Stałam
przy oknie, wpatrując się w obraz przed domem, gdzie wuj Robert, Alan i ciocia
Mia kłócili się zażarcie. Ich podniesione krzyki po raz pierwszy od dłuższego
czasu, zwlekły mnie z łóżka. Allie w mgnieniu sekundy pojawiła się przy mnie i
zrobiła gorącą herbatę, owocową, taką jak lubię i taką, która kojarzy mi się z
Lily.
––
Jest w ciąży z mordercą! –– Usłyszałam podniesiony głos Alana i zacisnęłam
mocniej dłoń na kubku. Allie położyła dłonie na moich ramionach, przytulając
mnie lekko.
––
Nie słuchaj tego –– poprosiła.
––
To. Nie. On –– wyszeptałam, nie tracąc nadzieję. Głowa mi pękała.
––
Wiem, że to co powiem w żaden sposób nie poprawi ci samopoczucia, ale musisz
być silna, nie dla siebie. Dla dziecka –– powiedziała dotykając mojego brzucha.
–– Będzie kochać się całym sercem. –– Łzy pociekły mi po policzkach, a po
chwili wylądowałam w ramionach rudowłosej, która kołysała mnie lekko. Zostali
mi tylko oni.
W
tym samym momencie do pomieszczenia weszło starsze rodzeństwo Meadowes i spojrzeli
na mnie przepraszającym wzrokiem.
––
Ja… –– Wuj Alan podrapał się po głowie. –– Przepraszam, że byłaś tego świadkiem
–– rzekł skruszony. Podszedł do mnie i pogłaskał mnie po ramieniu. –– Nie
jesteś sama. Wszyscy jesteśmy tu dla ciebie.
––
Dziękuję –– zdołałam wypowiedzieć. Przeniosłam się na kanapę w salonie, a
Alaric rozpalał w kominku. Ten widok przypomniał mi mojego tatę, który zawsze
to robił. Starszy brat odwrócił się w moją stronę, po czym przysiadł się do
mnie.
––
Wyprowadzamy się stąd –– poinformował mnie, a ja zaczęłam machać przecząco
głową. Nie chciałam się wyprowadzać. –– Sis, spokojnie… To dla naszego
wspólnego dobra. Wszyscy dużo ostatnio przeszliśmy, a ty w szczególności.
Potrzebujesz zmienić otoczenie… –– tłumaczył. Nie zgadzałam się z nim. To był
mój dom, moje miejsce. –– Pamiętaj, że teraz nie jesteś odpowiedzialna tylko za
siebie –– dodał, a moja ręka mimowolnie zjechała na brzuch. Dziecko
potrzebowało matki, potrzebowało miłości i ja musiałam odnaleźć w sobie siłę,
by zrobić to dla niego.
––
Dobrze, niech tak będzie –– zgodziłam się i oparłam głowę o ramię brata.
Przytulił mnie do siebie, głaszcząc uspokajająco po włosach.
Nie
byłam przekonana do tego pomysłu, ale wiedziałam, że Anglia przyniosła mi tak
wiele bólu i cierpienia, że potrzebowałam chwili wytchnienia. Mimo to
postanowiłam zrobić ostatnią rzecz, której wiem, że nie powinnam, ale chciałam.
Muszę
napisać list do Syriusza. Nie wiem czy kiedykolwiek go zobaczy, ale w ten
sposób chciała zakończyć pewien etap w moim życiu.
Poprosiłam
Alarica, by podał mi pergamin i pióro. Siedziałam przed czystą kartką,
zastanawiając się jak zacząć. Brat zostawił mnie samą, a reszta rodziny
znajdowała się w kuchni. Allie i Mia przygotowywały obiad, Robert z Alanem
omawiali naszą przeprowadzkę, a Will i Alaric rozmawiali o czymś przyciszonym
głosem. Później dołączyli się do rozmowy z naszymi wujami. William poprosił o
chwilę czasu, bo zastanawiał się, jak o wszystkim powiedzieć Emmelinie.
I
wtedy właśnie zaczęłam. Słowa same ze mnie wypływały, a list, który miałam
napisać, zamieniał się w coś bardziej… intymnego. Coś, co jest tylko i
wyłącznie między mną a Syriuszem. Coś, co nie każdy jest w stanie pojąć,
zrozumieć.
