Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andromeda Black. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andromeda Black. Pokaż wszystkie posty

2019/04/27

Rozdział 47 „Więcej niż słowa”

9 komentarzy:
            Spanikowałam.
Stale się zastanawiam, co takiego Syriusz Black ma w sobie, że moje reakcje i odczucia popadają z jednej skrajności w drugą? Nie myślę przy nim racjonalnie, nie zwracam na nikogo uwagi. Pochłania całą moją uwagę i jest przy tym tak nonszalancki, jakby przychodziło mu to z zerowym wysiłkiem. Gdyby nie pojawienie się Hestii, obawiałabym się, że ta rozmowa potoczyłaby się całkowicie inaczej.
Miałam wyrzuty sumienia z powodu blondwłosej, która na pierwszy rzut oka widać, że jest zakochana w Syriuszu po uszy. Z drugiej strony byłam po prostu o nią zazdrosna, tyle że tak naprawdę nie wiem czemu.
Wszystkie sprzeczne uczucia, które we mnie narastały, tak jak i wiedza o tym, że powinnam porozmawiać z Syriuszem na temat Hope… Skłoniło mnie do tego, że przez ostatnie dwa tygodnie nie pojawiłam się w siedzibie Zakonu Feniksa ani razu. Potrzebowałam przestrzeni, ale tak naprawdę obawiałam się. Nie jestem przekonana w stu procentach, czy jest to jego dziecko. Remus mi powiedział, że rozstaliśmy się i oboje próbowaliśmy pozostać przyjaciółmi, mimo że było to dla nas prawie niewykonalne. Nikomu nie powiedziałam nic na temat ciąży, nawet moim przyjaciołom.  Lupin uważa, że właśnie ta niewiedza jest w tym wszystkim najdziwniejsza i nie do końca sam to rozumie.
Ten wieczór spędzałam w swoim domu, rozmyślając o Hope, następnym procesie jak i Blacku. Leżałam na kanapie, czytając książkę, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Ostrożnie skierowałam się do korytarza i otworzyłam drzwi, trzymając różdżkę w pogotowiu. Wybałuszyłam oczy widząc gościa stojącego naprzeciwko.
–– Witaj, Eleno. Mogę wejść? –– zapytała Hestia, a ja pokiwałam lekko głową, wpuszczając ją do środka. Wzięłam głęboki wdech i zwróciłam się do blondwłosej.
–– Napijesz się czegoś? –– Uśmiechnęłam się lekko, wskazując miejsce przy stole.
–– Mocnej kawy, jeśli można –– odpowiedziała i usiadła na wyznaczonym miejscu. Udałam się do kuchni, nie mając zielonego pojęcia czego mogę się spodziewać. Kilka minut później wróciłam do stołu z dwoma kubkami kawy i postawiłam je po przeciwległych stronach.
–– Hestio, co cię do mnie sprowadza? –– zaczęłam i upiłam łyk czarnego napoju.
–– Syriusz, rzecz jasna –– wytłumaczyła, a ja poczułam lekki ucisk w żołądku.
–– Nie do końca rozumiem…
–– Eleno, proszę. Bądź co bądź, działamy po jednej stronie, dlatego chcę wiedzieć, czy jest coś o czym powinnam wiedzieć –– rzuciła prosto z mostu. Przegryzłam lekko wargę, jednocześnie pozostając rzeczowa.
–– Nie ma nic takiego –– powiedziałam, choć nie do końca była to prawda. –– Jesteśmy znajomymi i nic nas nie łączy –– dodałam i mimo że mówiłam prawdę, czułam się jakbym kłamała.
–– Bardzo go kocham –– wyznała, trzymając mocniej kubek. Od razu dostrzegłam, że kobieta ma nerwy ze stali. –– Mam wrażenie, że odkąd się pojawiłaś, Syriusz nie potrafi znaleźć sobie miejsca, oddala się ode mnie.
–– Hestio…
–– Odpuść, Eleno. –– Zmarszczyłam brwi. –– Nie będę ci więcej zabierać czasu. –– Wstała, skinęła głową i nim zdążyłam coś powiedzieć, blondynka zniknęła.
Prychnęłam zirytowana. Wizyta Jones była jedną z ostatnich rzeczy, jakich się spodziewałam. Tym bardziej nie wyobrażałam sobie, że może mnie sprawdzać. Współczułam jej, ale wydawało mi się, że na siłę próbuje wymazać uczucia Syriusza jak i moje. Z drugiej strony, czy ja nie postąpiłabym tak samo, kochając kogoś…?
Nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Wizyta Hestii wyprowadziła mnie z równowagi i poczułam nagłą chęć, by z kimś o tym porozmawiać. Przez wiele lat byłam zamknięta na innych ludzi i dopiero przeprowadzenie się tutaj, dało mi chęć do bliższych relacji, których jak się okazało, miałam tutaj sporo. Ubrałam się pospiesznie, zabierając do torebki najważniejsze rzeczy i postanowiłam udać się do Nimfadory Tonks.
Gdy zapukałam do drzwi przyjaciółki, czarnowłosa kobieta otworzyła je z rozmachem. Zaalarmowana spięłam się, zdając sobie sprawę, że jest ona oszałamiająco podobna do Bellatrix Lestrange, którą spotkałam na cmentarzu. Mierzyłam ją spojrzeniem, czując się nieswojo, jednak kobieta po chwili uśmiechnęła się lekko, zapraszając mnie do środka.
