Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alicja Brown. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alicja Brown. Pokaż wszystkie posty

2019/01/12

Rozdział 35 „Inwigilacja”

10 komentarzy:

Nadszedł styczeń, a ja zaczynałam mieć po dziurki w nosie ciągłego siedzenia w domu. Will przeprowadził się na stałe do Emmeliny, Alarica i Allie często nie było, pomagali Zakonowi. Syriusz również znikał na całe dnie, a ja tkwiłam tu niczym kołek i zastanawiałam się, co ze sobą począć. Też chciałam działać w Zakonie, jednak przez moją :””pozycję w Ministerstwie i ostatnie wydarzenia, było to mocno utrudnione. Postanowiłam w takim razie, że na własną rękę zacznę szukać tajemniczego człowieka, który rzucił na mnie zaklęcie.
Mroźny poranek, ukuł moje rozgrzane policzki ze zdwojoną siłą. Obiecałam, że po moim małym dochodzeniu, wpadnę do Marleny, która lada chwila powinna rodzić w następnym miesiącu. Nie mogłam się doczekać, by zobaczyć na świecie tą małą istotkę. Poprawiłam płaszcz i czapkę, po czym teleportowałam się do ciemnej uliczki, blisko wejścia do Ministerstwa Magii dla mugoli. Uważałam, że będzie to bezpieczniejsze. Udało mi się również ubłagać Lily, by dała mi Eliksir Wielosokowy. Rudowłosa wiedziała o mojej eskapadzie i oczywiście była temu przeciwna. Skoro nawet ona była przeciwko, nie muszę się domyślać, jak zareagują inni, gdy się dowiedzą. Gdy będzie już po fakcie, zmienią zdanie.. a przynajmniej mam taką nadzieję.
Czekałam. Obserwowałam ludzi i szukałam odpowiedniego kandydata na podmianę, któremu miałam zamiar zmodyfikować pamięć. Nie było to łatwe, jednak po jakimś czasie się udało. Moją „ofiarą” została nieznana mi czarownica, po plakietce dowiedziałam się, do którego biura należy. Obezwładniłam ją, po czym wyrwałam kawałek włosa i wrzuciłam do małej buteleczki. Chwilę później wypiłam ciecz, czując jak moje ciało się zmienia.
Kilka minut potem, byłam niską blondynką z okularami na nosie. Poprawiłam się szybko i udałam do budki telefonicznej, pilnując czasu na zegarku. Będąc już na dole, rozglądałam się uważnie, nie dając nikomu powodów do podejrzliwości. Ruszyłam, przedzierając się przez tłumy i wzięłam z wierzchu Proroka Codziennego. Spojrzałam na pierwszą stronę, gdzie widniało zdjęcie obecnej Minister Magii, Eugenii Jenkins oraz zdjęcie Milicenty Bagnol, którą ludzie powołują, by przejęła rządy. Również byłam za doktryną Milicenty, jednak zastanawiałam się, co w tej sytuacji zrobi Eugenia. Kobiety nie przepadają za sobą, ale chodzi tutaj o lepszą przyszłość czarodziejów.
Weszłam do windy wraz z innymi czarodziejami i w mgnieniu oka dostrzegłam Alicję Longbottom, stojącą tuż przede mną. To była idealna okazja.
–– Hej, Alicja –– szepnęłam tak, by tylko brązowowłosa mnie usłyszała. Odwróciła się lekko w moją stronę, uśmiechając i skinęła głową na znak powitania. –– To ja, Dorcas Meadowes –– dodałam równie cicho, a kobieta ponownie utkwiła we mnie wzrok, nie rozumiała co się dzieje. Winda stanęła na piętrze, gdzie znajdowało się biuro Aurorów. Wyszłam razem z brązowowłosą i udałyśmy się w głąb pomieszczenia, gdzie wielu aurorów biegało od biurka do biurka, bo pozałatwiać swoje sprawy.
–– Dor, co się dzieje? Dlaczego wyglądasz jak… nawet nie wiem kim jesteś! –– Pokręciła głową, niedowierzająco. –– Z Zakonu wiem, że ostatnio miałaś kłopoty…
–– Alicjo, byłam pod wpływem Imperiusa –– zwierzyłam się. Dziewczyna otworzyła szerzej oczy. –– Jestem pewna, że to stało się w Ministerstwie. Muszę się dowiedzieć, kto jest za to odpowiedzialny. Mam coraz mniej czasu –– szepnęłam gorączkowo, szukając pomocy Longbottom.
–– Crouch chodzi ostatnio bardziej posępny niż zwykle. Twoje odejście mocno na niego wpłynęło.
–– Musiałam to zrobić –– powiedziałam. –– Alicjo, musisz mnie wprowadzić do Departamentu Tajemnic. Znajduje się tam archiwum, gdzie przechowywane są wszystkie katalogi pracowników Ministerstwa. Proszę…
–– Oczywiście, że ci pomogę –– przerwała mi Alicja. –– Nawet nie musisz o to prosić. Musimy być jednak bardzo ostrożne. Jako Auror, mam dostęp do wielu drzwi w tej instytucji, ale to  prawda, że ostatnio źle się tutaj dzieje. –– Uśmiechnęłam się do brązowowłosej w podziękowaniu, a potem obmyśliłyśmy plan dostatnia się na sam dół, do dobrze strzeżonego pomieszczenia.
Stanęłyśmy w windzie, a brązowowłosa poprosiła o wciśnięcie guzika na sam dół. Czarodziej przypatrywał się jej podejrzliwie, jednak bez cienia sprzeciwu, wcisnął odpowiedni guzik. Gdy winda zjechała na sam dół, spojrzałam szybko na zegarek, widząc, że zostało mi pół godziny. Na korytarzu nie było nikogo, a lampy idealnie oświetlały zimne, marmurowe ściany. Departament Tajemnic zawsze powodował, że wpadałam w zachwyt nad tym miejscem. Jeszcze za czasów dzieciństwa, gdy przychodziłam tutaj z moim tatą…

Miałam sześć lat, gdy znalazłam się tutaj po raz pierwszy. Alaric wypiął się na wszystko, Will przebywał za granicą ,a gosposia, która pilnowała naszego domu i mnie, zachorowała. Tata musiał zjawić się w pracy, a nie miał z kim mnie zostawić, dlatego pojawiłam się tutaj.
W Departamencie Tajemnic nie było możliwości, bym od tak mogła przebywać, jednak wypływy głowy rodziny Meadowes, pozwoliły na to. Cieszyłam się, mogąc tutaj być, bo od samego początku czułam, że to miejsce ma na mnie niesamowity wpływ. Sala Sądowa, miała już za sobą swoje lata, ale klimat jaki był wciąż tu utrzymywany, był godny podziwu.
–– Córeczko, na Sali musisz być bardzo cicho. Będziesz siedziała zaraz za mną, w cieniu –– uspokajał mnie Colin, gładząc czule po głowie. –– Bycie Szefem Departamentu Tajemnic to bardzo ważny obowiązek. Pilnuję, by jak największa liczba złych czarodziejów poniosła konsekwencje za swoje przestępstwa. Rozumiesz to, prawda?
–– Oczywiście, tatusiu.
–– Nigdy się nie bój. –– Pocałował mnie w czoło i weszliśmy na Salę, która cała była pełna.  Dostrzegłam nawet Albusa Dumbledore, uśmiechającego się ciepło. Usiadłam cichutko, jak mi rozkazał tata i wsłuchiwałam się w słowa, kierowane do przybyłych. Podziwiałam go i podziwiałam to, w jaki sposób pomaga czarodziejom.

