Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Potter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Potter. Pokaż wszystkie posty

2019/07/04

Epilog

15 komentarzy:
            [muzyczka]
polecam.

Powoli otworzyłem oczy. Nie wiedziałem gdzie się znajduje. Snop jasnego światła raził mnie w oczy, a naokoło panowała głucha cisza. Minęło kilka minut, gdy mój wzrok przyzwyczaił się do jaskrawego światła. Podniosłem się na równe nogi i rozejrzałem się. Zmarszczyłem brwi, gdy uświadomiłem sobie, że znajduje się na Grimmauld Place 12. Prawdę mówiąc to miejsce wyglądało całkowicie inaczej niż zapamiętałem. Było czysto. Jasno. Przyjemnie. Pokręciłem głową, nie rozumiejąc co się właściwie dzieje. Co się stało…? Nic nie mogłem sobie przypomnieć. Schodziłem w stronę kuchni, gdy usłyszałem szmery. Automatycznie złapałem się za kieszenie, jednak nigdzie nie miałem przy sobie różdżki. Ostrożnie otworzyłem drzwi i zamarłem, patrząc na mężczyznę, idącego w moją stronę.
–– Myślałem, że już nie wstaniesz. –– Zaśmiał się gardłowo. –– Długo kazałeś na siebie czekać, bracie –– dodał i podszedł do mnie bliżej. Wpatrywałem się w niego zszokowany i nie wiedząc czemu, chwilę później, wylądowaliśmy wspólnie w swoich ramionach, w braterskim uścisku.
–– Regulus… –– wyszeptałem i pokręciłem głową. –– Jak…?
–– Umarłeś, bracie –– powiedział, a ja cofnąłem się o krok. –– Tak samo jak ja.
–– Nic nie pamiętam… –– przyznałem szczerze, kręcąc głową.
–– To normalne. Z czasem wszystko wróci do normy –– odpowiedział, a ja złapałem się za głowę.
–– Co my tutaj robimy? Ten dom… –– Rozejrzałem się ponownie. –– Wygląda tak samo, a jednak całkowicie inaczej.
–– Ktoś na ciebie czeka –– poinformował mnie brat, a ja spojrzałem na niego niezrozumiale. Ni stąd ni zowąd nagle przeraziłem się, bo urywki zdarzeń zaczęły przelatywać mi przez głowę.
–– Dorcas… –– zacząłem, a Reg zmrużył oczy. –– Co z nią?
–– Chodź –– poprosił czarnowłosy i udał się w stronę drzwi. Stałem próbując przypomnieć sobie więcej, ale na marne. –– Chodź –– powtórzył mój brat, a ja zgodnie z prośbą poszedłem za nim. Wyszliśmy na zewnątrz, ale ku mojemu zdziwieniu, nie znaleźliśmy się przed budynkiem. Rozejrzałem się dookoła i rozpoznałem Dolinę Godryka. Otworzyłem szerzej oczy ze zdziwienia i spojrzałem na Regulusa.
–– Nic nie rozumiem –– przyznałem szczerze.
–– Zawsze miałeś z tym problem –– odpowiedział i zaśmiał się. Regulus był spokojny. Zrelaksowany. Szczęśliwy. –– Idź. Ja zostanę –– dodał i odwrócił się na pięcie, znikając. Podążyłem przed siebie w dobrze znanym mi kierunku. Nogi prowadziły mnie same. Zdążyłem dojść do drzwi, gdy owe otworzyły się, a w nich stanął mój najlepszy przyjaciel.
–– Syriusz –– powiedział i uśmiechnął się, wpatrując się we mnie.
–– Witaj, bracie –– odpowiedziałem automatycznie i przybliżyłem się do niego, zatapiając go w uścisku. James Potter poklepał mnie po plecach, a ja poczułem niesamowitą ulgę.
–– Już myślałem, że nie zobaczę twojej pięknej buźki. –– Zza pleców Jamesa wyszedł Angus, a ja pokręciłem głową, śmiejąc się na głos i również tuląc do siebie przyjaciela.
Będąc tutaj czułem się bezpiecznie. Byłem zrelaksowany. Szczęśliwy.
Wolny.