–– Nazywam się Andromeda Tonks –– przedstawiła się i wyciągnęła dłoń przed siebie. –– Ty musisz być Elena.
–– Tak, to ja. Wybacz, ale…
–– Pomyliłaś mnie z Bellatrix? –– Zrozumiała od razu. –– To moja siostra.
–– Mamo, kto przyszedł? –– krzyknęła Tonks z kuchni.
–– Twoja przyjaciółka. Będę się już zbierać, do zobaczenia. –– Pożegnała się, a ja skinęłam głową i posłałam jej lekki uśmiech.
–– Elena, miło cię widzieć! –– zawołała Tonks i podeszła do mnie, by mnie uściskać. –– Nie spodziewałam się, że mnie odwiedzisz.
–– Przepraszam za najście, pomyślałam, że… Potrzebuję babskiej rozmowy –– przyznałam szczerze, a brązowowłosa uśmiechnęła się zachęcająco.
–– Trafiłaś w sedno. Ja też tego potrzebuję.
Siedziałyśmy w salonie brązowowłosej rozmawiając o relacji mojej i Syriusza, jak i Tonks oraz Remusa. Przekonywałam kobietę, że Lupin naprawdę ją lubi, ale jest bardzo zamknięty w sobie z powodu wilkołactwa. Zwierzyłam się jej również, że moja córka również ma likantropię i próbuję przekonać Remusa, by dał sobie pomóc.
–– Słuchaj, prawdę mówiąc nigdy nie widziałam takiej chemii, która wręcz unosi się w powietrzu, gdy jesteście w jednym pomieszczeniu –– powiedziała Tonks, popijając piwo. –– Mimo to oboje się hamujecie, co też widać.
–– A dziwisz się? Byliśmy razem i to długo. Zerwaliśmy, ale z tego co się dowiedziałam, nadal się kochaliśmy. Syriusz myślał, że nie żyje, a teraz nagle pojawiłam się i… Nic nie pamiętam. Wiesz, nie czuje się komfortowo z tym wszystkim, ale prawdę mówiąc to on jest w najcięższej sytuacji, bo tu nie chodzi o mnie…
–– Punkt dla ciebie, że umiesz się do tego przyznać –– skomentowała. –– Tu nie chodzi o ciebie.
–– Tonks, co ja mam zrobić? Myślisz, że to możliwe, by był ojcem Hope? –– Potarłam czoło dłonią, nie potrafiąc znaleźć żadnego wytłumaczenia.
–– Nie wiem. Idź do niego i z nim porozmawiaj.
–– Teraz? –– zakpiłam.
–– Oczywiście. –– Spojrzałam na nią niezrozumiale, a kobieta wstała pośpiesznie z kanapy, ciągnąc mnie za rękę. –– Dopóki masz odwagę i nie ma u niego Hestii.
–– Skąd o tym wiesz?
–– Ma misję. Zaufaj mi –– poprosiła, a ja wstałam niechętnie. Momentalnie się zestresowałam.
Pojawiłam się przy Grimmauld Place 12, nie będąc pewna czy postępuje słusznie. Jednak jeżeli chciałam dowiedzieć się prawdy, nie mogłam stale odkładać wszystkiego na potem, bo w niczym mi to nie pomoże. Weszłam ostrożnie do pomieszczenia i dostrzegłam, że na dole nikogo nie ma. Ostrożnie wypatrywałam Blacka w innych pokojach i trafiłam do obszernego salonu, gdzie ściany były obszyte gobelinem przedstawiającym drzewo genealogiczne. Zmarszczyłam brwi zaintrygowana i zaczęłam studiować tapetę. Odnalazłam Bellatrix Lestrange, wcześniej Black, połączoną z Andromedą, którą dziś poznałam oraz Narcyzą Malfoy. Zmrużyłam oczy idąc dalej nitką i trafiłam na Walburgę oraz Oriona, gdzie cienkie nici prowadziły w dwie strony. Tam gdzie powinna być fotografia Syriusza, miejsce zostało wypalone. Dotknęłam lekko czarnego miejsca, spoglądając obok i przeczytałam.
Regulus Black.
Poczułam uderzenie. Złapałam się w mgnieniu oka za serce i zaczęłam oddychać spazmatycznie. Wpatrywałam się w zdjęcie brata Syriusza, całkowicie nie rozumiejąc swojej reakcji. Zamknęłam oczy, a przede mną pojawił się zamglony obraz twarzy młodszego Blacka oraz białe światło skierowane w moją stronę. Przetarłam czoło, otwierając oczy, a kropelki potu pojawiły się na moim czole.
–– Dorcas Meadowes… –– Usłyszałam i odwróciłam się w stronę skrzeczącego głosu. –– Dorcas Meadowes… Stworek nie może… –– Skrzat zawył.
–– Stworek! Wynoś się stąd! –– krzyknął Syriusz, wpadając do pokoju. Spojrzał na mnie zdziwiony moją obecnością, a po chwili wypchnął skrzata z pokoju. –– Do… Eleno, co tutaj robisz? –– Uniósł brwi do góry, a ja złapałam się ściany, bo zrobiło mi się słabo. Black w kilka chwil pokonał dzielący nas dystans i złapał mnie za ramię tak, bym nie upadła.