–– Proszę się wylegitymować –– warknął do mnie nagle strażnik, a ja stanęłam dęba. Zmarszczyłam brwi i od razu poznałam Edgara Bonesa. Bardzo go lubiłam, ale wiedziałam, że był bardzo dokładnym i podejrzliwym czarodziejem. Swoje obowiązki wypełniał znakomicie.
–– Ja… –– zaczęłam, nie bardzo wiedząc co powiedzieć. Na szczęście zaraz obok mnie zjawiła się Alicja.
–– Witaj, Edgarze. Razem z panią Grace wybieramy się do Prawego Skrzydła –– powiedziała, nie ujawniając naszych prawdziwych planów. –– Alicja Longbottom.
–– W porządku. Będę nas was czekał –– odpowiedział i skinął głową na znak zgody, byśmy mogły przejść. Prędko opuściłyśmy korytarz i parę minut później znalazłyśmy się przed drzwiami.
–– Stanę na czatach. Śpiesz się –– poprosiła kobieta, a ja nie czekając, weszłam do archiwum.
Sterty dokumentów walały się na wysokich półkach, a ja jęknęłam załamana, widząc stosy papierów. Zastanawiałam się, gdzie znajdę owe zapiski i zaczęłam przeglądać księgi oraz rejestry. Miałam mało czasu, co bardziej mnie stresowało. Przerzuciłam kolejne rejestry, nerwowo zaciskając usta i drżącymi dłońmi wertowałam kolejne karki. Miałam wrażenie, że idzie mi beznadziejnie. Skupiłam się maksymalnie i próbowałam znaleźć punkt zaczepienia.
W pewnym momencie trafiłam na akta czarodzieja, którego bardzo dobrze kojarzyłam z Ministerstwa. Był to Augustus Rockwood, bardzo wysoko ceniony i trzymający się blisko naszej Minister. Spojrzałam ponownie na zdjęcie czarodzieja i zmrużyłam oczy, wertując kolejne strony. Coś mi nie dawało spokoju i wydawało mi się, że Rockwood może być zamieszany w wiele dziwnych przypadków, które dzieją się ostatnimi czasami w naszym kraju. Nagle zatrzymałam się na jednej stronie, która ewidentnie została na wpół wyrwana. Na tej stronie powinny znajdować się wszelkie uwagi na temat prywatnego życia Augustusa, a także jego specjalności. Jednak nie mogłam niczego z tego odczytać, bo właśnie w tym miejscu, gdy zaczynał się opis, znajdowała się pustka, po uprzednio wyrwanej stronie. Zmarszczyłam ponownie brwi, wzdychając ciężko. Będę musiała udowodnić, że to właśnie on rzucił na mnie Imperiusa, jednak zdawałam sobie sprawę, że bez niezbitych dowodów, nie miałam szans, by ktoś mi uwierzył. Mimo to pokładałam nadzieje w Albusie Dumbledore. Nagle usłyszałam ciche pukanie do drzwi i w mgnieniu oka posprzątałam po sobie bałagan. Drzwi się uchyliły i stanęła w nich Alicja.
–– Dor, musimy się wynosić –– powiedziała, a ja kiwnęłam głową na znak zgody. Eliksir Wielosokowy przestał już działać, przez co ponownie stałam się sobą. –– Masz, zarzuć to na głowę. –– Alicja podała mi szeroki kapelusz, a ja zastanawiałam się, skąd u licha go dorwała i co jeszcze trzymała w swojej małej torebce, którą zawsze przy sobie nosiła.
Szybkim krokiem ominęłyśmy strażnika, który przyglądał nam się podejrzliwie, ale dostrzegając wzrok Alicji, nie odezwał się słowem. Weszłyśmy pośpiesznie do windy i wcisnęłyśmy guzik z odpowiednim piętrem. Odetchnęłam głęboko, ciesząc się, że na nikogo nie wpadliśmy.  
–– Mało brakowało –– szepnęłam do brunetki. Pokiwała lekko głową, wciąż nasłuchując. –– Dziękuję Alicjo, bez ciebie nie dałabym sobie rady.
–– To było głupie, pojawiać się tu samemu –– skomentowała brunetka, a ja spojrzałam na nią przepraszającym wzrokiem. –– Mam nadzieję, że chociaż dowiedziałaś się czegoś.
–– Tak. Jeszcze raz dziękuję.
Pożegnałyśmy się tuż przy wyjściu do świata mugoli i chwilę później znalazłam się toalecie, w metrze. Poprawiłam kapelusz, sądząc, że to dobry kamuflaż i pognałam do miejsca, w którym zostawiłam śpiącą czarownicę. Zaklęcie Zapomnienia wychodziło mi nieźle, dlatego nie miałam problemów z wyczyszczeniem pamięci kobiety. Gdy wszystko wróciło już na swoje miejsce, miałam zamiar deportować się do domu, gdy nagle zauważyłam człowieka, o którym myślałam aż za często.            Regulus Black, kierował się w kierunku Big Bena, upewniając się co jakiś czas, że nikt za nim nie idzie. Głowę miał schowaną pod kapturem, mimo to od razu go rozpoznałam. Przez chwilę zastanawiałam się, czy powinnam to zrobić, ale wiedziałam, że jeśli nie spróbuję, nie dowiem się co takiego ukrywa młodszy Black. Powoli ruszyłam za nim, tak, by nie miał szans mnie zauważyć. Ciekawa byłam, gdzie mnie nogi poniosą w pogoni za Regulusem…


