Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magnus Wayne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magnus Wayne. Pokaż wszystkie posty

2019/05/15

Rozdział 51 „Czysta brudna prawda”

8 komentarzy:
Hope

Minął tydzień od świąt, a ja stałam na polanie w lesie Epping Forest obserwując Remusa i zastanawiałam się, jak wiele go kosztuje bycie tutaj. Lupin od samego początku wydawał mi się lekko wycofany, ale mimo to nie dało się przejść obok niego obojętnie. Nie dziwiłam się, że Tonks jest w niego tak mocno zapatrzona. Sama byłam ciekawa mężczyzny i miałam nadzieję, że spotkanie tutaj mu pomoże. Tupałam nogą niespokojnie, nie mogąc się doczekać, by zobaczyć Magnusa. Mężczyzna tak wiele dla mnie zrobił. On i jego wataha. Zawsze czułam się z nimi wyjątkowo i uwielbiałam pełnie, w których mogłam poczuć się wolna. Miałam ogromną nadzieję, że i Remus dziś tak się poczuje.
–– Niczym się nie przejmuj. –– Podeszłam do mężczyzny, kładąc mu dłoń na ramieniu. –– Poczujesz się wolny, od całego świata. To najpiękniejsze uczucie, jakie można przeżyć. Zaufaj mi –– powiedziałam, a Lupin uśmiechnął się w odpowiedzi.
–– Całe życie byłem potępiany z powodu mojego wilkołactwa –– przyznał szczerze. –– Jesteś pierwszą mi znaną osobą, która uważa to za coś dobrego. Zaskakujesz mnie.
–– Zawsze robię na przekór. –– Wzruszyłam ramionami, a mężczyzna parsknął śmiechem. –– Przemiana jest bolesna, ale potem…
–– Wszystko jest tego warte –– dokończył Magnus, wkraczając do rozmowy. W mgnieniu oka rzuciłam się w jego stronę i uścisnęłam go mocno. Wayne objął mnie i spojrzał swoim przenikającym wzrokiem. –– Moja mała wilczyco. Tęskniłem za tobą.
–– Magnusie, tak się cieszę, że cię widzę. –– Uśmiechnęłam się szczerze. –– Tym bardziej dzisiaj.
–– Przyjemność po mojej stronie. –– Puścił mi oko i zwrócił się do Remusa. –– Dobrze, że przyjąłeś naszą propozycję.
–– To się okaże –– stwierdził brązowowłosy, a ja wywróciłam oczami.
–– Jakby nie patrzeć, jesteś za mnie odpowiedzialny. Słyszałam twoją rozmowę z mamą oraz Syriuszem. –– Uniosłam rozbawiona brwi do góry, widząc minę mężczyzny. –– Hej, nie zrobiłam tego specjalnie! –– wytłumaczyłam się szybko. Lupin pokręcił głową i spojrzał w niebo.
–– Już czas –– przerwał nam Magnus.
Kiwnęłam głową, biorąc od niego fiolkę z eliksirem. Drugą podałam Remusowi, który myślał intensywnie, wpatrując się w napój, a chwilę później przechylił fiolkę i wypił ją jednym haustem. Poszliśmy z Magnusem za jego przykładem i poczułam, jak gorzki smak eliksiru rozgrzewa moje podniebienie. Spojrzałam na księżyc, czując w kościach pierwsze spazmy bólu. Zacisnęłam mocniej dłoń i kątem oka spojrzałam na brązowowłosego, który wyglądał nadzwyczaj spokojnie. Zaczęłam się o niego obawiać, jednak w tej samej chwili dostrzegłam na jego twarzy pierwsze oznaki walki. Zamknęłam oczy wdychając mroźne powietrze dzisiejszej nocy, by zaraz ponownie doznać coraz to większego bólu. Wiedziałam, że tak musiało być, a trwało to dosłownie kilka minut, gdy padłam na śnieg, wyciągając dłonie przed siebie. Zaczęły pojawiać się na nich pazury, a ja krzyknęłam i słyszałam również krzyki obu mężczyzn. Wzrok zaczął mi się wyostrzać, a dłonie oraz resztę ciała zaczęło pokrywać futro. Kilka chwil później pod skutkiem przemiany moje ciuchy zostały momentalnie rozerwane, a ja stałam w postaci wilka, wpatrując się w towarzyszy. Nie czekając długo, puściłam się biegiem w las, będąc całkowicie wolna. Wyczułam, że mężczyźni biegną za mną, ale to była właśnie ta chwila, w której mogłam wszystko. Chwila, dla której warto cierpieć katusze, by móc przemienić się w wilkołaka. Chwila, w której myślisz, że wszystko ci się uda i że nic nie jest w stanie cię pokonać.
Wolność.
Stanęłam raptownie nad przepaścią, z której był widok na  jezioro. Wpatrywałam się w taflę wody, dostrzegając jak światło księżyca oświetla okolicę. Odwróciłam łeb w stronę Remusa, którego oczy nie mogły się oderwać od srebrzystej kuli. Gdy dostrzegłam w jego oczach tą determinację, uśmiechnęłam się w myślach sama do siebie. Chciałam mu pomóc i chciałam, by przestał postrzegać siebie jako wyrzutka. Był wyjątkowy i właśnie w ten sposób powinien na to patrzeć.