*

Obudziło mnie światło. Zmrużyłam oczy, otwierając je powoli i uniosłam się do pozycji siedzącej. Znajdowałam w lesie, który wydawał mi się niesamowicie znajomy, ale nie mogłam skojarzyć, dlaczego. Zaczęłam rozglądać się powoli, próbując pojąć, co się właściwie stało. Mój wzrok spoczął na kobiecie i uśmiechnęłam się mimowolnie. Nie zastanawiając się, podeszłam do niej bliżej i uścisnęłam ją z całej siły.
–– Och, Emmo. –– Spojrzałam na brązowowłosą, uśmiechniętą od ucha do ucha.
–– Chodź –– poprosiła i wzięła mnie za rękę. Spojrzałam na nią, marszcząc czoło.
–– Emmo… –– zaczęłam i pomaszerowałam z kobietą. –– Syriusz…
–– Chodź –– powtórzyła. Szłam za nią, rozglądając się naokoło i nie wiedząc kiedy, pojawiłyśmy się przed moim domem w Bristolu. Otworzyłam szerzej oczy i ponownie spojrzałam na kobietę, która kiwnęła zachęcająco głową. Szłam w stronę wejścia, gdy drzwi nagle się otworzyły, a w nich zaczęła wychodzić cała moja rodzina.
Alaric i Allie. Will. Robert. Mia. Alan.
Pokręciłam głową z niedowierzaniem i zaczęłam szybciej łapać oddech.
Tata.
Biegłam, a widok mojego taty, wychodzącego jako ostatni podziałał na mnie podwójnie. Wpadłam w jego ramiona, czując się jakbym znowu miała dziesięć lat i czekała, aż tata wróci z pracy.
–– Moja córeczko –– zaczął i spojrzał mi prosto w oczy. –– Jestem z ciebie taki dumny.
–– Wszyscy jesteśmy –– dodał Alaric, obejmując Allie w talii. Roześmiałam się i przytuliłam ich oboje, by za chwilę wpaść w ramiona Willa.
–– Sis... –– Will spojrzał na mnie i pogładził mnie po głowie. –– Tęskniłem.
–– Ja też –– odpowiedziałam. Nie płakałam. Łzy nie były mi potrzebne.
Poczułam ulgę. Poczułam bezpieczeństwo. Poczułam szczęście.
–– Dorcas. –– Usłyszałam swoje imię i otworzyłam szerzej oczy. Odwróciłam się na pięcie i zobaczyłam maszerującą w moją stronę burzę rudych włosów.
–– Lily? –– wyszeptałam i zbliżyłam się w jej stronę. –– To naprawdę ty?
–– A któżby inny? –– Rudowłosa wywróciła oczami, a po chwili porwała mnie w objęcia. –– Moja najlepsza przyjaciółko… –– Lily oderwała się ode mnie, uśmiechając się. Dostrzegłam, że Emma podeszła do Willa i wtuliła się w niego. Ten widok radował moje serce. –– Złap mnie za rękę –– poprosiła, a ja tak uczyniłam. Weszłyśmy do domu, a ja rozglądałam się, stwierdzając, że nic się tutaj nie zmieniło. Wszystko było na swoim miejscu, tak jak zapamiętałam. 
Wyszliśmy z tyłu domu, a reszta poszła za nami. Wtedy dostrzegłam Marlenę i Mary. Uśmiechały się do mnie, szczęśliwe, a Lena zasłoniła usta, niedowierzając, że tutaj jestem. Jednak nagle się odwróciła, a ja zdziwiona zmarszczyłam brwi. Odsunęła się, a ja dostrzegłam nikogo innego jak mojego męża. Otworzyłam szczerzej oczy, a jego mina wyrażała takie samo zdziwienie. W ułamku sekundy pognałam ku niemu, a on zrobił to samo. Wpadłam w jego ramiona i odnalazłam jego usta, chcąc się upewnić, że to na pewno on.
–– Syriusz… –– Pokręciłam głową. –– Jesteś tutaj.
–– Ty również –– powiedział i oparł swoje czoło o moje. –– Walczyłaś o mnie.
–– A ty o mnie –– odpowiedziałam. Zza pleców Blacka wyłonił się James, puszczając mi oko, a zaraz za nim Angus. Ostatni wyszedł Regulus, który uśmiechnął się do mnie wesoło. Odpowiedziałam mu tym samym, a Syriusz odwrócił się w stronę Rega i złapał mnie w talii. Zobaczyłam, że patrzy na niego z tą braterską więzią, która od zawsze w nich była, głęboko schowana.
Spojrzałam po twarzach wszystkich zebranych, mojej rodziny, przyjaciół, mojego męża.
Jestem w domu. Jestem kochana. Jestem wolna.
           

Od Autorki,
Kochani…
Jest tak wiele rzeczy, które chciałabym powiedzieć, a tak mało. Nawet nie wiem od czego zacząć. Może zacznę od tego, że pisanie tego epilogu było dla mnie bardzo emocjonujące i powiem szczerze, łezki uroniłam. Cała ta historia, zakończenie żyło we mnie od… myślę, ze minimum siedmiu lat. Lata temu stwierdziłam, że chciałabym stworzyć alternatywną historię o Huncowtach, która skończy się właśnie w momencie Zakonu Feniksa i mimo, że na przestrzeni lat historia zmieniała swój tor, pierwotny zamysł pozostał i główne wątki potoczyły się tak, jak od początku chciałam. Nie bierzcie mnie za morderczynię. Wiem, że w tym opowiadaniu trochę tego było, ale tak być musiało. Dla mnie to również nie było łatwe, uśmiercenie tak wielu bohaterów, aż na końcu… głównych bohaterów. Bohaterów, którzy byli ze mną tak wiele lat i którzy przyzwyczaili mnie do siebie. Kończąc tą opowieść, czuję, że zakończyła się jakaś wewnętrzna część mnie, która lata układała to wszystko w całość, mimo że miałam swoje wzloty i upadki. Wdzięczna mogę być temu, że mój pisarski warsztat poprawił się przez ten czas, a przynajmniej mam taką nadzieję.
Moi drodzy, chciałam również podziękować wielu osobom, dzięki którym jestem tu i teraz. Osobom, dzięki którym powracała moja wena na pisanie i które nie zapominały o mnie i mojej historii. Osobom, które wytrwale czekały, śledziły, komentowały. Dziękuje tym, który czytali. Tym, którzy komentowali. Tym, którzy nie pozostawili po sobie znaku obecności, ale byli. Obserwowali. Dziękuje z całego serca.
Nie będę sobą, jeśli nie wyróżnię tutaj paru osób, szczególnie dla mnie ważnych.
Dorcas Meadowes-Black i SBlackLady. Dziewczyny, byłyście ze mną od samego początku, czyli od grudnia 2016 roku. To niesamowite, że zostałyście. Nie zwątpiłyście. Zawsze mogłam na was liczyć, dziękuję.
Adrianna Wołtosz, Anonimowa, dziękuję za wasze zaangażowanie, pozytywizm. Pojawiłyście się i postanowiłyście zostać, a to dla mnie nagroda i lampka, że to co robię, pisanie, jest dobre. Bądź przeciętnie dobre, zależy od gustu. Dziękuję.
Wszyscy jesteście wspaniali. Nawet nie wyobrażałam sobie, że mogę znaleźć takie miejsce jak blogosfera, gdzie spotkam takich wspaniałych ludzi.
Nie byłabym również sobą, gdybym nie zostawiła dla was jakieś alternatywy. Pytaliście, czy będzie czwarta część – nie będzie, ale! Zastanawiałam się, czy dam radę poprowadzić to dalej i stwierdziłam, że warto spróbować, tym bardziej, że otworzyłam zbyt dużo wątków.
Miło mi was zaprosić na kontynuację tej opowieści, czyli Dziedzictwo Hope Meadowes-Black. Generalnie nie trzeba zbyt znać tego opowiadania, by zacząć czytać Dziedzictwo, ale jeżeli macie ochotę poznać dalsze losy Hope, Harry’ego i reszty to zapraszam. Będzie mi bardzo miło ponownie gościć was w moim świecie Harry’ego Pottera. Na blogu pojawił się już prolog oraz rozdział pierwszy, więc zapraszam serdecznie.
Kończąc już moje wywody, chciałam was zapytać o parę rzeczy. Co wam się najbardziej podobało? Jaka sytuacja, postać…? Czy potrzebujecie więcej wyjaśnień, jeśli chodzi o jakieś rzeczy? Na wszystkie pytania odpowiem w komentarzach. Pytajcie do woli. Moją ulubioną postacią był oczywiście Regulus Black. No i mimo, że nie było go dużo, to Colin Meadowes. 
Jeszcze raz wam dziękuję i do zobaczenia

