Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artur i Molly Weasley. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artur i Molly Weasley. Pokaż wszystkie posty

2019/06/13

Rozdział 57 „Miałeś zostać”

8 komentarzy:
Zakryłam szczelniej głowę kapturem i powoli ruszyłam niezauważona, śledząc samą Narcyzę Malfoy, na ulicy Śmiertelnego Nokturnu. Z drugiej strony ulicy Tonks pokiwała głową i obie trzymałyśmy się na bezpieczną odległość od kobiety. Wiedziałyśmy, że Lucjusz Malfoy jest zwolennikiem Voldemorta, więc miałyśmy nadzieję, że jego żona może nas doprowadzić do Pettigrew, który ukrywał się już długi czas. Powiedziałam Syriuszowi, że muszę udać się do Ministerstwa, bo wiedziałam, jak zareaguje na mój pomysł. Próbowałby wybić mi ten pomysł z głowy, a w najgorszym wypadku postanowiłby, że pójdzie razem ze mną, na co kategorycznie nie mogłam pozwolić. Ostatnio i tak na zbyt wiele się narażał, a ja jako szczęśliwa i oddana żona, musiałam go przed tym chronić. Chciałam z nim stworzyć prawdziwą rodzinę, a Glizdogon był tym, który może nam to umożliwić. Za każdym razem, gdy myślałam o tym przeklętym mężczyźnie, włosy jeżyły mi się na głowie. Miałam ochotę pozbyć się go na zawsze. Narcyza zatrzymała się raptownie, gdy wysoki mężczyzna kroczył w jej stronę. Próbowałam dojrzeć jego twarz, jednak bezskutecznie. Świetnie się maskował. Wytężyłam słuch, mając nadzieję, że chociaż trochę uda mi się usłyszeć z tej rozmowy.
–– Czarny Pan gdzieś zniknął, nie odzywa się do nas od jakiegoś czasu… –– powiedział mężczyzna gardłowym głosem. –– Twój mąż nic nie wie?
–– Czarny Pan nie zwierza mu się z każdej zaplanowanej rzeczy –– odpowiedziała kobieta. –– Nikomu się nie zwierza.
–– A co ze Snape’m? –– Zmarszczyłam czoło, całkowicie zapominając o czarnowłosym mężczyźnie oraz jego roli podwójnego agenta. Byłam zła na siebie, że zamiast wprost z nim porozmawiać, śledziłam Narcyzę, wystawiając się na podwójne niebezpieczeństwo. Nigdy nie miałam dobrych relacji z nim, jednak miałam nadzieję, że ze względu na Lily, pomoże mi. Z drugiej strony gdyby mógł pomóc, zrobiłby to już dawno, prawda?
–– Skąd mam wiedzieć? –– warknęła blondwłosa. –– Muszę już iść. –– Nie czekając na odpowiedź mężczyzny, ominęła go i poszła w swoim kierunku.
–– Powiedz Bellatrix, że wprowadzę jej syna w…
–– Ani mi się waż. –– Kobieta gwałtownie odwróciła się i spojrzałą z jadem w oczach w rozmówcę. –– Trzymaj się od niego z daleka. –– Odwróciła się na pięcie, zostawiając zdziwionego mężczyznę samego. Chwilę później on również zniknął za rogiem.
Tonks chciała kontynuować naszą eskapadę, jednak powstrzymałam ją. Razem udałyśmy się do pobliskiego pubu na Pokątnej, przemyśleć następne kroki.
–– Myślisz, że Snape ci pomoże? –– Tonks uniosła zaskoczona brwi do góry, gdy opowiedziałam jej, że znamy się jeszcze ze szkoły. –– Wie o Syriuszu od dawna. Gdyby mógł pomóc, zrobiłby to. Tak samo jak Dumbledore. –– Uświadomiła mi, a ja złapałam się za głowę, sfrustrowana. Nie miałam pojęcia jak odnaleźć Pettigrew, a wszystkie tropy prowadziły mnie do ślepych uliczek. Obie postanowiłyśmy wrócić do Kwatery Głównej, a gdy to zrobiłyśmy, Syriusz od razu mnie wyczuł.
–– Mów –– powiedział władczo, gdy leżałam na kanapie w salonie. Mężczyzna podszedł, wziął moje nogi i założył na swoje kolana. Lekko złapał kostki, robiąc kółka opuszkami palców, co było dla mnie bardzo przyjemne. –– Gdzie tak naprawdę byłaś? –– dopytywał, od razu mnie rozgryzając. Westchnęłam i opowiedziałam mu prawdę, po czym musiałam wysłuchać jego oburzenia względem swojej osoby. Wywróciłam tylko oczami, słysząc wywody czarnowłosego i przybliżyłam się do niego, składając mu na ustach pocałunek. –– Nie myśl piękna, że mnie tym udobruchasz. –– Ponownie go pocałowałam, tym razem mocniej i dłużej. Mężczyzna położył dłoń na moim policzku, mocniej mnie do siebie przyciskając, a nasze języki tworzyły wspólny taniec. Oderwałam się od niego na moment, zaczerwieniona.
–– Nie powstrzymasz mnie –– powiedziałam szczerze, a mężczyzna skrzywił się lekko. –– Kocham cię i zrobię dla ciebie wszystko. Dla nas.
–– Wiem, kochanie. –– Oparł swoje czoło o moje, wdychając mój zapach. –– Bez ciebie moje życie nie ma sensu.
–– Jesteście słodcy, ale muszę wam niestety przerwać. –– Do pomieszczenia wpadła Emmelina, wyraźnie czymś zaoferowana. –– Chyba wiem, jak wam pomóc –– dodała, a ja oderwałam się od Blacka, stając na równe nogi. –– Nie wiem gdzie ukrywa się Pettigrew, ale jesteśmy coraz bliżej potwierdzenia przed światem czarodziejów, że Voldemort wrócił. Mamy pewien plan, który może nam pomóc w ujawieniu tego…
–– Jaki plan i dlaczego nic o nim nie wiem? –– Syriusz również wstał i wpatrywał się podejrzanie w Emmelinę.
–– Dumbledore poprosił, by na razie było to tajne, wybaczcie. –– Uśmiechnęła się przepraszająco, a ja zmarszczyłam brwi.
–– Kto o nim wie? –– dopytywałam.
–– Ja, Kingsley i Moody. Dziś wyruszam na misję i obiecuję, że jak wrócę, to porozmawiamy. –– Brązowowłosa podeszła do nas i uściskała nas mocno. –– Przecież wiecie, że chcę dla was jak najlepiej.
–– Oczywiście, że tak –– poparłam i posłałam uśmiech kobiecie. Brązowowłosa pomachała nam na odchodne i wyszła z mieszkania. Zastanawiałam się, o co może chodzić i co to jest za plan, o którym nikt prawie nie wie. Poczułam się trochę odtrącona, że Dumbledore nie powiedział mi nic na ten temat, mimo wszystko postanowiłam mu zaufać. Wiedziałam, że siwowłosy zawsze dobrze przemyśla swoje kroki. Syriusz jednak nie był nastawiony tak spokojnie jak ja.
–– Nie dość, że siedzę tu jak kołek od miesięcy, to nawet jeszcze nie mogę poznać planu, który może nam pomóc! –– warczał, a ja położyłam dłoń na jego ramieniu.
–– Kochanie…
–– Dorcas, nie mów, że to jest w porządku! –– Rzucił mi ostrzegawcze spojrzenie.
–– Czy Dumbledore dał ci jakiś powód, byś mu nie ufał? –– zapytałam rzeczowo.