–– Potrzebuję wody –– wychrypiałam i pozwoliłam, by czarnowłosy usadził mnie na kanapie. Wyszedł i kilka minut później wrócił ze szklanką wody. Upiłam łyka, uspokajając oddech.
–– Wszystko w porządku? –– zapytał, trzymając mnie za rękę. Cieszyłam się, że jest tu ze mną.
–– Syriuszu… –– szepnęłam. –– Regulus Black… –– Poczułam jak czarnowłosy mocniej ściska moją dłoń. –– Czy ja go znałam…?
–– Tak –– odpowiedział szybko i poczułam, że jest spięty. –– Znałaś mojego brata. Przyjaźniliście się –– wytłumaczył, ale czułam, że nie jest to cała prawda.
–– O czymś mi nie mówisz –– stwierdziłam, przyglądając się mężczyźnie.
–– Ciężko mi o tym mówić. –– Westchnął i poczułam jak kciukiem przejeżdża po moich knykciach. –– Gdy byłem mały, ja i Regulus mieliśmy ze sobą bardzo dobry kontakt. Wszystko się zmieniło, gdy trafiłem do Gryffindoru. Moja rodzina się ode mnie odwróciła, a wraz z nią, Regulus. W szóstej klasie pewne wydarzenia sprawiły, że staliście się sobie bliscy. Później wasza relacja pogłębiła się, nic nie mogłem na to poradzić –– mówił, a ja poczułam ogromne wyrzuty sumienia. Od razu widziałam jak ogromny ból mu sprawiłam. –– Gdy się rozstawaliśmy, od miesięcy nam się nie układało. Wiem, że potem byłaś z nim… –– urwał, a mój żołądek zacisnął się w supeł.
–– Byłam okropna –– wyszeptałam i opuściłam głowę w dół.
–– To nie tylko twoja wina. –– Syriusz uśmiechnął się do mnie lekko. –– Poza tym to było dawno temu. –– Chciałaś ze mną porozmawiać? –– Spojrzał na mnie pytająco.
Byłaś z nim.
Co jeśli… to jednak nie dziecko Syriusza, tylko jego brata?
–– Tak, ja… Chciałam ci o czymś powiedzieć.
–– Do usług. –– Zacisnęłam mocniej dłoń czarnowłosego.
–– Mam córkę, Syriuszu –– powiedziałam i dostrzegłam jak Black zamiera na chwilę. Wpatrywał się we mnie niedowierzając. –– Z tego co wiem, ona i Harry przyjaźnią się –– kontynuowałam.
–– Hope, prawda? –– Upewnił się, a ja przytaknęłam głową. –– Harry dużo o niej ostatnio mówi… Cóż… Zaskoczyłaś mnie, choć z drugiej strony nie powinienem się dziwić. Więc… dlaczego jesteś z nią sama?
–– To skomplikowane –– zdołałam wydusić, a czarnowłosy zaśmiał się cicho.
–– Okej. Porozmawiamy o tym, gdy będziesz gotowa. –– Mrugnął porozumiewawczo, a ja zgodziłam się niemo. –– Też jest coś, o czym chciałem ci powiedzieć… –– Spojrzałam na niego niezrozumiale. –– Gdy urodził się Harry… James i Lily, nasi przyjaciele… Poprosili mnie, bym został ojcem chrzestnym ich dziecka. A matką chrzestną…
–– Ja? –– Otworzyłam szerzej oczy, zszokowana.
–– Tak. Jeśli byś chciała go poznać…
–– Bardzo –– odparłam, nadal pozostając zaskoczona, ale jakaś część mnie zareagowała niezwykle radośnie na tą nowinę.
–– Spędź z nami święta. Ja również chętnie poznam twoją córkę. –– Pokiwałam głową na znak zgody i wstałam, puszczając dłoń czarnowłosego.
–– Dziękuje za to co mi powiedziałeś. Jest to dla mnie całkowicie coś nowego, ale cieszę się, że znam prawdę.
–– Przyjemność po mojej stronie. –– Wzruszył ramionami, nie przestając się uśmiechać. –– W końcu jestem mężczyzną, który lubi dzielić się różnymi rzeczami.
–– I mącić w głowie… –– dodałam cicho, ale mimo to Syriusz usłyszał to i uniósł rozbawiony brwi. –– Twoja dziewczyna ma ochotę mnie rozszarpać –– przyznałam szczerze, zakładając kosmyk włosów za ucho.
–– Co masz na myśli? –– zapytał zaintrygowany.
–– Nic, czym powinnam się przejmować –– odparłam szczerze, mając głęboko gdzieś pogadankę Hestii. –– Jeszcze raz dziękuję i…
–– Czy Hestia rozmawiała z tobą? –– drążył, a ja zmieszałam się lekko. –– Nie powinna tego robić.
–– Człowiek jest w stanie zrobić wiele dla osoby, którą kocha –– powiedziałam, wpatrując się w oczy Blacka. Nie wiedziałam kiedy to się stało, ale stałam bardzo blisko jego osoby. Zbyt blisko.
–– Doprawdy? –– mruknął, kręcąc głową. Poczułam woń jego perfum i mimowolnie położyłam dłoń na jego klatce piersiowej.