Chciałabym, chciałabym móc
powiedzieć żegnaj
Powiedziałabym to co chciałam
Może nawet bym za Tobą zapłakała
Gdybym wiedziała że to będzie
ostatni raz
Złamałabym moje serce na pół
Próbując ocalić część Ciebie
Nie chcę czuć innego dotyku
Nie chcę wzniecać innego ognia
Nie chcę znać innego pocałunku
Żadne inne imię nie wyjdzie z moich
ust
Nie chcę oddawać mojego serca
innemu obcemu
Nie chcę aby kolejny dzień się
zaczął
Nie wpuszczę nawet światła
słonecznego
Nie, nigdy więcej nie pokocham
Nigdy więcej nie pokocham
Kiedy spotkaliśmy się po raz
pierwszy
Nie sądziłam że się zakocham
Nie sądziłam że odnajdę siebie
leżąc w twoich ramionach
I chcę udawać, że to wszystko
nieprawda kochanie, że Cię nie ma
Bo mój świat ciągle się kręci i
kręci, i kręci,
a ja się nie ruszam
Nie chce znać tego uczucia, chyba,
ze to Ty i ja
Nie chcę marnować ani chwili
Nie chce dać komuś innemu lepszej
części mnie
Wolałabym poczekać na Ciebie
Nie chce czuć innego dotyku
Nie chcę wzniecać innego ognia
Nie chcę znać innego pocałunku
Chyba, że są to Twoje usta
Nie chcę oddawać mojego serca
innemu obcemu
Nie chcę aby kolejny dzień się
zaczął
Nie wpuszczę nawet światła
słonecznego
Nie, nigdy więcej nie pokocham
kochać ponowie
Nigdy więcej nie pokocham
Nigdy więcej nie będę kochać
Nigdy więcej nie pokocham
Nie zrobię tego, nie, przysięgam
nie mogę
Chciałabym móc, ale po prostu nie
Już nigdy więcej nie pokocham
Nigdy więcej nie pokocham
Zdążyłam
odłożyć pióro, gdy nagle usłyszałam niesamowity huk. Wstałam gwałtownie, tak
samo jak reszta rodziny Meadowes.
––
Różdżki! –– krzyknął wuj Robert. Moja różdżka była na górze, nie miałam szans,
by zdążyć po nią pobiec.
Wszystko
stało się tak szybko, że nie zarejestrowałam co się dzieje naokoło mnie. W
jednym momencie, przez szyby i drzwi wpadło tak wiele zamaskowanych twarzy, że
dostałam oczopląsu. Śmierciożercy, jeden za drugim, wdzierali się do mojego
domu, rzucając zaklęciami na prawo i lewo. Rozproszyliśmy się, by zmylić wrogów
i próbować bronić się. Stawało się to coraz trudniejsze i mordercze, ponieważ
widzieliśmy zbyt wiele zamaskowanych twarzy.
––
Gdzie on jest?! –– darł się jeden z nich. –– HARRY POTTER!!!
Stanęłam
jak wryta i przebudziłam się na moment dopiero, gdy któryś z popleczników
Voldemorta wycelował we mnie różdżką, z której wystrzelił snop zielonego
światła. Nie miałam szansy na ucieczkę, a oczy zapiekły mnie łzami. Krzyknęłam
na całe gardło, gdy między nami wpadł Alaric, zasłaniając mnie własnym ciałem.
––
NIEE! –– krzyknęłam i upadłam przy bracie, którego puste oczodoły, wpatrywały
się w nicość. Usłyszałam krzyk Allie, a gdy odwróciłam się, dostrzegłam, że wuj
Alan leży martwy na podłodze, trzymając za rękę swoją żonę. Zasłoniłam usta
dłonią, nie mogąc uwierzyć, że to dzieje się naprawdę.
––
Dorcas, UCIEKAJ! –– Usłyszałam krzyk wuja Roberta.
––
Dorcas!
––
Will, gdzie jesteś?!
Chciałam
iść w tamtą stronę, ale ktoś mocno złapał mnie za ramię. Odwróciłam się gwałtownie,
przerażona. Było mi niedobrze, a brzuch zabolał mnie mocno. Nie, nie, nie… to dziecko, to nadzieja, nie
może…
Spojrzałam
na zamaskowaną postać, u której tylko widziałam oczy.