–– Nie o to chodzi…
–– Więc daj spokój. Jak wróci Emmelina, porozmawiamy o tym. –– Dałam mu szybkiego całusa, w tym samym momencie, kiedy do pomieszczenia wszedł Remus. –– Zajmij się nim –– powiedziałam do Lupina, który spojrzał na mnie rozbawiony.
–– Yhym, to żona powinna zajmować się mężem –– odpowiedział, a ja spojrzałam na niego pobłażliwie.
–– Chyba, że mąż nie chce jej słuchać. Ciebie posłucha. –– Puściłam mu oko i wyszłam z pokoju.
W kuchni znalazłam Molly i Tonks, które rozmawiały przyciszonym głosem. Spędziłam z nimi resztę popołudnia, a dopiero później dołączyli do nas Syriusz, Remus i Artur. Niesamowicie miło było spędzić z nimi czas, a tym bardziej obserwować, jak relacja Tonks i Remusa się pogłębia. Na pierwszy rzut oka było widać, że są ze sobą blisko, mimo że Lupin starał się jeszcze przybrać pewne pozory. Widziałam jak Syriusz patrzy z uśmiechem na poczynania przyjaciela. Złapał mnie na rękę pod stołem i ścisnął, kątem oka pokazując na ową dwójkę. Przyglądałam się im ukradkiem i naprawdę musiałam przyznać, że niesamowicie się uzupełniali. Przeciwieństwa się przyciągają, a u nich było to wręcz namacalne. 
Wieczór mijał nam w zastraszającym tempie, dopóki w kuchni nie pojawił się patronus Kingsleya. Czułam, że stało się coś niedobrego.
–– Siedziba Premiera Wielkiej Brytanii. Potrzebujemy pomocy. Natychmiast. –– Ryś czarnoskórego rozpłynął się w powietrzu. Wszyscy na akord wstaliśmy od stołu, a miła atmosfera, jaka jeszcze panowała przed chwilą, całkowicie się rozpłynęła.
–– Molly, zostań w pogotowiu –– poprosił Artur, a kobieta kiwnęła głową, zdenerwowana. Weasley spojrzał na Blacka, który gdyby mógł, zabiłby go spojrzeniem. –– Syriuszu, przecież wiesz…
–– Idę z wami –– powiedział głosem nie znoszącym sprzeciwu.
–– Syriuszu, Downing Street to jedna z najruchliwszych ulic w Londynie. Jak wyobrażasz sobie pojawić się tam niezauważonym? –– warknął Remus, wpatrując się w przyjaciela.
–– Nasi przyjaciele mają kłopoty. Rusz się, Lupin. –– Black wziął płaszcz i nie patrząc na nikogo, wyszedł z pomieszczenia. Remus spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem, jednak pokiwałam przecząco głową, wiedząc, że jeśli czarnowłosy się na coś uprze to nikt nie jest w stanie go powstrzymać. Ruszyliśmy za nim, by teleportować się w wyznaczone miejsce, a Molly życzyła nam powodzenia. Wyszliśmy pośpiesznie jedno za drugim i dołączyliśmy do Syriusza, który już na nas czekał. Spojrzałam na niego i kiwnęłam głową. Mężczyzna złapał mnie na chwilę za rękę, by dodać otuchy, a kilka chwil później, wszyscy teleportowaliśmy się w wyznaczone przez Kingsley’a miejsce. Ulica była bardzo ruchliwa, a śpieszący się ludzie, nie zwracali na nas najmniejszej uwagi. Syriusz naciągnął mocniej kaptur na głowę i ruszyliśmy w stronę drzwi. Niepostrzeżenie wyjęłam różdżkę, wypowiadając zaklęcie w stronę ochrony, stojącej obok drzwi. Weszliśmy do środka, a ja ponownie wypowiedziałam zaklęcie, dające nam pewną swobodę w działaniach, mugole nie zwracali na nas uwagi. Ruszyliśmy przed siebie, nasłuchując, gdy Artur pokazał na wejście do Sali Kongresowej. Nasłuchiwaliśmy, gdy nagle z pomieszczenia wydobyły się odgłosy walki. Wparowaliśmy do pokoju, mając różdżki w pogotowiu i dostrzegliśmy parę zamaskowanych postaci oraz Emmeliną i Kingsley’a, odbierających ich ataki. Chronili Moody’ego, z którego nogi obficie leciała krew.
–– Zajmę się nim! –– krzyknęła Tonks, pojawiając się obok Szalonookiego w kilku krokach, a my ruszyliśmy ku reszcie.
–– Brachiabindo! –– wypowiedziałam, a niewidzialne więzy zaczęły unieruchamiać jednego ze Śmierciożerców. Chwilę potem w idealnym czasie uchyliłam się przed zaklęciem, które wycelował we mnie inny Śmierciożerca. Kątem oka zobaczyłam, że inni również rzucili się w wir walki. Odpieraliśmy ataki wrogów, mając przewagę. Uśmiechnęłam się z wyższością, gdy udało mi się powalić kolejnego mężczyznę. Minęło dosłownie kilkanaście minut, gdy zakapturzone postacie zaczęły się wycofywać. Trzymałam różdżkę w pogotowiu, obserwując salę i ławki, które się znajdowały, doszukując się, czy ktoś jeszcze pozostał. Opuściłam lekko różdżkę, oddychając z ulgą, gdy nagle usłyszałam krzyk.
–– Avada Kedavra!
–– Syriusz! –– krzyknęła Vance, a ja odwróciłam się przerażona, patrząc jak Śmierciożerca, którego dobrze znałam, Rabastan Lestrange, celuje w mojego męża. Nim zdążyłam wykonać jakikolwiek ruch, snop zielonego światła pomknął ku czarnowłosemu. Zaczęłam biec w stronę mężczyzny, ale wiedziałam, że jestem za daleko. Strach sparaliżował moje ciało, gdy zaklęcie było już na tyle blisko, że chciało mi się wrzeszczeć.
Gdy zielone światło miało już ugodzić mojego ukochanego w pierś, nagle przed nim pojawiła się brązowowłosa kobieta, a snop zielonego światła trafił prosto w jej serce. Emmelina upadała, a Syriusz złapał ją za ramiona, osuwając się z brązowowłosą na ziemię. Nim zdążyliśmy zareagować, po Lestrange’u została tylko czarna chmara dymu. Powoli zaczęłam podchodzić do owej dwójki, nie wierząc w to, co właśnie się wydarzyło. Tonks ocierała łzy i pochyliła się ku Emmelinie oraz Syriuszowi, który trzymał ją w ramionach. Wpatrywał się w jej ciało, a ja dopiero po chwili podeszłam do nich i upadłam na kolana i czując, jak po policzkach lecą mi krople łez. Kobieta miała martwe, otwarte oczy. Black przymknął jej powieki, pochylając się nad zmarłym ciałem naszej przyjaciółki. Mocno obejmował ją za ramiona, a ja ostrożnie położyłam mu dłoń na ramieniu, sama będąc w rozsypce.
–– Wynośmy się stąd –– zaproponował Moody, a jego głos był łagodny. Po chwili podnieśliśmy się wszyscy, a na samym końcu Syriusz, który podniósł martwe ciało brązowowłosej i poszedł pierwszy w stronę wyjścia. Dołączyliśmy do niego, czując w sercach ból i zdając sobie sprawę, że po raz kolejny w tej wojnie tracimy kogoś ukochanego.

