tężeją. –– Wyglądał okropnie, Syriuszu. Ledwo udało mi się go odratować, choć i tak myślę, że nie zrobiłam tego dobrze… –– dopowiedziałam.
–– Porozmawiam z nim –– odparł lakonicznie, a ja wiedziałam, że jest zły. Zły, zazdrosny i bolało go to, że mam taki zażyły kontakt z jego bratem. Jednak mimo to w jakiś sposób… akceptował to, mimo że sam nie chciał się do tego przyznać.
–– Chciałabym, by się u nas zatrzymał. Na jakiś czas.

Syriusz
           
Powtarzałem słowa brązowowłosej w myślach tysiąc razy. Nie mogłem uwierzyć, że o tym myślała, że mi o tym powiedziała i przede wszystkim, że myśli o tym poważnie.
Leżałem w naszym łóżku czekając jak Dorcas wyjdzie spod prysznica. Głowiłem się i zastanawiałem, co takiego mam jej odpowiedzieć na nieme pytanie, które zadała mi podczas przyjęcia weselnego Lily i Jamesa.
Chciałabym, by się u nas zatrzymał. Na jakiś czas.
Chryste, przecież to kurwa niewykonalne.
Ja, Dorcas i Regulus.
Popieprzony trójkąt.
Czy ona naprawdę myśli, że ja się na to zgodzę?
W dodatku ta cała nagonka na ślub… rodzinę… dzieci… Przecież ja nie jestem na to gotowy. Nie chcę tego i na pewno minie jeszcze sporo czasu nim dojrzeję do takiej decyzji. Miałem nadzieję, że moi przyjaciele będą mnie w tym wspierać, jednak grubo się pomyliłem. Tym bardziej miałem nadzieję, że miłość mojego życia da mi pewnego rodzaju swobodę, ponieważ zna mnie jak nikt, a mimo to… cholera, wszyscy chcą mnie zamknąć w klatce i właśnie to najbardziej mnie irytowało.
–– Nie śpisz jeszcze? –– Dorcas weszła do pokoju, ubrana w czarną, koronkową koszulkę. Przyglądałem się mojej pięknej dziewczynie, a w głowie miliony pytań kołatały się nie dając nacieszyć mi się widokiem.
–– Myślałem –– przyznałem szczerze odwracając wzrok od brązowookiej i zacząłem wpatrywać się w sufit. –– Myślałem o tym co powiedziałaś mi na weselu.
–– A konkretnie? Trochę tego było. –– Dorcas weszła pod kołdrę, a ja poczułem jej dłonie na swojej klatce piersiowej. Westchnąłem przyjemnie, jednak nie pozwoliłem sobie na chwilę zapomnienia.
–– Dorcas, postawmy sprawę jasno. Nie oświadczę ci się. Na pewno nie teraz –– powiedziałem dobitnie, wiedząc, że  ją tym urażę. Mimo to zdecydowałem się na właśnie taki krok, by nie mydliła sobie niepotrzebnie oczu. Poczułem jak zabiera ręce z mojego ciała i kładzie się tak, by również „obserwować” sufit. –– Wiem, że to cię boli, jednak nie zmienię tego. Nie chcę tego zmieniać –– dodałem i od razu tego pożałowałem. Dziewczyna odwróciła się ode mnie i już doskonale wiedziałem jak mocno ją zraniłem. Złapałem się za skronie, zastanawiając się co jej powiedzieć, jak przeprosić… jednak nie zrobiłem nic. Również się odwróciłem i zgasiłem światło lampki, które tliło się w pokoju. –– Jeżeli Regulus tu zamieszka, to ja się wyprowadzę –– dopowiedziałem nie uzyskując odpowiedzi. Dorcas nawet się nie poruszyła, a ja mimo swoich „przekonań” poczułem się z tym wszystkim gówniano, mimo że powiedziałem jej prawdę. Swoją prawdę… ale czy na pewno tak uważałem? Przecież już dużo się zmieniło…
Kolejny tydzień był okropny. Dorcas się do mnie nie odzywała, dosłownie milczała całymi dniami. Znikała na całe dnie, a ja nie pozostawałem dłużny i również wychodziłem, najczęściej, by spotkać się z Remusem i Angusem, ponieważ James i Lily wyjechali w podróż poślubną. Sam się nie spodziewałem, że tak mocno będzie mi brakować tego okularnika. Mimo to, mieliśmy co świętować, bo Angus nas powiadomił, że wraz z Marleną spodziewają się dziecka. Campbell był tak szczęśliwy, że prawie codziennie upijał się z nami, przez co dostawał cęgi od Marleny.