Angus spóźniał się na patrol, co nigdy mu się nie zdarzało. Generalnie już wtedy czułem, że coś jest nie tak, ale bagatelizowałam sprawę, słuchając mojego przyjaciela Pottera, który paplał bez ładu i składu o tym, jakim to wspaniałym będzie ojcem. Cieszę się, że za parę miesięcy to właśnie ja zostanę rodziną tego małego brzdąca i widziałam, jak bardzo James jest dumny z nowej roli, jaka go czekała. Kątem oka spojrzałem na Remusa, który wpatrywał się również w Pottera i uśmiechał lekko. Miałem nadzieję, że mój przyjaciel również znajdzie sobie kogoś, z kim założy rodzinę. Tylko mu o tym nie będę wspominał, bo zaraz ujrzę jego karcący wzrok…
–– Harry Potter –– rzekł dumnie James, uśmiechając się w naszą stronę.
–– Skąd wiesz, że to będzie chłopiec? –– Uniosłem brwi do góry, patrząc pobłażliwie na przyjaciela.
–– Syriuszu, takie rzeczy się czuje. Może kiedyś i ty będziesz to wiedział –– odpowiedział poważnie, a ja prychnąłem cicho.
–– Ładnie brzmi –– skomentował Lupin, uśmiechając się przyjaźnie. –– Angus powinien już być. Peter, rozmawiałeś z nim może? –– zwrócił się w stronę Glizdogona.
–– Nie, nie… –– zająkał się. Wpatrywałem się dłużej w przyjaciela, zastanawiając się, czy jest coś, o czym nam nie mówi. Glizdogon jest jednym z nas i również chciałbym, by był szczęśliwy. –– Powinniśmy już ruszać…
–– Campbell wie gdzie nas szukać –– dołączył się do dyskusji Frank Longbotttom. –– Nie traćmy czasu. Wszyscy przystaliśmy na propozycję Longbottoma i postanowiliśmy wyruszyć w drogę.
Deportowaliśmy się pod Big Benem, mając na uwadze, że musimy zachować się cicho. Dostaliśmy informację, że gdzieś w tych okolicach odbywa się spotkanie Śmierciożerców. Nie chcieliśmy się demaskować, chodziło nam tylko i wyłącznie o przydane informacje, które pomogą nam zakończyć wojnę i wygrać z Voldemortem. Spojrzałem na przyjaciół, którzy kiwnęli twierdząco głowami, po czym ukradkiem skierowaliśmy się schodami pod ogromny zegar. Droga była kręta i ciemna, dlatego ostrożnie pokonywaliśmy każdy stopień. Frank wraz z Peterem zostali na zewnątrz, James i Remus osłaniali tyły, a ja zamieniłem się w psa i pognałem wprost do pomieszczenia, gdzie było słychać przyciszone rozmowy. Schowałem się w małym tunelu, niewidoczny dla oczu i próbowałem podsłuchać rozmowę, która toczyła się na dole. Nie widziałem twarzy osobników, jednak gdy usłyszałem lepiej pierwsze głosy, zamarłem zszokowany i wyjrzałem ukradkiem, chcąc upewnić się w swoich podejrzeniach.
–– Powiedziałeś, że chcesz z tym skończyć! –– krzyknęła Dorcas patrząc na mojego brata ze łzami w oczach. –– A ja znajduje cię tutaj, na spotkaniu z nimi…
–– Ciszej –– warknął Regulus i podszedł bliżej dziewczyny. –– Nie kazałem ci mnie śledzić. 
Śledzić? Co w ogóle robi tutaj Dorcas?! Obiecała nie ruszać się z domu.
–– Chciałam porozmawiać. Nie spodziewałam się, że nadal przekazujesz informację dla Voldemorta.
–– Dorcas, ciszej. Zaraz zjawi się tutaj tuzin Śmierciożerców, powinnaś jak najszybciej stąd uciekać! –– powiedział ostro, tracąc powoli nad sobą panowanie. –– Syriusz wie, że tu jesteś? Ktokolwiek o tym wie?
–– Nie… –– odburknęła niemrawo, a Regulus zmierzwił włosy i warknął rozdrażniony.
–– Jesteś taka nieodpowiedzialna…
–– Może przestaniesz mnie krytykować i powiesz wreszcie o co tutaj chodzi.
–– Meadowes, kto zostanie Śmierciożercą, zostaje nim na zawsze. To nie jest etat w pracy, rozumiesz? Nie mogę od tak tego zostawić. Bardziej przydam się tutaj i Dumbledore o tym wie –– wytłumaczył, a ja sapnąłem cicho.
Więc Regulus działa z polecenia Dumbledore?
–– Ja… –– zacięła się brązowowłosa. –– To wiele wyjaśnia.
–– Cieszę się, a teraz zabieraj się stąd –– warknął oschle. Mimowolnie spiąłem wszystkie mięśnie, nie mogąc dłużej nad sobą zapanować. Nie podobało mi się, jakim tonem Black zwracał się do Dorcas.
–– Chciałam porozmawiać… –– szepnęła cicho, uciekając wzrokiem. Zawsze to robiła, gdy temat był dla niej bardzo trudny. Trudny i uczuciowy.
–– Dor, proszę cię. –– Czarnowłosy złapał ją za ramiona. –– Porozmawiamy, obiecuję, ale nie tutaj i nie teraz. Grozi ci niebezpieczeństwo.
W tej samej chwili wyłoniłem się z cienia, spoglądając na ową dwójkę. Regulus zmarszczył mocniej brwi, a Dor otworzyła szerzej oczy.
–– Syriusz? –– wyszeptała, a ja po chwili stanąłem przed nimi w swojej ludzkiej postaci. Moje oczy były puste, po raz kolejny zastanawiałem się co robi tu moja dziewczyna i dlaczego wszędzie gdzie ona, musi być również mój brat. Wpatrywałem się w niego dłuższą chwilę.
–– Dumbledore o wszystkim się dowie. Uciekajcie stąd –– powiedział dosadnie, a ja kiwnąłem głową. Złapałem brązowowłosą za rękę, a ona dopiero po chwili zaczęła za mną biec, nie do końca wiedząc, co się właściwie dzieje. Też byłem skołowany, ale nie mogłem pozwolić, by uczucia zaślepiły nam nasz prawdziwy cel. Wolność.
Udało nam się zajść do kryjówki, w której wcześniej urzędowałem, gdy usłyszeliśmy kroki. Przyłożyłem palec do ust i odwróciłem się do Meadowes. Chwilę później ukryliśmy się wspólne w małej jamie. Przybrałem postać psa, byśmy razem się zmieścili i nasłuchiwaliśmy, jak jeden czarodziej za drugim wchodzą do pomieszczenia.
–– Kogo my tu mamy? Od kiedy to jesteś taki punktualny, Black? –– Głos Bellatrix Lestrange, do niedawna Black, wypełnił całe pomieszczenie.
–– Nie powinnaś być nie miesiącu miodowym? –– zakpił Regulus, nie zwracając na zaczepki czarnowłosej.
–– Czarny Pan jest ważniejszy –– odpowiedział wyniośle Rudolf Lestrange. Nie widziałem ich min, ale mogłem się domyśleć, jak wyglądają. Kątem oka spojrzałem na Dorcas, która również uważnie nasłuchiwała wszelkich słów.
–– Nie jesteśmy po to, by się przekrzykiwać. –– Do pomieszczenia wszedł Severus Snape, a we mnie momentalnie się zagotowało. Wiedziałem doskonale, że ta szumowina należy do Śmierciożerców. Plułem sobie w brodę, że tamtego dnia w Hogwarcie, uratowałem jego nędzny tyłek.
–– Snape, nie spodziewałem się ciebie tutaj –– zasyczała Lestrange, a ja, mimo protestów Dorcas, wyjrzałem lekko, by móc zobaczyć wszystkich zgromadzonych. Wszyscy posiadali maski, dlatego mogłem rozpoznać tylko parę głosów.
Nie wiadomo kiedy, w pomieszczeniu zrobiło się zimno. Chłód jaki ogarnął moje ciało, przeszył mnie na wskroś. Na samym środku Sali pojawił się Lord Voldemort, a reszta jego zwolenników, uklęknęła i schyliła głowy ku ziemi.
–– Słudzy Czarnego Pana… –– zasyczał, zwracając się bezpośrednio do swoich poddanych. –– Obawiam się, że miejsce naszego pobytu zostało zdradzone –– rzekł melancholijnie, po czym dało się usłyszeć głosy oburzenia. –– To najwyższa pora, by krok po kroku pozbywać się zwolenników Ministerstwa jak i naszego największego wroga, Albusa Dumbledore… Dlatego, w dniu dzisiejszym poczyniłem pewne kroki… –– mówił przeciągając słowa. –– Dziś zostali pozbawieni życia czarodzieje, zwolennicy Dumbledore, członkowie Zakonu Feniksa…
Zamarłem. Zacząłem szybciej oddychać i dostrzegłem, że Dorcas zasłoniła usta dłonią. Moje myśli zaczęły biec z prędkością światła, ale myśl, jedna myśl, która nie dawała mi spokoju…. Nie… Nie mogłem o tym myśleć. Nie potrafiłem sobie tego wyobrazić. To było dla mnie tak nierealne, że miałem nadzieję, że to tylko sen. Chwilę później wydostałem się wraz z Dorcas ze szczeliny i popędziłem do przyjaciół, czekających nieopodal.
–– Dorcas, co ty tutaj robisz? –– zapytał James, widząc nas razem. Brązowowłosa oddychała ciężko, a ja czując ogromne kłucie w sercu, złapałem Jamesa za ramiona i spojrzałem w oczy.
–– Gdzie jest Angus? –– warknąłem, nie zważając na moje dziwne zachowanie.
–– Nie ma go jeszcze… Syriusz, o co chodzi? –– odpowiedział szybko Potter, a moje ramiona mimowolnie opadły na dół. Przyjaciel do mnie mówił, ale nie słyszałem go. Nie słyszałem niczego, a widziałem tylko łzy Dorcas.
Nie mogę być pewny, że Voldemortowi chodziło o nich. O Angusa i Marlenę.
Więc dlaczego czuję….
Co właściwie czuję...?