–– Powinnam iść –– szepnęłam, a czarnowłosy zgodził się ze mną. Nim się obejrzałam, przywarłam ustami do warg mężczyzny, który chwilę później objął mnie w talii. Zarzuciłam ręce na jego szyję i poczułam jak pogłębia pocałunek. Dłonie wsunęłam w jego włosy, pozwalając by nasze języki wspólnie się odnajdywały. Gdy poczułam jak dłonie czarnowłosego zaczynają błądzić po moim ciele, a mi zaczyna to się coraz bardziej podobać, oderwałam się od niego oddychając ciężko. –– Przepraszam… To nie powinno się wydarzyć –– powiedziałam pobudzona i odsunęłam się na bezpieczną odległość.
–– Nie powinnaś. To ja powinienem cię przeprosić, mimo że wcale nie chcę…
–– Pójdę już. Dobranoc, Syriuszu. –– Uśmiechnęłam się przelotnie i czym prędzej wyszłam z domu czarnowłosego.
Gdy byłam już za drzwiami, oparłam się o betonową ścianę, łapiąc się za policzki. Zaskakujące było to, że po tym pocałunku, czułam się jak nastolatka, która po raz pierwszy doznała takiej przyjemności.

*

–– Czuję, że jest coś, o czym mi nie mówisz –– zagaił Remus, a ja przestałem wpatrywać się w okno, za którym mocno prószył śnieg. Zawsze lubiłem ten obraz.
–– Zgadzam się z nim –– dodała Emmelina i oboje zaczęli przyglądać mi się badawczo. Westchnąłem, kręcąc głową i podśmiewując się z przyjaciół. –– To ma związek z Dorcas, prawda?
–– Prawda –– odpowiedziałem krótko, sądząc, że nie warto, bym ich okłamywał. –– Całowaliśmy się.
–– Och! –– Uśmiechnęła się Emma i usiadła obok mnie, trzymając mnie mocno za ramię. –– I co, i co?
–– Vance. –– Spojrzałem na nią z politowaniem. –– Nic. Jesteśmy dorośli –– przypomniałem a kobieta wywróciła oczami.
–– Rozmawialiście? –– dopytywał Lupin.
–– Wiedziałeś o tym, że ma córkę? –– odpowiedziałem pytaniem na pytanie. Lunatyk zmieszał się lekko, ale po chwili kiwnął głową. –– Dlaczego mi nie powiedziałeś?
–– Syriuszu, to jej przestrzeń osobista… –– Wywróciłem oczami i parsknąłem śmiechem.
–– Tak, mogłem się tego spodziewać –– zironizowałem, ale nie byłem zły na przyjaciela. W sumie to ma rację. –– Jej córka i Harry lubią się.
–– Jej…? –– zaczął Remus, a ja spojrzałem na niego pytającym wzrokiem. Przyjaciel przyglądał mi się przez dłuższą chwilę, ale po chwili westchnął i kontynuował. –– Jej córka… Jest wilkołakiem –– dopowiedział, a ja zamarłem. –– Bardzo was proszę, byście nie mówili jej o tym, że wiecie. Nie czuje się komfortowo z tym, że zwierzyłem was się z tego, ale mam pewien powód –– wytłumaczył. –– Hope została ugryziona w wieku dwunastu lat, Elena stawała na głowie, by jej pomóc. Odnalazła eliksir, który pozwala na bezbolesne przemiany, kiedy tylko chcesz –– mówił. –– Zaproponowała mi pomoc w tym temacie. Problemem jest to, że… Zawsze chciałem się pozbyć wilkołactwa, a nie mieć kontrolę nad tym, kiedy się w niego przemienić.
–– Remusie, nie widzisz, że to dla ciebie szansa? –– zapytała Emmelina, wpatrując się z mężczyznę. –– Nie znamy sposobu na wyleczenie likantropii, ale kontrola nad tym pozwoliłaby ci mieć władzę, rozumiesz?
–– Lunatyku, grzechem byłoby nie skorzystać z takiej oferty. –– Poparłem Emmę, klepiąc po ramieniu przyjaciela. –– Jeśli to ci pozwala zachować pełną świadomość…
–– Jestem świadomy, ale nie zapominajcie, że nadal jestem niebezpiecznym zwierzęciem…
–– Tak, znamy tą przyśpiewkę –– przerwała Vance i spojrzała na niego pobłażliwie. –– Daj sobie szansę. –– Pokręciłem głową, wracając myślami do brązowowłosej. Jak wiele rzeczy jeszcze się o niej dowiem? Poczułem, że powoli wywraca moje życie do góry nogami i prawdę mówiąc, jestem mniej toksyczny niż jeszcze jakiś czas temu. –– Syriuszu… A co z Hestią?
–– Nie mam bladego pojęcia. –– Westchnąłem. –– Zależy mi na niej –– przyznałem i pomyślałem o blondynce. –– Wiem, że jej również.
–– Nie powinieneś jej zwodzić –– zauważył Lunatyk. –– Wiele jej zawdzięczasz. Jest bardzo dobrą kobietą.
–– Masz rację… Powinienem z nią porozmawiać.
–– Albo rzucić… –– zaproponowała brązowowłosa.
–– Nie zrobię tego –– zaprzeczyłem. –– Między mną a Eleną, podkreślam, Eleną nie Dorcas, wydarzył się incydent. Nie pozwolę, by zdarzył się po raz drugi.
