Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barty Crouch Sr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barty Crouch Sr. Pokaż wszystkie posty

2019/01/22

Rozdział 39 „Jestem niewinny”

9 komentarzy:

Po raz pierwszy w życiu czułem tak ogromny strach. Przeszywał moje ciało, chcąc mnie obezwładnić, jednak nie dawałem za wygraną. Pędziłem, by pomóc moim przyjaciołom. Wcisnąłem mocniej pedał gazu. Wylądowałem tuż przed domem Potterów, a raczej pozostałościami, jaka z niego pozostała. Nie wierzyłem, w co to widzę. Wpadłem w szał i krzyknąłem na całe gardło. Chwilę później dostrzegłem jak ogromna postać wychodzi z walącego się domu i podbiegłem w ekspresowym tempie do przybysza.
–– Hagridzie… –– wychlipałem, czując jaki ciężar przygniata moje ciało i umysł.
–– Przeżył… on przeżył –– powtarzał Hagrid, a w swoich dłoniach trzymał Harry’ego. –– Lily i James… oni…
–– Pozwól mi się nim zająć… –– wyszeptałem, będąc nadal w amoku.
–– Nie mogę, Syriuszu… To rozkaz Dumbledore’a. Mam go przenieść do Little Whinging, do siostry Lily… –– Płakał, pociągając nosem. –– Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wypowiadać…  Udało się, zniknął… Nie wiem jak… To Harry… –– Pokiwałem głową, nie wiedząc co tak naprawdę robię i spojrzałem po raz ostatni na małego Pottera i na jego bliznę na czole.
Chłopiec-Który-Przeżył. Jego chrześniak dokonał czegoś, czego nie udało się nikomu.
–– Weź mój motocykl –– zaproponowałem i zacząłem oddalać się od tego miejsca, nie mogąc dłużej znieść widoku, który pozostawił po sobie Voldemort.
Dowiedział się, a dowiedzieć mógł się tylko i wyłącznie w jeden sposób.
Peter Pettigrew.
Nigdy nie czułem w swoim życiu tak ogromnej nienawiści. Byłem gotowy zrobić wszystko, by tylko odnaleźć tą nędzną kanalię, która udawała naszego przyjaciela. Wydał ich. Zdradził. Zasługiwał na śmierć.
 Musiałem go odnaleźć.

*

Nie spodziewałam się, że cała moja rodzina przybędzie do naszej posiadłości w Bristolu na wieść o tym, że prawdopodobnie mogę być w ciąży. Nikt poza nimi o tym nie wiedział, nawet moi najbliżsi przyjaciele. Musiałam się upewnić, a pojawienie się nagle w Mungu nie było dobrym pomysłem, dlatego wuj Robert ściągnął tutaj ciotkę Mię. Mia powiadomiła Alana i tym oto sposobem przyjechali ze swoimi rodzinami. W naszym domu był taki harmider, że myślałam, że wyjdę z siebie. Z drugiej strony cieszyłam się, że wszyscy są po to, by mnie wspierać. To było podbudowujące.
–– Zobaczymy, co mu tu mamy –– powiedziała Mia sama do siebie, trzymając w ręku dziwne urządzenie. Znajdowałyśmy się w mojej sypialni, ale miałam wrażenie, że wszyscy pod drzwiami nas podsłuchują. –– Gratulację, kochanie –– rzekła po chwili. –– To trzeci miesiąc. –– Uśmiechnęła się do mnie.
Nie dowierzałam w jej słowa i plułam sobie w brodę, dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałam. Przecież, nie ma co ukrywać, razem z Syriuszem nigdy nie próżnowali w tym temacie… Przez chwilę pomyślałam o Regulusie, jednak szybko odrzuciłam to. Trzeci miesiąc. W moim brzuchu rozwija się malutka istotka. Byłam w szoku i nie wiedziałam, czy tak naprawdę cieszę się, czy po prostu przyjmuje to do wiadomości. Pewnie jeszcze jakiś czas temu, gdy byłam w Syriuszem, od razu pobiegłabym do niego, skacząc z radości, bo przecież skoro zostanie ojcem, jak słodkie będzie to dziecko? Teraz było trochę inaczej.
Pierwsze co chciałam zrobić, to spotkać się z Lily, ale ciotka kategorycznie mi tego zabroniła, mówiąc, że ostatnio w ogóle o siebie nie dbałam, co jest bardzo szkodliwie dla dziecka. Przestraszyłam się, dlatego posłuchałam jej. Miałam zamiar napisać do niej list, choć z drugiej strony bałam się, że ktoś go przechwyci. Nie wiedząc kiedy, zasnęłam, a gdy się obudziłam, usłyszałam gwarne krzyki na dole. Zmarszczyłam brwi i po chwili wyszłam z pokoju, by dowiedzieć się, o co tyle zamieszania.
–– Od początku wam mówiłem, że to zwykły zdrajca! –– krzyczał wuj Alan. –– Nikt z was nie chciał mnie słuchać, do jasnej cholery!
–– Nie wyciągajmy tak pochopnych wniosków, bracie! –– próbował przemówić wuj Robert, jednak ten w odpowiedzi prychnął głośno, machając ręką.
–– Wnioski same się nasuwają, Robercie –– rzekł lodowato. –– Rodzina Blacków to same szumowiny, bez wyjątków.
–– Co się tutaj dzieje? –– Weszłam do pomieszczenia, nie rozumiejąc słów, które właśnie padają.
–– Dorcas… –– Allie podeszła do mnie, zapłakana. Dostrzegłam chwilę później Alarica i Willa, którzy również wyglądali źle. Bardzo źle.
–– Odpowiedzcie mi! Co się dzieje?! –– warknęłam, tracąc nad sobą panowanie.
–– Musi znać prawdę –– rzucił wuj Alan, oddalając się, by zapalić papierosa.
–– Lily i James nie żyją –– wyszeptała Allie, a ja poczułam jak świat zaczyna wirować. –– Zabił ich, Sam-Wiesz-Kto…
–– Nie, nie… –– zaczęłam szeptać gorączkowo, nie chcąc uwierzyć w słowa kobiety. –– Zaklęcie Fideliusa, przecież… –– Otworzyłam szczerzej oczy, nie mogąc oddychać.
–– Syriusz ich zdradził –– powiedział Alaric pustym głosem.
Zdradził ich.
Nie!
NIE!
–– To niemożliwe… to…
–– Dorcas! –– Nie słyszałam nic więcej, bo upadłam z łoskotem na ziemię, nie wiedząc co się dzieje. Zapanowała ciemność, której oddałam się bez najmniejszej walki.