Wróciliśmy nad ranem. Magnus się z nami pożegnał, obiecując, że wkrótce zobaczę się z resztą watahy, a Lupin wyglądał na szczęśliwego. Niespodziewanie, gdy stanęliśmy pod samymi drzwiami przy Grimmauld Place 12, mężczyzna objął mnie i podziękował. Było to dla mnie najlepszym sposobem, bym wiedziała, że właśnie tego potrzebował. Marzyłam o tym, by pójść spać, w tym samym momencie, co przekroczyłam próg domu. Zdziwiłam się wielce, gdy wchodząc do kuchni wszyscy jedli śniadanie. Zmrużyłam oczy widząc, że mama siedzi zamyślona, wyjątkowo daleko od Syriusza, który również nie jest w humorze. Kątem oka spojrzałam dyskretnie na Harry’ego, który tylko wzruszył ramionami. Pokręciłam głową zażenowana zachowaniem obojga i chrząknęłam, dając do zrozumienia, że wróciłam.
–– Dobrze, że jesteś. Musisz się spakować. –– Mama uśmiechnęła się do mnie lekko, a ja westchnęłam zirytowana.
–– Musimy wracać dzisiaj? –– Upewniłam się, siadając przy stole.
–– Jutro masz zajęcia. –– Brązowowłosa uniosła rozbawiona brwi do góry. –– Orientuj się. –– Spojrzałam na nią spod byka, ale kobieta dzielnie wytrzymała mój wzrok.
–– Jesteś niemożliwa.
–– Hope…
–– Tak, wiem. Przepraszam. –– Puściłam jej oko, a rodzicielka pokręciła głową zdegustowana. Czasem nie potrafiłam powstrzymać się przed komentarzem. Zmieniłam temat i opowiedziałam reszcie o dzisiejszej pełni, chwaląc przy okazji Remusa, który również wypowiedział się pochlebnie na ten temat.
Po śniadaniu poszłam się spakować i nie miałam pojęcia, za co się wziąć. Wiedziałam, że mama mi nie pomoże, a sama nie mogłam jeszcze używać magii, co było najbardziej dołujące w tej sytuacji. Nagle usłyszałam dźwięk pukania do pokoju i wstałam szybko z łóżka, udając, że pośpiesznie się pakuję. Do pomieszczenia wszedł Syriusz, patrząc na mnie rozbawiony. Machnął różdżką, a moje rzeczy w ekspresowym tempie zaczęły lądować w kufrze. Uśmiechnęłam się uradowana i podeszłam do mężczyzny, z którym ostatnio naprawdę spędzałam dużo czasu. W wielu aspektach dostrzegałam, jak bardzo podobni jesteśmy i mimo że w pewnych sprawach nadal czułam się trochę niekomfortowo, to starłam się, by nasza relacja powoli się zacieśniała.
–– Dziękuję! –– zawołałam uradowana.
–– Tylko nie mów mamie –– ostrzegł i uśmiechnął się pod nosem. –– Ostatnio wyjątkowo moje działania nie są jej w smak.
–– A ma powód? –– zapytałam.
–– Niestety tak.
–– W takim razie udobruchaj ją jakoś –– zaproponowałam. Czarnowłosy parsknął i wyciągnął ręce w moją stronę. Nie myśląc długo, przytuliłam się do niego, żałując, że nie mogę spędzić z nim więcej czasu. –– Żałuję, że muszę wyjechać –– powiedziałam szczerze.
–– Ja też –– odpowiedział. –– Hope, poznanie ciebie było jedną z lepszych rzeczy w moim życiu –– wyznał. –– Chcę, żebyś wiedziała, że zawsze możesz na mnie polegać. Jestem tu dla ciebie. –– Przycisnął mnie mocniej do siebie, a ja poczułam w kącikach oczu łzy. Wzruszyłam się, choć nie należałam do osób nazbyt emocjonalnych.
–– Hope, już pora… –– Do sypialni weszła mama, a ja oderwałam się powoli od czarnowłosego, skrawkiem bluzki wycierając pojedyncze łzy. Mama utkwiła przez chwilę wzrok w Syriuszu, a ja dostrzegłam, jak wiele ma do niego niewypowiedzianych słów. Chciałabym, żeby się dogadali i wyjaśnili swoje sprawy, bo bądź co bądź, na pierwszy rzut oka widać, że coś ich łączy, mimo że sami nie są do końca pewni swojego uczucia.
–– Będę za wami tęsknić –– oznajmiałam obojgu. –– Gdy zobaczymy się po raz kolejny, macie już ze sobą rozmawiać, zgoda? –– Syriusz spojrzał w stronę mamy, a ona pokiwała lekko głową.
–– Nie martw się. Jesteśmy dorośli –– odpowiedziała, a ja wywróciłam oczami.
–– Co wcale nie oznacza, że mądrzejsi –– odparowałam, ale gdy dostrzegłam wzrok rodzicielki, podbiegłam do niej i pocałowałam ją w policzek. –– Zbierajmy się, zanim całkowicie wyprowadzę cię z równowagi.