*

Nie wiedziałem, czy jestem stanie iść na pogrzeb Emmeliny Vance. Mojej najlepszej przyjaciółki, podpory i kobiety, która zawsze we mnie wierzyła i stawała za mną murem. Kobiety, która osłoniła mnie własnym ciałem i przez to umarła. Przed oczami miałem ciągle obraz brązowowłosej leżącej martwej w moich ramionach. Wizja, w której miałem się z nią pożegnać, nie istniała w moim umyśle. Nie potrafiłem wyobrazić sobie tego, że już jej nie zobaczę, że nie usiądzie przede mną po to, by mnie zrugać za coś, albo po to, by po prostu się pośmiać i służyć dobrą radą. Poświęciła siebie, bym ja mógł żyć.
–– Musimy iść. –– Do naszej sypialni weszła Dorcas, która również przeżywała śmierć kobiety na swój sposób. Wstałem, wzdychając głośno i złapałem za rękę kobiety, którą wyciągnęła w moją stronę.
–– Emma chciałaby, by jej poświęcenie nie poszło na marne, rozumiesz? –– Ostrzegła mnie, prosząc niemo, bym się nie wychylał. Ustaliliśmy, że nie będę blisko samej uroczystości, a obejrzę wszystko z boku. O jej zabójstwie pisano w czarodziejskich, a nawet mugolskich gazetach, co tylko świadczy o tym, jak bardzo utalentowaną czarownicą była.
Pogrzeb odbywał się w Highgate Cemetery, tam gdzie pochowani są również Angus i Marlena. Zastanawiałem się, jak jeszcze wielu bliskich mi osób będę musiał odwiedzać w tych miejscach i bałem się, że im prawdziwa wojna na dobre się już zacznie, będzie to znaczna ilość czarodziejów i czarownic, jeżeli nic nie zdziałamy.
Dorcas postanowiła zostać ze mną, więc staliśmy z boku, schowani między drzewami i krzewami i oglądaliśmy jak wielu czarodziejów przyszło na pogrzeb naszej przyjaciółki. Było bardzo wystawianie, gdzie przemówił sam Dumbledore. Moja żona oparła głowę o moje ramię, a ja obiecałem sobie, że przestanę narażać życie przy każdej okazji. To moja wina, że Emma nie żyje i nie mogłem pozwolić, by ktoś jeszcze poniósł za to taką karę, a na pewno nie moja ukochana. Pomyślałem również o Hope i Harry’m zdając sobie sprawę, że Voldemort pragnie dostać Pottera w swoje ręce, a ja w jakiś głupi sposób mogłem mu to ułatwić swoją nierozwagą.
–– Dorcas, obiecuję, że to już więcej się nie powtórzy –– wyszeptałem do ukochanej, która spojrzała na mnie pytająco kątem oka. –– Nie pozwolę, by ktoś za mnie ginął. Gdyby nie ja, ona byłaby tutaj.
–– Syriuszu, nie wiesz tego –– odpowiedziała łagodnie, mocniej ściskając moje ramię. –– Emma uratowała ci życie. Doceń to proszę. Nie mogę cię stracić –– dodała. Odwróciłem głowę w jej stronę i pogłaskałem ją po policzku.
–– Nie stracisz, obiecuję.
Po uroczystości zebraliśmy się w Kwaterze Głównej, by wspólnie pożegnać naszą przyjaciółkę. Pojawili się wszyscy członkowie Zakonu Feniksa. Usiedliśmy przy stole, gdzie Molly przygotowała dla nas obiad. Kątem oka spojrzałem na Hestię, która w ogóle się nie odzywała. Widziałem, że śmierć Emmy również mocno na nią wpłynęła, mimo że nie miały zażyłych relacji.
–– Przykro mi moi drodzy, że spotykamy się w takich okolicznościach –– zaczął Dumbledore, trzymając w dłoni kieliszek Ognistej Whiskey. –– Emmelina była oddaną i niesamowicie utalentowaną członkinią Zakonu Feniksa, a także wspaniałą przyjaciółką i czarownicą. Wypijmy proszę za to, by była szczęśliwa, tam, po drugiej stronie. –– Siwowłosy wlał do ust kieliszek, a my poszliśmy za jego przykładem. Usiedliśmy przy stole, zaczynając jeść, mimo że wcale nie miałem na to ochoty. Myślami nadal byłem gdzie indziej i co chwilę spoglądałem w swoją lewą stronę, gdzie zawsze obok mnie siedziała Vance. Wypiłem kolejny kieliszek mocnego trunku i zamknąłem na chwilę oczy, łapiąc się za skronie.
–– Emma zawsze powtarzała, że ból i cierpienie to nieodłączny element życia, który nas kształtuje –– mówił Kingsley, wpatrując się w swój kieliszek. –– Ciekaw jestem, co by powiedziała w tej sytuacji.
–– Powiedziałaby, że jestem idiotą –– wtrąciłem, uśmiechając się lekko pod nosem. –– I żebym przestał użalać się nad sobą.
–– Jest jednak coś, na co czekała wiele lat –– powiedziała Dorcas, a ja zmarszczyłem brwi zaintrygowany. –– Zobaczy się z Willem. –– Gdy brązowowłosa wspomniała o swoim zmarłym bracie, przypomniałem sobie, gdy zwierzyła mi się, że widziała śmierć swojej rodziny. Meadowes zawsze twierdzili, że rodzina jest najważniejsza i przyjęli do niej mnie i właśnie Emmelinę.
–– Wiele mi o nim opowiadała –– dodała Tonks. –– Twój brat był jej największą miłością. Nigdy nie chciała związać się z kimś innym. Zawsze myślała o nim.
–– Meadowes mają w sobie to coś –– skomentowałem i dostrzegłem ciepły wzrok mojej żony. –– Nie da się o nich zapomnieć, jeśli już raz się kogoś z nich pokochało.
Po raz kolejny uświadomiłem sobie, jakie życie jest kruche i jak szybko można je stracić. Miałem obok siebie miłość mojego życia, moją żonę i matkę mojej córki. Przez chwilę zastanawiałem się, czy byłym w stanie ponownie ją stracić i szybko odsunąłem od siebie tą myśl. Gdybym miał ją stracić ponownie, nie przeżyłbym tego. Skoczyłbym za nią w ogień, wiedząc, że postępuje egoistycznie i samolubnie.
Jednak złożyłem obietnicę. Nie tylko Dorcas, nie tylko sobie. Złożyłem również obietnicę mojej córce i Harry’emu, że gdy to wszystko się skończy, w końcu będziemy prawdziwą rodziną i miałem zamiar spełnić tą obietnicę.
           