*

Kopnąłem go w brzuch, czując, jak tracę panowanie nad sobą. Znalazłem tego szczura w jakiejś mugolskiej mieścinie i miałem dosłownie gdzieś, że możemy zostać zdemaskowani. Liczyło się dla mnie tylko i wyłącznie to, by spotkała go kara.
–– Jak mogłeś?! Ty parszywy zdrajco, tchórzu! To byli twoi przyjaciele! –– darłem się. Pettigrew skulił się bardziej, po czym przyturlał się do moich stóp, zachowując się niczym szczur, którym wprawdzie był.
–– Syriuszu… Ja musiałem! Czarny Pan jest potężny… –– skomlał u moich stóp, wywołując we mnie jeszcze większą furię.
Złapałem go za płaszcz i bez problemu uniosłem do góry. Wpatrywałem się nienawistnie w oczy człowieka, którego uważałem za przyjaciela. To był mój pomysł, by Peter został Strażnikiem Tajemnicy i mogę winić tylko i wyłącznie siebie, za swoją bezmyślność.
Byłem taki zaślepiony! Taki głupi!
–– Lord Voldemort zginął –– rzekłem lodowato, a oczy mężczyzny rozszerzyły się jak spodki. –– Twój Pan jest martwy –– powtórzyłem i rzuciłem nim do przodu. –– Nigdy ci tego nie wybaczę, Glizdogonie. –– Wycelowałem różdżką w swojego byłego przyjaciela, pewny tego, co chcę uczynić.
–– Syriuszu, nie… Nie rób tego… To ja, Peter… Twój przyjaciel! –– wołał, a ja warknąłem niczym pies. –– Spójrz na tych biednych mugoli… –– dodał. Odwróciłem się, nie zdając sobie wcześniej sprawy, jak wiele par oczu nas obserwuje. Zakląłem siarczyście pod nosem, wracając wzrokiem do Pettigrew, jednak nie było go w tym miejscu.
Do jasnej cholery, rozproszył mnie. Zrobił to specjalnie.
–– PETER! –– krzyknąłem obracając się wkoło własnej osi, aż go dostrzegłem. Stał między około dwunastoma mugolami i uśmiechał się głupkowatą w moją stronę.
–– Morsmordre! –– wypowiedział i uniósł swoją różdżkę do góry. Snop światła wystrzelił do nieba, a po chwili w tym samym miejscu pojawiła się czaszka z wężem. Mroczny Znak. –– Przykro mi Syriuszu, ale to koniec. –– W tym samym momencie mężczyzna odciął sobie palec, a ja wpatrywałem się w niego zszokowany. –– Żegnaj, przyjacielu. Bombarda Maxima! –– Ogromna eksplozja odrzuciła mnie do tyłu, mimo że nie stałem blisko. Pomyślałem o ludziach, którzy byli tuż obok Petera, jednak przez chmarę kurzu i pyłu, niczego nie mogłem dostrzec. Chwilę później usłyszałem odgłos przemiany, która towarzyszy przy transmutacji w zwierzę i kątem oka dostrzegłem szczura, chowającego się w kanałach. Wstałem, wykończony fizycznie jak i psychicznie, by pomóc ludziom poszkodowanym przez wybuch. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że nikt z nich nie wstaje, ani się nie rusza. Otworzyłem szczerzej oczy, rozumiejąc, że Pettigrew chciał mnie wrobić nie tylko w zdradę Potterów, ale i śmierć tych bezbronnych ludzi.
Nagle usłyszałem trzaski, pojawiające się naokoło mnie. Zaniemówiłem. Sześć par różdżek wycelowanych było w moją stronę, a ja tylko podniosłem ręce do góry, wiedząc, że jestem na przegranej pozycji.
–– Syriuszu Black, jesteś aresztowany. Nie ruszaj się. –– Barty Crouch Sr stanął przede mną z zaciętą miną i domyślałem się, że powstrzymuje się, by mnie nie uderzyć. –– Zabrać go do Azkabanu. Tam będzie czekał na swój proces.
Dwóch potężnych czarodziejów złapało mnie z dwóch stron, po czym deportowaliśmy się do miejsca, które każdego czarodzieja prowadzi do obłędu.
Azkaban, więzienie czarodziejów, gdzie urzędują dementorzy, prawdopodobnie jedne, z najgorszych istot, jakie widział czarodziejski świat.
Co ja tu robię?
Jestem niewinny.
JESTEM NIEWINNY!!!