Od Autorki: Hej, kochani. Ciężko? Wiem. Zdziwieni? Tak. Czy to prawda...? Pozdrawiam, do następnego ;*

2017/03/29

Rozdział 20 "Początek końca"

8 komentarzy:

Syriusz

Błogie, upragnione wakacje. Siedzieliśmy razem z Jamesem w jego ogrodzie i łapaliśmy promienie słoneczne. W dłoniach trzymaliśmy kremowe piwo, a wspaniała pani Potter zrobiła nam kociołkowe pieguski, które całkiem szczerze muszę przyznać, były moimi ulubionymi słodyczami. Jutro o tej porze będziemy już Ballycastle, rodzinnej miejscowości Franka Longbottoma, gdzie odbędzie się jego ślub i wesele. Dziś do domu państwa Potterów mieli też dołączyć Remus, Angus i Peter, a jak na zawołanie chłopaki jeden po drugim stawili się na tarasie, uśmiechnięci.
– Miałem nadzieję, że zastaniemy tu jakiś komitet powitalny! – krzyknął Angus i po kolei zamknął nas w niedźwiedzim uścisku.
– Nie widzieliśmy się dwa tygodnie, wcale mi to nie przeszkadza – zarechotałem głośno, a przyjaciele zawtórowali mi. – Peter, coś Ty taki osowiały?
– Jeszcze niedawno spałem – wytłumaczył się i lekko uśmiechnął.
– Spałeś? Glizdek, nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać. – Puknął go w głowę James i poczochrał włosy.
– Panowie, muszę was od razu powiadomić, wybrałem na świadka tego tutaj Remusa Johna Lupina! – Przedstawił Angus i teatralnie zaczął klaskać.
– Ty szczęściarzu! – zawołałem rozbawiony. – To dość trudne zadanie, będziesz musiał Luniaczku sporo pić.
– Taak, myślę, że jestem na to gotowy – parsknął i wziął sobie kremowe piwo, które leżało na stoliku.
– To co przyjaciele, Eksplodujący Dureń? – spytał Rogacz i zatarł ręce.
– Jeśli chcesz, żebym znów Cię pokonał to zapraszam serdecznie! – odpowiedziałem i usiadłem przy stole, a reszta poszła za moim przykładem. 
Całe popołudnie spędziliśmy pijąc, grając i obżerając się wszystkim co popadnie. Mama Jamesa miała z nas niezły ubaw, kiedy chciała sprawdzić co się z nami dzieje, a my śpiewaliśmy tak głośno, że nawet nie wiedziliśmy kiedy nastał wieczór.
 Can you dance the hipogriff? Ma ma ma, ma ma ma, ma ma ma, Flyin' off from a cliff, Ma ma ma, ma ma ma, ma ma ma, Swooping down, to the ground, Ma ma ma, ma ma ma, ma ma ma, Wheel around and around and around and around, Ma ma ma, ma ma ma, ma ma maaa! Fatalne Jędze rządzą! – zaśpiewałem i usłyszałem gromkie brawa od kolegów.
– Syriuszu, mój przyjacielu, czy ja Ci kiedykolwiek mówiłem, że masz naprawdę dobry wokal? – zapytał James, który jeszcze przed chwilą udawał, że gra na gitarze.
– Może zostanę znanym wokalistą rockowym? Kto wie.. – mruknąłem i wyszczerzyłem się szeroko.
– Prędzej zostaniesz wokalistą niż zdasz zadowalająco Owutemy, by zostać Aurorem. – Zarechotał Campbell i przybił z Jamesem piątkę.
– Rzeczywiście, ubaw po pachy! – prychnąłem, ale po chwili dołączyłem do przyjaciół i wybuchnąłem gromkim śmiechem.
Uwielbiałem takie dni jak te, w męskim gronie, gdzie mogliśmy robić dosłownie wszystko i zachowywać się tak jak nam nie wypada przy kobietach. Mieć takich przyjaciół to prawdziwy skarb. Była już późna godzina, gdy pani Euphemia ubłagała nas byśmy poszli spać i przypomniała nam, że jutro mamy ślub naszego kolegi i musimy jakoś wyglądać. Z racji tego, że mój pokój był mniejszy to zajęliśmy go razem z Rogaczem, a chłopaków usytuowaliśmy w pokoju Jamesa. Położyliśmy się, ale długi czas nie mogłem zasnąć.
Myślałem.
W świecie czarodziejów coraz gorzej się dzieje. Umiera tak wiele czarodziejów i czarownic, ale i mugoli. Wojna nabiera coraz większych obrotów i musimy wszyscy być odpowiednio na nią przygotowani. Lord Voldemort jest prawdopodobnie najsilniejszym czarnoksiężnikiem z jakim świat musiał się mierzyć. Pragnie śmierci każdego, kto jest mugolskiego pochodzenia i zabije tych co zdecydują się z nim walczyć. Ja się nie poddam, będę walczył aż od ostatniej kropli krwi. 
– Syriusz, śpisz? – szepnął Potter, który leżał na materacu obok mojego łóżka.
– Śpię – odparłem i spojrzałem na niego.
– Kretyn – parsknął i znów położył się na poduszce. – Nie mogę spać, ciągle myślę o tym, że wojna lada chwila może dotknąć i nas.
– Czytasz mi w myślach? – zaśmiałem się. – Ja to samo. Zastanawiam się, kiedy wybuchnie prawdziwa szarża.
– Wtedy dołączymy do Zakonu Feniksa – oznajmił.
– Do czego? 
– Zakonu Feniksa. Nie słyszałeś o nim? Dumbledore powołał tajne stowarzyszenie do walki z Voldemortem. Warunkiem jest ukończenie pełnoletności i szkoły – wytłumaczył.
– W takim razie już wiemy co zrobimy po ukończeniu Hogwartu. Zawód Aurora poczeka, tym bardziej, że w tych czasach praca w Ministerstwie nie należy do bezpiecznych opcji – zauważyłem wpatrując się w sufit.
– Masz świętą rację, przyjacielu, a teraz idź spać. 
– To Ty mnie obudziłeś.
– Przecież nie spałeś.
– Dobra nieważne. Dobranoc Rogaś – powiedziałem przesłodzonym głosem.
– Dobranoc Łapko – odpowiedział James w identycznym tonie.
Wojna pochłania wiele ludzkich istnień, śmierć bliskich na którą nikt nie jest przygotowany odznacza piętno, które już na zawsze pozostaje w sercu.