Od Autorki: Hej kochani! Im bliżej końca, tym coraz bardziej mi smutno. Naprawdę zdążyłam się przyzwyczaić do tej historii i ciekawa jestem, jak to będzie już bez niej… Co sądzicie o rozdziale? Jak zareagowaliście na śmierć Emmy, spodziewaliście się tego? Mi jest przykro. Pozdrawiam i do usłyszenia ;*

2019/05/28

Rozdział 56 „Na zawsze razem”

11 komentarzy:

Nadszedł maj, a wraz z nim słońce, ciepło i ten szczególny dzień, który miałam zapamiętać do końca swojego życia. Kroczyliśmy przed siebie, zdawając sobie sprawę, że jesteśmy w centrum uwagi. Nie miałam na sobie białej sukni ślubnej, ponieważ takiej nie chciałam. Nie chciałam, by ta uroczystość była przewidywalna i taka jak wszystkie inne. Był to dzień, w którym miałam zostać żoną Syriusza Blacka. Postawiłam na długą, dopasowaną sukienkę na ramiączka w kolorze bladego różu. Szłam wolno, spoglądając na twarze zebranych i zastanawiałam się, czy Lily, Marlena i Mary widzą mnie w tym momencie. Widzą i są dumne, tęsknią i nie mogą się doczekać, by się ze mną spotkać. Przełknęłam ślinę, stresując się lekko. Z tyłu za mną szła Hope, a za Syriuszem Remus. Nasza córka od razu przyjęła rolę świadkowej, całkowicie się tego nie spodziewając. Jednak tym gestem chciałam jej pokazać, jak wiele dla nas znaczy i jak bardzo ją kochamy.
Stanęliśmy naprzeciw Albusa Dumbledore’a, który zgodził się odprawić naszą ceremonię. Cieszyłam się, że to właśnie on udzieli nam sakramentu.
–– Moi drodzy! Zebraliśmy się tu, by wspólnie uczcić piękną ceremonię zwaną ślubem, gdzie Dorcas Meadowes i Syriusz Black zostaną połączeni węzłem małżeńskim –– zaczął Dumbledore. Poczułam mocniejszy ucisk dłoni i kątem oka spojrzałam na Blacka, na którego twarzy błądził uśmiech. Kątem oka również spojrzałam na Hope, moją druhnę, która wyglądała tego dnia pięknie, a bukiet kwiatów dodawał jej tylko uroku. Wzięłam głęboki wdech i swój wzrok ponownie skierowałam na Albusa Dumbledore’a. Siwowłosy wskazał na nas dłońmi, potem na obrączki, a ja spojrzałam wprost na czarnowłosego, który wziął moją obrączkę w dłonie i powoli wkładał mi ją na palec.
–– Droga Dorcas… –– zaczął Syriusz, a ja wpatrywałam się w niego z miłością i ufnością, zdając sobie sprawę, że za chwilę będę należała tylko i wyłącznie do niego. –– Chciałbym powiedzieć, że kilkanaście lat temu, nie wyobrażałem sobie tej chwili. –– Usłyszeliśmy śmiech zgromadzonych. Wywróciłam oczami, uśmiechając się pod nosem. –– Byłaś moją przyjaciółką, moją ostoją, moją rodziną… –– mówił i mocniej złapał mnie za dłonie. –– Widziałaś we mnie światło, gdy wszyscy inni w to wątpili. Upadałem, a ty zawsze mnie podnosiłaś. Byłaś światłem na niebie, które prowadziło mnie w ciemną noc. Zawsze uważałem, że ślub jest uwiązaniem, że małżeństwo to tylko błaha przysięga, ale teraz wiem, stojąc tu przed tobą, tak piękną, z której oczu bije miłość, zrozumiałem, jak bardzo się myliłem. Przyrzekam ci, że zrobię wszystko co w mojej mocy, żebyś była szczęśliwa. Kocham cię i nigdy nie przestanę.
–– Kochany Syriuszu… –– zaczęłam, łapiąc drugą obrączkę i wkładając ją na palec czarnowłosego. –– Czekałam na ten moment lata, mimo że wszyscy inni w to wątpili. Ja wierzyłam, wierzyłam, że mimo naszych ciężkich chwil, kłótni i niedojrzałości, jest między nami tak wielka miłość, która nie ma prawa nie przetrwać. Tak wielka miłość, która trzyma i scala nasz świat w jedno. Taka miłość nie mogłaby umrzeć, nigdy. –– Widziałam jak oczy Syriusza przeszywają mnie na wskroś. Wzruszenie biło od niego podwójnie. –– Zaakceptowałeś mnie w całości, mimo całego mojego bagażu emocjonalnego. Zawsze będę cię kochała i nigdy nie pozwolę ci odejść. –– Łza popłynęła mi po policzku. Wpatrywałam się w czarnowłosego, zdając sobie sprawę, że ten mężczyzna już na zawsze będzie mój. Na dobre i na złe.
–– Na mocy danego mi prawa, mianuje was mężem i żoną –– powiedział siwowłosy, a na sali wybuchły oklaski. –– Możesz pocałować panną młodą –– dodał, a Syriusz nie czekając długo złapał mnie w tali, przechylił i pocałował z namiętnością i całą miłością, która w nas płynęła. Scałował łzy, płynące po moich policzkach i gwałtownie wziął mnie na ręce, po czym wyszliśmy z pomieszczenia, na świeże powietrze, gdzie odbywała się uroczysta kolacja. 
Z powodu statusu Syriusza jako zbiega, nie mogliśmy również pozwolić sobie na nic więcej. Kiedyś chciałam, by mój ślub jak i wesele były wystawane, a teraz jestem ogromnie szczęśliwa z tego co mam. Lampki stworzyły dach, zwisając luźno po obu stronach stołu, a duża ilość zielonych krzewów i roślin robiła wrażenie. Było idealnie. Stanęliśmy obok lampionów, a goście zaczęli do nas podchodzić i składać nam życzenia.
–– Tak się cieszę! –– zawołała Tonks i ucałowała nas w policzki. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha, dziękując przyjaciółce i zapraszając na uroczystość.
–– Dziękujemy, że jesteś –– odpowiedział uprzejmie Syriusz, przytulając kuzynkę, po czym kobieta pożegnała się szybko i udała w stronę stołu.
–– Dzień, którego nikt by się nie spodziewał…–– Westchnęła Emmelina naprzeciwko nas i pokręciła głową. –– Obiecałam sobie, że nie będę płakać, ale oboje musicie wiedzieć, jak ważni dla mnie jesteście. –– Emma objęła nas, a my nie pozostaliśmy jej dłużni. Cieszyłam się, że mam ją przy sobie. –– Dorcas, Syriuszu… Jestem pewna, że cała rodzina Meadowes byłaby z was dumna. Alan pomarudziłby trochę, ciesząc się skrycie. Mia emanowałaby radością, a Robert chwaliłby się na całą Anglię. Colin podzieliłby się z nami swoją mądrością. Alaric i Allie pilnowaliby wszystkiego i dbali o to, by każdy z nas był zadowolony, a Will… Will byłby całym sercem z wami. Jestem tego pewna. –– Z oczu brązowowłosej zaczęły lecieć łzy, a ja nie mogąc powstrzymać również mojego wzruszenia, wtuliłam się w Vance, łkając cicho. Tak bardzo chciałabym, żeby tutaj byli, razem z nami.
–– Mamo… i tato. –– Hope stanęła przed nami, a ja spojrzałam kątem oka na Syriusza i jego reakcję na słowo „tata”. Hope po raz pierwszy tak się do niego zwróciła. Chciałam płakać ze szczęścia. Obok niej stanął Harry, uśmiechając się od ucha do ucha. –– Bardzo się cieszę z waszego szczęścia i doskonale o tym wiecie. Chciałabym jeszcze wam powiedzieć, że dzięki wam obojgu czuje się pełna. Czuje, że mam rodzinę, na której zawsze mogę polegać. Wy, ja i Harry. Jesteście dla mnie najważniejsi –– powiedziała szczerze, a ja byłam z niej tak bardzo dumna. Dumna, ponieważ brązowowłosa zawsze miała problem z wyrażaniem emocji, co w ogóle nie było podobne do mojej osoby. Była tak inteligenta, zrównoważona, a równocześnie narwana i pewna siebie. Kochałam ją całym sercem.
–– Ostatnio dużo się działo. –– Harry położył dłoń na ramieniu Hope, dodając jej otuchy. –– Nigdy nie miałem prawdziwej rodziny, a dzięki wam to się zmieniło. Dziękuję, za wszystko i mam nadzieję, że zawsze będzie tak pięknie, jak dziś. –– Nie czekając dłużej objęłam z całej siły ich dwoje, nie mogąc powstrzymać wzruszenia. Radość wypełniała moje serce.
–– Kochamy was –– powiedział Syriusz, gdy odsunęłam się na bezpieczną odległość, ocierając krople łez. –– Zawsze możecie na nas polegać, we wszystkim. –– Przytulił ich, a ja nie mogłam się nadziwić, jak nasze życie zmieniło się po przeprowadzce do Anglii. Zostałam mężatką, ot co.
–– Moi przyjaciele… –– Remus stanął i rozłożył ramiona, obejmując nas z całej siły. –– Od lat młodości wierzyłem w to, że jesteście sobie pisani. Jestem szczęściarzem mogąc być tutaj, z wami. Widząc wasze szczęście, dziękuję, że dożyłem tych czasów i jestem pewny, że nasi przyjaciele cieszą się razem z nami. O tutaj. –– Wskazał na serce, a ja ponownie pomyślałam o przyjaciółkach i Huncwotach. Bardzo mi ich brakowało. –– Bądźmy zawsze razem, niczego więcej wam nie życzę.
Spoglądałam na ludzi, którzy tak wiele dla mnie znaczyli. Myślałam również o tych, którzy powinni tutaj być, jednak los nie dał nam tej szansy. Końcem końców byłam w miejscu, w którym chciałam być od momentu poznania Syriusza Blacka. Ten moment pozostanie w mojej pamięci na wieki.