*

Leżałam w łóżku, nie mając siły się podnieść. Cierpiałam i nie potrafiłam myśleć o czymś innym, jak James, Lily, Harry.
Syriusz.
Gdzie jest Harry? Co się z nim stało? Jakim cudem przeżył? Jakim cudem zaledwie roczne dziecko pokonało Lorda Voldemorta?!
JAK?!?!
Załkałam. Nie umiałam się pozbierać.
Straciłam wszystko.
–– Sis… –– Do pokoju wszedł William. Odwróciłam się od niego, zakrywając twarz dłońmi. Naprawdę nie potrafiłam wstać. –– Kochana moja…
–– Will, ja nic z tego nie rozumiem. To nie jest prawda, On by tego nie zrobił –– szlochałam. –– Znam go. To nie on –– powtarzałam. Nie wiedziałam jakie jest racjonalne rozwiązanie tej sytuacji.
–– Ja też nie mogę w to uwierzyć –– szepnął i usiadł obok mnie. –– Jednak Zaklęcie Fideliusa…
–– Nie kończ, proszę. –– Ukryłam twarz w dłoniach i ponowie się rozpłakałam. Will położył mi rękę na ramieniu i głaskał.
Chciałam umrzeć.

*

Syriusz Black, lat dwadzieścia cztery, został skazany bez procesu na dożywocie w Azkabanie za zamordowanie Petera Pettigrew i dwunastu mugoli, za podanie informacji o miejscu, w którym znajdują się Potterowie, co przyczyniło się do ich śmierci oraz za usługiwanie Lordowi Voldemortowi. Dożywocie spędzi w izolatce, skazany na łaskę gwardii Azkabanu – dementorów.