*

Dorcas wyszła wraz z resztą odprowadzić dzieciaki na King’s Cross, a ja zbierałem siły, by porozmawiać z Hestią, a następnie z Dorcas. Musiałem to zrobić, ale wewnętrznie byłem spięty. Dużo myślałem o tym, co jest dla mnie ważne i co tak naprawdę czuje. Rozmyślałem o Hestii oraz tym, jak wiele dla mnie zrobiła. Było nam ze sobą dobrze, naprawdę dobrze. Pojawienie się Meadowes zburzyło to co było między nami, tworząc barierę, która runęła. Runęła i to w sposób najgorszy z możliwych. Nie chciałem, by tak sprawy się potoczyły, ale stało się i teraz musiałem zebrać swoje żniwo. Przed wyjściem poprosiłem brązowowłosą, by wróciła jeszcze dzisiaj, do mnie, ale nie otrzymałem odpowiedzi. Nie byłem pewny, czy wróci.
W domu wyjątkowo byłem sam i nawet Weasley’ów  w nim nie było. Artur czuł się już lepiej i wrócił do pracy, a Molly poszła z resztą na dworzec. Modliłem się tylko o to, by Harry i Hope nie wpadli w jakieś kłopoty. Oboje mieli do tego talent.
Wszedłem do kuchni i nastawiłem wodę na herbatę, której nigdy nie pije. Stwierdziłem, że tym razem nie sięgnę po alkohol, bo trudniej będzie mi rozmawiać się z Hestią. Chociaż sam już nie wiem, może byłoby to lepsze rozwiązanie?
Nie zdążyłem usiąść na krześle, a w drzwiach pojawiła się blondwłosa. Spojrzałem na nią przepraszającym wzrokiem, ale minę miała twardą, nie pokazywała emocji. Zawsze taka była.
–– Przykro mi –– zacząłem. –– Wiem, że przeprosiny na niewiele się zdadzą, ale przepraszam. Szczerze –– powiedziałem, a kobieta dalej stała z zaciętą miną.
–– Masz rację, na niewiele się zdadzą –– odpowiedziała, a ja poczułem ukłucie w sercu. –– Zachowałeś się jak prawdziwy cham numer jeden –– dodała, mrużąc oczy. –– Myślałam, że coś więcej dla ciebie znaczę.
–– Bo znaczysz –– zaprzeczyłem.
–– Jak widać za mało –– przerwała. –– Gdy się poznaliśmy, byłeś wrakiem człowieka, Syriuszu –– mówiła. –– Czułam wewnętrzną potrzebę, by ci pomóc, byś znów mógł być szczęśliwy. Przez chwilę nawet myślałam, że to mi się udało. Nie chciałam z tobą być, a mimo to los zaprowadził nas na wspólną ścieżkę. Mijał czas, a zaczęło zależeć mi na tobie coraz bardziej. Starałam się, walczyłam o ciebie. –– Zamknęła na moment oczy. –– Potraktowałeś mnie okropnie. Nigdy się tak nie czułam.
–– Jestem osobą, która rani najbardziej swoich bliskich –– przyznałem szczerzę. –– Mimo, że tego nie chcę. Ponownie pojawienie się Dorcas przewróciło moje życie do góry nogami. Powinienem ci o tym powiedzieć.
–– Powinieneś, ale nie zrobiłeś tego.
–– Bałem się.
–– Czego?
–– Bałem się, że mi nie wybaczysz. –– Spojrzałem w oczy kobiety, które po raz pierwszy w czasie rozmowy zaszkliły się łzami. –– Zależy mi na tobie i to się nie zmieniło, ale…
–– Ale mnie nie kochasz –– dopowiedziała, nie hamując już łez. Wstałem i podszedłem do kobiety. Mimo jej protestów, przytuliłem ją mocno do siebie, pozwalając, by wyrzuciła wszystkie swoje emocje względem mojej osoby. Płakała kilka minut, żegnając się ze mną. Otarła łzy i stanęła przede mną, będąc twardą i stanowczą. Zawsze mi tym imponowała.
–– Nie chcę, byś przeze mnie odchodziła z Zakonu Feniksa.
–– Nie pochlebiaj tak sobie –– odparła, a ja uśmiechnąłem się pod nosem. –– Nie będzie to łatwe, ale poradzę sobie. No i nie myśl sobie, że zaakceptuję Elenę, Dorcas, czy już jak jej tam –– zaznaczyła. –– Chciałabym, żeby ktoś mnie kiedyś tak pokochał, jak ty kochasz ją.
–– Jestem pewny, że tak będzie.
–– Zobaczymy. –– Rozmawialiśmy długo, o naprawdę wielu rzeczach, nawet o Dorcas. Jones wypytywała o nasz wcześniejszy związek, mimo że nie było to dla niej łatwe. Gdy kobieta wyszła, westchnąłem głośno, zadowolony z rozmowy jaką przeprowadziliśmy. W tym momencie czułem się naprawdę dojrzały. Zbliżał się wieczór, a Molly wraz z Emmeliną wróciły do domu. Molly, co do niej podobne, krzątała się po kuchni przygotowując kolację, a Emma weszła do salonu, w którym urzędowałem, zastanawiając się nad tym, jak poprowadzić rozmowę z Meadowes i dalej widzę swoje życie. Poszukiwany numer jeden, Syriusz Black.
–– Nabroiłeś. –– Vance usiadła obok mnie, a w dłoni trzymała kufle z piwem. Uśmiechnąłem się do niej, kiwając głową, po czym wziąłem szklankę i upiłem sporego łyka.
–– Nie da się ukryć –– odpowiedziałem. –– Rozmawiałaś z nią?
–– Trochę –– przyznała. –– Jest zmieszana. Czuje się winna i nie chciała ranić Hestii. Jeśli zapytasz mnie co o tym sądzę, to lepiej teraz niż później. –– Spojrzałem z politowaniem na brązowowłosą, ponieważ od zawsze nie lubiła Jones. –– Głupio wyszło, ale chyba najwyższa pora, co?
–– Nikt nie potrafi podnieść na duchu tak, jak ty to robisz –– zauważyłem, a kobieta dała mi kuksańca w bok. –– Dorcas ma dziś przyjść?
–– Taką mam nadzieję.
–– Przyjdzie –– zapewniła mnie. –– Myślę, że…  –– Nagle do salonu wpadł zdyszany Kingsley, a za nim Tonks. Wstałem raptownie, widząc jego minę i dostrzegłem, że Tonks również jest zdenerwowana. Przestraszona.
–– Porwali Elenę –– powiedział Shacklebolt. –– Wyszła z Ministerstwa po południu i ślad po niej zaginął.
–– Byliśmy w jej mieszkaniu –– dodała Tonks. –– Księga zniknęła, a mieszkanie jest prawie doszczętnie zniszczone.
–– Kto…? –– wyszeptała Emma, a ja zacisnąłem dłoń w pięść.
–– Bellatrix. To musi być ona. –– Wpatrywałem się w Tonks, a jej zacięta mina mówiła wszystko. Musieliśmy działać szybko.
–– Dumbledore już wie? –– zapytałem, siląc się na spokojny ton.
–– Nigdzie nie idziesz –– przerwał Kingsley, a ja mocniej zacisnąłem pięść. –– Będziemy jej szukać. Musisz być w pogotowiu, Syriuszu.
–– Ma rację –– przyznała Nimfadora. –– Tutaj chodzi również o twoje bezpieczeństwo. Remus powinien niedługo się zjawić. Będziemy informować was na bieżąco. –– Spojrzałem na Emmeliną, a ona odpłaciła mi się przepraszającym wzrokiem. Warknąłem pod nosem, mierzwiąc włosy. Musiałem coś zrobić, cokolwiek.