2019/05/16

Rozdział 52 „Wspomnienia”

12 komentarzy:
polecam do rozdziału.

Stałam na dworcu King’s Cross, rozglądając się naokoło. Dworzec był zatłoczony, a ja stresowałam się, ponieważ pierwszy raz wyruszałam do Hogwartu. Spojrzałam na mojego tatę, który wpatrywał się we mnie czułym wzrokiem. Schylił się ku mnie i złapał mnie za ramiona.  
–– Moja mała córeczko –– powiedział i spojrzał mi prosto w oczy. –– Jestem z ciebie bardzo dumny i jestem pewny, że świetnie sobie poradzisz. Nazywasz się Dorcas Meadowes i jesteś moją córką. Nie może być inaczej. –– Przytuliłam go z całej siły, próbując nie pokazać łez, które skryły się w moich kącikach oczu. –– Nie płacz, kochanie. Wszystko będzie dobrze. –– Zza Colina wychylił się nagle William Meadowes, przytulając mnie znienacka.
–– Jeszcze chwila i ja również pojadę do Hogwartu. Czekaj na mnie, siostrzyczko –– powiedział, a ja uśmiechnęłam się –– Będę za tobą tęsknić.
–– Ja też, Will –– odpowiedziałam i pomachałam rodzinie po raz ostatni. Weszłam do zatłoczonego pociągu, szukając wolnego przedziału. Przedzierałam się przez tłumy uczniów, wchodząc do jednego i dostrzegając, że siedzi w nim rudowłosa dziewczyna.
–– Mogę? –– zapytałam, wskazując na miejsce obok niej. Dziewczyna pokiwała głową i uśmiechęła się nieśmiało. Zdałam sobie sprawę, że ona również dopiero co zaczyna swoją przygodę z Hogwartem. –– Jestem Dorcas, Dorcas Meadowes. –– Wyciągnęłam dłoń do rudowłosej, która ujęła ją wdzięcznie.
–– Lily Evans. –– Podała mi dłoń i od tej chwili wiedziałam, że zostaniemy najlepszymi przyjaciółkami.

*

–– W porządku Lil. Dam sobie radę, nie musisz się o mnie tak martwić. Duża ze mnie dziewczynka. –– Puściłam jej oko i zaczęłam się zbierać. – Lecę. Do zobaczenia na kolacji, sisi.  –– Wysłałam jej całusa w powietrzu zanim zdążyła coś powiedzieć i powędrowałam do gabinetu profesora Flitwicka. Korytarze były prawie opustoszałe, a kiedy w jeden skręcałam, wpadłam na kogoś z głośny hukiem. I to nie na byle kogo.
–– Przepraszam, ja.. Syriusz.
–– Dorcas.
Złapał mnie za rękę i przysunął do siebie. Napięcie jakie było między nami było wprost namacalne. Jego dotyk palił moją skórę.
–– Piękna, spróbuj się już dziś nie wpakować w kłopoty –– mruknął i odszedł w swoją stronę.
Znów.
Znów zostawił mnie osłupiałą. Rozgrywamy między sobą jakąś chorą grę, której nie potrafię przerwać. Nie chcę przerwać.

*


W środku czekała już na nas miotła, mop i ścierka do kurzy.
–– Czasem mam wrażenie, że traktuję mnie w tej szkole gorzej niż skrzata domowego... –– mruknął James i wykrzywił usta w uśmiechu.
–– Skrzaty domowe mogą chociaż używać magii –– odparowałam i spojrzałam na niego wymownie.
–– Rzeczywiście. Mogą. –– Zaśmiał się i kontynuował. –– No więc, moja droga, co masz ochotę robić na naszym dzisiejszym spotkaniu? –– Okularnik wskazał na narzędzia do sprzątania. –– Myć podłogę? Zamiatać? A może wycierać kurze? Te zajęcia są tak pasjonujące, że na pewno nie będziemy się razem nudzić.
James Potter był zabawny. Wesoły, przyjacielski i inteligentny. Nigdy nie spędzałam z nim czasu sam na sam. Żałuję. Naprawdę.
–– Bardzo dziękuje, że dałeś mi wybór dzisiejszej pracy, myślę że skoro nasze spotkanie ma być tak pasjonujące, powinnam wziąć się czym prędzej za miotłę, lecz nie po by odlecieć, lecz przelecieć. Podłogę oczywiście.
James Potter zaśmiewał się wniebogłosy. A ja razem z nim. Przecież też byłam zabawna.