Siedziałem w celi, wygłodzony, zmęczony i wymarznięty. Czułem obecność dementorów, jednak uparcie starałem się nie zawracać sobie tym głowy. Miałem w głowie tylko dwa cele. Dwa cele, które utrzymywały mnie przy zdrowych zmysłach.
Niewinność.
I Dorcas.
Nie potrafiłem myśleć o niczym innym. Nie chciałem myśleć o niczym innym. Nieustannie zastanawiałem się, jakim cudem znalazłem się w Azkabanie? Miejscu, gdzie trafia najgorsza szumowina wśród czarodziejów. Miejscu, gdzie nie istnieje ludzkie traktowanie, gdzie wariujesz. Dostajesz kompletnego świra.
Jak się stało, że tu trafiłem? 
Zostałem oskarżony o zdradę. Zdradę mojego najlepszego przyjaciela.
Na głowę Merlina, kto w to uwierzył?
Wszyscy.
Wszyscy, bo od samego początku kłamaliśmy z Jamesem, na temat prawdziwego Strażnika Fideliusa.
Jednak mimo to…
Nie mogę w to uwierzyć. Dlaczego nikt nie chce się ze mną spotkać? Dlaczego jestem skazany za niewinność.
Ale czy na pewno niewinność?
To mój pomysł, by zataić przed wszystkimi, że wcale nie jestem strażnikiem tajemnicy. Okłamywałem przyjaciół, okłamywałem wszystkich. Gdyby nie mój pomysł… James by żył. Lily by żyła. A Harry…?
Co z Harrym?
Setki pytań przelatywały mi przez głowę, przez co nie mogłem zmrużyć oka. Dzień wydawał się nocą, a noc czarną dziurą. Nie dostrzegłem światła. Widziałem tylko ciemność, która mnie zabijała od środka. Nie wiem, ile jeszcze wytrzymam.
Nie miałem pojęcia, jaki jest dzień, ani jaka jest pora dnia. Mogłem tylko przypuszczać, gdy dawano mi posiłki. Jednak były dni, gdzie nie dawano ich prawie wcale. Jadłem byle gówno, by przeżyć.
Dla zemsty. Dla Harrego. Dla Dorcas.
Co z Dorcas? Co ona czuje? Uwierzyła, że mogłem dopuścić się niewybaczalnego czynu? Doprowadzić Voldemorta do Jamesa i Lily? I zabić tego perfidnego zdrajcę Pettigrew…?
Modliłem się, by zechciała się choć raz ze mną zobaczyć, jednak dni mijały, a ona nadal się nie pojawiła. Czułem się obco sam w swoim ciele. Moja głowa domagała się odpowiedzi, a jedyne co mogłem jej zaserwować to zwiększona ilość pytań. Pytań bez odpowiedzi i bez znaczenia. Bez znaczenia, bo życie toczy się dalej, a ja siedzę sam.. w zatęchłej celi. Bez kontaktu z kimkolwiek.
Bez kontaktu, do chwili, gdy celę obok zajął nie kto inny, jak Barty Crouch Jr. Wpatrywałem się skupiony, gdy dementorzy wprowadzali nowego więźnia. Ku mojemu zdziwieniu, pojawił się również sam Barty Crouch Senior, a wzrok jaki kierował na syna, ukazywał czystą pogardę. Junior śmiał się przeraźliwie, wykrzykując obelgi na swojego ojca, jak i wychwalając Czarnego Pana. Nie widziałem go tak naprawdę wcale, bo otaczały mnie betonowe ściany i tylko mała kratka w drzwiach, pozwalała zobaczyć cokolwiek.
–– Zostawisz mnie tu ojcze?! –– krzyknął Crouch Jr, gdy cela zamknęła się, a starszy Crouch wycofał się z zamiarem odejścia.
–– Ja nie mam syna –– rzekł tonem wypranym z emocji i czym prędzej skierował się do wyjścia.
Dni mijały, a towarzystwo Croucha było coraz cięższe do zniesienia. Codziennie monologi na temat Voldemorta, które urządzał sobie z współwięźniami, którzy stopniowo zapełniali cele obok nas, trwał w najlepsze i doprowadzał mnie do szału. Crouch nie miał bladego pojęcia, że jestem obok, aż do dnia, gdy nowy więzień szepnął mu parę słów.
–– Doprawdy? Syriusz Black jest moim sąsiadem? ––zapytał na tyle głośno, że spokojnie mogłem to usłyszeć. –– Black! BLACK! –– wołał, a ja warknąłem zirytowany. Nie miałem zamiaru zniżać się do tego poziomu, by wpadać w dyskusję ze Śmierciożercą. –– No wiesz, ranisz moje serce. Choć z drugiej strony, chyba już nie masz serca, co? Być oskarżonym o zdradę, to ciężki orzech do zgryzienia. Tym bardziej, że wszyscy wiemy, jak było naprawdę –– mówił, a we mnie kipiała wściekłość. –– Taaak… Grubiutki przyjaciel nieźle to wymyślił, a wszyscy uważali, że jest głupszy od gumochłona. Przeliczyli się, co? –– dopytywał, jednak nadal nie odezwałem się. –– Widzę, że nie jesteś zbyt rozmowny, jednak nie martw się… to minie.
Puściłem to mimo uszu, jednak codziennie słyszałem komentarze Croucha w swoją stronę. Mężczyzna chciał mnie zniszczyć psychicznie, jednak nie poddawałem się, bo wiedziałem, że to nie koniec. Wiedziałem, że muszę się stąd wydostać – nie wiem jak, ale muszę.
Jestem niewinny.

Od Autorki: Będę musiała przepraszać?