*


Poruszaliśmy się wolno w rytm muzyki. Przycisnąłem bliżej siebie Dorcas, całując ją lekko w czoło. Wolna muzyka koiła moje myśli, a lampki, świecące naokoło dbały o nastrój. Usłyszałem szelest i wytężyłem wzrok, próbując dostrzec osobę, która nadchodziła. Spiąłem się lekko, jednak po chwili w świetle pojawiła się Hestia Jones.
Myślałem, że nie przyjdzie, choć chciałem, żeby tu była. Sam osobiście wręczyłem jej zaproszenie, udając się do jej domu, mimo sprzeciwu Dorcas i Emmeliny. Wiedziałem, że to niebezpieczne, jednak czułem, że powinienem to zrobić. Hestia zbyt wiele dla mnie zrobiła, bym teraz mógł traktować ją jak innych. Blondynka zawsze będzie dla mnie kimś ważnym i prawdę mówiąc, dopiero dzięki niej zrozumiałem relację Dorcas i Regulusa. Zrozumiałem uczucie, które brązowowłosa żywiła do mojego brata, bo takie było między mną a Hestią. Uśmiechnąłem się widząc blondwłosą. Dorcas odsunęła się ode mnie, patrząc na kobietę. Po chwili ponownie spojrzała na mnie, kiwnęła głową, po czym odeszła, zostawiając nas samych.
–– Zrobiłaś mi nie małą niespodziankę –– zagadnąłem i poprosiłem ją do tańca. Blondwłosa złapała moją dłoń i zaczęliśmy się kołysać w rytm muzyki. –– Dziękuję, że przyszłaś. To dla mnie bardzo ważne.
–– Zastanawiałam się, czy powinnam tutaj być –– odpowiedziała szczerze. –– Jednak zdałam sobie sprawę, że powinnam cię wspierać, mimo wszystko. Mimo, że to dla mnie trudne i mimo uczuć jakimi ciebie darzę. Zasługujesz na szczęście Syriuszu, a ja widzę, że Dorcas ci je daje. To dla mnie najważniejsze. –– Spojrzałem na tą silną i piękną kobietę, żałując, że nie mogę dać jej nic więcej. –– Poza tym jestem osobą towarzyszącą Kingsley’a. Dobrze się dogadujemy –– dodała, a ja uśmiechnąłem się pod nosem, słysząc słowa blondynki.
–– Nawet nie wiesz, jak miło mi to słyszeć, Hestio –– powiedziałem. –– Życzę ci szczęścia i miłości, bo nikt tak jak ty na to nie zasługuje. –– Pocałowałem ją w rękę, gdy taniec się skończył, a kobieta posłała mi uśmiech i ukłoniła się lekko. Chwilę później powędrowała do Kingsley’a, a ja dostrzegłem, że naprawdę jest między nimi ta nić porozumienia, widoczna gołym okiem.
–– Kingsley, dbaj o nią! –– zawołałem i puściłem mu oko. Jones zaczerwieniła się lekko, wywracając oczami.
–– Wszystkim się zajmę. –– Obiecał i również puścił mi oko.
Odwróciłem się śmiejąc się cicho i dostrzegłem Hope, stojącą nieopodal. Wyciągnąłem ku niej rękę, a dziewczyna podeszła z lekkim uśmiechem na ustach. Obróciłem ją i prowadziłem w tańcu, napawając się chwilą, którą mogę spędzić wspólnie z nią.
–– Pięknie wyglądasz, kochanie. –– Pochwaliłem ją, będąc najszczęśliwszym ojcem na świecie, mając tak piękną i wspaniałą córkę.
–– Wiem, tato –– odpowiedziała dumnie, wypinając lekko pierś. Zaśmiałem się cicho, przypominając sobie, jak bardzo w młodości byłem podobny do niej. –– Ty też świetnie wyglądasz.
–– Wiem. –– Uniosła brwi do góry i pokręciła głową. –– Ale to ty jesteś moim spełnieniem marzeń.
–– Myślałam, że to mama –– zauważyła, a ja pokiwałem wolno głową.
–– Kocham mamę najbardziej na świecie, ale ty jesteś moją córką Hope. Miłość rodzica do swojego dziecka to coś, co wykracza poza skalę, coś o czym nawet nie mogłem sobie wyobrazić, póki nie poznałem ciebie –– powiedziałem szczerze. –– Poznanie ciebie i odzyskanie mamy to moje największe szczęście w życiu.
–– Kocham cię, tato. –– Nim zdążyłem zareagować na łzy Hope, dziewczyna wtulała się we mnie, a ja poczułem, że moje poliki też są mokre od łez.
–– Ja też cię kocham, córeczko –– odpowiedziałem jej na ucho. Po chwili dziewczyna oderwała się ode mnie, ocierając łzy. –– Niedługo kończysz czwarty rok w Hogwarcie. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, chcielibyśmy się przeprowadzić do rodzinnego miasta mamy.
–– Bristol, prawda? Mama opowiadała, że jest to dla was bardzo ważne miejsce.
–– Masz rację.
–– A Harry? Nie chciałabym, by znowu wracał do Dursley’ów….
–– Zrobię wszystko co w mojej mocy, by zamieszkał z nami, Hope. Jesteście w końcu rodzeństwem.
–– Właśnie to chciałam usłyszeć.
Rozglądałem się za Dorcas, ale nie mogłem jej nigdzie znaleźć. Postanowiłem udać się do stołu, gdzie siedzieli Molly i Artur Weasley. Przysiadłem się do nich, a Artur wzniósł szklankę z szampanem ku górze.
–– Wasze zdrowie, Syriuszu –– zawołał i przechylił zawartość kieliszka. Zrobiłem to samo, czując jak bąbelki szumią mi w głowie.
–– Syriuszu, jestem pod ogromnym wrażeniem. –– Molly złapała za kieliszek unosząc go wysoko, zadziwiając tym mnie jak i swojego męża. –– Szczerze mówiąc, gdy cię poznałam, uważałem, że jesteś nieodpowiedzialny i traktujesz niektóre sprawy zbyt błaho, jednak widząc się teraz… Cieszę się, że to się zmieniło, że ty się zmieniłeś. –– Wypiła całą zawartość kieliszka, a rudowłosy gwizdnął pod nosem.
–– Molly, naprawdę rzadko cię widzę pijącą…
–– Mamy okazję, czyż nie? –– Rudowłosa postawiła pusty kieliszek przed mężem i czekała, aż ponownie go napełni. Artur pokręcił głową, mamrocząc coś pod nosem, ale Molly starała się tego nie dostrzegać. Albo doskonale to widziała, jednak dziś chciała odpuścić. Chciała się po prostu dobrze bawić.
–– Dziękuję wam za wszystko. Gdyby nie wasza pomoc, nie byłoby mnie w tym miejscu. Pewnie błąkałbym się gdzieś po świecie.
–– Przyjemność po naszej stronie –– wtrąciła Molly, nim Artur zdążył się odezwać. –– Dbaj o dzieciaki, Syriuszu. Oni są najważniejsi. –– Pokiwałem głową na znak zrozumienia i w tym samym momencie zauważyłem moją żonę, kroczącą w moją stronę. Uśmiechnąłem się od ucha do ucha, widząc ją i wstałem wolno, podchodząc do kobiety.
–– Pani Black, znikła mi pani. –– Przysunąłem się bliżej kobiety i objąłem ją w talii. Brązowowłosa zarzuciła mi ręce na szyję i złożyła na moich ustach lekki pocałunek.
–– Panie Black, kobiety czasem potrzebują chwili prywatności. –– Ponownie mnie pocałowała, a ja oddałem pocałunek z miłością.
–– Mąż i żona. –– Pokręciłem głową. –– Chciałbym zobaczyć minę Jamesa.
–– I Lily, która by go ustawiła do pionu. –– Zaśmiała się. Pogładziłem ją po policzku i zbliżyłem się do ucha. 
–– Przed nami jeszcze noc poślubna, zdajesz sobie z tego sprawę? –– Brązowowłosa uderzyła mnie lekko w pierś, gdy delikatnie przegryzłem jej płatek ucha. Może i byliśmy małżeństwem, ale to nie znaczy, że mieliśmy być nudnym małżeństwem. Jesteśmy jedyni w swoim rodzaju i zamierzałem to dziś udowodnić mojej miłości.