Te oczy…
*
Kolejny
dzień minął, a ja czułem się jeszcze bardziej nędznie, jeśli w ogóle można czuć
się gorzej. Umierałem od środka i jedynie jedno słowo, którym była, niewinność,
pozwalało mi pozostać przy zdrowych zmysłach. Dość zdrowych, bo prawdą jest to,
że czułem jak dostaję obsesję w tym temacie.
––
Blaaack! Nudzi mi się –– wrzeszczał Crouch, a ja mocniej zacisnąłem szczęki. ––
Mógłbyś w końcu się odezwać. –– Zaśmiał się histerycznie. Byłem z siebie dumny,
bo ani razu nie dałem mu się jeszcze sprowokować. Wiedziałem, że jeśli to
zrobię, dementorzy od razu złożą mi wizytę, a tego przecież nie chciałem. U
Croucha bywali często, dlatego dalej zastanawiało mnie to, jakim cudem jest tak
mocno pobudzony. –– O czym moglibyśmy porozmawiać… Opowiadałem ci, jak to
Longbottomowie prosili mnie o litość? –– Zastanowił się. Zacisnąłem dłoń w
pięść, nie chcąc słychać o tym, jak mężczyzna torturował moich przyjaciół. –– W
sumie dobrze, że Bella kazała zostawić ich przy życiu. Kompletnie oszaleli! ––
krzyknął, śmiejąc się. –– Tylko ten mój ojciec, jak zwykle musiał wszystko
zepsuć…
Zamknąłem
oczy i przetarłem ręką po czole.
Nie
mogę tu oszaleć. Muszę zachować trzeźwość umysłu.
*
Miałam
wrażenie, że głowa pęka mi na pół. Podniosłam się lekko, próbując zobaczyć
cokolwiek. Gdzie byłam? Zamrugałam parę razy, przyzwyczajając się powoli do
otoczenia.
––
Nareszcie się obudziłaś. –– Usłyszałam męski głos.
––
Reg? –– zapytałam, podnosząc się. Regulus wpatrywał się we mnie, a jego oczy
wyglądały na mocno przygaszone. –– Co się stało? Gdzie jesteśmy?
––
Dorcas… –– Black przykucnął przy mnie i złapał za rękę. Zmarszczyłam brwi, gdy
nagle przez głowę zaczęły przelatywać mi wspomnienia. Otworzyłam szczerzej
oczy, a moje ciało zaczęło drżeć. –– Cii… –– Próbował mnie uspokoić, ale nie
zdążył. Łkałam, nie mogąc złapać powietrza. Czarnowłosy przytulił mnie do
siebie, ale odepchnęłam go szybko.
––
Musimy tam wrócić, TERAZ! –– krzyknęłam, wstając raptownie, przez co prawie
upadłam, gdyby nie pomoc mężczyzny. –– Oni potrzebują pomocy…
––
Oni nie żyją, mała –– powiedział cicho. Zamarłam i ponownie wpadłam w histerię.
––
Dlaczego mi to mówisz? Przecież… przecież… nie, na pewno nie…
––
Pomogę ci, ale musisz się uspokoić –– poprosił. Trzymałam się kurczowo za
brzuch, myśląc o dziecku. Głaskałam brzuch, a Black spojrzał na mnie
niezrozumiale.
––
Jestem w ciąży –– wyjąkałam.
––
Czy ja…?
––
Nie.
––
On jest niewinny –– oświadczył. Zacisnęłam mocniej dłoń na jego ramieniu,
oddychając szybciej. –– To Pettigrew był Strażnikiem Potterów. Dziś się o tym
dowiedziałem.
––
Peter…?
––
Nikt w to nie uwierzy –– warknął zły, a ja zauważyłam, że po raz pierwszy
młodszy Black tak bardzo przejmuje się losem starszego brata. –– Weź to ––
powiedział i podał mi różdżkę.
––
Kogo to…
Usłyszałam
pstryknięcie. Przeraziłam się, ale Reg uspokoił mnie gestem ręki. Podszedł do
starego, metalowego wiadra i stanął naprzeciwko mnie. Nie rozumiałam o co mu
chodzi, do czasu, gdy wiadro nie zaczęło lekko się świecić.