2018/08/15

Rozdział 31 „Ścigany"

8 komentarzy:
Dorcas

Siedziałam przed salą rozpraw i nerwowo zaciskałam dłonie. Stresowałam się. To był mój pierwszy dzień w pracy i chciałam dać z siebie wszystko. Doskonale wiedziałam, że to nie będzie łatwe, jednak przecież uwielbiałam wyzwania.
–– Panna Meadowes? –– Podszedł do mnie niski czarodziej, uważnie mnie lustrując. –– Nazywam się Barty Crouch i jestem szefem Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów. Znałem pani ojca, był wspaniałym człowiekiem –– powiedział i podał mi rękę. Ujęłam ją, jednak na mojej twarzy nie zagościł uśmiech, ponieważ zdawałam sobie sprawę z tego, jaki jest jego syn. Miałam tylko nadzieję, że starszy Crouch jest inny i w odpowiedniej chwili zajmie się swoim synem w należyty sposób. Już ja o to zadbam…
–– Dziękuję, panie Crouch. Miło mi, że wybrał pan właśnie mnie –– rzekłam i uśmiechnęłam się lekko w stronę mężczyzny.
–– Nie będę kłamał, liczę na panią, nie tylko ze względu na pani ojca, ale również na dobre wyniki w szkole, ale dość już tych pogaduszek. Bierzmy się do pracy. –– Wskazał na drzwi do jednej z sal rozpraw i weszliśmy do środka, gdzie ława przysięgłych jak i sądzony z obrońcą, już na nas czekali.

Wróciłam do domu późnym wieczorem. Crouch nie odpuszczał, był bardzo surowy, ale wiedziałam, że mogę się przy nim mnóstwo nauczyć. Naprawdę był dobry. Dobry i sprawiedliwy. Miałam nadzieję, że nasza współpraca pomoże innym, jak i uda nam się pozbyć jak największą ilość popleczników Voldemorta. To było ważne.
–– Dorcas, jak pierwszy dzień? –– Weszłam do kuchni i zobaczyłam jak Allie sprząta, a oczy ma lekko podpuchnięte.
 –– Ciężki, ale było dobrze. Crouch jest wymagający, dzięki czemu mogę zdobyć duże doświadczenie. Allie, co się stało? –– zapytałam, przyglądając się kobiecie.
–– Och, nie przejmuj się. Pokłóciłam się z Alarickiem, wiesz jak to jest. Wyszedł dwie godziny temu, razem z Syriuszem. Słuch po nich zaginął. –– Skrzywiła się i usłyszałam, jak William schodzi z góry.
–– Jak tam siostrzyczko? Żyjesz i nie słyszę jęków, chyba trzeba to opić –– zaproponował. Wywróciłam oczami i od razu stanowczo odmówiłam, wymigując się pracą. –– No tak, praca, dorosłość i już nawet szklaneczki Ognistej się nie napijesz…
–– Ogarnij się i ciesz się, póki możesz –– skomentowałam dając mu kuksańca w bok. ––Idę się położyć –– zakomunikowałam i poszłam do sypialni. Położyłam torbę na krześle i spojrzałam na łóżko, całkowicie puste.
Jestem wdzięczna, że Syriusz nie zostawił samego Alarica, jednak mimo to… znałam swojego brata i wiedziałam, że nie jest święty, widok Allie tylko mnie w tym utwierdził. Przykro mi było, że go nie było. Ten dzień był dla mnie wyjątkowo ważny, bo praca w Ministerstwie Magii zawsze była moim marzeniem. Chciałam z nim porozmawiać, zwierzyć się.. a jego nie było. Ostatnio często znikał.
Wzięłam prysznic i przygotowałam się do snu. Wychodząc z łazienki, dostrzegłam na parapecie sowę, która należała do mojej przyjaciółki Lily. Podeszłam szybko do okna i wzięłam skrawek papieru z łapki zwierzaka. Rozpakowałam list i usiadłam na łóżku, by go odczytać.

Droga Dorcas,

Nawet nie wiesz jak mocno się za Tobą stęskniłam! Już nie mogę się doczekać, kiedy się spotkamy, dlatego w weekend, chciałabym Cię zaprosić do naszego domu w Dolinie Godryka. Z tego co wiem, James i chłopaki również mają plany, dlatego zrobimy sobie babski wieczór, jak za dawnych lat!
Czekam niecierpliwie na relację z Twojego pierwszego dnia w pracy i mam nadzieję, że Syriusz dba o Ciebie jak i chwali Twój upór i ambicję. Zasługujesz na to.
Mam Ci również sporo do opowiedzenia, ale to wszystko w sobotę! Daj znać, czy termin Ci pasuje.

Całuję,
Lily

PS. Nawet jeśli termin Ci nie pasuje, to… masz być! Marlena będzie (zachowuje się ostatnio dziwnie, zauważyłaś?) i Emmelina również. Do zobaczenia!