–– Powodzenia. –– Emma pokazała mi język. Remus wzruszył ramionami, nie odzywając się, choć po jego minie widziałem, że również w to nie wierzy. Machnąłem ręką na ich obojga i wstałem od stołu, by udać się do Hardodzioba. W tym samym momencie drzwi otworzyły się na oścież, a do pomieszczenia wpadł Kingsley.
–– Co się stało? –– Emma szybko podeszła do czarnoskórego.
–– Artur Weasley był dziś na warcie w Departamencie Tajemnic. Został zaatakowany –– poinformował nas. –– Jego rany są zadane przez węża. Jesteśmy pewni, że to sprawka Nagini…
–– W jakim jest stanie? –– zapytał Lupin.
–– Jego rany są głębokie. Gdyby został znaleziony później, nie przeżyłby tego.
–– Jakim cudem został odnaleziony? –– To pytanie nie dawało mi spokoju.
–– Harry… Widział to w śnie –– odpowiedział Kingsley, a ja zacisnąłem dłoń w pięść. –– Dumbledore zadecydował, że od razu po świętach, Harry będzie miał lekcje oklumencji ze Snapem
–– Dlaczego z nim? –– warknąłem. –– Dlaczego sam Dumbledore nie może mieć z nim lekcji?!
–– Syriuszu, nie znam odpowiedzi na to pytanie. Dumbledore na pewno ma swoje powody.
–– Snape będzie go gnębił! –– zirytowałem się, chodząc w tę i z powrotem.
–– Musimy mu zaufać, przyjacielu –– zwrócił się do mnie Remus, ale machnąłem ręką. Byłem wściekły.
–– Artur jest w Mungu? Jego rodzina już o wszystkim wie? –– Emmelina zaczęła się ubierać.
–– Tak, Molly i ich dzieci już tam jadą.
–– Zobaczę co mogę dla nich zrobić –– powiedziała brązowowłosa i pośpiesznie się pożegnała, by zaraz zniknąć z pomieszczenia.
Remus postanowił zostać ze mną, a ja ponownie poczułem się cholernie źle. Zamknięty w tym domu, nie mogłem przydać się na nic. Mój przyjaciel próbował ze mną porozmawiać, ale na marne. Nie miałem na to ochoty. Za to miałem ochotę wyrwać się z tego miejsca, zobaczyć się z Harrym, zrobić cokolwiek innego niż siedzenie tutaj. Czułem, że jestem na skraju wytrzymałości.
Minęło parę godzin, a my nadal nie wiedzieliśmy, czy Weasley z tego wyjdzie. Lupin dalej próbował do mnie dotrzeć, ale zamknąłem się na niego i jego pytania. Wiedziałem, że stawiam go pod ścianą, ale on tego nie zrozumie. Nie zrozumie jak to jest być pozbawionym wolności, być skazanym, uważanym za mordercę. Obiecałem sobie, że nigdy tutaj nie wrócę. Teraz jestem zamknięty i w dodatku muszę wysłuchiwać lamentów matki z obrazu, który ostatnio budził się częściej niż zwykle.
Grubo po czwartej usłyszeliśmy dźwięki. Czuwaliśmy oboje, czekając na jakiekolwiek informację. W futrynie pojawiła się Elena i z daleka było widać, że jest wykończona.
–– Będzie żył –– poinformowała nas i oboje odetchnęliśmy z ulgą. –– Będzie potrzebował odpoczynku, ale nie ma zagrożenia dla życia. Syriuszu, w tej sytuacji rozmawiałam z Molly i… Uważamy, że rodzina Weasley’ów powinna zamieszkać tutaj, jeżeli nie będziesz miał nic przeciwko. Tak będzie bezpieczniej.
–– Oczywiście –– odpowiedziałem, chcąc pomóc w jakikolwiek sposób. –– Mogą tu zamieszkać, choćby i zaraz.
–– Na pewno to docenią. –– Brązowowłosa uśmiechnęła się lekko. –– Wybaczcie, ale muszę was opuścić. Trafiliśmy na trop Notta Sr. Uniknął Azkabanu, ale udało mi się znaleźć pewne poszlaki… –– wytłumaczyła.
–– Nawet gdybym chciał pomóc, nie mógłbym –– skomentowałem zbyt szybko i zbyt opryskliwie.
–– Zazwyczaj ci co robią najwięcej, najmniej widzą… –– Spojrzała na mnie zirytowana, po czym odwróciła się na pięcie i wyszła.
Lupin chwilę później pożegnał się ze mną i udał do sypialni, a ja siedziałem przy stole, rozbudzony i zastanawiałem się, czy kiedyś poradzę sobie z piętnem, które życie na mnie naznaczyło.

Od Autorki: Witajcie kochani, przed nami kolejny rozdział! Cieszę się, że znów natchnęła mnie wena i mogę się z wami dzielić moimi pomysłami. A wy co sądzicie o rozdziale? Pozdrawiam

            

2017/04/12

Miniaturka #2 "Kompleks Boga"

12 komentarzy:


Regulus

Siedziałem przy stole na Grimmauld Place 12, gdzie moi rodzice zaprosili na uroczysty obiad brata mojej matki – Cygnusa wraz z żoną, a także Andromedą, Narcyzą i Bellatrix, Dwie ostatnie  przyszły ze swoimi narzeczonymi –Lucjuszem Malfoyem i Rudolfem Lestrange. Oboje zostali Śmierciożercami, tak jak ja i Bellatrix. Od samego początku wysłuchiwałem wychwalania Czarnego Pana, jego idei i sposobów na pozbycie się mugolaków. Nie odzywałem się słowem słuchając rodziny dla której nic się nie liczyło prócz czystości krwi.