*

Napiliśmy się i spojrzeliśmy na siebie.
Poczułam miłe ciepło w żołądku i mniejszy ból głowy. Po minie Angusa stwierdziłam, że czuje się tak samo dobrze jak ja. Roześmialiśmy się i nalaliśmy sobie jeszcze jedną szklankę.
–– Wczoraj myślałem, że razem z Łapą rozniesiecie pokój przez wasze libido. –– Angus Campbell był szczery. Szczery do bólu. Mówił co uważał, nawet to czego nie powinien przez co często obrywał po głowie od Marleny. Spojrzałam na niego.
–– A ja myślałam, że będę musiała trochę dłużej wysłuchiwać twoich i Leny jęków, niż zanim zdążę zdjąć skarpetkę. –– Zaśmiał się głośno i gardłowo na co jego dziewczyna wściekła rzuciła w nim poduszką. Jak ja lubię spędzać z nim czas.

*

–– Chciałem wam wszystkim serdecznie podziękować za przybycie. Święta to najbardziej niezwykły i magiczny czas, tym bardziej spędzony wśród najbliższych. Nastały ciężkie czasy, dlatego podstawą i najważniejszą rzeczą jest rodzina. Wznieśmy toast. Za rodzinę! –– Wszyscy unieśli kieliszki na znak toastu i upili łyk szampana z kieliszków.
–– Wybaczcie, tata często zabawia się w Dominica Toretto. Tylko zamiast wypasionego samochodu posiada swoją ultra szybką miotłę.
–– Moja siostra ma rację, szybki jak błyskawica, wściekły jak..
–– Dziękuję moje kochane dzieci, cóż za miłe słowa, przynajmniej wiecie, że wyciągnę was z każdej opresji. –– Puścił do nas oko na co cała jadalnia zaniosła się gromkim śmiechem. Nagle niespodziewanie do salonu wpadł nie kto inny jak nasz wuj Robert. Wszyscy odwróciliśmy się w jego stronę.
–– Ho ho ho! Widzę, że wpadłem w idealnym momencie! –– zawołał wesoło i zaczął zdejmować płaszcz.
–– Jak zwykle spóźniony –– mruknął wuj Alan i podniósł brwi do góry.
–– Braciszku, uśmiechnij się. Im częściej cię widzę, tym stwierdzam, że ta Ameryka postarza cię o dobre dziesięć lat. Kiedy ja będę latał na miotle, to Ty będziesz jej używało jako laski! –– Roześmialiśmy się wesoło. Właśnie jego brakowało.
–– Nie bądź taki hop do przodu, bo ci z tyłu zabraknie –– mruknął wuj Alan, ale widziałam, że kąciki ust drgają mu ku górze.
–– Dorcas, moja ukochana chrześnico! Wyglądasz jak milion dolarów! –– krzyknął wesoło, a ja podeszłam do niego i przytuliłam go z całej siły.
–– Cieszę się, że już jesteś! –– odpowiedziałam radośnie, a na mojej twarzy zagościł uśmiech od ucha do ucha. Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy spożywać kolację. Syriusz trzymał mnie za rękę pod stołem i razem z Jamesem rozmawiali z wujem Robertem o quidditchu. Dowiedzieli się, że kiedyś grał i stwierdzili, że dryg do gry mam po nim.
–– Uważaj ile jesz Alan, widzę, że trochę ci przybrało na wadze, a Stany Zjednoczone słyną z problemu otyłości.


*

Sama nie wiem czemu. Może Ric ma rację i to są te moje przejawy uczuć? Nie. To nie mogą być uczucia.
–– Proszę cię Evans, przestań –– warknęłam. –– Nie chcę tego słuchać, zapomniałaś o czym ostatnio rozmawiałyśmy? Zostaw mnie w spokoju.
–– A ty zapomniałaś co ci wtedy powiedziałam? Jesteś moją przyjaciółką i poradzimy sobie z tym.
–– Jesteś naiwna, Evans.
–– Nie jestem naiwna. –– Podeszła do mnie, a w jej oczach widziałam łzy. Łzy, których wcale widzieć nie chciałam. –– Myślisz, że nie wiem jak mocno popieprzona jesteś? To ja zawsze znajduje cię leżącą na podłodze i patrzę jak twoja dusza rozwala się na kawałeczki. To ja podnoszę cię, a potem krok po kroku sklejam te kawałki. Od początku semestru dziwnie się zachowywałaś. Udawałaś, że wszystko jest w porządku, ale ja doskonale wiedziałam, że mnie okłamujesz. I wiedziałam też, że to wina tego skurwysyna Clyde'a. Dor, śmierć twojego taty to nie jest twoja wina. Wszyscy jesteśmy w niebezpieczeństwie - zatrzymała się na chwilę by złapać oddech. - Potem to zerwanie z Blackiem. Wszyscy się dziwili i ciągle tylko powtarzali jak mogłaś zrobić mu coś takiego. Ale oni nie wiedzieli tego co ja wiem. Odepchnęłaś od siebie Syriusza, którego do jasnej cholery kochasz tak mocno, tak silnie, tak prawdziwie jak nigdy nikogo przedtem. A dlaczego go odrzuciłaś? Na początku pomyślałam, że dlatego że uwielbiasz prowadzić się do samodestrukcji. Ale później myśląc nad tym głębiej stwierdziłam, że to nie jest możliwe. Gdyby tak było nigdy, ale to nigdy nie wyłączyłabyś swoich uczuć. Cierpiałabyś, ale miałabyś mnie. Miałabyś Mary i Marlenę. A Ty nagle tak po prostu wyłączyłaś swoje człowieczeństwo odpychając resztę z nas. Odpychając od siebie wszystkich na których ci zależy. Nie jestem naiwna Dorcas. Walczę o osobę, na której mi zależy. Którą kocham mimo całego bagażu, który jej towarzyszy. Która jest moją prawdziwą siostrą i której obiecałam, że nigdy ale to przenigdy jej nie opuszczę. –– Gorzkie łzy leciały po moich policzkach. Trzęsłam się i próbowałam zatrzymać w sobie szloch, który tylko czekał na to, żebym mu się poddała.
–– Nic nie rozumiesz.
–– Czego nie rozumiem? –– krzyknęła. –– Dorcas powiedz mi CZEGO. Dlaczego to zrobiłaś?
–– Żebyście byli bezpieczni –– szepnęłam cicho i padłam na podłogę nie mogąc już dużej walczyć z ogromem emocji jakie doznało moje ciało.
Czułam wszystko.