Uśmiechałam się od ucha do ucha czytając list przyjaciółki. Naprawdę mocno za nią tęskniłam i miałam ogromną ochotę, by z nią porozmawiać o wszystkim co się dzieje w moim życiu. Przede wszystkim miałam również ochotę pogadać z nią o Syriuszu. Coś ciągle nie dawało mi spokoju. Niby między nami było dobrze, jednak czułam, jakby się ode mnie oddalał, a ja nie wiedziałam czym jest to spowodowane. Kochał mnie, tego byłam pewna.. ale.. .czy miłość w tym wypadku wystarcza?
Westchnęłam głośno i odłożyłam list od przyjaciółki. W mgnieniu oka wzięłam pergamin i atrament, by wyskrobać odpowiedź do przyjaciółki. Potem przywiązałam liścik do sowy, która nadal czekała i poprosiłam o dostarczenie do rudowłosej. Położyłam się, zmęczona i zgasiłam światło. Czułam w powietrzu zapach Blacka i myśląc o nim, zasnęłam w mgnieniu oka.

Rano wstałam i szykując się do pracy, od razu zauważyłam, że Syriusz nie wrócił na noc. Teraz naprawdę byłam zaniepokojona i zastanawiałam się, czy aby nikogo o tym fakcie nie powiadomić. Czarnowłosy zawsze mi mówił o takich sprawach. Gdy się wyszykowałam, zeszłam na dół i zauważyłam w kuchni Allie i Alarica. Rozmawiali przyciszonym głosem, a starszy Meadowes trzymał kobietę za rękę. Ucieszył mnie ten widok i cieszyłam się, że mój brat z wiekiem miał więcej oleju w głowie.
–– Dzień dobry –– powiedziałam, wchodząc do pomieszczenia. Allie odwróciła się w moją stronę i uśmiechnęła promiennie.
–– Śniadanie zaraz będzie, usiądź, zanim wyjdziesz –– poprosiła i podeszła do blatu kuchennego, by skończyć posiłek.
–– Przepraszam Dor, że wczoraj mnie zabrakło… –– zaczął Alaric, jednak machnęłam na to ręką.
–– Nie masz za co. Będziemy mieli jeszcze okazję porozmawiać. Alaric… wiesz gdzie jest Syriusz? –– zapytałam wpatrując się w brata.
–– Nie wrócił? –– zdziwił się, a ja poczułam ukłucie w sercu. –– Dziwne. Gdy się rozstawaliśmy, było późno. Mówił, że ma coś jeszcze do załatwienia, jednak nie powiedział konkretnie o co chodzi –– wytłumaczył. Pokiwałam głową ze zrozumieniem, jednak w sercu czułam ucisk. Bałam się, że coś mu się mogło stać. –– Nie denerwuj się, znasz go. –– Próbował mnie uspokoić, jednak nic a nic to nie pomogło. Zjadłam w pośpiechu śniadanie, nie kontynuując tematu i wyszłam wcześniej do pracy, by zająć myśli czymkolwiek, byleby nie Syriuszem.

Tego samego dnia ponownie wróciłam późno z pracy. Wymęczona, na dole nikogo nie zastałam. Wszyscy musieli już spać. Weszłam na górę i otworzyłam drzwi do sypialni, gdzie paliła się lampka. Na łóżku siedział Syriusz, a kawałek twarzy miał tak poraniony, że wstrzymałam oddech, gdy weszłam do pokoju. Black, słysząc mnie, odwrócił się w moją stronę i posłał mi niepewny uśmiech. Rzuciłam wszystko i w mgnieniu oka znalazłam się przy mężczyźnie. Dotknęłam delikatnie jego twarzy, mimo to syknął z bólu.
–– Co się stało? –– wyszeptałam i poszłam do łazienki, by namoczyć ręcznik zimną wodą. Przyłożyłam go do ran i powoli obmywałam zaschniętą krew.
–– Ja… –– zaczął, by za chwilę zamilknąć. –– Chciałem wcześniej już o tym z tobą porozmawiać. Dołączyłem do Zakonu Feniksa –– powiedział. Zamarłam na chwilę, a po chwili ponownie kontynuowałam opatrywanie Blacka. –– Spotkałem się również z Regulusem –– poinformował. Spojrzałam na niego badawczo i wróciłam się do łazienki, by zostawić ręcznik. Rany, które miał, musiały mu się same zagoić.
–– Chcesz mi powiedzieć, że przez niego tak wyglądasz? –– Chciałam się upewnić, jednak mężczyzna pokręcił przecząco głową.
–– Bellatrix odzyskała wspomnienia, Dorcas –– powiedział grobowym tonem, a mi gula utknęła w gardle. –– To kwestia czasu, kiedy inni również je odzyskają –– dodał łapiąc mnie za rękę, którą leczyłam jego ranę.
–– Syriuszu… Chcesz mi powiedzieć, że… śmierć Mary… i pomoc Regulusa…
–– Śmierciożercy już wiedzą.
Skuliłam się, łapiąc się za klatkę piersiową. Black w ekspresowym tempie zjawił się obok mnie i przytulił z całej siły. Pozwolił, bym zmoczyła mu koszulę swoim płaczem i spokojnie czekał, aż sama się uspokoję.
–– Jak mu pomożemy? –– zapytałam cicho wpatrując się w czarnowłosego.
–– Pracuję nad tym. Ja, Huncwoci i Zakon Feniksa.