            –– Nie wiem czy Lena wpuści mnie dziś do domu… –– mruknął, gdy w środku tygodnia, wracaliśmy z Pubu Pod Trzema Miotłami w wyśmienitych humorach.
–– Przynajmniej się do ciebie odzywa –– powiedziałem krzywiąc się, a Remus spojrzał na mnie swoim tatusiowym wzrokiem.
–– Syriuszu… –– zaczął, ale machnąłem ręką, nie chcąc słuchać rad przyjaciela, które codziennie wyglądały tak samo.
–– Trzymajcie się, przyjaciele! –– Uśmiechnąłem się od ucha do ucha i w mgnieniu oka teleportowałem się w okolicach naszego domu. Wszedłem do środka i mimo później godziny, światła w domu były zapalone, a w salonie, siedziała Dorcas wraz z Emmeliną, Willem i… Rose Wax.
–– No proszę, kogo w końcu tu przywiało –– zaczęła blondynka uśmiechając się ironicznie w moją stronę. Odpowiedziałem jej takim samym uśmiechem, by po chwili uściskać ją przyjaźnie. Kto by przypuszczał, że tak bardzo polubię tą kobietę?
–– Widzę, że świętujecie –– zagadnąłem, spoglądając na pustą butelkę Ognistej, stojącą na stole.
–– Gdybyś był, widziałbyś o tym. –– Po raz pierwszy od trzech dni, Dorcas się do mnie odezwała, jednak nie patrzyła na mnie.
–– Wiedziałbym, gdybyś ze mną rozmawiała. –– Odbiłem pałeczkę licząc z jej strony na małą konfrontację. Domyślałem się, że jest podpita, dlatego chciała mi wbić szpilę. Kochałem ją za to i nienawidziłem.
–– Rozmawiałabym z tobą, gdybyś nie był takim dupkiem. –– Wstała i spojrzała mi prosto w oczy. –– Będę pracowała jako asystentka szefa  Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Lepiej, żebyś mi pogratulował –– powiedziała na jednym wydechu, a ja zaśmiałem się szczerze i głośno.
–– Przecież nie otrzymaliśmy jeszcze wyników Owutemów, co oznacza, że musiałaś być na rozmowie i zrobić na nich piorunujące wrażenie. Wcale się nie dziwie, że cię przyjęli. Jesteś najlepsza, złotko. –– Uśmiechnąłem się do dziewczyny i położyłem dłoń na jej policzku. –– Wybaczysz mi?
–– Nienawidzę cię –– odpowiedziała i przybliżyła swoje usta do moich.
–– Też cię kocham –– szepnąłem w jej rozchylone wargi, by po chwili wpić się zachłannie w jej usta.
Minęło tylko parę dni? Czułem się, jakby minął miesiąc. Czułem, że bez niej jestem sam. Bo ona jest moim domem.

Od Autorki: Kochani, jest już 30 za nami! Dziękuję za wszystkie miłe komentarze i przyznam szczerze, że gdyby nie one to zbierałabym się i zbierała do napisania tego rozdziału… Powiem wam szczerze, że sielanka, która teraz trwa… ach, szkoda będzie mi ją przerwać i jestem mega ciekawa, jak zareagujecie na dalszą historię –– a przede wszystkim na część trzecią tej opowieści! No nic, uciekam i do zobaczenia niebawem

2018/05/14

Rozdział 28 „Wszystko przed nami"

5 komentarzy:
SYRIUSZ

Czekałem. Regulus milczał, a ja wpatrywałem się w brata, mając ochotę go uderzyć. Resztką silnej woli powstrzymywałem się, by nie zadać mu ciosu.