*

–– Niech ci będzie. Nie powinienem ci tak ulegać –– mruknął cicho, ale byłam w stanie to usłyszeć.
–– Spotkajmy się jutro przy Sali Wejściowej –– zaproponowałam. –– Ustalimy plan działania i raz na zawsze pozbędziemy się Clyde'a. A teraz przepraszam, muszę uciekać na lekcję. –– Odwróciłam się z zamiarem odejścia.
–– Dorcas? –– zawołał a moje serce zabiło szybciej.
–– Tak? –– Nie odwracałam się.
–– Dlaczego mi ufasz? –– Odwróciłam się i spojrzałam w oczy Regulusa.
–– Bo jesteś moim przyjacielem –– odpowiedziałam szczerze i wyszłam z pomieszczenia zostawiając zdziwionego chłopaka.

*

Spojrzałam na Remusa. Stał bardziej z boku i wpatrywał się w trumnę, wiedziałam, jak wiele znaczyła dla niego blondwłosa i jak bardzo jej ufał. W jego sercu powstała dziura, której nie da się od tak załatać.
–– Czy ktoś chciałby coś powiedzieć? –– zapytał ceremoniarz i rozejrzał się po zebranych.
–– Ja bym chciał –– szepnął Lupin, a nasze oczy zwróciły się w jego stronę. –– Mary była najprawdopodobniej najwspanialszą kobietą jaką spotkałem w życiu. Była moją gwiazdką, zawdzięczam jej tak wiele rzeczy. Mary była przyjacielska, pomocna, zawsze widziała w każdym dobro i nigdy nie oceniała nikogo z góry. Starała się rozumieć innych, być z nimi szczera i zawsze, ale to zawsze pragnęła szczęścia dla osób, które kocha. Patrząc na to wszystko.. to ja byłem szczęściarzem. Byłem szczęściarzem, że tak piękna i niesamowita dziewczyna pokochała mnie, uwierzyła we mnie i pokazała, że nie jestem skazany na samotność. Zawsze będę ją kochał, tak jak my tutaj wszyscy. –– Zamknęłam oczy z których leciały słone łzy.
Kochana Mary, nigdy o Tobie nie zapomnimy, szepnęłam sama do siebie i patrzyłam jak trumna znika pod fałdami ziemi.

*

–– Co ci się stało? –– szepnęłam przerażona.
–– To nic wielkiego –– odpowiedział. –– Cieszę się, że przyszłaś.
–– Reg.. Dlaczego? –– zapytałam cicho nie patrząc na niego.
–– Kiedyś już ci powiedziałem. Nie miałem wyboru. –– Podszedł do mnie i wziął mnie za rękę. –– Dlatego musisz się trzymać ode mnie z daleka –– dodał a w jego głosie słychać było ból.
–– Mogę ci pomóc, mogę.. –– zaczęłam, ale tak naprawdę nie miałam pojęcia co mogę. Co może zrobić dziewiętnastoletnia dziewczyna, która nawet nie skończyła jeszcze szkoły?
–– Dorcas, spójrz na mnie – poprosił, a ja spełniłam jego prośbę. –– Nie ważne co teraz się stanie, chciałbym żebyś wiedziała, że jestem Ci wdzięczny za wszystko. Czas spędzony z tobą był dla mnie prawdziwą odskocznią od wszystkiego i to właśnie dzięki tobie wiem co jest w życiu ważne, mimo że nie mogę nic z tym zrobić. To nasze ostatnie spotkanie –– powiedział i zbliżył się tak, że nasze nosy prawie się stykały.
–– Musi dać się coś zrobić. –– Czułam jak łzy napływają mi do oczu. Uśmiechnął się do mnie tym jego typowym uśmiechem, który tak lubiłam.
–– Mój los od dawna był przypieczętowany. Bądź silna –– szepnął i poczułam jego wargi na swoich. Oddałam mu pocałunek, mimo tego że wiedziałam, że zachowuje się źle. Nie powinnam tego robić. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że Regulus przygląda mi się. Uśmiechnął się lekko, pogładził mnie po policzku i odszedł.
            Odszedł, a moje serce pękało na kawałki.