––
To świstoklik –– oznajmiłam bez namysłu. –– Chcesz nas stąd przenieść? Do
innego kraju? –– dopytywałam.
––
Obiecaj mi coś. –– Wrócił do mnie i spojrzał prosto w oczy. –– Masz być
szczęśliwa, Dorcas. Masz cieszyć się życiem, pracować, opiekować się swoim
dzieckiem.
––
Reg, o czym ty mówisz…
––
Kocham cię –– przerwał. –– Nigdy nie przestanę. –– Wycelował we mnie różdżką.
––Obliviate!
*
Obudziły
mnie dźwięki dochodzące z celi Croucha. Przetarłem oczy, a plecy bolały mnie
niemiłosiernie. Rozejrzałem się po mojej celi, sądząc, że cokolwiek się tutaj
zmieni.
––
Synku, trzymasz się? –– Usłyszałem głos kobiety i wywróciłem oczami.
Po
raz kolejny w miesiącu przyszła matka Barty’ego. Crouch Sr nadal był Szefem
Departamentu Przestrzegania Prawa, więc mógł robić co mu się żywnie podoba. Raz
poprosiłem go o to, bym mógł napisać list, ale jedyne co otrzymałem, to jego
lodowaty wzrok.
––
Mamusiu, tak mi źle, tak mi tu niedobrze –– skomlał. Warknąłem pod nosem,
kręcąc głową i niedowierzając, jak ten człowiek potrafi manipulować ludźmi.
––
Kochanie.. –– Westchnęła kobieta. –– Przyniosłam ci coś dobrego na ząb i
Proroka Codziennego, byś mógł trochę oderwać myśli –– powiedziała przyciszonym
głosem. Sam bym chętnie coś przeczytał. Zrobiłbym cokolwiek innego, niż martwe
wpatrywanie się w ścianę.
––
Dziękuję, mamusiu. –– Chwilę późnej starszy Crouch wrócił i zabrał swoją żonę.
Nigdy nie odzywał się do swojego syna, traktował go jak powietrze.
Zastanawiałem się, czemu tak naprawdę pozwala na te wizyty. Nie wydawał mi się
człowiekiem, który jest miłosierny.
Nie
minęło parę minut, gdy usłyszałem gromki śmiech mężczyzny. Myślałem, że to
dementorzy będą moim największym zmartwieniem, ale grubo się pomyliłem.
Bartemiusz Crouch Junior pokonywał ich w każdym aspekcie.
––
Black! Nie uwierzysz! –– krzyknął do mnie. Standardowo udawałem, że wcale mnie
nie ma. –– Niee… nie powiem ci tego. Sam musisz to zobaczyć! –– Ponownie
wybuchnął gromkim śmiechem. Usłyszałem jak obok mojej celi przywędrował świstek
papieru. Nie miałem zamiaru go podnosić. –– Och, no nie bądź taki! Przecież
chcesz wiedzieć co się dzieje z twoją ukochaną… –– Drgnąłem. –– Dlaczego nie
pisze? Dlaczego nie próbowała cię odwiedzić? Na te wszystkie pytania podsunąłem
ci odpowiedzi… Potrafię być naprawdę bardzo uczynny. –– Pękłem.
Wstałem
z pryczy i spojrzałem poprzez dziurę w dole drewnianych drzwi. Wysunąłem palce,
próbując dosięgnąć gazety. Kilka minut siłowałem się, a w międzyczasie Crouch
pogwizdywał wesoło. W końcu udało mi się złapać Proroka i przekręciłem go na
główną stronę.
ŚMIERCIOŻERCY
ZNOWU ATAKUJĄ!
Ten kto myślał, że to koniec
terroru jaki zafundował nam Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać, jest w
błędzie. Ci, którzy nazywają się sługami Czarnego Pana, ponownie zaatakowali.
Tym razem padła ofiarą stara i
bardzo szanowana rodzina czystej krwii, Meadowes. Przypomnijmy, że jeszcze
kilka lat temu, nasz były Szef Departamentu Prawa Czarodziejów, Colin Meadowes,
zaginął w podejrzanych okolicznościach.