– Jestem dumna z mojego syna Regulusa. W tak młodym wieku wie co jest ważne i jaki powinien być prawdziwy Black – mówiła Walburga. – Mam nadzieję, że znajdzie sobie dobrą, czystokrwistą partnerkę i przedłuży nasz wspaniały ród – powiedziała dumnie i spojrzała na mnie. Wykrzywiłem usta na znak uśmiechu i spojrzałem na Bellatrix, która przypatrywała mi się.
Jestem mistrzem w opanowaniu zaklęcia zapomnienia, ale pewnych rzeczy nie mogłem zmodyfikować. Jak tego, że przez parę miesięcy byłem partnerem Dorcas za czasów panowania Clyde’a Greengrassa. Od tego czasu Bella zaczęła mi się przypatrywać, a gdy Clyde zginął, a ja powiedziałem im, że Meadowes od razu porzuciła wszystko co z nami związane, to nie uwierzyła mi do końca. Wiedziałem, że obserwuje mnie i czeka na potwierdzenie, że nadal się z nią widuje.
Nie myliła się.
Mam szczęście, że nikt nie potrafi ukrywać swoich prawdziwych emocji tak jak ja. Jestem zimnym draniem, który potrafi być bezwzględny i nieczuły na cierpienie innych.
– Szkoda, że Twój starszy syn Walburgo okazał się całkowitym niewypałem – rzekł Cygnus popijając czerwone wino.
– Nie wspominaj o nim w tym domu, Cygnusie! – warknęła i kontynuowała – Ja nie mam innego syna prócz Regulusa.
– Cygnusie, nie rozmawiajmy na takie tematy – powiedziała Druella patrząc przepraszająco na moich rodziców. Zakończyła i zmieniła temat rozmowy na Czarnego Pana.
Po skończonym obiedzie ojciec z wujem poszli zapalić cygaro, a matka z ciotką zajęły się rozmową o ślubie Bellatrix i Narcyzy.
– Stworek, posprzątaj to! – krzyknęła Walburga na odchodne, a nasz skrzat domowy pojawił się w mgnieniu oka.
– Tak jest moja pani. Stworek jest dumny, że może służyć szlachetnemu rodowi Blacków! – Skrzat ukłonił się nisko, a ja uśmiechnąłem się do niego po kryjomu. Widząc to w jego oczach zalśniły łzy, znów się skłonił i wziął się za zleconą pracę.
Ja wraz z kuzynkami i ich partnerami udałem się do salonu, gdzie usadowiliśmy się na kanapach, by odpocząć po obiedzie.
– Zdrajcy własnej krwi – warknęła Bellatrix przyglądając się wypalonym miejscą na ogromnym gobelinie z drzewem genealogicznym, który pokrywał całą ścianę.
– Nie mówmy o nich, nie są tego warci – powiedział Rudolf, który rozłożył się na kanapie. – Niedługo zacznie się nasz ostatni rok w Hogwarcie, wiecie co to oznacza? Po skończeniu szkoły wstąpimy na stałe w szeregi Czarnego Pana. – Uśmiechnął się dumnie i spojrzał na Lucjusza, który pokiwał głową na znak zgody.
– Narcyzo, Ty też powinnaś wstąpić w nasze szeregi. – Bella spojrzała na siostrę i uniosła brwi do góry.
– Nie nadaję się do tego Bella, rozmawiałyśmy o tym. Cieszę się, że Ty i mój przyszły mąż to zrobiliście. Jestem z was bardzo dumna. – Posłała jej uśmiech, a czarnowłosa pokiwała na znak zrozumienia.
– Moja narzeczona będzie miała takie życie jakie sobie zamarzy, Bello. – Lucjusz odwrócił się w stronę czarnowłosej.
– Na pewno – odpowiedziała kpiąco. – My z Rudolfem poświęcimy się słudze Czarnemu Panu. Będziemy jego najwierniejszymi zwolennikami – rzekła a oczy zabłyszczały jej ze szczęścia.
– Obyś nie cieszyła się za wcześnie – odparłem przyglądając się jej.
– A co to ma znaczyć? – warknęła w moją stronę.
– To, że takich jak Ty jest wiele i Czarny Pan może wybrać sobie kogokolwiek – zakpiłem nie spuszczając z niej wzroku.
– Jeszcze się zdziwisz, Black – syknęła. – Andromedo, kiedy w końcu znajdziesz sobie godnego narzeczonego? Jesteś starsza od Cyzi, a nadal nie znalazłaś godnego kandydata? – zwróciła się do swojej siostry.
– W odpowiednim czasie – odpowiedziała bawiąc się swoimi włosami. Wiedziałem doskonale, że przebywanie w naszym towarzystwie było dla niej po prostu karą. Jej poglądy zdecydowanie różniły się od poglądów całej rodziny.
– Chyba nie chcesz skończyć jak Twój kuzyn, Syriuszek? – zakpił Rudolf wpatrując się w brązowowłosą.
– To nie Twoja sprawa – warknęła do niego.
– Uspokój się siostro, bo chyba za dużo sobie pozwalasz – wycedziła Bella przybliżając się do dziewczyny. – Spróbuj tylko splamić honor Blacków, a obiecuję Ci, że pożałujesz tego. – Spojrzała jej prosto w oczy, ale Andromeda nie przestraszyła się jej gróźb.