Od Autorki: Hej, kochani! Stało się! Oficjalnie mamy Dorcas Meadowes-Black oraz Syriusza Blacka jako małżeństwo! Cieszę się, bardzo. A co wy uważacie? Jakby ktoś chciał wiedzieć, jak sobie wyobrażałam kolację w plenerze LINK. Pozdrawiam ;*

              

2019/05/21

Rozdział 54 „Zapisane w pamięci”

12 komentarzy:
Lekarz wypisał mnie ze szpitala, kazał się oszczędzać i uważać na siebie. Podziękowałam mu z wdzięcznością, jednak mimo to, musiałam udać się do Ministerstwa i porozmawiać z Kingsley’em na temat nowego szefa Departamentu Przestrzegania Prawa. Po drodze zaopatrzyłam się również w świeże ubrania i doprowadziłam się do porządku w toalecie już w samym Ministerstwie. W drodze do urzędu, byłam wyjątkowo ostrożna i rozglądałam się na wszystkie strony. Nie mogłam pozwolić, by znów ktoś mnie zaskoczył. Weszłam do środka, dostrzegając ogromną ilość czarodziejów i czarownic. Zaczęłam przepychać się przez nich, by dotrzeć do windy i udać się na odpowiednie piętro. W windzie było zaledwie kilku czarodziejów, gdy urządzenie zatrzymało się, a moim oczom ukazał się Artur Weasley.
–– Eleno! –– zawołał i uśmiechnął się. Podszedł do mnie bliżej, a ja również odpowiedziałam mu uśmiechem.
–– Mów mi Dorcas, proszę –– powiedziałam automatycznie, a rudowłosy pokiwał głową, przypatrując mi się z zaciekawieniem.
–– Jak się czujesz? –– zapytał przyciszonym głosem.
–– Wszystko dobrze. Arturze, porozmawiamy później –– zaakcentowałam, zdając sobie sprawę, że inni nas podsłuchują. –– Miłej pracy. –– Winda zatrzymała się, a ja wysiadłam z niej i pomachałam rudowłosemu na pożegnanie. Udałam się do gabinetu Moody’ego, mając nadzieję, że spotkam tam Kingsley’a. Nie pomyliłam się i gdy zapukałam i weszłam do pomieszczenia, mężczyzna wstał pośpiesznie z fotela i podszedł do mnie, przytulając mnie. Uśmiechnęłam się szczerze i poklepałam go po plecach.
–– Dobrze wyglądasz –– zagaił, a ja uśmiechnęłam się w odpowiedzi. –– Wraz z Tonks mieliśmy cię odwiedzić, ale widzę, że długo nie zabawiłaś w Mungu.
–– Nic mi nie jest –– zapewniłam. –– Jak się czuje Emmelina?
–– Lepiej. Silne zaklęcie ugodziło ją w pierś. Będzie miała bliznę –– wytłumaczył, a ja skrzywiłam się lekko. –– To nie twoja wina –– dodał, widząc moją minę.
–– Gdyby nie ja, nie byłoby was tam –– zaprzeczyłam i westchnęłam. –– Mimo to dziękuję. Zapewne nie przeżyłabym, zostając tam dłużej.
–– Podziękowania należą się przede wszystkim Syriuszowi –– powiedział. –– Teraz już Śmierciożercy wiedzą, że znajduje się w Londynie.
–– Kingsley, powiedz mi proszę coś o nowym szefie Departamentu Przestrzegania Prawa –– zmieniłam temat, a czarnoskóry westchnął i usiadł na fotelu. Wzięłam głęboki wdech, nie pokazując jak wzmianka o Syriuszu oraz tym co dla mnie zrobił, podziałała na mnie. Chciałam go bardzo zobaczyć, ale bałam się. Teraz, pamiętając wszystko, po prostu się bałam.
––  Pius Thicknesse, bardzo dobry i odpowiedzialny czarownik –– wytłumaczył. –– Myślę, że godnie zastąpi Amelię.
–– Och, dobrze. Miałam po prostu złe przeczucia. –– Pokręciłam głową. –– Nie będę w takim razie zajmować ci więcej czasu.
–– Nie masz się czym przejmować. –– Kingsley uśmiechnął się w moją stronę, a ja pokiwałam głową. Wstałam i skierowałam się do wyjścia.
–– Dziękuję. Za wszystko. –– Pożegnałam się i wyszłam z pomieszczenia. Przeszłam obok boksów, konkretnie kierując się do miejsca, w którym powinna siedzieć Tonks. Od razu ją zauważyłam i na jej widok uśmiech pojawił się mi na twarzy.
–– Co ty tu robisz! –– zawołała, wstając pośpiesznie i przewracając stertę dokumentów, leżącą na jej biurku. –– Cholera…
–– Tonks. –– Przytuliłam ją z całej siły, ciesząc się, że nic jej nie jest. –– Muszę z tobą porozmawiać. –– Kobieta kiwnęła głową i razem zebrałyśmy dokumenty w jedno miejsce, by móc wyjść na moment. Nie czekając na pytania od brązowowłosej, zwierzyłam się jej, że odzyskałam pamięć.
–– Wow, niezła historia –– skomentowała, a ja spojrzałam na nią spode łba. –– Jak się z tym wszystkim czujesz? No wiesz, wiedząc o wszystkim?
–– Ciężko mi –– przyznałam szczerze. –– Chciałabym ponowie udać się do Arnold Vale, a potem do Doliny Godryka,, Highgate i St. Mary w Carew. Tam, gdzie są pochowani moi bliscy. Potrzebuję przy sobie kogoś bliskiego –– wytłumaczyłam, mając nadzieję, że przyjaciółka dotrzyma mi towarzystwa.
–– Oczywiście, że z tobą pójdę –– odpowiedziała, nim zdążyłam o to zapytać. –– El.. Znaczy się, Dorcas. Muszę się przestawić. –– Uśmiechnęła się. –– Nie powinnaś zabrać kogoś z twoich przyjaciół, ja…
–– Tonks, ty jesteś moją przyjaciółką. Lily na pewno jest zachwycona, że to właśnie ty zajęłaś jej miejsce –– zwierzyłam się i poczułam łzy w kącikach oczu, myśląc o rudowłosej.
–– Kochana jesteś. –– Brązowowłosa rzuciła mi się na szyję, uśmiechając się od ucha do ucha. –– Ty również jesteś moją przyjaciółką. Najlepszą.
–– Jest jeszcze coś… –– Tonks była zszokowana, dowiadując się, że Bellatrix i Rudolf mają dzieci. Nikt o tym nie wiedział. –– Ja wiem, za to oni nie wiedzą o mojej córce. Będzie bezpieczniej, jeśli będzie przedstawiała się jako Carter.
–– Napisz do niej. –– Tak właśnie zrobiłam. Wyjawiłam jej prawdę oraz poprosiłam, by uważała na siebie. Nie chciałam, by martwiła się porwaniem, dlatego postanowiłam ukryć to na razie. Teraz najważniejsze było dla mnie jej bezpieczeństwo.
–– Ruszamy?