*

Głowa bolała mnie niemiłosiernie i czułam jak zimno oplata moje ciało. Powoli otwierałam oczy, ale to co widziałam przed sobą, to mrok. Podniosłam głowę ku górze, dostrzegając małe okno, chronione przez kraty. Próbowałam lekko się podnieść, ale czułam ból w każdej kończynie mojego ciała. Zaczęłam się zastanawiać, jak tutaj trafiłam, ale nie mogłam skojarzyć na początku faktów. Lekko usiadłam do pozycji siedzącej, opierając się o zimny mur. Ręką przejechałam po gołej skórze ramion, próbując się rozgrzać. Bezskutecznie. Nie miałam przy sobie niczego, a cela, w której się znajdowałam, była pusta. Próbowałam wysilić wzrok i dostrzec cokolwiek w mroku, ale na marne. Oddychałam ciężko i starłam z czoła ślady zakrzepniętej krwi. Objęłam się mocniej ramionami, mając wrażenie, że zamarznę. 
Nie mam pojęcia ile czasu znajdowałam się w tej pozycji, ale musiało minąć parę godzin, ponieważ gdy usłyszałam dźwięki stukotu na schodach, zmieniłam pozycję, odczuwając ponownie promieniowania bólu. Do krat podeszła czarnowłosa kobieta, a ja wytężyłam wzrok, zdając sobie sprawę, że już się spotkałyśmy.
–– Gdybym wiedziała wcześniej, że żyjesz, szybko bym to zmieniła. –– Wpatrywała się we mnie, a ja poczułam wewnętrzną złość względem kobiety. –– Podobno straciłaś pamięć. –– Nadmieniła, trzymając w dłoniach cienki miecz.
–– Pieprz się –– odpowiedziałam, wbijając paznokcie w skórę dłoni.
–– Jesteś w moim domu, Meadowes i radzę ci zwracać się do mnie z należytym szacunkiem –– warknęła i schyliła się, tak, by być bliżej mnie. Skierowała ostrze w moją stronę. –– Gdy tylko otworzysz Księgę Zaklęć, zabiję cię i upewnię się, że mój nędzny kuzyn zobaczy twoje ciało. Martwe –– syknęła, po czym wstała, odwróciła się na pięcie i wyszła, zostawiając mnie samą. Warknęłam pod nosem, a w kącikach oczy poczułam łzy. Wiedziałam, że muszę się stąd wydostać, ale nie miałam żadnego pomysłu, jak mogę to zrobić. Byłam na siebie wściekła, że pozwoliłam na to, by mnie pojmano. Nadal nie mogłam dojść do spójnych wniosków, jak to wszystko się stało.
Wychodziłam z Ministerstwa Magii, gotowa na rozmowę z Syriuszem. Chciałam mu powiedzieć, że powinniśmy na razie przystopować i zobaczyć, jak dalsze wydarzenia na nas wpłyną. Nie byłam gotowa na to, by się z nim związać, tym bardziej, że z Hestią wyszło jak wyszło. Miałam absolutną pewność, że mi na nim zależy, ale nadal brakowało mi puzzli do tej układanki i wiedziałam, że póki ich nie złożę, nie będę do końca szczęśliwa. Miałam nadzieję, że Black to zrozumie.
Nagle usłyszałam trzask. Wstałam, mimo bólu i złapałam za kraty, przypatrując się przybyszowi. Widziałam tego skrzata parę razy i za każdym razem, miałam wrażenie, że coś chce mi powiedzieć, jednak nie może. Zdziwiłam się jego widokiem.
–– Dorcas Meadowes –– zaskrzeczał i podszedł bliżej krat. –– Stworek musi wypełnić ostatnią wolę pana Regulusa.

Od Autorki: Hej! Kochani, wiem, że na końcówkę rozdziału od dawna czekacie i mogę obiecać, że już w następnych wszystko będzie się wyjaśniać… Wróci nasza Dorcas :) Pozdrawiam ;*
            

2019/04/24

Rozdział 46„Najwyższa sprawiedliwość”