– To moje życie i będę żyła zgodnie ze swoimi przekonaniami, nie waszymi, Bello. – Narcyza przyglądała się całej sytuacji nie wiedząc po której stronie stanąć. Blondwłosa była najmłodsza z rodzeństwa i zawsze stawała po stronie najstarszej siostry. Tak się stało i tym razem.
– Bella ma rację, Andromedo. Pomyśl, może Travers? Albo Avery? Są z Nienaruszalnej Dwudziestki Ósemki i popierają nasze poglądy – zaproponowała Narcyza.
– Kiedy o tym postanowię, na pewno dowiecie się jako pierwsze – zapewniła nie patrząc na nikogo.
A ja wiedziałem. Przyłapałem ją raz z Tedem Tonksem, który był mugolskiego pochodzenia. Przeraziła się i błagała mnie bym zachował to dla siebie. Zgodziłem się nie wiedząc czemu i nie miałem zamiaru nikomu o tym mówić. Równie dobrze mogę kłamać, że nigdy o tym nie wiedziałem. Rodzina nawet nie domyśli się, że mógłbym coś zrobić przeciwko nim. Nie mam już wyboru.
Zostając tutaj skazałem się na los gorszy niż większość może sobie wyobrazić. Wpajane od lat wartości przez moich rodziców miały być pielęgnowane, a skoro Syriusz odwrócił się od wszystkich i uciekł z domu, cały ten bajzel został mi zrzucony na głowę. Musiałem wstąpić do szeregów Czarnego Pana, bo tego oczekiwali ode mnie rodzice. Mój starszy brat uciekając przypieczętował moje stanowisko w tym wszystkim. Nie mogę się wycofać, jeżeli to zrobię czeka mnie pewna śmierć. Już od dawna nie czułem się gotowy udźwignąć to wszystko, ale byłem mistrzem w kamuflowaniu się.
Jedyną osobą, która potrafiła mnie przejrzeć był sam Clyde Greengrass, który teraz gnije na dnie rzeki. W święta, przed jego początkiem nauki w Hogwarcie, odwiedził nas wraz z ojcem i jego partnerką, która okazała się matką Dorcas. Oczywiście nie obyło się bez wychwalań mojej matki na mój temat, a Eva nie pozostała dłużna i tak samo wychwalała swojego pasierba.
Gdy zostałem z Clydem sam na sam zauważyłem, że uśmiecha się do mnie kpiąco. Zwężyłem oczy i czekałem na jego ruch.
– Nie jesteś taki idealny jakim Twoja mamusia Cię opisuje. – Zaśmiał się i spojrzał na mnie wyczekująco. Biła od niego aura prawdziwego zła.
– O czym Ty mówisz? – zapytałem lodowatym głosem.
– Dobrze wiesz  o czym. Mogę się oczywiście mylić, ale swoją lojalność udowodnisz mi w Hogwarcie. Czarny Pan kontaktował się ze mną. Mamy zadanie do wykonania – powiedział dumnie.
– Jakie zadanie? – Zmarszczyłem brwi.
– Dowiesz się w swoim czasie – odparł, a w tym momencie do jadalni wrócili nasi rodzice.
Sprawa była prosta. Musiałem pozbyć się Greengrassa jak najszybciej, póki nikomu nie powiedział o moich prawdziwych rozterkach. Plan klarował się w mojej głowie od dawna, lecz gdy poznałem Dorcas całe moje życie odwróciło się do góry nogami. Brązowowłosa była inna niż wszystkie poznane przeze mnie osoby. Mimo wyłączenia swojego człowieczeństwa potrafiłem w niej dostrzec dobro, które aż było od niej. Potrafiła być twarda, bezwzględna i cyniczna, ale w głębi serca była lojalna, uczuciowa i dobra. Po prostu dobra. Miesiące, które z nią spędziłem były moimi najlepszymi od lat. Zaufałem jej a ona zaufała mi. Było między nami coś, czego nie potrafiłem wyjaśnić. Wiedziałem, że kocha mojego brata i jest z nim związana, ale mimo tego jakaś część mnie pragnęła, żeby brązowowłosa była ze mną nie z nim. Jednak nigdy nie uczyniłem niczego co mogłoby zmienić uczucia Dorcas. Tylko dlatego tego nie zrobiłem, bo zdawałem sobie sprawę jak bardzo moje życie jest niebezpieczne i gdyby choć jedna osoba się o tym dowiedziała to oboje byśmy już nie żyli. Nie mogę narażać jej życia na niebezpieczeństwo, akurat w tym aspekcie mój brat jest dla niej lepszy. Jednak najgorsze jest uczucie niepewności i świadomość, że nie jestem jej obojętny. Dziewczyna nie chce się przyznać przed samą sobą, że czuje coś do mnie, a ja jak na złość nie ułatwiam jej tego. Mieszam jej w głowie, zachowuję się dwuznacznie, nie do końca jak przyjaciel.
– Reg, nie rób tak. Mieszasz mi w głowie – przyznała któregoś razu, gdy siedzieliśmy w naszym tajnym miejscu, a ja wsadziłem jej kosmyk włosów za ucho.
– To takie złe? – zapytałem wpatrując się w jej oczy.