Dziś musimy zmierzyć się z
tragedią, która dosięgnęła resztę jego rodziny.
Z naszych źródeł wynika, że
Meadowes zginęli w Bristolu, w posiadłości, gdzie przebywały dzieci Colina.
Sami-Wiecie-Kogo już nie ma, jednak
postarajmy się, by wszyscy, którzy mieli z nim do czynienia, ponieśli za to
surową karę.
† Alan Meadowes (l.59) wraz z żoną
i dziećmi
† Robert Meadowes (l. 53)
† Mia Meadowes (l. 47) wraz z mężem
i dziećmi
† Alaric Meadowes (l. 34) wraz z
żoną
† Dorcas Meadowes (l. 24)
† William Meadowes (l. 22)
Uroczysty pogrzeb rodziny odbędzie
się na cmentarzu Arnos Vale, w Bristolu. Przyjaciele rodziny postanowili
postawić tam kryptę, w której zostaną pochowani wszyscy członkowie rodziny.
Składamy najszczersze kondolencje.
Pamiętamy.
Cały
drżałem. Nie kontrolowałem już co się ze mną dzieje. Uderzyłem z całej siły w
drzwi, nie czując bólu dłoni. Zacząłem okładać pięściami drzwi, krzycząc na
całe gardło. W uszach dzwonił mi tylko śmiech Croucha, a gdy zamykałem oczy,
widziałem jedno.
† Dorcas Meadowes (l. 24)
Moja
słodka Dorcas.
Nie
mogłem stracić również jej. Miłość mojego życia została zamordowana, a ja siedzę tutaj i nie mogę nic z tym zrobić. Zabili
ją.
Płakałem.
Spojrzałem na moje poranione ręce i łkałem, myśląc o tym, że już nigdy nikogo
nie pokocham. Straciłem wszystko. Straciłem przyjaciół, rodzinę, miłość.
Kim
jestem bez nich?
*
Powoli
zaczęłam otwierać oczy, ale szybko je zamknęłam. Jasność mnie obezwładniała. Próbowałam
przyzwyczaić się do światła, jednak wcale nie było to takie proste. Minęło
kilka minut, zanim otworzyłam oczy na dobre. Znajdowałam się w szpitalnym
pomieszczeniu. Podniosłam się lekko, poprawiając poduszkę, w momencie, gdy do
środka weszła pielęgniarka.
––
Witam panno Carter, jak się pani czuje? –– Zapytała mnie. Zmarszczyłam brwi,
zmieszana. –– Spokojnie. Zaraz przyjdzie do doktor –– dodała i uśmiechnęła się
ciepło. Położyła obok mnie szklankę wody, sprawdziła coś na karcie pacjenta, po
czym wyszła z pomieszczenia. Złapałam szybko za szklankę, wypijając całą
zawartość. Na niczym nie mogłam się skupić. Nie minęło pięć minut, kiedy w
progu moich drzwi pojawił się Uzdrowiciel.
––
Witaj, Eleno. –– Posłał mi uśmiech, wziął krzesełko i usiadł spoglądając na
mnie. –– Pewnie czujesz się mocno zdezorientowana –– zaczął.
––
Mało powiedziane –– wtrąciłam i również się uśmiechnęłam. –– Czuję taką… pustkę
w głowie –– zwierzyłam się.
––
Eleno, twoja pamięć została zmodyfikowana –– wyjaśnił. Zmarszczyłam brwi,
czekając na dalsze wyjaśnienia. –– Powiedz mi proszę, co pamiętasz jako
ostatnie? –– Spojrzał na mnie uważnie, a ja zastanowiłam się chwilę i
pokręciłam głową zdezorientowana.
––
Panie doktorze… nic… nic nie pamiętam –– odpowiedziałam słabo. Nigdy w życiu
nie spotkałam się z tak dziwnym uczuciem. –– Znaczy się… wiem, że jestem
czarownicą… potrafię używać zaklęć, różnych zaklęć… znam książki, filmy, ale…
nie mogę… nie mogę przypomnieć sobie ludzi. Nie pamiętam siebie.
––
Obszar modyfikacji pamięci jest bardzo rozległy… –– Skrzywił się. –– Obawiam
się, że nie będę mógł ci pomóc.