Syriusz

Dorcas wyglądała strasznie. Wiedziałem od dłuższego czasu, że muszę jej powiedzieć prawdę, jednak, gdy wyobrażałem sobie jej ból i cierpienie… Nie mogę pozwolić, by była nieszczęśliwa. Ma dom, rodzinę przy sobie. Zaczęła pracę, o której zawsze marzyła, jej bracia myślą o zamążpójściu, przyjaciółki równie dobrze układają sobie swoje życie, a ona… i ja… Ja. Nie myślę o ślubie, nie myślę o dzieciach. Myślę o tym co tu i teraz. Trwa wojna. Wojna, w którą czarodzieje i czarownice nie chcą wierzyć. Są głupi i ślepi, a przecież ktoś musi uratować nasz świat!
–– Dor, obiecuję, że zrobię co w mojej mocy, by mu pomóc. –– Leżeliśmy na łóżku, a brązowowłosa wtulała mi się w pierś. –– Musisz mi zaufać.
–– Chcę dołączyć do Zakonu Feniksa –– powiedziała poważnie, a ja poczułem ukłucie w sercu. –– Myślę, że moje przyjaciółki również to zrobią.
–– Skarbie, proszę.. Jesteś zła i doskonale to rozumiem. Powinienem wcześniej ci o tym powiedzieć.. Chciałem cię chronić.. Nie rób tego. Wystarczy, że jest tam jedno z nas. Przemyśl to –– próbowałem przemówić jej do rozsądku jednak czułem, że odniosę porażkę.
–– Nie robię tego z własnych pobudek, Syriuszu –– wyszeptała i lekko wstała, by móc spojrzeć mi w oczy. –– Żyję nieświadomie, udając, że wszystko jest dobrze. Mam pracę, dom, rodzinę, przyjaciół i ciebie. Czego mi więcej potrzeba? Potrzeba mi spokoju, Syriuszu. A co jeśli, ktoś będzie chciał zabić moją rodzinę, przyjaciół? Będę zdziwiona… A nie powinnam, bo przecież trwa wojna! –– Słuchałem uważnie jej słów, nie mogąc wyjść z podziwu, jak mądrze i pięknie mówi moja ukochana. –– Chcę walczyć. Będę walczyć, czy ci się to podoba, czy nie. –– W mgnieniu oka popchnąłem ją na siebie i pocałowałem z nieziemską namiętnością, którą wywoływała we mnie ta kobieta. Jest dla mnie niczym narkotyk.
–– Mówiłem ci już kiedyś, że nie jesteś jednie boginią piękna i mądrości, ale boginią waleczności. Ja za to jestem zwykłym śmiertelnikiem, który nie może ci się oprzeć…
–– Co ty opowiadasz! –– Dorcas zaśmiała się głośno, a potem dała mi całusa. –– Z kim mam porozmawiać o Zakonie? –– Nie dała za wygraną.
–– Z Albusem Dumbledore –– odpowiedziałem krótko, a dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem.
–– To wspaniały człowiek i czarodziej… Syriuszu… myślisz, że Regulus da się przekonać do naszej pomocy? Wiesz, że wszystko woli robić sam… –– szepnęła i spuściła wzrok.
–– Musi. Jeśli tego nie zrobi, to go zmuszę –– powiedziałem pewnie. Brązowowłosa pokręciła głową i spojrzała na mnie. Widziałem, że jej myśli były daleko stąd.
–– Dobranoc. –– Przekręciła się na bok, zamykając oczy, a ja westchnąłem głośno, idąc pod prysznic, z którego nadal nie skorzystałem.
Poza tym nadal nic nie wiem na temat jej pracy. Ostatnio… mało rozmawiamy.  