*

–– Zamieszkajmy razem –– powiedział, a ja wybałuszyłam oczy. Nigdy bym się nie spodziewała, że Syriusz Black dorośnie do tak odważnej decyzji.
–– Jesteś tego pewny? –– zapytałam nie spuszczając z niego wzroku.
–– Nie, ale wiem jedno. Jesteś moją przyszłością, Dorcas –– wyszeptał mi do ucha, a ja uśmiechałam się jak dziecko. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a czarnowłosy objął mnie w pasie, jeszcze bardziej się do mnie przybliżając. Musnął delikatnie moje usta, prowokując mnie. Wplątałam swoje dłonie w jego włosy i subtelnie robiłam na jego głowie kółka. Mruknął zadowolony i poczułam jak jego język wdziera się w moje usta, powodując większą przyjemność. Nasze języki zatonęły we wspólnym tańcu, nie bacząc na to, że jesteśmy obserwowani z każdej strony.
–– Nigdy mnie nie zostawiaj –– poprosiłam odrywając się od chłopaka.
–– To ty nigdy nie zostawiaj mnie –– poprawił posyłając mi szelmowski uśmiech.
Kochałam go.
Kochałam i wiedziałam, że jest jedynym mężczyzną, z którym chcę spędzić resztę mojego życia.

*
Podeszłam wolnym krokiem do przyjaciółki, a po drodze wzięłam ze sobą lampkę trunku. Uśmiechnięta uniosła swój szampan do góry, a ja parsknęłam jej prosto w twarz.
–– Hola! Prawie mnie oplułaś –– zironizowała i parsknęła śmiechem.
–– Nie musisz przy mnie udawać, że pijesz, blondi –– powiedziałam i dostrzegłam jak z twarzy blondynki schodzi uśmiech, a poliki czerwienią się. Uniosłam zaskoczona brwi widząc reakcję dziewczyny. –– Lena, czy ty…?
–– Dorcas, błagam. Nie możesz nikomu powiedzieć –– poprosiła podchodząc bliżej mnie. W jej oczach można było dostrzec strach pomieszany z bezradnością.
–– Ciii, spokojnie. Jestem zaskoczona twoją reakcją… Przecież kochasz Angusa! –– wyjaśniłam, a blondynka mimowolnie uśmiechnęła się lekko.
–– Ślub i wesele nie są dopracowane. Mam już upatrzoną kieckę, ale przez tą ciążę będę musiała kupić dwa razy większą. Już czuje się gruba. Nie spije się na panieńskim i moje życie już nigdy nie będzie takie samo. Miałam plany, Dorcas –– mówiła z bólem, a ja słuchałam uważnie jej słów. –– Chciałam być najwspanialszą projektantką szat, jeździć po świecie razem z Angusem… A teraz… To nie tak, że ja tego nie chcę. Po prostu… Nie chcę teraz, rozumiesz mnie prawda? Cholera, jestem w ciąży.
–– Wszystko będzie dobrze, uwierz mi. Ta mała istotka w twoim brzuchu to najlepsze co się mogło spotkać, Marlena. To miłość bezwarunkowa –– szepnęłam. W kącikach oczu blondynki pojawiły się łzy, a na twarzy zagościł uśmiech, od którego miękną kolana.
–– Dziękuję. Naprawdę dziękuję niebiosom za takie przyjaciółki jak wy. –– Uśmiechnęła się i w mgnieniu oka utonęłyśmy w uścisku. –– Powinnam porozmawiać z Angusem, prawda?


*

–– Panna Meadowes? –– Podszedł do mnie niski czarodziej, uważnie mnie lustrując. –– Nazywam się Barty Crouch i jestem szefem Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów. Znałem pani ojca, był wspaniałym człowiekiem –– powiedział i podał mi rękę. Ujęłam ją, jednak na mojej twarzy nie zagościł uśmiech, ponieważ zdawałam sobie sprawę z tego, jaki jest jego syn. Miałam tylko nadzieję, że starszy Crouch jest inny i w odpowiedniej chwili zajmie się swoim synem w należyty sposób. Już ja o to zadbam…
–– Dziękuję, panie Crouch. Miło mi, że wybrał pan właśnie mnie –– rzekłam i uśmiechnęłam się lekko w stronę mężczyzny.
–– Nie będę kłamał, liczę na panią, nie tylko ze względu na pani ojca, ale również na dobre wyniki w szkole, ale dość już tych pogaduszek. Bierzmy się do pracy. –– Wskazał na drzwi do jednej z sal rozpraw i weszliśmy do środka, gdzie ława przysięgłych jak i sądzony z obrońcą, już na nas czekali.