Dorcas

W dzień ślubu Alicji i Franka w moim domu panował chaos. Marlena od rana biegała przejęta i zastanawiała się czy aby na pewno wybrała ładną sukienkę.
– Ona tak zawsze? – zapytał rozbawiony Alaric.
– Zawsze – odpowiedziałam i podałam mu kubek z kawą.
Alaric wraz ze swoją partnerką, Allie, zamieszkali razem ze mną i Willem w Bristolu. Jego nowa dziewczyna była cudowną osobą i wcale się nie dziwię, że dzięki niej Ric tak bardzo zmądrzał i stał się prawdziwym bratem na którym można polegać. Pracowała dla Proroka Codziennego jako reporterka. 
– Co na śniadanie? – krzyknął Will schodząc ze schodów razem z Emmeliną.
– A co nam zrobisz? – zapytałam kąśliwie.
– Doskonale wiesz, że mam dwie lewe ręce co do gotowania. Zresztą tak samo jak Ty, sis. – Zaśmiał się, a ja dałam mu kuksańca w bok.
– Jeszcze się nauczę – mruknęłam, ale prawda była taka, że kompletnie się na tym nie znałam.
– Jedyne co potrafisz to wsypać do miski płatki Pixie Puffs i zalać mlekiem. –Zarechotał tak głośno, że obudził nasze psy, które smacznie spały.
Gotowanie było dla mnie tak zawiłą i trudną czynnością, że w pewnym momencie po prostu zrezygnowałam z tego, by się nauczyć. Nie ważne co robiłam, zawsze wychodziło mi spalone i obrzydliwe. Mój tata Colin zawsze próbował mnie chwalić i mówił, żebym się nie poddawała, ale Will studził mój zapał i stwierdził, że gospodynią domową będę beznadziejną.
– Ja coś ugotuję. – Moja rudowłosa przyjaciółka weszła do kuchni, uśmiechnęła się promiennie i wskazała na mnie palcem.
– Lil, ratujesz nam życie! – zawołałam uradowana i objęłam ją.
Evans uśmiechnęła się, podwinęła rękawy i od razu wzięła się do pracy. Ja razem z Willem, Emmą i Rickiem usiedliśmy przy stole, a Allie postanowiła pomóc Lily. Po śniadaniu odpoczęliśmy w naszej altanie, a później razem z dziewczynami zaczęłyśmy przygotowywać się do ślubu, bo Huncwoci mieli się tutaj pojawić za trzy godziny.
– Marleno, jesteś niesamowita! Nie sądziłam, że moje włosy mogą tak ładnie wyglądać! - Podziękowała zachwycona Emmelina, która przeglądała się pracy blondynki w lustrze, a McKinnon wyszczerzyła się zadowolona.
Wyszykowane oczekiwałyśmy na chłopaków, a kiedy przybyli nie mogli uwierzyć własnym oczom. Wyglądałyśmy obłędnie.
– Moje drogie Panie, muszę przyznać, że wyglądacie jak prawdziwie księżniczki – pochwalił nas Angus i podszedł do swojej narzeczonej, by ją ucałować. 
– Jesteśmy prawdziwymi szczęściarzami – dopowiedział James i wyciągnął ramię do Lily, która zaczerwieniła się lekko i ujęła ramię chłopaka.
– Chyba już wszystko zostało powiedziane, więc pozostaje mi tylko zaprosić was na świstoklik i dzięki Bogu za Alarica, inaczej nie wiem ile czasu zająłby nam dojazd do Ballycastle. – Syriusz skłonił się w stronę Rica, który roześmiał się szczerze.
W mgnieniu oka znaleźliśmy się tuż obok domu państwa Longbottomów, gdzie odbywał się ślub i wesele. Od razu skierowaliśmy się na tyły pokaźnego dworku i ujrzeliśmy ogromny namiot, łuk weselny z poustawianymi krzesłami, a także małą scenę, stoły ustawione wzdłuż namiotu i wiele, wiele kwiatów. Wyglądało to bajecznie.
– Goście! Co tak stoicie, podejdźcie bliżej! Przecież nie gryzę!
Augusta Longbottom, mama Franka, przywitała nas serdecznie i od razu zaprowadziła do reszty zebranych, którzy czekali na pojawienie się młodej pary. Ceremonia była kameralna, lecz mimo tego spotkaliśmy sporą grupę znajomych z Hogwartu. Usiedliśmy na swoich miejscach i z niecierpliwością czekaliśmy na państwa młodych. W końcu, kiedy wyszli wraz z marszem weselnym to zaniemówiłam z wrażenia. Wyglądali tak wytwornie, arystokratycznie, a mimo tego z daleka widać było ich szerokie uśmiechy i błyszczące oczy.
– Zebraliśmy się tu, by połączyć węzłem małżeńskim Alicję Brown i Franka Longbottoma [...] Ogłaszam Was mężem i żoną, a teraz Pan Młody może pocałować Pannę Młodą! – Frank pocałował Alicję, a po ogrodzie rozniosły się gromkie brawa.
Łza zakręciła mi się w oku ze wzruszenia. Odnalazłam rękę Syriusza i ścisnęłam z całej siły. Black podniósł ją do góry i ucałował moje knykcie. Stał obok Jamesa i klaskał razem z resztą, a gdy Frank się odwrócił od razu spojrzał na chłopaków.
Wyobraziłam sobie jakby wyglądał ślub mój i Syriusza.
On - nonszalancki, arogancki, lubieżny, lojalny, lekkomyślny;
Ja - dzika, niecierpliwa, gadatliwa, uparta, wrażliwa;
Mieszanka wybuchowa.
Na weselu bawiliśmy się tak świetnie, że aż nie mieliśmy ochoty wracać do domu. Tańczyłam chyba ze wszystkimi znajomymi, a także z członkami rodziny Alicji i Franka. Spoglądałam szczęśliwa jak Lily i James wirują na parkiecie i cieszą się swoją obecnością. Miałam przeczucie, że ten wieczór wiele zmieni w ich życiu. Syriusz złapał mnie za rękę i położył sobie na ramieniu, gdy zabrzmiała wolniejsza piosenka. 
– Dobrze się bawisz, złotko? – spytał obracając mnie w rytm muzyki.
– Nie mogłoby być lepiej – szepnęłam.
Wróciliśmy późnym świstoklikiem, który zapewniła nam mama Franka. Pogratulowaliśmy młodej parze jeszcze raz i udaliśmy się do domu. Zaprosiłam Huncwotów do mnie, by nie wracali sami po nocy do domach tylko zrobili to z rana. Syriusz od razu chętnie przyjął zaproszenie i uśmiechnął się do mnie lubieżnie. Pokręciłam głową, ale w głębi siebie od razu poczułam ogromne porządnie. Zawsze tak na mnie działał.
Rano obudziły mnie promienie słoneczne wpadające przez okno do pokoju. Obok mnie Syriusz smacznie spał wtulony do moich pleców. Ostrożnie wyrwałam się z jego objęć i postanowiłam iść do kuchni po wodę.
– Hej, co to za grobowe miny? – zapytałam schodząc na dół, gdzie siedział Ric razem z Allie.
– Pokaż jej – mruknął Alaric patrząc na Allie, która podała mi najnowszy numer Proroka Codziennego, gdzie na głównej stronie wytłuszczony był ogromny napis.