11 komentarzy:
Stresowałam się, bo nadszedł dzień mojego pierwszego procesu w Brytyjskim Ministerstwie Magii. Przygotowana, mijałam korytarzem Knota, Ministra Magii, który łypał na mnie złowrogo. Nie był zadowolony, że wysłali mnie z Nowego Jorku właśnie tutaj, jednak nie śmiał manifestować mojej pozycji i bądź co bądź musiał zgodzić się, bym brała udział w procesach. Moją prawą ręką była Amelia Bones, która okazała się niesamowicie pomocną i utalentowaną czarownicą z zasadami.
Ten dzień był ważny również dlatego, że sądzonym był świeżo złapany Rabastan Lestrange. Gdy mężczyzna wszedł na salę sądową, czułam się, jakbym zobaczyła brata bliźniaka czarnowłosego, którego spotkałam na cmentarzu. Lestrange wpatrywał się we mnie zajadle, a dementorzy krążyli wokoło sali, czekając na przyzwolenia.
Uciszyłam pomieszczenie, dostrzegając, że w pierwszym rzędzie siedzi Alastor Moody oraz Albus Dumbledore. Zaraz za nimi widziałam Kingsley’a i parę innych twarzy. Knot siedział blisko mojej strony, uśmiechając się sztucznie, a jego asystent, Percy Weasley notował zawzięcie słowa na pergaminie.
Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na czarnowłosego, pewna swojego celu.
–– Rabastan Lestrange… –– zaczęłam ozięble wpatrując się w winnego. –– Zostałeś oskarżony o zdradę Ministerstwa Magii oraz bycie zwolennikiem Voldemorta. –– Przez salę przeszły pomruki strachu oraz oburzenia, gdy wypowiedziałam imię Czarnego Pana.
–– Jak śmiesz… –– zaczął Lestrange, ale nie pozwoliłam mu skończyć.
–– Cisza –– warknęłam lodowato, czym zdziwiłam mężczyznę. –– Prawo głosu otrzymasz tylko i wyłącznie za moim pozwoleniem –– powiedziałam. Percy Weasley spojrzał na mnie zdziwiony, by za chwilę przenieść swój wzrok na Knota. Korneliusz Knot siedział niczym posąg i wpatrywał się we mnie z kamienną twarzą. Mimo to widziałam jak w środku się gotuje, by samemu przejąć inicjatywę nad procesem lub nie pozwolić, bym miała prawo głosu. –– Oskarżono cię również o torturowanie Alicji i Franka Longbottomów, co doprowadziło ich do szaleństwa. Czy przyznajesz się do popełnionych czynów? Czy jest coś o czym chciałbyś powiedzieć? –– Spoglądałam na czarnowłosego, który roześmiał się niczym osoba, która postradała rozum.
–– Myślisz, że powiem wam cokolwiek o moim Panie lub jego zwolennikach…?
–– Nie potrzebuję tych informacji –– wtrąciłam, wywołując zdziwienie oskarżonego jak i obserwatorów procesu.
–– Wiem kim jesteś i wiem, że powinnaś umrzeć, tak jak twoja rodzina. Chciałbym, żebyś widziała ten pusty wzrok, gdy zabijałem twojego ojca. –– Uśmiechnął się od ucha do ucha, a ja zacisnęłam dłoń w pięść, nie pozwalając, by emocje wzięły nade mną górę.
–– Przyznajesz się, że brałeś udział w śmierci rodziny Meadowes oraz Colina Meadowes, Szefa Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów? –– Upewniłam się, czując jak paznokcie wbijają mi się w skórę.
–– Znasz odpowiedź. To czeka również i ciebie.
–– Rabastanie Lestrange, skazuje cię…
–– Na dożywocie w Azkabanie? –– Zaśmiał się. –– Już nie mogę się doczekać.
–– Skazuje cię na karę śmierci –– powiedziałam, a na sali wybuchła wrzawa. –– Zostaniesz przeniesiony do Nowego Jorku, gdzie egzekutor zabierze cię do Sali Straceń –– dodałam i poczułam satysfakcję, gdy Rabastan wpatrywał się we mnie, niedowierzając. Zdawałam sobie sprawę, że wyrok śmierci jest ostatecznością, jednakże w tym przypadku nie potrafiłam podjąć innej decyzji. Lestrange jest zagrożeniem dla całego świata czarodziejów i nie mogę pozwolić, by ponownie uciekł organom sprawiedliwości. –– Zamykam posiedzenie. –– Uderzyłam młotkiem, po czym wstałam i wyszłam z sali sądowej, słysząc krzyki czarnowłosego.
Do małego gabinetu weszła za mną Amelia Bones. Opierałam się dłońmi i kant biurka, a oczy miałam zamknięte. Chłodno kalkulowałam dzisiejsze posunięcie i zastanawiałam się, jak reszta urzędników przyjmie tą decyzję.
–– Eleno, to było odważne posunięcie. –– Kobieta podeszła do mnie i położyła dłoń na moim ramieniu. –– Jego wyrok jest zgodny z czynami, których się dopuścił.
–– Dziękuję, Amelio. –– Spojrzałam na brązowowłosą, która uśmiechnęła się lekko, dodając mi otuchy. –– Muszę się przewietrzyć. –– Kobieta przytaknęła, a ja wyszłam z pomieszczenia, kierując się na zewnątrz. W głębi serca cieszyłam się, że nikt ze znajomych twarzy nie czekał na mnie, ponieważ wiedziałam, że moja decyzja była sprzeczna z prawem do życia. Mimo to postawiłam wszystko na jedną kartę.
Odetchnęłam, gdy poczułam na twarzy zew świeżego powietrza. Przez kilkanaście minut błąkałam się bez celu, by w końcu udać się na ulicę Pokątną i trafić do pobliskiego pubu. Szyld ukazywał beczkę, a wyryta nazwa brzmiała Skaczący Garnek. Uniosłam brwi rozbawiona, zastanawiając się kto nadał nazwał tak lokal. Przyglądałam mu się chwilę, po czym weszłam do środka, momentalnie się ogrzewając. Lokal urządzony był przytulnie. Brązy i drewno dominowały w wystroju, a plakaty, na których widać było poruszających się czarodziejów, dodawały uroku. W pubie znajdowało się sporo ludzi. Dostrzegłam, że zrobiłam małe zamieszanie swoim wtargnięciem, jednak nie zwracałam na to uwagi. Wiedziałam, że gdzie się pojawię, czarodzieje i czarownice nie przechodzą obok mnie obojętnie. Podeszłam do lady, a barman od razu zwrócił się do mnie.