–– Nie mam całego dnia, gadaj albo wypieprzaj –– warknąłem wskazując na drzwi.
–– Chciałem ci pomóc, ale nie mogłem –– powiedział tonem wypranym z jakichkolwiek emocji, a ja prychnąłem głośno.
–– Jeśli to wszystko co masz mi do powiedzenia…
–– Kurwa, przestań myśleć tylko o sobie Syriuszu. Nie jesteś pępkiem świata –– warknął, a moja ręką automatycznie zacisnęła się w pięść, gotowa do uderzenia. –– Bellatrix ma przebłyski zdarzeń, w których zginęła wasza przyjaciółka. Jej umysł jest tak mocno scalony ze złem, że potrafi w jakiś sposób pokonywać bariery zaklęcia zapomnienia, a to oznacza, że przestaje mi ufać. Jeżeli ona będzie mnie podejrzewać, to tylko kwestia czasu, kiedy zaczną robić to inni. Rozumiesz? Powiążą mnie z Dorcas, a potem z resztą z was –– wyjaśniał. Kalkulowałem każde słowo, zastanawiając się czy czarnowłosy mówi prawdę.
–– Dlaczego nie odejdziesz? –– zapytałem siląc się na neutralny ton, jednak dało się w nim wyczuć nutkę współczucia.
–– Śmierciożerca do końca życia pozostaje śmierciożercą, czy tego chce czy nie. To nie wakat, z którego od tak można zrezygnować, bracie –– powiedział z irytacją. Westchnąłem głośno i odchyliłem głowę do tyłu patrząc na sufit.
–– Po co tak naprawdę przeszedłeś, Regulusie? –– zapytałem ponownie spoglądając na mężczyznę.
–– Lada chwila koniec szkoły, co oznacza większe niebezpieczeństwo. Musicie być czujni. I za wszelką cenę masz strzec Dorcas, zrozumiałeś? –– Wpatrywaliśmy się w siebie przez chwilę nie odzywając się. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że mój brat kocha moją dziewczynę, jednak ufałem jej i wiedziałem, że Meadowes wybrała mnie.
–– Nie musisz mi tego mówić –– odpowiedziałem w końcu, a młodszy Black pokiwał głową ze zrozumieniem.
–– Uważaj na siebie –– rzekł na odchodne i albo mi się wydawało, albo na jego twarzy dostrzegłem lekki uśmiech.
Świat czarodziejów naprawdę wariował.
Tego samego dnia wyszedłem ze skrzydła szpitalnego, czując się jak nowonarodzony. Od razu skierowałem się do Pokoju Wspólnego Gryfonów, by odnaleźć przyjaciół. Gdy wszedłem do środka, zauważyłem ich przed kominkiem. Nad grupką zebranych stał sam James Potter gestykulując zawzięcie i coś tłumacząc. Uniosłem rozbawiony brwi i niepostrzeżenie pojawiłem się  przy nim.
–– Pamiętajcie, ten mecz to nasze być albo nie być. Jeśli nie zdobędziemy Pucharu… –– mówił nawet mnie nie dostrzegając.
–– Jakim prawem obierasz taki scenariusz, przyjacielu? Do reszty ci odbiło? –– zapytałem zwracając na siebie uwagę. Potter warknął na mnie w odpowiedzi, a Dorcas widząc mnie momentalnie wstała i rzuciła się na mnie wpijając się zachłannie w moje usta. Całowałem ją z namiętnością i niepohamowaną radością. Była w końcu moim oczkiem w głowie.
–– James chce nas wykończyć. Musisz wkroczyć –– powiedziała mi, a ja objąłem ją jedną ręką w talii. Spojrzałem na mojego najlepszego przyjaciela i uśmiechnąłem się od ucha do ucha.