*

–– Lily! Harry płacze! –– krzyknęłam z pokoju, panikując, bo chłopiec zaczął poruszać się niespokojnie. Przestraszyłam się, że coś mu więcej dolega, ale w tym samym momencie rudowłosa weszła do pomieszczenia i zaśmiała się widząc moją histerię.
–– Dor, spokojnie. Jest po prostu głodny. –– Uspokoiła mnie przyjaciółka i podeszła do synka. Przyglądała mu się chwilę, po czym wzięła go w ramiona i usiadła na fotelu, by go nakarmić. Wpatrywałam się urzeczona w ten obrazek i uśmiechnęłam się szeroko do przyjaciółki.
–– Nie masz mnie jeszcze dość? –– zapytałam i spojrzałam na rudowłosą, która parsknęła cicho.
–– Czuję się, jakbyśmy ponownie mieszkały razem w dormitorium –– skomentowała Lily żartobliwie, a ja wywróciłam oczami. –– Wiesz, że jak dla mnie możesz i tu zamieszkać, jednak czy ostatnio nie zaniedbujesz trochę Syriusza? –– Uniosła brwi do góry, a mi zrzedła mina.
–– Nie dogadujemy się ostatnio dobrze –– szepnęłam cicho, zwierzając się przyjaciółce. –– Od mojego spotkania z Regulusem i wiadomości o… Marlenie i Angusie… –– kontynuowałam, a wspomnienia i cierpienie powróciło. –– Nie rozmawiamy ze sobą zbyt dużo.
–– Och, Dorcas… –– szepnęła Potter, patrząc na mnie współczująco. –– Tak mnie zastanawia… Co robił tam Regulus? Przecież Bellatrix odzyskała wspomnienia, a przynajmniej taką mieliśmy informację…
–– Lil, naprawdę nie mam bladego pojęcia. Nie rozmawiałam z nim od tamtego czasu.
–– Dor… Twoja relacja z Regulusem jest tak zawiła i skomplikowana, że chyba nigdy tego nie zrozumiem –– wyznała rudowłosa. –– Błądzisz w niej po omacku, nie wiedząc co tak naprawdę do niego czujesz… Wiesz, Syriusz może być już tym zmęczony.
–– Rozmawiałaś z nim? –– dopytywałam.
–– Tak, rozmawiałam.
–– On cię bardzo kocha… –– zaczęła rudowłosa, a ja poczułam ukłucie w sercu. –– Tylko postaw się proszę na jego miejscu. Co byś zrobiła, gdyby Syriusz miał takie relację z inną dziewczyną, jak ty z Regulusem? No właśnie… –– mówiła, a ja zamknęłam na chwilę oczy. –– Może potrzebujecie przerwy, by lepiej zrozumieć swoje uczucia? –– zaproponowała. –– Dor… wydaje mi się, że ty… zakochałaś się w Regulusie –– szepnęła cicho, a ja otworzyłam szerzej oczy. –– Dlatego tobie i Łapie się nie układa. Kochasz Syriusza, ale… już nie jesteś w nim zakochana –– dodała, a ja załkałam cicho, słysząc gorzką prawdę. Łzy spływały po moich policzkach, gdy zdałam sobie sprawę, że słowa przyjaciółki to wszystko przed czym nie chciałam przyznać się sama przed sobą.
–– Wiesz… Wydaje mi się, że okłamuje samą siebie przez cały ten czas –– powiedziałam cicho, próbując zapanować nad emocjami. –– Regulus poruszył we mnie coś, co myślałam, że nigdy nie nastanie… Dzięki niemu… A może i przez niego, ja… zmieniłam się, Lily –– przyznałam się, odkrywając wszystkie moje troski. –– Jego spokój, jego inteligencja… Ja wiem, że to wszystko wydaje się dziwne, niemożliwe i bezsensu, ale… Widzę w nim dobrego człowieka, rozumiesz? Lily, co ja mam zrobić? –– Przetarłam ręką po mokrym policzku i pociągnęłam nosem.
–– Jesteś moją najlepszą przyjaciółką i to się nigdy nie zmieni, ale nie powiem ci co masz robisz, Dor. Sama musisz o tym zadecydować, musisz zrozumieć swoje uczucia –– poradziła zielonooka, a ja kiwnęłam lekko głową. –– Chyba się najadł –– mruknęła do siebie, patrząc na swojego synka.

*

–– Nie odchodź –– wyszeptałam, czując jak oczy mnie pieką.
–– Nie mam wyboru, Dor. –– Poważny ton jego głosu przerażał mnie. Wtedy dostrzegłam w nim tą… dorosłość, w której podejmowanie decyzji nie jest łatwe. Po chwili mężczyzna odwrócił się w moją stronę, złapał za podbródek i przybliżył twarz. Wdychał mój zapach. –– Zawsze będę cię kochał. –– Łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Nie próbowałam już go zatrzymać. Nie mogłam myśleć tylko o sobie.
–– Przepraszam za to jaka jestem –– wyszeptałam, kładąc swoje dłonie na jego klatce piersiowej. –– To wszystko moja wina…
–– Nie, Dor –– przerwał mi. –– Nie jesteśmy gotowi, by być ze sobą na poważnie, dopóki oboje nie zrozumiemy czego tak naprawdę chcemy –– rzekł i pogładził mnie po policzku. Chwilę później poczułam jego wargi na swoich. Całował mnie delikatnie, z uczuciem, które przez nas oboje przemawiało. Wplątałam swoje ręce w jego włosy i pozwoliłam, by jeszcze bardziej się do mnie przybliżył. Chwilę potem nasz pocałunek przerodził się w bardziej namiętny, pożegnalny. Gdy oderwaliśmy się od siebie, spojrzeliśmy sobie jeszcze raz głęboko w oczy, po czym Syriusz wziął swoje walizki i wyszedł z pokoju.
Już nie płakałam.
Rozumiałam. Rozumiałam i wiedziałam, że to rozstanie nie jest takie jak nasze wcześniejsze.
Jest prawdziwe.

*

–– Dorcas… –– Allie podeszła do mnie, zapłakana. Dostrzegłam chwilę później Alarica i Willa, którzy również wyglądali źle. Bardzo źle.
–– Odpowiedzcie mi! Co się dzieje?! –– warknęłam, tracąc nad sobą panowanie.
–– Musi znać prawdę –– rzucił wuj Alan, oddalając się, by zapalić papierosa.
–– Lily i James nie żyją –– wyszeptała Allie, a ja poczułam jak świat zaczyna wirować. –– Zabił ich, Sam-Wiesz-Kto…
–– Nie, nie… –– zaczęłam szeptać gorączkowo, nie chcąc uwierzyć w słowa kobiety. –– Zaklęcie Fideliusa, przecież… –– Otworzyłam szczerzej oczy, nie mogąc oddychać.
–– Syriusz ich zdradził –– powiedział Alaric pustym głosem.
Zdradził ich.
Nie!
NIE!
–– To niemożliwe… to…
–– Dorcas! –– Nie słyszałam nic więcej, bo upadłam z łoskotem na ziemię, nie wiedząc co się dzieje. Zapanowała ciemność, której oddałam się bez najmniejszej walki.