–– Czego panienka sobie życzy? –– zapytał, a ja zbagatelizowałam słowo „panienka’.
–– Piwo beczkowe, proszę –– odpowiedziałam. Barman wyjął kufel spod lady i podszedł do nalewaka. Gdy kufel wypełnił bursztynowy trunek, podał mi go i przyjął zapłatę. Mrugnął do mnie porozumiewawczo, a ja niepostrzeżenie wywróciłam oczami. Upiłam łyk chmielowego trunku, czując przyjemność i kątem oka spojrzałam na czarodziejów, siedzących w kącie i dyskutujących o czymś zawzięcie. Prawie się zakrztusiłam, gdy rozpoznałam ich obu.
Wzięłam kufel i podeszłam do stołu, przerywając wymianę zdań między mężczyznami. Odwrócili się w moją stronę, gdy dostrzegli, że nie są sami i oboje spojrzeli na mnie zdziwieni.
–– Eleno, co ty tutaj robisz? –– Remus wpatrywał się we mnie zaskoczony i odsunął krzesło, bym mogła się dosiąść. –– Myślałem, że dziś proces…
–– Proces się już zakończył –– wtrąciłam. –– Nie spodziewałam się spotkać tu ciebie, Magnusie Wayne. –– Uśmiechnęłam się do czarnowłosego czarodzieja, który pokręcił głową, uśmiechając się pod nosem.
–– Elena Carter. Cóż za miła niespodzianka. –– Rozłożył ręce, a ja uścisnęłam mężczyznę i usiadłam na krześle, które chwilę wcześniej odsunął mi Lupin.
–– Skąd się znacie? –– Remus upił łyk swojego piwa i spoglądał to na mnie, to na czarnowłosego.
–– Zawdzięczam jej życie. –– Magnus wskazał na mnie, uśmiechając się i puszczając mi oko. –– Elenie, a także jej córce, Hope. Powiedz mi, jak ma się moja mała wilczyca?
–– Och, rośnie jak na drożdżach i robi się coraz bardziej arogancka… –– Wywróciłam oczami, a czarnowłosy parsknął śmiechem. –– Ma już szesnaście lat i stale wpada w kłopoty…
–– Niczym jej rodzicielka… –– wtrącił. Dałam mu kuksańca w bok i zwróciłam się do Remusa. –– Wybacz Remusie, że wam przerwałam. Ja i Magnus znamy się od lat –– wytłumaczyłam. –– Magnus oraz jego wataha bardzo pomogli mojej córce. Jest wilkołakiem –– powiedziałam, a brązowowłosy spojrzał na mnie, przekręcając głowę. –– Mało osób o tym wie, tak jak o tym, że mam córkę… To zbyt niebezpieczne, ale nie mogę się doczekać, gdy ją poznasz. Wydaje mi się, że się dogadacie. –– Uśmiechnęłam się do mężczyzny, którego musiałam naprawdę zszokować.
–– Hope jest w Hogwarcie, jak ona sobie radzi?
–– Dumbledore jej pomaga. Poza tym Wywar Tojadowy zapobiega przemianą, tym, nad którymi nie panuje.
–– Tym….?
–– Remusie, moja córka może przemienić się w wilkołaka, kiedy chce –– dodałam przyciszonym głosem. –– Wywar Tojadowy to jedno, ale pewien eliksir, który udało mi się odnaleźć i stworzyć… Pozwala na normalne życie. Chciałam o tym z tobą porozmawiać, gdy będziesz gotowy.
–– Ja będę gotowy…? Magnusie…
–– Spokojnie, Lupin. Elena pomogła i mi, sam wiesz, że moja wataha jest potężna i nie dziwie się, że przyszedłeś do mnie po pomoc w walce z Sam-Wiesz-Kim. Prawdę mówiąc, chciałem ci odmówić i nie brać udziału w tej wojnie. My, wilkołaki z amerykańskiego kontynentu, również wiele wycierpieliśmy, ale jeżeli Elena jest po waszej stronie… –– Ukłonił lekko brodę w moją stronę. –– Możecie na nas liczyć. Bądź co bądź, wilkołaki powinny trzymać się razem, a ja nie mogę się doczekać, gdy dorwę się do gardła Greybacka.
Pożegnaliśmy się z Magnusem, który nałożył na siebie kaptur i zniknął za rogiem. My udaliśmy się w przeciwną stronę, a ja dostrzegłam zamyślenie Lupina. Zdawałam sobie sprawę, że to dużo informacji jak na jeden raz, ale chciałam być z nim szczera, do samego końca. Remus wzbudzał we mnie ogromne zaufanie, którego nie obdarzyłam jeszcze nikogo z nowopoznanych mi osób.
–– Remusie, jest jeszcze coś… –– Westchnęłam, bawiąc się końcówkami włosów.
–– Eleno, daj mi tylko coś powiedzieć… –– przerwał, a ja kiwnęłam głową na znak zgody. –– Wiedziałem, że gdy ponownie pojawisz się w naszym życiu, wiele się zmieni. Byłem pod wrażeniem tego, jakie postępy poczyniłaś, bo nie pamiętasz, ale byłaś bardzo emocjonalną osobą. Wrażliwą, którą każdy może skrzywdzić. Poznając cię teraz, uważam, że tak naprawdę nic lepszego nie mogło ci się trafić. Stałaś się odważna, stanowcza i rozważna i prawdę mówiąc, jesteś pierwszą osobą, której temat wilkołactwa jest tak bliski. Chciałem ci tylko podziękować, za wszystko. Cieszę się, że jesteś i mimo twojej utraty pamięci czuję, że tak naprawdę bardzo dobrze się znamy. Jesteśmy przyjaciółmi. –– Skończył, a ja poczułam ogromne pokłady wzruszenia, które opanowały moje ciało. Nie zastanawiając się długo, przytuliłam brązowowłosego, który nie pozostał mi dłużny. Czułam się szczęśliwa wiedząc, że mam tutaj osoby, na których mogę polegać.
–– Remusie, twoje słowa naprawdę mnie wzruszyły i to ja dziękuję, że dajecie mi drugą szansę, mimo że jest to o wiele trudniejsze dla was niż dla mnie… Mam nadzieję, że was nie zawiodę. –– Ścisnęłam mocniej jego ramię, a mężczyzna posłał mi lekki uśmiech. –– Nie dziwię się, dlaczego Tonks cię lubi…
–– Tonks…? –– Dostrzegłam, jak Lupin lekko się czerwieni i dałam mu kuksańca w bok.
–– Zrób coś z tym… –– zachęciłam i puściłam mu oko.
–– Chciałaś mi coś powiedzieć… –– Zmienił temat, a ja zatrzymałam się, zbierając w sobie odwagę.
–– Tak, ja… Remusie, wydaje mi się, że…
–– Że?
–– Syriusz jest ojcem Hope, mojej córki.
–– Eleno… Chcesz się napić i o tym porozmawiać?
–– Jak cholera.