Sami-Wiecie-Kto znów atakuje!
Czarodziejski świat jest poważnie zagrożony. Ministerstwo Magii prosi o podwójną ostrożność i nie wychodzenie z domów prócz sytuacji szczególnych.
Jako znak swój i Śmierciożerców Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać  przyjął tzw. Mroczny Znak, który wygląda jak "czaszka, złożona z elementów, które przypominają szmaragdowe gwiazdy... spomiędzy szczęk wysuwa się język węża", dlatego też aurorzy zostali upoważnieni do stosowania zaklęć niewybaczalnych na Śmierciożercach bez ostrzeżenia, a podejrzanych czasami do przekazywania dementorom bez procesu Wizengamotu.
Prócz tego Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać zrekrutował  wioski olbrzymów, które od lat ukrywają się w górach i stada wilkołaków, które są rządne krwi.
Dla świata czarodziejów i mugoli nastały ciężkie czasy – każdego dnia giną niewinni mugole, a także czarodzieje, którzy nie chcą stanąć po stronie Sami-Wiecie-Kogo.
Czarodzieje i czarownice, bądźcie czujni. Wyrażamy kondolencje rodzinie Bones, której większość członków zginęło przez Śmierciożerców i ich Pana.

– Mroczny Znak..? – szepnęłam sama do siebie.
„Czasza, złożona z elementów, które przypominają szmaragdowe gwiazdy... spomiędzy szczęk wysuwa się język węża.”
Widziałam już gdzieś ten znak. Widziałam na przedramieniu.
U Regulusa Blacka.



KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

I tak oto kochani dotrwaliśmy do końca! Aż sama nie mogę uwierzyć, że to już taki etap, ale spokojnie, przede mną jeszcze dwie części, które będę realizowała! Cieszę się, że zyskałam czytelniów, którzy są ze mną na dobre i na złe. Bardzo chciałam wam podziękować za wszystko, każdy komenatrz i opinie. Mam nadzieję, że nadal będziecie ze mną i.. do usłyszania kochani, obiecuję, że niebawem! <3

2017/01/04

Rozdział 8 "Związani"

13 komentarzy:

Syriusz


Wracaliśmy przez Zakazany Las do naszego dormitorium. Byłem taki zły. Ta noc potoczyła się gorzej niż zwykle. Remus był niespokojny, zestresowany. Nawet nasze towarzystwo animagów mało w tym pomagało. James został ranny. 
– Do jasnej cholery, jest prawie szósta. James.. spieprzyliśmy sprawę.
– Zdaje sobie z tego sprawę, stary. Jestem wykończony – odburknął i zmierzwił sobie włosy.
– Gdzie Angus i Peter? – zapytałem, a oczy mimowolnie zamykały mi się.
– Pewnie już wrócili. Co my powiemy dziewczynom?
– Nie mam kurwa bladego pojęcia, przyjacielu. – Weszliśmy do dormitorium, a ja zdąrzyłem tylko zdjąć z siebie brudne rzeczy i położyłem się do łóżka. 
To była naprawdę ciężka noc.
Ciężko jest mi cokolwiek powiedzieć. Miesiąc w miesiąc boli mnie, gdy muszę patrzeć na to jak mój przyjaciel cierpi. Jak z tygodnia na tydzień wygląda coraz mizerniej i mizerniej. Próbuję mu pomóc jak mogę, ale to nie jest wcale takie łatwe. Czasem jego niekontrolowane wybuchy mogą naprawdę doprowadzić do tragedii. James miał dużo szczęścia tej nocy. Już wyobrażam sobię jutrzejszą wojnę z Lupinem. Powie nam, że to co się wydarzyło nie powinno mieć miejsca i że to ostatni raz kiedy mu towarzyszymy podczas przemiany. Głupi. Nigdy go nie zostawimy, na tym właśnie polega przyjaźń. Panowie Łapa, Rogacz, Foks i Glizdogon nie zostawiają przyjaciół w potrzebie.
Nie wiem ile godzin minęło. Poczułem ciężar obok siebie, ale byłem zbyt zmęczony, żeby otworzyć oczy.
– Csiii.. - szepnęła moja ukochana. – Śpij skarbie. – Dorcas Meadowes, najprawdopodobniej jesteś najlepszą rzeczą jaka mogła mi się trafić w życiu.
Po jakimś czasie otworzyłem oczy i wpatrywałem się w śpiącą ukochaną. Za oknem było już ciemno. Pogłaskałem ją po policzku, a w tym samym czasie jej powieki uniosły się.
– Długo tu jesteś? – zapytałem nie odrywając wzroku z jej twarzy.
– Jakiś czas – szepnęła i przybliżyła się do mnie, by złożyć pocałunek na moich ustach. 
– Przepraszam – szepnąłem i przytuliłem ją do siebie.
– Za co?
– Nie jest łatwo ze mną żyć.
– Nie, ale podjęłam to ryzyko. I zrobiłabym to znowu. – Uśmiechnęła się, a ja odwzajemniłem ten uśmiech.
– Zdążymy jeszcze na kolację? – zapytałem z nadzieją.
– Ubierz się i chodźmy.
– Wolałbym rozbierz, złotko.
– Wstawaj ogierze, już! – krzyknęła i lekko pocałowała mnie w nos. Zaśmiałem się i zrobiłem o co prosiła moja ukochana. Rozejrzałem się po dormitorium. Nikogo w nim nie było prócz nas. Wstałem i spojrzałem na Dorcas.
– Gdzie Rogacz? – Dziewczyna spojrzała na mnie od stóp do głów, a ja zauważyłem jak jej policzki pąsowieją.
– Ma szlaban - odpowiedziała po chwili patrząc mi w oczy. – Od Lily – dodała, a na jej twarzy zagościł uśmiech.
– Żartujesz? – Zaśmiałem się tak głośno, że Dorcas spojrzała na mnie jak na wariata. – Za co?
– Ubzdurał sobie, że Adrian, ten z Klubu Ślimaka, się w niej podkochuje – mruknęła brązowowłosa i wzruszyła ramionami.
– Dużo mnie ominęło. – Znów się zaśmiałem i pokręciłem głową.
Wiedziałem, że mój przyjaciel kocha się w Evans, ale nie przypuszczałem, że posunie się do takich kroków. Chociaż prawda jest taka, że ja zrobiłbym to samo. Niech tylko jakiś facet zacznie kręcić się wokół Dorcas, a zabiłbym go samym spojrzeniem. Za bardzo mi na niej zależy, żeby ją stracić. Ubrałem się i razem ruszyliśmy do Wielkiej Sali. Zauważyłem, że przy stole siedzieli wszyscy prócz Jamesa.
No i Remusa..
Na myśl o przyjacielu przeszła mnie fala bólu. Będzie miał wyrzuty sumienia za Jamesa, odsunie się od Macdonald i stwierdzi, że powinien być s a m.
Zauważyłem też, że Marlena i Angus nie siedzą obok siebie jak zawsze. Spojrzałem na przyjaciela, ale tylko pokręcił głową. 
Rozumiałem. Musieli się pokłócić.
Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy swobodnie rozmawiać. Do czasu kiedy Lily zaczęła narzekała na mojego przyjaciela, że wciska nosa w nie swoje sprawy. Powiedziała, że jeśli nie porozmawiamy z nim i go nie powstrzymamy od robienia z siebie pajaca i psucia jej humoru to ostatni raz z nami rozmawia. 
Chciałem jej dogryźć. James Potter to mój najlepszy przyjaciel i najbardziej prawa osoba jaką znam w życiu. Nie będę pozwalał, żeby mówiła o nim w taki sposób, tym bardziej, że jedyne czego chciałby Rogacz to randki z nią.
Co on w niej takiego widzi? Wnerwia mnie tą swoją upartością.
Otwierałem już usta, kiedy spojrzałem na Dorcas. Widziałem w jej oczach, jak błagała bym odpuścił.  Od kiedy to stałem się taki uległy?
– Za dwa tygodnie jest wyjście do Hogsmeade – zagadnęła mnie ukochana.
– Zapraszasz mnie na randkę, złotko? – zapytałem i wzniosłem brwi ku górze. Brązowowłosa spojrzała na mnie i zaśmiała się.
 