*

–– Różdżki! –– krzyknął wuj Robert. Moja różdżka była na górze, nie miałam szans, by zdążyć po nią pobiec.
Wszystko stało się tak szybko, że nie zarejestrowałam co się dzieje naokoło mnie. W jednym momencie, przez szyby i drzwi wpadło tak wiele zamaskowanych twarzy, że dostałam oczopląsu. Śmierciożercy, jeden za drugim, wdzierali się do mojego domu, rzucając zaklęciami na prawo i lewo. Rozproszyliśmy się, by zmylić wrogów i próbować bronić się. Stawało się to coraz trudniejsze i mordercze, ponieważ widzieliśmy zbyt wiele zamaskowanych twarzy.
–– Gdzie on jest?! –– darł się jeden z nich. –– HARRY POTTER!!!
Stanęłam jak wryta i przebudziłam się na moment dopiero, gdy któryś z popleczników Voldemorta wycelował we mnie różdżką, z której wystrzelił snop zielonego światła. Nie miałam szansy na ucieczkę, a oczy zapiekły mnie łzami. Krzyknęłam na całe gardło, gdy między nami wpadł Alaric, zasłaniając mnie własnym ciałem.
–– NIEE! –– krzyknęłam i upadłam przy bracie, którego puste oczodoły, wpatrywały się w nicość. Usłyszałam krzyk Allie, a gdy odwróciłam się, dostrzegłam, że wuj Alan leży martwy na podłodze, trzymając za rękę swoją żonę. Zasłoniłam usta dłonią, nie mogąc uwierzyć, że to dzieje się naprawdę.
–– Dorcas, UCIEKAJ! –– Usłyszałam krzyk wuja Roberta.
–– Dorcas!
–– Will, gdzie jesteś?!
Chciałam iść w tamtą stronę, ale ktoś mocno złapał mnie za ramię. Odwróciłam się gwałtownie, przerażona. Było mi niedobrze, a brzuch zabolał mnie mocno. Nie, nie, nie… to dziecko, to nadzieja, nie może…
Spojrzałam na zamaskowaną postać, u której tylko widziałam oczy.
Te oczy…

*

–– Pomogę ci, ale musisz się uspokoić –– poprosił. Trzymałam się kurczowo za brzuch, myśląc o dziecku. Głaskałam brzuch, a Black spojrzał na mnie niezrozumiale.
–– Jestem w ciąży –– wyjąkałam.
–– Czy ja…?
–– Nie.
–– On jest niewinny –– oświadczył. Zacisnęłam mocniej dłoń na jego ramieniu, oddychając szybciej. –– To Pettigrew był Strażnikiem Potterów. Dziś się o tym dowiedziałem.
–– Peter…?
–– Nikt w to nie uwierzy –– warknął zły, a ja zauważyłam, że po raz pierwszy młodszy Black tak bardzo przejmuje się losem starszego brata. –– Weź to –– powiedział i podał mi różdżkę.
–– Kogo to…
Usłyszałam pstryknięcie. Przeraziłam się, ale Reg uspokoił mnie gestem ręki. Podszedł do starego, metalowego wiadra i stanął naprzeciwko mnie. Nie rozumiałam o co mu chodzi, do czasu, gdy wiadro nie zaczęło lekko się świecić.
–– To świstoklik –– oznajmiłam bez namysłu. –– Chcesz nas stąd przenieść? Do innego kraju? –– dopytywałam.
–– Obiecaj mi coś. –– Wrócił do mnie i spojrzał prosto w oczy. –– Masz być szczęśliwa, Dorcas. Masz cieszyć się życiem, pracować, opiekować się swoim dzieckiem.
–– Reg, o czym ty mówisz…
–– Kocham cię –– przerwał. –– Nigdy nie przestanę. –– Wycelował we mnie różdżką. ––Obliviate!

*

Dławiłam się powietrzem. Stworek spoglądał na mnie przestraszony, widząc moją reakcję, ale nie potrafiłam normlanie się zachowywać.
Pamiętałam wszystko.
WSZYSTKO.
Całe moje życie.
Moją rodzinę, moich przyjaciół.
Moją miłość.
–– Stworku, musisz mnie stąd wydostać –– powiedziałam do skrzata pewnym siebie głosem. –– Księga, wiesz gdzie ona jest?
–– Czarny Pan ją zabrał… –– odpowiedział skrzat. –– Nie mogę cię zabrać, gdyby pani Bella się dowiedziała…
 –– Myślałam, że służysz Syriuszowi –– zauważyłam, zaciskając dłonie. Było mi niedobrze.
–– Służę rodzinie Blacków, do której pan Syriusz należy, ale moja biedna pani już wiele przez niego wycierpiała… –– Warknęłam pod nosem, słysząc słowa skrzata.
–– Jego matka była zła –– syknęłam. –– Powinieneś…
–– Nie możesz mi rozkazywać –– zauważył i odwrócił się na pięcie. –– Spełniłem ostatnią wolę pana Regulusa.
–– Gdzie jest reszta moich rzeczy?! –– krzyknęłam, gdy skrzat przygotowywał się do deportacji. –– Mój list, pierścionek…
–– W pokoju pana Regulusa. –– Skrzat zniknął, a ja z całej siły uderzyłam w kraty. Nie mogę tu zostać. Muszę zobaczyć Syriusza.


Od Autorki: Kochani, rozdział tak prędko, tak prędko, bo… wspomnienia! Wspomnienia rozdziałów, tak dla przypomnienia i wam przy okazji : ) W następnym rozdziale spotkanie Syriusza i Dorcas. Stresujecie się trochę? Pozdrawiam ;*
Witaj nieznajomy... ;)
Jeśli już tu jesteś, zostaw proszę ślad po sobie.
Będzie mi niezmiernie miło wiedzieć, co sądzisz o mojej twórczości.
Pozdrawiam i zachęcam do czytania,
Adaline