–– Czego się tak szczerzysz, Łapo? –– Okularnik uniósł brwi do góry czekając na mój ruch.
–– No nie wiem Rogasiu. Może szukam zgrabnych epitetów, by skomentować twoje wariackie zachowanie? –– odparłem słodko wywołują salwę śmiechu wśród zgromadzonych. James  podszedł do mnie uśmiechając się kpiąco, a ja czekałem na małą konfrontację z jego strony.
–– Dość! –– krzyknął ktoś, a my odwróciliśmy się słysząc poważny ton naszego przyjaciela. –– Mamy inne problemy –– dodał Remus i usiadł na kanapie. Zmarszczyłem skonsternowany brwi i kątem oka spojrzałem na Dorcas. –– Nie mogę znaleźć mojego podręcznika do Obrony przed Czarną Magią!
Podręcznik zniknął? Odnalazłem wzrokiem Angusa, by później ponownie spojrzeć na Jamesa i Remusa.
–– Wybacz kochanie, obowiązki wzywają. Spotkamy się później –– powiedziałem do brązowowłosej i ucałowałem ją w czoło.
–– Uważaj na siebie –– zironizowała, a mi automatycznie przypomniały się słowa Regulusa. Posłałem jej uśmiech, po czym razem z chłopakami udaliśmy się na poszukiwania wręcz niezbędnej książki naszego Luniaczka.

DORCAS

Ostatni miesiąc minął zdecydowanie za szybko. Wygraliśmy Puchar Quidditcha, co wiąże się z tym, że Potter nie mówił o niczym innym jak wygranej. Lily dostawała szału i za każdym razem James dostawał potężną reprymendę i przypomnienie, że nie Quidditch jest najważniejszy, tylko Owutemy, które zaczynały się już za dwa dni.
Siedziałam w bibliotece wraz z Syriuszem, Lily, Jamesem i Remusem. Po raz enty czytałam to samo zdanie z ogromnej księgi, którą Lily dobre dwie godziny temu przytachała ze sobą, twierdząc, że to na pewno może mi w zdaniu pierwszego egzaminu. Byłam wyczerpana, niewyspana i coraz bardziej martwiłam się egzaminami, które zaczynały się już po weekendzie. Była sobota, a ja zamiast siedzieć nad jeziorem i rozkoszować się pogodą, siedziałam w ciemnej bibliotece wertując książki. Mimo całego mojego narzekania motywacji miałam dużo. Moim marzeniem było zostać tak wspaniałą osobą jak mój tata, dlatego zganiłam się w myślach i powróciłam do czytania.
–– A może byśmy tak… zrobili sobie małą przerwę? –– szepnął do mnie Syriusz i dostrzegłam w jego oczach ten błysk.
–– Syriszu… –– zganiłam chłopaka, jednak momentalnie poczułam rozlewające się ciepło, gdy spojrzałam na jego usta.
–– Daj jej spokój, Black –– pogroziła Lily patrząc morderczym wzrokiem na mojego mężczyznę. –– Dorcas musi powtórzyć ten materiał, tak samo jak ty.
–– Och, Lilka. Wiesz, że nawet krótki wysiłek fizyczny wspomaga myślenie i przyswajanie wiedzy? –– powiedział dumne i przybił piątkę z Jamesem, na którego Lily spojrzała spod byka.
–– W takim razie przebiegnij się po Standardową księgę zaklęć, zostawiłam ją w dormitorium –– odpowiedziała rudowłosa, a ja zaśmiałam się cicho.
–– Zgoda, wygrałaś –– mruknął Syriusz, a gdy Evans wróciła do czytania, spojrzał na mnie i puścił mi oko. Kochałam go za to.
Nie minęło pięć minut, gdy do naszego stolika podbiegł nie kto inny jak Angus, a za nim zdyszana Marlena. Uniosłam rozbawiona brwi do góry patrząc na wściekłą minę Leny i przeszczęśliwą twarz Angusa.