*

W ostatnim momencie złapałem Emmelinę, gdy prawie upadła, potykając się o wstający kant podłogi. Spojrzałem na nią z politowaniem.
–– Chcesz wyglądać jeszcze gorzej? –– zapytałem, a kobieta wywróciła oczami.
–– Milutki jak zawsze –– odpowiedziała. –– Potknęłam się.
–– Mogłaś…
–– Syriusz…
–– Jesteście zabawni –– skomentował Lupin stając w futrynie drzwi. –– Gdybym was nie znał, stwierdziłbym, że zachowujecie się jak stare dobre małżeństwo. –– Parsknąłem śmiechem, a brązowowłosa pokręciła głową.
–– Coś w tym jest –– mruknąłem, a Emma dała mi kuksańca w bok.
–– Po moim trupie.
–– Patrząc na twoją uważność, to niedługo, co nie? –– wtrąciłem, przez co kobieta uderzyła mnie w ramię. –– No co!
–– Gorzej niż dziecko. –– Pokręciła głową i usiadła przy stole.
–– Dorcas wyszła ze szpitala na własne życzenie –– przerwał nam Remus, a ja zmarszczyłem brwi. –– Rozmawiałem z Hestią. Podobno dziwnie się zachowywała.
–– Torturowali ją, Remusie –– zauważyłam Emma, krzywiąc się lekko. –– Na pewno to przeżyła. Black, jesteś okropny –– dodała patrząc na mnie. –– Nigdy nie przepadłam za Hestią, ale to okrutne, nawet jak na ciebie…
–– Wiem. –– Skrzywiłem się. –– Ale ufam jej. Wiedziałem, że postąpi słusznie. –– Wstałem, zdenerwowany. –– Gdzie ona jest? Jak zwykle musi…
–– Co takiego? –– Nie wiedziałem skąd, ale w drzwiach, obok Lupina stanęła Dorcas. Zastanawiałem się jakim cudem nie dostrzegłem, że weszła i uniosłem pytająco brwi do góry.
–– Musi wszystko zrobić po swojemu –– dokończyłem, szczęśliwy, że widzę brązowowłosą. Kobieta zaśmiała się i pokiwała głową. Rzeczywiście, była jakaś inna.
–– Jak się… –– Emmelina nie zdążyła powiedzieć, gdy brązowowłosa jej przerwała.
–– Och, proszę. Nic mi nie jest. Emmo, co z tobą? –– zapytała z troską. –– Powinnam cię przeprosić, to moja wina…
–– Och, proszę –– przerwała tym razem Vance, a ja pokręciłem głową słysząc obie kobiety. –– Wydajesz się inna –– dostrzegła brązowowłosa bacznie obserwując Dorcas.
–– Myślisz, że poprzestawiali mi w głowie? –– Uniosła brwi rozbawiona.
–– Myślę, że jesteś wyjątkowo żartobliwa jak na Elenę –– odpowiedziała szczerze i oparła się o krzesło, zakładając dłonie na klatkę piersiową.
–– Fakt –– przyznała. –– Jednak jak na Dorcas w sam raz.
–– Jest coś, o czym nam nie powiedziałaś?
–– Wiele –– odpowiedziała i wzruszyła ramionami. –– Zabroniłeś Stworkowi ze mną rozmawiać? –– Spojrzała na mnie, a ja otworzyłem buzię po to, by za chwilę ją zamknąć. Skąd…?
–– Możliwe, że tak zrobiłem –– odpowiedziałem po chwili zagadkowo, a brązowowłosa wywróciła oczami.
–– Idiota –– skomentowała. Podszedłem do niej wolnym krokiem i stanąłem naprzeciwko. Brązowowłosa wpatrywała mi się w oczy, a ja chłonąłem jej widok i czułem to magnetyczne przyciąganie. –– Przyszedłeś po mnie. –– Rzuciła mi się na szyję, a ja automatycznie uniosłem ją ku górze i uśmiechnąłem się, szczęśliwy. –– Ryzykowałeś życiem, a mimo to byłeś tam.
–– Nie mógłbym być nigdzie indziej.
–– Podobno, jeżeli ktoś jest sobie przeznaczony, to choćby i świat się walił, to dwójka tych osób zawsze ze sobą będzie. Nieważne gdzie, nieważne jak. Miłość. A ja wierzę, że nam się uda. Jak nie teraz to kiedyś. –– Otworzyłem szerzej oczy, doskonale pamiętając słowa, które powiedziała mi brązowowłosa w siódmej klasie. Serce zabiło mi jak dzwon, patrząc w jej oczy, oczy pełne ciepła i miłości, którą tak dobrze pamiętałem.
–– Choćby i świat się walił, a świt miał jutro nie nastać to zawsze będę cię kochał. Zawsze. –– Dostrzegłem krople łez na policzkach kobiety i kciukiem starłem je z twarzy.
–– Nigdy nie przestałam cię kochać –– wyznała, a ja położyłem swoją dłoń na jej talii.
–– A ja ciebie –– odpowiedziałem zgodnie z prawdą i nie zastanawiając się długo, pocałowałem brązowowłosą, wkładając w to wszystkie uczucia, które od lat się we mnie gromadziły. Meadowes zarzuciła mi ręce na szyję, a ja mocniej przycisnąłem ją do siebie. Nic innego się dla mnie teraz nie liczyło. Po chwili oderwałem się od niej, a kobieta wychyliła się za mnie, by spojrzeć przepraszającym wzrokiem na naszych przyjaciół.
–– Już, możemy zadawać pytania? –– zironizowała Emmelina, by po chwili wstać i rzucić się w objęcia brązowowłosej. –– Odzyskałaś pamięć! Jak…?
Dorcas wzięła głęboki wdech, po czym usiedliśmy przy stole i brązowowłosa opowiedziała nam całą historię oraz rzeczy, których dowiedziała się będąc przetrzymywaną u Malfoy’ów. Nie wypuszczałem jej dłoni z objęć, a gdy zaczęła opowiadać o swojej rodzinie, trzymałem ją mocno, dodając otuchy.
–– Regulus mnie uratował –– powiedziała w końcu i spojrzała mi prosto w oczy. –– Rzucił też na mnie zaklęcie zapomnienia i wiem, że gdyby nie to, nie byłoby mnie dzisiaj z wami. Byłam zbyt słaba… –– Chciałem zaprzeczyć, ale kobieta położyła mi palec na ustach. –– Taka jest prawda, Syriuszu. Zaprowadź mnie do pokoju Regulusa –– poprosiła, a ja zgodziłem się, choć nigdy nie odwiedzałem tego pokoju. Byłem w nim jeden jedyny raz, gdy ponownie tu zamieszkałem. Dorcas nie puszczała mojej ręki. Weszliśmy po schodach na górę i stanęliśmy przed drzwiami do pokoju mojego brata. Wpatrywałem się w nie przez dłuższą chwilę, po czym nacisnąłem klamkę i weszliśmy do środka.
Sypialnia Regulusa nie zmieniła się od czasu, gdy tutaj byłem. Nawet przy większych porządkach, które robiliśmy tu w wakacje, ten pokój został nietknięty. Brązowowłosa rozglądała się, by po chwili podejść do pierwszej lepszej szafki. Otworzyła ją i zaczęła przeszukiwać rzeczy. Podążyłem za jej przykładem, choć nie do końca wiedziałem, czego szukać. Nagle dostrzegłem, że kobieta zamarła, trzymając coś w dłoni. Podszedłem do niej bliżej, a ona po kilku chwilach dała mi list, ocierając łzy. Prócz tego trzymała w dłoniach nasze zdjęcie, drugi list, a także pierścionek. Pierścionek, który podarowałem jej na święta i był wyrazem mojej miłości do niej. Zacząłem czytać list, od razu rozpoznając pismo mojego brata.