– Przyjaźnimy się. Pamiętaj o tym – szepnęła, lecz widziałem jak jej policzki lekko zaróżowiły się. Uśmiechnąłem się do niej i podniosłem ręce na znak kapitulacji. Zaśmiała się i dała mi kuksańca w bok.
Miło było wracać do tamtych chwil, gdzie było prościej. Teraz od końca roku szkolnego brązowowłosa nie odzywa się do mnie, a ja wiedziałem, że pod koniec roku szkolnego zauważyła u mnie Mroczny Znak. Wtedy jeszcze nie wiedziała co konkretnie to oznacza, ale później Prorok Codzienny rozpisywał się o tym przez długi czas. Musiałem się z nią zobaczyć i wytłumaczyć jej wszystko, a przynajmniej to co mogę jej wytłumaczyć. Miałem nadzieję, że przyjdzie na spotkanie, które zaproponowałem jej zaraz po Uczcie Powitalnej. Pewnie Syriusz już na dobre będzie chciał mnie zabić.
Był koniec roku szkolnego, gdy szedłem samotnie korytarzem kierując się do łazienki. Wychodząc zza rogu zauważyłem mojego brata z Potterem, którzy szli wprost na mnie.
– Co tu robisz? – zapytał mnie Syriusz bacznie mi się przyglądając. – Nie powinieneś być na jakimś egzaminie?
– Myślę, że to nie Twoja sprawa, Syriuszu – odpowiedziałem zgodnie z prawdą nie spuszczając z niego wzroku na co prychnął wykrzywiając usta.
– Ale moją sprawą jest Dorcas. – Przybliżył się do mnie.
– Co Ty nie powiesz – odparłem uśmiechając się kpiąco.
– Ostrzegam Cię. Niech dowiem się o czymkolwiek, a już nic Cię nie uratuje – zagroził i razem z Potterem wyminęli mnie i poszli w swoją stronę.
Arogancki kretyn. Zawsze wydawało mu się, że wszystko mu się należy. Biedny Syriusz Black ma okropną rodzinę i nikt nie ma tak źle jak on. Idiota, który widzi tylko czubek własnego nosa. W młodości byliśmy ze sobą naprawdę zżyci, lecz gdy trafił do Gryffindoru to wszystko się zmieniło. Nie przeczę, że nie zachowywałem się jak dobry brat, ale Syriusz nigdy nie chciał dostrzec we mnie jakieś cząstki.. dobra. Dobra, które dostrzegła Dorcas.
Westchnąłem głośno, a moje rozmyślania przerwał Lucjusz Malfoy.
– Black, zdajesz sobie sprawę, że będziemy musieli jak na razie nie afiszować się z należnością do Śmierciożerców? – spytał.
– Nie jestem idiotą, Malfoy. Wiem o tym – odpowiedziałem dość niegrzecznie. Blondwłosy jest tak irytującym osobnikiem, że zastanawiam się jak w przyszłym życiu Narcyza z nim wytrzyma.
Rudolf Lestrange nie jest lepszy, ale osobiście uważam, że jest mądrzejszy, ale jako obsesyjny fanatyk Czarnego Pana – tak samo jak Bellatrix – nie ma szans na normalne życie. Chociaż przynajmniej on i Bella pasują do siebie idealnie. Zaaranżowane małżeństwo, te same przekonania i zachowania z całkowitym brakiem miłości między tą dwójką.
– Orionie, Walburgo bardzo dziękujemy za zaproszenie na dzisiejszy obiad. Mam nadzieję, że niebawem znów się spotkamy, siostro – rzekł Cygnus żegnając się z rodzicami.
– Cygnus ma rację. Następnym razem spotkamy się u nas – dodała Druella i uściskała moją matkę.
– Oczywiście. Trzymajcie się i pozdrów swojego brata Druello. – Walburga uśmiechnęła się i odprowadziła gości.
– Do zobaczenia w szkole. – Bella pożegnała się kulturalnie, a ja zastanawiałem się jak idealną córkę gra dla rodziców. Pewnie tak samo idealną jak ja dla swoich.
– Do zobaczenia – odpowiedziałem miło i uśmiechnąłem się do wszystkich.
To będzie trudny rok. Co z tego, że dobrze zdałem SUMy skoro do niczego mi się to nie przyda? Był to tylko kolejny powód do tego, by uszczęśliwić matkę, która świata poza mną nie widziała. Życie, które wybrała moja rodzina było wyboiste i pełne cierpienia, nieszczęścia i śmierci, która czyhała na mnie codziennie za rogiem.
Już nic mnie nie uratuje.

Dodatek troszkę wcześniej niż przypuszczałam! Przyznam się, że pokochałam postać Regulusa i jego kreację w moim opowiadaniu. Musiałam aż o nim napisać i tym akcentem całkowicie zamykam Część Pierwszą. Kolejny rozdział już z Części Drugiej postaram się opublikować już niedługo! Bądźcie cierpliwi i dziękuję Wam kochani za to, że jesteście.
PS. Zapraszam do zakładki Part 2: Bohaterowie, która właśnie została opublikowana! Pozdrawiam <3
Witaj nieznajomy... ;)
Jeśli już tu jesteś, zostaw proszę ślad po sobie.
Będzie mi niezmiernie miło wiedzieć, co sądzisz o mojej twórczości.
Pozdrawiam i zachęcam do czytania,
Adaline