––
Jak to? Przecież… musi być jakiś sposób. Ile mam lat? Gdzie jestem? Jestem
sama…? –– Miliony pytań cisnęło mi się na usta.
––
Tak na oko ma pani dwadzieścia parę lat. Jesteśmy w Szpitalu pod Patronem
naszej byłej Przewodniczącej, Serafiny
Picquery.
––
Stany Zjednoczone? –– Upewniłam się.
––
Coś w głowie jeszcze zostało. –– Zażartował, a ja posłałam mu karcące
spojrzenie. Uśmiechnął się przepraszająco. –– Proszę nie tracić nadziei.
Różdżka, która była schowana w szacie należy do Eleny Carter. Nie sądzę, by ją
została skradziona, prawda? To dobry punkt zaczepienia –– tłumaczył. –– W
przypadku tak silnych zaklęć wiele daje spędzenie czasu z osobami, które się
zna. Wiem, że na tą chwilę w niczym to nie pomoże…
––
Jak się tu znalazłam?
––
Prawdopodobnie zasłabłaś, miałaś szczęście, że pewien czarodziej cię znalazł.
Zapomniałem powiedzieć? Jesteś w ciąży, a ostatnio chyba o siebie nie dbałaś.
–– Zamrugałam parę razy, próbując przyswoić tak wiele informacji naraz. ––
Wypiszę zalecenia i bardzo proszę, byś jak najwięcej odpoczywała. Trzeci
miesiąc jest zawsze przełomowy. Zdradzę, że nie mogłem powstrzymać się przed
sprawdzeniem… to dziewczynka –– mówił lekarz. Przez głowę mi przemknęło skąd on
się urwał, ale po chwili moje myśli ogarnęła tylko i wyłącznie wiadomość o tym,
że będę miała córkę.
––
Hope…
W sercu nadzieja.
W głowie pustka.
Nie pamiętałam siebie.
KONIEC CZĘŚCI
DRUGIEJ
[muzyczka]
idealna na zakończenie.
Od Autorki,
Hej!
Udało się, oficjalnie część druga zostaje zakończona. Na początku chciałam
bardzo, ale to bardzo podziękować wszystkim, którzy mnie wspierali i czytali moją
opowieść. Prawda jest taka, że bez was moja motywacja byłaby dużo mniejsza, by
skończyć tą część. Myśląc całościowo, jestem z niej zadowolona, choć wiem, że
dużo się działo. Bardzo dużo. Wydarzenia, które się zadziały, miały się
zadziać. Od samego początku chciałam, by druga część skończyła się zgodnie z
kanonem. Powiem szczerze, nie było mi łatwo uśmiercić tak wielu bohaterów,
których naprawdę uwielbiałam. Potterowie jedno, ale rodzina Meadowes… uderzyło,
mocno, ale tak jak pisałam wcześniej, od samego początku tak miało być.
Przepraszam!
Na
trzecią część również mam już plany. Mam nadzieję, że niedługo pojawią się
pierwsze rozdziały, jednak przed tym chciałabym opublikować jeszcze parę
miniaturek z bohaterami tej części. W planach jest Lily i James, Angus i
Marlena oraz Regulus –– jeśli o nich chodzi, jestem wam winna parę wyjaśnień. Zdradzę,
że na pierwszy ogień idą Angus i Marlena. Postaram się, by wszystko tam było,
ale może wy nad czymś się zastanawiacie? Piszcie, proszę.
Reszta
zobaczymy, czy wpadnie mi do głowy dobry pomysł.
SBlackLady, Dorcas-Meadowes-Black,
Adrianna Wołtosz, Anonimowa…
I
każdy, kto tutaj zagląda, lecz nie daje znaku.
Wielkie
L O V E.
Widzimy
się niebawem.
♥
PS.
Napiszcie proszę co sądzicie? Nad czym się zastanawiacie? Za kim będziecie
tęsknić najbardziej? Czy Dorcas i Syriusz mają jeszcze dla siebie szansę?
Piszcie śmiało, będę odpowiadała. Zapraszam zakładki część trzecia: bohaterowie.
Macie już jakieś pomysły?





