Droga Dorcas,
Tak naprawdę miałem nadzieję, że nigdy nie znajdziesz tego listu, ale w głębi serca wiedziałem, że to zrobisz. Zapewne jesteś na mnie wściekła za to, że przeze mnie utraciłaś tak wiele cennych wspomnień, jednak gdybym miał to zrobić jeszcze raz, zrobiłbym to. Nie byłaś gotowa na to, co się stało i mam ogromną nadzieję, że poukładałaś sobie życie na nowo, tak jak mi obiecałaś.
Chciałbym, żebyś wiedziała, że dzięki Tobie zmieniłem się. Odkryłaś we mnie człowieka, którym chciałbym być, gdyby nie moje wcześniejsze wybory, przez które z góry byłem już przesądzony.
Bądź szczęśliwa. O nic więcej nie chcę Cię prosić.
           Twój na zawsze,
Regulus
PS. Dbaj o mojego starszego brata. Potrzebuje Cię.


–– Jest jeszcze coś… –– Dorcas podała mi drugi pergamin, a ja westchnąłem, nie zdawając sobie sprawy, jak mocno zadziałają na mnie słowa Regulusa.
Dbaj o mojego starszego brata.
To ja powinienem dbać o niego.
Wziąłem drugi list w dłonie i zagłębiłem się w tekst, otwierając szerzej oczy z każdą kolejną linijką tekstu. W oczach czułem łzy.
           
Chciałabym, chciałabym móc powiedzieć żegnaj
Powiedziałabym to co chciałam
Może nawet bym za Tobą zapłakała

Gdybym wiedziała że to będzie ostatni raz
Złamałabym moje serce na pół
Próbując ocalić część Ciebie

Nie chcę czuć innego dotyku
Nie chcę wzniecać innego ognia
Nie chcę znać innego pocałunku
Żadne inne imię nie wyjdzie z moich ust
Nie chcę oddawać mojego serca
innemu obcemu
Nie chcę aby kolejny dzień się zaczął
Nie wpuszczę nawet światła słonecznego
Nie, nigdy więcej nie pokocham
Nigdy więcej nie pokocham

Nie myśląc długo, porwałem Dorcas w ramiona, płacząc niczym dziecko. Pozwoliłem, by emocje zawładnęły moim ciałem.
Syriusz Black płakał.
–– Csii… –– uspokajała mnie Meadowes. –– Jestem tutaj. Z tobą –– mówiła. Mocniej przytuliłem ją do siebie.
–– Nie zostawiaj mnie –– poprosiłem i spojrzałem na nią.
–– Nigdy cię nie zostawię. Obiecuję –– powiedziała i pocałowała mnie. Oddałem jej pocałunek i kilka chwil później oderwałem się od niej, by złapać ją za rękę, w której miała pierścionek.
–– Dorcas Meadowes, zostań moją żoną –– powiedziałem pewnie, a kobieta otworzyła usta ze zdziwienia. –– Wiem, że jestem skazańcem. Nie mogę nawet wyjść z tego przeklętego domu, ale wiem jedno. Kocham cię i zawsze będę cię kochał, dlatego zostań ze mną. Póki śmierć nas nie rozłączy.
–– Póki śmierć nas nie rozłączy –– powtórzyła, pozwalając, bym założył jej pierścionek na serdeczny palec. Brązowowłosa nie myśląc długo, rzuciła mi się w ramiona, a nasze usta ponownie odnalazły się w dzikim tańcu. –– Gdy ostatni raz mi go dawałeś, zarzekałeś się, że nie jest on zaręczynowy.
–– Byłem głupi –– przyznałem szczerze. –– Już wtedy powinienem to zrobić. Powinienem być z tobą i walczyć o ciebie.  
–– Gdybyś to zrobił, zapewne odnieślibyśmy porażkę –– zaprzeczyła. –– Byłam zbyt emocjonalna i niedojrzała. Minęło szesnaście lat. Młodsza nie będę…
–– Dla mnie zawsze będziesz najpiękniejsza. –– Uśmiechnęła się, wtulając się mocniej we mnie. –– Chodźmy stąd, chciałbym ci coś pokazać również w mojej sypialni –– szepnąłem jej do ucha, a kobieta uniosła rozbawiona brwi, spoglądając na mnie.
–– Myślałam, że nigdy tego nie zaproponujesz. –– Wzięła mnie za rękę i pociągnęła na korytarz. Podniosłem ją gwałtownie, a brązowowłosa objęła nogami moją talię, wpijając się zachłannie w moje usta.
W tym momencie nic innego nie było dla mnie ważne, jak osoba, którą otrzymam w ramionach i która wróciła do mnie, po tak wielu latach. Wróciła i nie zamierzała być nigdzie indziej. Zamierzała być ze mną.

Od Autorki: Hej kochani! Powiem szczerze, nie spodziewałam się, że wyjdzie mi z tego rozdziału takie romansidło, a jednak! Po wczorajszym odcinku Gry o Tron i uświadomienia, że to już koniec pewnej epoki GoT, mam depresję i naprawdę miałam ochotę napisać COŚ ZŁEGO. Może powinnam częściej mieć taką ochotę, skoro wychodzi mi z tego taka miłość? : ) Cóż, co sądzicie o takim obrocie wydarzeń? Pozdrawiam ;* 
Witaj nieznajomy... ;)
Jeśli już tu jesteś, zostaw proszę ślad po sobie.
Będzie mi niezmiernie miło wiedzieć, co sądzisz o mojej twórczości.
Pozdrawiam i zachęcam do czytania,
Adaline