–– Właśnie dostałem sowę, zaprosili mnie na kwalifikację z drużynie Zjednoczeni z Puddlemere, uwierzycie? JESTEM MISTRZEM! –– krzyknął i w mgnieniu oka dostał w głowę od swojej narzeczonej.
–– To jest biblioteka, idioto! Nie drzyj się –– syknęła patrząc karcącym spojrzeniem na Campbella, który wcale się nie przejął słowami Leny.
–– Jasna cholera, gratuluję stary! –– Syriusz wstał i przybił piątkę przyjacielowi. Widziałam jak mocno był z niego dumny, tym bardziej, że wszyscy wiedzieliśmy, jak mocno zależy Angusowi na dostaniu się do drużyny. James poszedł za  przykładem Blacka i również przybił piątkę z Angiem.
–– To biblioteka, a nie kółko wzajemnej adoracji! WYNOCHA! –– Usłyszeliśmy wrzask pani Pince i czym prędzej opuściliśmy pomieszczenie. Lily rzucała nam mordercze spojrzenia, jednak po chwili udało się Rogaczowi ją udobruchać tak, że zrobiła się cała czerwona na twarzy. Zaśmiałam się widząc minę przyjaciółki, która dała mi kuksańca w bok i mamrotała coś pod nosem. Uśmiechnęłam się szeroko parząc na przyjaciół i zdając sobie sprawę, że lada moment i wszyscy się rozstaniemy. Już nigdy nie wrócimy do Hogwartu. Dopiero teraz zacznie się prawdziwie życie, obowiązki i wyzwania, na które całkowicie nie byłam gotowa. Mimo to myśląc o przyszłości byłam gotowa, by stawić jej czoło. Miałam nadzieję, że już na zawsze będziemy razem.
–– To był nasz ostatni egzamin, jutro opuszczamy szkołę i już nigdy tutaj nie wrócimy, a wiecie co do oznacza? Oznacza to imprezę, na której nie był jeszcze nikt! –– krzyknął James, gdy wyszliśmy z ostatniego, pisemnego egzaminu z Transmutacji. Zdecydowanie był to najtrudniejszy egzamin i cieszyłam się, że mam go już za sobą. Teraz pozostawało mi tylko czekać na wyniki i modlić się, by wszystko zdać pomyślnie. Chciałam, by moja rodzina była ze mnie dumna.
Wieczorem wszyscy zgromadziliśmy się w Pokoju Wspólnym. Po raz ostatni spoglądałam na twarze, by zapamiętać je jak najlepiej. Miałam świadomość, że większość czarodziejów i czarownic mogę już nigdy nie zobaczyć, dlatego chłonęłam niczym gąbka ten widok.
–– Nigdy nie sądziłam, że to powiem, ale będzie mi ciebie brakować, Meadowes. –– Rose usiadła obok mnie, a w ręku trzymała szklankę z Ognistą Whisky, tak samo jak ja. Posłałam jej kpiący uśmiech i upiłam łyk trunku.
–– Też się tego nie spodziewałam, ale mnie również będzie ciebie brakować –– odpowiedziałam blondynce, po czym stuknęłyśmy się szklankami i wypiłyśmy zawartość do dna. Kątem oka dostrzegłam jak przez portret Grubej Damy przechodzi Emmelina wraz z moim bratem, trzymali się za ręce. Uniosłam pytająco brwi do góry spoglądając na Willa i podchodząc do owej dwójki.
–– Czy w końcu poszliście po rozum do głowy? –– zapytałam patrząc na nich.
–– Dorcas, mój rozum jest na swoim miejscu. Zadowala mnie jedynie to, że Will go odnalazł –– powiedziała mi Emma, a ja parsknęłam śmiechem przybijając jej piątkę. –– Będę za wami tęsknić –– dodała.
–– My za tobą też. Odwiedzaj nas często –– poprosiłam i uścisnęłam dziewczynę.