– Idiota.
– Twój idiota. – Mrugnąłem do niej porozumiewawczo, a ona tylko wywróciła na to oczami.
Siedzieliśmy w Pokoju Wspólnym i odrabialiśmy lekcję. W sumie tylko ja z Jamesem i Angusem to robiliśmy, bo dziewczyny zajęły się już tym wcześniej.
– Patrzcie, co za świetny artykuł! – krzyknęła nagle Marlena, która zaczytana była w czasopiśmie Czarownica. McKinnon podstawiła nam pod nos czasopismo i wskazała palcem na rubrykę nijakiej Sarah Bradshow.

Zastanawiam się nad definicją miłości wśród ludzi z mojego otoczenia. Każdy pragnie miłości, ale większość nie wie tak naprawdę co to oznacza. Miłość to przede wszystkim poświęcenie. Jesteśmy gotowi zrobić wszystko dla drugiej osoby, uwielbiamy swoje towarzystwo i chcemy ze sobą przebywać jak najdłużej, ale czy rzeczywiście tak jest?
Kobiety narzekają na życie bez partnera, a mężczyźni na życie bez partnerki. Tęskni im się za bliskością. Dlaczego tak wiele osób żyje bez miłości i nie mogą trafić na odpowiednią osobę? Wydaje mi się, że najlepszym określeniem jest c z e k a n i e. Kiedy ktoś zapyta Cię czy jesteś w związku, odpowiadasz - wciąż na kogoś c z e k a m. Niektórzy szukają miłości, a przecież miłość odnajduje się sama. Przez przypadek spotykasz kogoś, patrzysz na niego i mówisz "Interesująca osoba".
Kolejną kwestią jest  z a b a w a. Dlaczego mężczyźni są inaczej postrzegani niż kobiety? Dlaczego mogą więcej? Czemu mężczyzna, który ma codziennie inną kobietę w łóżku, jest postrzegany n o r m a l n i e,  a kobieta jest od razu uważana za pannę lekkich obyczajów? Wszystkie pytania brzmią bardzo feministycznie, ale taka jest prawda. Mówi się, że kobiecie nie wypada się tak zachowywać, ciągle krąży nad nami stereotypowa opinia d a m y, którą powinnyśmy przestrzegać. Oczywiście każda z nas jest panem swojego losu i to ona decyduje o swoim życiu.. 
Często kobiety idealizują mężczyzn i czekają na swojego Księcia z bajki, który może nigdy się nie pojawić. Tak samo jest z mężczyznami, chcą dziewczyny z nienaganną figurą i rysami twarzy. 
Błąd, który popełniają mężczyźni. Dlaczego zapominają o takich błahostkach jak dawanie kwiatów? Przyznajmy to same przed sobą, ile razy w roku będąc w związku kobieta dostaje od swojego partnera kwiaty? Raz? Dwa? Trzy? Nie więcej. Faceci zapomnieli jaką rażącą siłę ma zwykły bukiecik i ile daje to radości. Sami też mogliby na tym bardzo skorzystać...

– Mógłbyś się czegoś nauczyć – blondwłosa warknęła w stronę swojego chłopaka i założyła ręce na piersi.
– A Ty mogłabyś już dać spokój.. – westchnął Angus. Blondynka spojrzała na niego i lekko się podniosła.
– Tak? To proszę bardzo. Właśnie to robię. – Wstała i skierowała swoje kroki do dormitorium. Campbell patrzył jak odchodzi, a po chwili zastanowienia wstał i poszedł za nią. 
To musi być miłość.