*

Siedzieliśmy przy stole zastanawiając się nad zniknięciem Remusa oraz Eleny. Oboje już dawno powinni tutaj być, a mimo dość później już godziny, nie było o nich słychać. Bębniłem niecierpliwie palcami o stół, popijając Ognistą Whiskey.
–– Mam nadzieję, że nic im się nie stało –– mruknęła Tonks, również biorąc do ust łyk trunku. –– Chociaż wiem, że oboje świetnie sobie poradzą.
–– Elena musi odreagować, nie codziennie skazuje się kogoś na śmierć… –– stwierdził Kingsley. –– Wiemy, że Lupin miał dziś spotkanie z alfą jednej z watah, a aby przekonać alfę, to nie lada sztuka, dlatego nie martwmy się na zapas.
–– Kingsley ma rację –– zgodziła się Emmelina. –– Oboje są dorośli, prawda? –– Nagle usłyszeliśmy dźwięk z przedpokoju, a Vance odłożyła swoją szklankę i skierowała się do wejścia. –– Na Merlina! –– krzyknęła. –– Remusie, Eleno… Jesteście pijani! –– Pokręciła głową i roześmiała się. –– Jak mogliście nie skontaktować się z nami? Martwiliśmy się –– powiedziała i lekko przytuliła dwójkę przybyszów.
–– Wybacz, Emmo –– wybąkał Lupin, a ja parsknąłem śmiechem, słysząc głos przyjaciela. Kto jak to, ale brązowowłosy rzadko pozwalał sobie na takie „zapomnienie”. W przeciwieństwie do mnie.
–– To moja wina. –– Broniła go Elena i dostrzegłem jej zaróżowiałe policzki. Zawsze gdy procenty krążyły w jej żyłach, dziewczyna robiła się tak urocza. Jedna z wielu cech, które naprawdę w niej kochałem. –– Potrzebowałam towarzystwa, a że spotkaliśmy się przez przypadek w pubie…
            –– Tak, w pubie –– zgodził się mężczyzna, a ja pokręciłem głową rozbawiony. Będę mu to wypominał tak długo, jak się da.  –– Magnus i jego wataha wspomogą nas. –– Rozłożył ręce uradowany, a ja klasnąłem w dłonie.
–– Remusie, to świetna wiadomość! –– pisnęła moja kuzynka, wpatrując się w Lupina. –– Wiedziałam, że ci się uda. –– Zarumieniła się lekko, a Lunatyk uśmiechnął się do niej i dostrzegłem, że nie jest to ten „zwykły” uśmiech, jest bardziej… emocjonalny. Uniosłem brwi do góry, zaintrygowany, gdy sam dostrzegłem, że oczy brązowowłosej kobiety skierowane są na mnie. Podjąłem „bitwę” spojrzeń, zaciekawiony. Od razu czułem, że są miedzy nami niewypowiedziane słowa, jednak miałem to głęboko gdzieś. Czas, który spędzałem z Meadowes, zawsze był ponad miarę i gdy brązowowłosa pojawiała się w zasięgu mojego wzroku, cały świat mógł się zatrzymać. Miałem wrażenie, że kobieta czyta ze mnie jak z otwartej księgi i zastanawiałem się, co tak naprawdę o mnie uważa. –– Podziękowania należą się przede wszystkim Elenie. –– Remus zwrócił się ku kobiecie, przerywając naszą wymianę spojrzeń. Może i dobrze, bo gdy dłużej na nią spoglądałem, wyobrażałem sobie naprawdę… zbereźne rzeczy, o zgrozo. Ta, zgrozo. –– Gdyby nie ona, nie udałoby się to. –– Wydaje mi się, że oboje coś ukrywają, ale nie miałem zamiaru dziś tego drążyć. Oboje wyglądali na szczęśliwych i to mi wystarczyło.
–– Gratulacje, dla was obojga. –– Kingsley podszedł do owej dwójki i jego wzrok dłużej zatrzymał się na brązowowłosej. –– Eleno, za to co się wydarzyło dziś w Ministerstwie, należą ci się podwójne gratulacje. Byłaś niezwykle opanowana i profesjonalna, co tylko oznacza, że twoja obecność naprawdę pomoże nam wygrać tą wojnę.
–– Wow, Kingsley, dziękuję –– mruknęła zszokowana wyznaniem. –– Po raz pierwszy w życiu… –– Zatrzymała się na moment. –– Czuję, że gdzieś należę, tak naprawdę należę. Dziękuję wam za to –– powiedziała i posłała nam uśmiech.
Wszyscy usiedli przy stole, nie odmawiając jeszcze alkoholu. Lupin dosiadł się do Tonks, rozmawiając z nią przyciszonym głosem i miałem nadzieję, że nie są to same głupoty. W końcu mój przyjaciel po procentach jest… może nie głupi, ale… wyluzowany, dzięki czemu nie zamartwia się tak jak zawsze.
–– Syriuszu… –– Usłyszałem i poczułem znajomy zapach kobiety, gdy przysiadła się po mojej prawej stronie. Upiłem kolejnego łyka, czując, że powoli Ognista również i mnie pochłania. –– Chciałabym z tobą porozmawiać. Sam na sam –– zaznaczyła, a ja uśmiechnąłem się znacząco.