–– Jeżeli wypijesz tą kolejkę, to przysięgam, że ja zrobię tak z dwoma –– słyszałem bełkot Rogacza, który przekonywał Lupina do napicia się alkoholu. Pokręciłem głową, niedowierzając, po czym roześmiałem się głośno.
–– Nadal zadziwiasz mnie swoimi pomysłami. James. –– Zaśmiał się Remus, unosząc kieliszek ku górze. –– Twoje zdrowie, przyjacielu! –– Wypił haustem swój kieliszek, a Potter poszedł za jego przykładem.
–– Mam wrażenie, że James jest teraz jeszcze młodszy, niż gdy byliśmy w Hogwarcie. –– Podszedł Angus i położył mi dłoń na ramieniu. –– Też taki byłem, dopóki nie dowiedziałem się, że będę ojcem –– zwierzył się, a ja zaciekawiony słuchałem dalej.
–– Jakie to uczucie? –– wtrąciłem spoglądając na przyjaciela i upijając łyk Ognistej ze swojej szklanki. 
–– To nagle zmienia całe twoje życie. W jednej chwili myślisz inaczej i wcielasz to nagle w życie. To uczucie… pochłania cię całkowicie, zachęca do walki –– tłumaczył. Uśmiechnąłem się mimowolnie i poklepałem go przyjacielsko po plecach.
–– Będziesz wspaniałym ojcem, Angus –– przyznałem szczerze i dostrzegłem wdzięczny uśmiech przyjaciela.
–– Ty też byłbyś świetny –– dodał, a ja uniosłem zaskoczony brwi do góry.
–– Panowie, co z wami? Zapraszam! –– krzyknął do nas Rogacz, obejmując Glizgdgona jedną ręką. –– Peter, cieszę się niezmiernie, że nareszcie znalazłeś dla nas czas! Za przyjaźń, panowie!  –– Wzniósł kieliszek przed siebie, a my szczęśliwi również poszliśmy za jego gestem.
–– Za przyjaźń! –– krzyknęliśmy chórem, stykając się kieliszkami. Mocna ciecz zapiekła mnie w gardło, a mój wzrok spoczął na Glizdogonie. Dorcas ostatnio wspominała mi o jego dziwnym zachowaniu na weselu Lily i Jamesa, jednak nie myślałem o tym poważnie…
–– Syriuszu. –– Podszedł do mnie Remus i odeszliśmy niepostrzeżenie na bok. –– Jakieś wieści na temat Regulusa? Ktoś go znalazł? –– zapytał cicho.
–– Nadal go szukamy –– odpowiedziałem zgodnie z prawdą, krzywiąc się lekko.
–– Męczy cię ta sprawa –– zauważył.
–– Nie potrafię stwierdzić, dla kogo to jest ważniejsze. Dla mnie czy dla Dorcas –– powiedziałem na tyle cicho, by tylko Remus to usłyszał.
–– Dla was obojga Syriuszu. Wiem to. –– Dodał mi otuchy, a ja uśmiechnąłem się. Nie wiedziałem, czy te słowa są prawdą, jednak chciałem w nie wierzyć.
–– Panowie, dawno nie byliśmy w naszym ulubionym barze! Chodźmy się upić! –– zawołał James i podszedł do nas, obejmując ramionami. –– Dajmy sobie chwilę wytchnienia!
–– Niech ci będzie, Rogaś. Zróbmy to! –– podchwyciłem, a przyjaciel przybił mi piątkę. W szybkim czasie teleportowaliśmy się przed Dziurawym Kotłem. Weszliśmy do środka i powitaliśmy serdecznie Toma.
Usiedliśmy przy stole, zamawiając pięć szklanek whisky i śmieliśmy się głośno, opowiadając sobie historie szkolne. Pub był zatłoczony, było głośno i każdy bawił się wyśmienicie. Czułem się dobrze, móc tutaj być. Nagle ktoś wbiegł do baru, z ulicy Pokątnej, i krzyczał w niebogłosy.
–– Ciało! Ciało na ulicy! –– Otworzyłem szerzej oczy i spojrzałem na przyjaciół, po czym ruszyliśmy w stronę wydarzenia. Przepychaliśmy się przez tłum ludzi, po czym udało nam się dostać na ulicę Pokątną. Podeszliśmy bliżej, gdzie wskazywał wcześniej mężczyzna i dostrzegliśmy blondynkę leżącą martwą, z licznymi ranami. Otworzyłem szerzej oczy ze zdziwienia, gdy na szyi kobiety dostrzegłem pewną bliznę, tak dobrze znaną…
–– Nie… –– szepnąłem cicho i pognałem do ciała. Uklęknąłem przy zwłokach i odwróciłem ją twarzą do siebie. Zamknąłem oczy i zacisnąłem szczęki ze złości. Nie wiedziałem co się naokoło mnie dzieje, ani o czym krzyczą moi przyjaciele. Klęczałem, na moich kolanach leżało martwe ciało Rose Wax.
Rose Wax, mojej przyjaciółki.
Byłej.
W dłoni trzymała karteczkę, na której było napisane.
Syriusz Black.
Reszta była oderwana.

Od Autorki: Cześć kochani! Powoli wkraczamy w coraz to straszniejszy okres i naprawdę nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów, by móc Wam przedstawić moją wizję tej historii.
Pozdrawiam i do zobaczenia
Witaj nieznajomy... ;)
Jeśli już tu jesteś, zostaw proszę ślad po sobie.
Będzie mi niezmiernie miło wiedzieć, co sądzisz o mojej twórczości.
Pozdrawiam i zachęcam do czytania,
Adaline