Dorcas

Już tylko dwa tygodnie zostały do Bożego Narodzenia. Uwielbiałam ten okres, szał przedświąteczny, śnieg i aurę, którą powiewał Hogwart. Nie mogę się już doczekać powrotu do domu. Święta w rodzinie Meadowes to najbardziej wyjątkowe święto w roku. Odwiedzamy dziś Hogsmeade, więc to wspaniała okazja na kupienie ostatnich prezentów. Ciągle miałam w głowie jeden problem. 
Co kupić Syriuszowi? 
Mam coraz mniej czasu, a w głowie pustkę.
– Sama przebierz się za prezent. Będzie zachwycony! – poradziła mi Marlena, gdy szykowałyśmy się z zamiarem pójścia do Hagrida.
Pokręciłam głową rozbawiona. Dobra rada, nie ma co. Doskonale wiem, że byłby zadowolony.
Poszłyśmy po chłopaków, a potem przechadzaliśmy się przez potężne zaspy aż pod sam domek naszego gajowego. Zapukałyśmy parę razy, aż w drzwiach pojawił się Hagrid.
– Dzieciaki, cholibka jaka niespodzianka! Wchodźcie, wchodźcie! – Gestem ręki zaprosił nas do środka, a my ochoczo skorzystaliśmy z zaproszenia. – Chcecie może trochę Krajanki z Melasy? Dziś robiłem, jeszcze świeża.. – zachęcał, ale wszyscy grzecznie odmówiliśmy i powiedzieliśmy, że my tylko na chwilkę wpadliśmy przed samymi odwiedzinami w Hogsmeade.
– Co u Ciebie Hagridzie? – zapytał Remus patrząc na
– W porząsiu, w porząsiu. Może chociaż herbatki wam zrobię? – zapytał z nadzieją w głośnie. Przytaknęliśmy, a Hagrid zadowolony od razu wziął się za parzenie herbaty.
Posiedzieliśmy u niego dłuższą chwilę po czym pożegnaliśmy się i swoje kroki skierowaliśmy do magicznej wioski. Na skraju rozstałyśmy się z chłopakami i razem z przyjaciółkami i Emmeliną zaczęłyśmy przechadzać się po zaśnieżonych uliczkach Hogsmeade i szukałyśmy prezentów dla naszych bliskich. Miałam jeszcze godzinę na spotkanie z Syriuszem, więc intensywnie pobudzałam moją głowę do pracy.
– Wiem! – krzyknęłam nagle na co moje przyjaciółki popatrzyły zdziwione. – Zegarek.
– Dor, to świetny pomysł! To najlepszy i najbardziej praktyczny prezent jaki mogłaś wymyślić – pochwaliła mnie Mary i uśmiechnęła się.
– Och szkoda, że ja na to wcześniej nie wpadłam! Will ciągle się spóźnia.. – mruknęła Emmelina. Zatrzymałyśmy się obok Pubu Pod Trzema Miotłami z którego w tym samym momencie wychodzili Huncwoci z Willem.
– Liluś, szukasz prezentu dla mnie? Nie trzeba, wystarczy mi Twoje towarzystwo, kochanie - mruknął zachęcająco James i przybliżył się do rudowłosej.
– Oszalałeś Potter? Przestań mówić do mnie...
– Patrzcie jaka piękna z nich para! – westchnęła Marlena do mnie i Emmeliny. Zaśmiałyśmy się i popatrzyłyśmy na tą dwójkę. Byliby świetną parą. Gdyby nie Jack, z którym Lily się umawiała od jakiegoś czasu.
– Chodź złotko, porywam Cię. – Syriusz podszedł do mnie i objął mnie w pasie. – Z tego co pamiętam, zaprosiłaś mnie na randkę - prychnęłam w odpowiedzi, ale w głębi serca chciało mi się śmiać. Odłączyliśmy się od przyjaciół i kroki skierowaliśmy do Herbaciarni u Pani Puddifoot. Zauważyliśmy jak wiele znajomych osób znajdowało się w tym miejscu. Szukaliśmy też miejsca, ale okazało się, że wszystkie stoliki są zajęte. Mieliśmy już wychodzić, kiedy z przeciwległego kąta ktoś zaczął do nas machać. Był to Frank Longbottom i Alicja Brown. 
– Hej Dor, Syriusz! Siadajcie z nami! – zawołał Frank i uśmiechnął się życzliwie.
– Nie chcemy wam przeszkadzać.. – zaczęłam, ale Alicja szybko uciszyła mnie ręką.
– Dajcie spokój. Będzie nam bardzo miło – odpowiedziała i przesunęli się tak, żeby zrobić nam miejsce obok siebie.
– Zresztą mamy dla was pewną wiadomość – dodał Frank i uśmiechnął się szczerze.
– A więc zamieniamy się w słuch – powiedział Syriusz.
– Chcielibyśmy oficjalnie zaprosić was na nasz ślub i wesele, które organizujemy w czerwcu, prawie od razu po ukończeniu przez nas szkoły – zakomunikowała radośnie Alicja.
– Ojej Frank, Alicja! Gratuluję! – zapiszczałam. – Oczywiście, że z wielką chęcią się pojawimy.
– Prawdę mówiąc jesteście pierwszymi zaproszonymi gośćmi! Przed nami jeszcze masa obowiązków związanych ze ślubem, nie mam pojęcia kiedy uda nam się to ogarnąć, a jeszcze Owutemy.. – westchnęła Alicja.
Spędziliśmy z nimi parę godzin i rozmawialiśmy dosłownie o wszystkim. Bardzo lubiłam ich towarzystwo, a jeszcze teraz, dodatkowo kiedy są ze sobą tak szczęśliwi i pobierają się to aż miło się ich słucha.
Wróciliśmy razem do zamku, a potem jeszcze udaliśmy się na trening, który zarządził szanowny pan Potter, ponieważ przed świętami rozgrywamy ostatni mecz w tym roku z Puchonami. Trening w wydaniu Jamesa Pottera to katorga. Nic a nic nam nie odpuszcza. W dodatku wydawał się być dziś nie w humorze. A może..?
– Dor, kiedy zamierzałaś mi powiedzieć, że Lily się z kimś spotyka? – zapytał James, kiedy w szatni zostałam tylko ja i Syriusz.
– Myślałam, że sama Ci powie – mruknęłam i spuściłam głowę zażenowana. 
– Powiedziała. Dzisiaj. Dodała, że to już się ciągnie od jakiegoś czasu – westchnął. Jego oczy zdradzały smutek. 
– Evans się z kimś spotyka? – zapytał zdziwiony Syriusz i spojrzał na mnie. – Dlaczego mi nie powiedziałaś? 
– To nic pewnego – zaoponowałam. – Po prostu umówili się parę razy, tylko tyle.
– Więc jeszcze mam szansę? – Oczy Jamesa niebezpiecznie się zaiskrzyły. Uśmiechnęłam się tylko drętwo i nie odpowiedziałam. Nie chciałam niepotrzebnie dawać mu nadziei, ale z drugiej strony zauważyłam zmianę zachowania Lily w stosunku do Rogacza. 
Jest dla niego.. milsza. Mimo ich kłótni i dogryzania.
Ostatnio nawet jej o tym wspomniałam. Nawet mi nie odpowiedziała, tylko popatrzyła jak na kretynkę.
Nie wiem czemu, ale ciągle mam cichą nadzieję, że Ruda przekona się do Pottera. Wiem, że byłaby z nim szczęśliwa. Jack Bloom do miły chłopak, ale nie pasuje do niej. Jest za sztywny, nudny i nie potrafi okazywać emocji.
Wraz z Syriuszem skierowaliśmy się do dormitorium, by pobyć trochę sami. Rozmawialiśmy o Lily i Jamesie i zastanawialiśmy się jak im pomóc, a przede wszystkim co zrobić, żeby James nie robił z siebie półgłówka na każdym kroku, kiedy obok jest rudowłosa.
Jednak długość naszej rozmowy była mocno ograniczona.
Syriusz Black jak zawsze zniecierpliwiony i rządny fizyczności. Nie miałam mu tego za złe.
Sama byłam podobna.

No i mamy nowy rozdział! Mam nadzieję, że spędziliście niesamowitego Sylwestra! Pozdrawiam kochani i do usłyszenia! Zapraszam też na nowy rozdział na bloga o Alfardzie Blacku! ! ! KLIK ! !
Witaj nieznajomy... ;)
Jeśli już tu jesteś, zostaw proszę ślad po sobie.
Będzie mi niezmiernie miło wiedzieć, co sądzisz o mojej twórczości.
Pozdrawiam i zachęcam do czytania,
Adaline