–– Mówisz, jakby to była propozycja nie do odrzucenia. –– Puściłem jej oko, a kobieta wywróciła oczami i zaśmiała się.
–– A ty, jakby wcale ci się nie podobała. –– Uniosłem brwi do góry zaintrygowany, widząc, że brązowowłosa wcale się nie hamuje.
–– Masz mnie. –– Uśmiechnąłem się zadziornie. Kobieta założyła kosmyk włosów za ucho i lekko się do mnie przybliżyła. Gdyby w powietrzu mogły wytworzyć się iskry, jestem pewien, że właśnie by raziły nas swoim blaskiem. Jakim sposobem ma nade mną taką kontrolę?
–– To dla mnie ważne –– przyznała szczerze. –– Dziś nie jest najlepsza pora…
–– Dlaczego?
–– Jestem nietrzeźwa –– skomentowała, jakby była to zbrodnia. –– Nie rozmawia się wtedy na poważne tematy.
–– Właśnie wtedy wiele można się dowiedzieć –– zauważyłem, czując oddech kobiety na swojej twarzy. Domyśliłem się, że nie jestem jej obojętny, tak jak ona nie jest obojętna mi. Czy tego chcę, czy nie.
–– Prawo powinno wymyślić karę dla tych, którzy rozprzestrzeniają w tak skandaliczny sposób urok osobisty. –– Zaśmiałem się na słowa i lekko położyłem swoją dłoń na jej dłoni.
–– Urok osobisty to naturalna broń, moja droga. Byłbym wielce przejęty myśląc, że mogę ci się narazić… –– Brązowowłosa spojrzała na nasze dłonie, jednak nie zabrała swojej. Czułem jej ciepło oraz miękką skórę, która tak wiele razy koiła moje nerwy. Znajdowaliśmy się blisko siebie tak, że niemalże nasze głowy się stykały. Miałem cholerną ochotę ją pocałować.
Dźwięk otwieranych drzwi zbudził nas z emocjonalnego letargu i brązowowłosa momentalnie zabrała swoją dłoń i odsunęła się ode mnie na bezpieczną odległość. W futrynie drzwi stanęła Hestia, uśmiechając się promiennie.
–– Mam świetne wieści! –– krzyknęła uradowana. –– Nie spodziewałam się, że wszystkich was tu spotkam, ale może i lepiej. Dumbledore’owi udało się skrócić wyrok Sturgisa Podmore. Wraca do nas od razu po Nowym Roku –– powiedziała, a czarnoskóry odetchnął z ulgą.
–– Wiedziałem, że Dumbledore to załatwi. Podmore już wystarczająco czasu spędził w Azkabanie –– odpowiedział i posłał Hestii uśmiech.
Blondwłosa spojrzała na mnie i uśmiechnęła się promiennie. Chwilę później dosiadła się po mojej lewej stronie, a ja po raz pierwszy czułem się dziwnie, będąc między młotem a kowadłem. Kątem oka dostrzegłem, że Meadowes poruszyła się niecierpliwie na krześle i chwilę potem wstała, wygładzając swoją bluzkę.
–– Będę się już zbierać –– powiedziała, a ja chciałem ją zatrzymać. Jednak nie wykonałem żadnego ruchu. –– Miło było was zobaczyć. –– Odwróciła się, nie zaszczycając mnie spojrzeniem. Zagryzłem wargę, zbyt mocno, bo chwilę potem poczułem krew. Każda kończyna w moim ciele chciała mieć ją teraz przy sobie, ale obecność Hestii całkowicie wyperswadowywała mi ten pomysł z głowy. Jones jest moją podporą i gdyby nie ona, nie byłbym w tym miejscu co teraz. Zależy mi na niej. A Elena… Dorcas…
–– Odprowadzę cię –– zaproponował Kingsley, a ja ponownie poczułem nutkę zazdrości z powodu relacji, jaka łączy ową dwójkę.
–– Nie trzeba, naprawdę. –– Kobieta posłała mu uśmiech. –– Do zobaczenia. –– Pożegnała się i przez krótką chwilę jej wzrok wylądował na mnie. Widziałem w jej oczach tak wiele niedopowiedzianych rzeczy, że doskonale zdawałem sobie sprawę, że nasza „relacja” dopiero się zaczyna i to kwestia czasu, gdy oboje ją określimy.
Wbrew wszystkiemu musimy starać się być przyjaciółmi, prawda?
Przyjaciółmi…
Na Merlina.


Od Autorki: Hej, hej, hej! Kochani wybaczcie mi moją nieobecność! Nie chcę wam się tłumaczyć… ale po prostu potrzebowałam od wszystkiego „odetchnąć”, co nie oznacza, że znikam na zawsze. Nie ma takiej opcji! Obiecuję nadrobić u Was wszelkie zaległości, pewnie w weekend I dziękuję, że nadal tu jesteście! Pozdrawiam i do zobaczenia
Witaj nieznajomy... ;)
Jeśli już tu jesteś, zostaw proszę ślad po sobie.
Będzie mi niezmiernie miło wiedzieć, co sądzisz o mojej twórczości.
Pozdrawiam i zachęcam do czytania,
Adaline