–– Nie bądź taka ckliwa, siostrzyczko. –– Zaśmiał się młodszy Meadowes, a ja dałam mu kuksańca w bok. Gnojek.
–– Zbliżcie się tutaj proszę! –– Usłyszałam słowa Syriusza i jak na zawołanie odwróciłam się w jego stronę, uważnie go obserwując. –– To nasz ostatni wieczór. Chciałem podziękować, każdemu z osobna, za wspólnie spędzony czas, za wszystkie dobre jak i złe chwile. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wszyscy się spotkamy i właśnie za to wypijmy zdrowie! Za nas! –– wypowiedział i uniósł szklankę do góry. Reszta Gryfonów poszła za jego przykładem i również uniosła szklanki z trunkiem, by zaraz potem je opróżnić.
–– Świetna przemowa, przyjacielu! –– Pochwalił James i złapał Syriusza w niedźwiedzi uścisk.
–– Nigdy o tobie nie zapomnimy, Syriuszu! –– krzyknęła jedna z piątoklasistek, stojąca wraz z innymi koleżankami w grupie. Były w piątkę i każda wpatrywała się jak urzeczona w mojego chłopaka. Momentalnie zjeżyłam się, gdy Black posłał dziewczyną swój firmowy uśmiech.
–– To impreza zamknięta, wypad! –– warknęła Marlena do młodszych Gryfonek, które fuknęły obrażone, jednak posłuchały McKinnon i udały się do swojego dormitorium. Spojrzałam na blondynkę z podziękowaniem, by potem przenieść wzrok na Syriusza, który wpatrywał się we mnie. Po chwili Black podszedł do mnie i uniósł mój podbródek do góry tak, bym patrzyła prosto w jego szare oczy.
–– Zamieszkajmy razem –– powiedział, a ja wybałuszyłam oczy. Nigdy bym się nie spodziewała, że Syriusz Black dorośnie do tak odważnej decyzji.
–– Jesteś tego pewny? –– zapytałam nie spuszczając z niego wzroku.
–– Nie, ale wiem jedno. Jesteś moją przyszłością, Dorcas –– wyszeptał mi do ucha, a ja uśmiechałam się jak dziecko. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a czarnowłosy objął mnie w pasie, jeszcze bardziej się do mnie przybliżając. Musnął delikatnie moje usta, prowokując mnie. Wplątałam swoje dłonie w jego włosy i subtelnie robiłam na jego głowie kółka. Mruknął zadowolony i poczułam jak jego język wdziera się w moje usta, powodując większą przyjemność. Nasze języki zatonęły we wspólnym tańcu, nie bacząc na to, że jesteśmy obserwowani z każdej strony.
–– Nigdy mnie nie zostawiaj –– poprosiłam odrywając się od chłopaka.
–– To ty nigdy nie zostawiaj mnie –– poprawił posyłając mi szelmowski uśmiech.
Kochałam go.
Kochałam i wiedziałam, że jest jedynym mężczyzną, z którym chcę spędzić resztę mojego życia.

Od Autorki: Witajcie kochani, kolejny rozdział za nami –– zdaję sobie sprawę, że nie dzieje się w nim za dużo, ale chciałam, by zakończenie Hogwartu właśnie takie było. Spokojne, skłaniające do refleksji. To ostatni rozdział, który dzieje się w szkole –– rzecz jasna, na pewno pojawią się wspomnienia, ale dziwnie się z tym czuję, trochę tak, jakby pewien etap został zamykany, ale właśnie chyba o to chodzi, o progres. W dalszej fabule wchodzimy do dorosłego życia bohaterów, co mogę obiecać? Będzie się działo, oj będzie.
Pozdrawiam i zapraszam do komentowania
Witaj nieznajomy... ;)
Jeśli już tu jesteś, zostaw proszę ślad po sobie.
Będzie mi niezmiernie miło wiedzieć, co sądzisz o mojej twórczości.
Pozdrawiam i zachęcam do czytania,
Adaline