Istniejemy póki ktoś o nas pamięta - Meadowes and Black

29 grudnia 2016

Rozdział 7 "Lepsza połowa"


Syriusz

Minęły dwa miesiące, a Syriusz Black nadal jest w związku.
Syriusz Black w związku.
Co jak co, ale tego się nie spodziewałem. Nie spodziewałem się, że tamten wieczór zakończy się w ten sposób i nie spodziewałem się, że przez to będę tak cholernie szczęśliwy.
Jak przyjemnie było wracać do tamtej chwili..
– Idź już! Zaraz na pewno przyjdą dziewczyny, a ja nie chce się im tłumaczyć. – Dorcas próbowała popchnąć mnie w stronę drzwi, ale złapałem ją za nadgarstki i przysunąłem do siebie, żeby jeszcze raz zasmakować jej ust. Oddawała mi pocałunki i poczułem jak poddaje się mojej woli.
 
– Złociutka, będziesz musiała się tłumaczyć i doskonale o tym wiesz - popatrzyłem na nią - Lepiej im pokazać.. - przygwoździłem ją do ściany, jej jedną nogę zarzuciłem sobie na biodro i masowałem jej pośladki. Jęknęła i spojrzała na mnie.
– Jutro też jest dzień - mruknęła i pocałowała mnie.
– Nie licz na to, że spędzisz go sama - uśmiechnąłem się do niej i jeszcze raz ją pocałowałem. – Dobranoc, złotko.
– Mam taką nadzieję. Dobranoc, ogierze. 
Zamknąłem za sobą drzwi i stanąłem na chwilę, żeby złapać oddech. 
Jak ona na mnie działa..
Wyszedłem z łazienki i spojrzałem na Remusa. 
Dziś pełnia. 
– Nie martw się. Będzie dobrze, jak zawsze – mruknąłem do przyjaciela i poklepałem w plecy.
– Czasem jeszcze mam wyrzuty sumienia, gdy pomyśle jak wiele dla mnie narażacie –powiedział i spuścił głowę w dół.
– Jesteś naszym przyjacielem. Poza tym.. zrelaksuj się! Będzie zabawa. – Mrugnąłem do niego i uśmiechnąłem się.
– Jakie to ckliwe Syriuszku! Jeszcze chwila i pomyślę, że masz uczucia. – Wszedł James, a na twarzy pojawił mu się kpiący uśmiech.
– Braciszku. Lepiej uważaj, bo jeszcze zrezygnuje i nie załatwię Ci randki z Evans.
– Spróbowałbyś – mruknął na co razem z Remusem parsknęliśmy śmiechem.
Chwilę później wyszliśmy z dormitorium aby dołączyć do Petera, Angusa i naszych Huncwotek. Remus oddalił się do Skrzydła Szpitalnego, nie wyglądał najlepiej i przez ostatni tydzień był ciągle zmęczony. Znaliśmy ten stan doskonale, ale mimo to widząc go takiego za każdym razem.. Cholernie mu współczułem. Nasi przyjaciele wylegiwali się pod drzewem na Błoniach i prawdopodobnie łapali ostatnie promienie słońca. Zbliżał się listopad, a razem z nim deszcz i kolejne mordercze treningi Pottera. 
Pamiętam pierwszy mecz tego sezonu..
– Pamiętajcie, Puchoni mają dobry atak, ale w obronie są beznadziejni. Poza tym słyszałem, że ich nowy pałkarz Ernest Morgan nie radzi sobie za bardzo, więc cholera mamy szanse wygrać ten mecz. A wiecie co oznacza pierwszy wygrany mecz? To, że pokażemy wszystkim, że Gryfonów należy się obawiać. Trzymajmy się naszego planu, a no i..
– Panie kapitanie, jesteś słodki jak zawsze. Możemy w końcu iść i skopać im tyłki? – Wstałem i poklepałem Jamesa po ramieniu. 
– Za bardzo przeżywam? Dobra, już się zamykam. Do dzieła drużyno! – krzyknął, wziął miotłę i skierował się w stronę murawy.
– Stresujesz się? – szepnąłem do mojej ukochanej i złapałem ją za rękę tak, że miałem całą jej twarz przed oczami.
– Troszeczkę – odpowiedziała. Zbliżyłem się do niej i pocałowałem ją mocno. Wydawało mi się, że to najlepszy sposób, żebym dodał jej otuchy. 
I miałem rację. 
Zadziałało.
Mecz był niesamowity. Razem z Dorcas i Angusem byliśmy wprost niesamowici. Zdobywaliśmy punkt za punktem, nie pozwalając Puchonom wbić nam chodź jednego gola. Nasi pałkarze spisali się świetnie, a Frank jak prawdziwy lew bronił naszych obręczy. No i oczywiście nasz szanowny pan kapitan. Złapał znicza przed samym nosem Penny Hopkins. 
Prawdopodobnie był to najlepszy mecz Gryfonów przez ostatnie cztery lata. Wygraliśmy 280:0 w naprawdę krótkim czasie. Rogacz chodził przez cały tydzień dumny jak paw, ale nawet Evans powstrzymywała się od skomentowania tego. Zapewne robiła to dla Dorcas, która za każdym razem posyłała jej mordercze spojrzenie, gdy Ruda chciała się odezwać.
Uśmiechnąłem się i usiadłem obok mojej piękności, kiedy doszliśmy. Odwzajemniła mój uśmiech i przysunęła się do mnie, żeby mnie pocałować.
– Hej piękna – mruknąłem i oddałem pocałunek. – Tęskniłaś?
– Bardzo – szepnęła i jeszcze raz wpiła się w moje usta. – Jakieś plany na dziś?
– Moglibyśmy porobić bardzo dużo ciekawych rzeczy.. Pocałowałem jej szyję. – Na przykład oddalić się teraz od naszych przyjaciół i iść do mojej sypialni. – Ugryzłem ją lekko na co westchnęła cicho i przymknęła powieki.
– Albo moglibyśmy spędzić tą noc u mnie.. – mruknęła uwodzicielsko, a oczy miała ciągle zamknięte.
– Złociutka, bardzo bym chciał, ale dziś nie mogę.
– A to czemu? – Podniosła brwi do góry i spojrzała mi w oczy. – Ukrywasz coś przede mną?
– Hej mała, jestem tylko Huncwotem, zapomniałaś? – Zaśmiała się na co szybko wykorzystałem sytuację i pocałowałem ją.
– Przypominam, że nie jesteście sami – zaakcentował James i spojrzał na nas kątem oka. 
Dor oderwała się ode mnie i posłała Jamesowi kpiący uśmiech, na co on tylko prychnął. Wtuliła się w moją pierś, a ja głaskałem ją po włosach.
Nasz pierwszy tydzień razem był niezwykle interesujący..
– Jeszcze chwila, a te wszystkie laski rzucą się na mnie i zabiją na środku korytarza – warknęła brązowowłosa.
Zmierzaliśmy na Obronę przed Czarną Magią trzymając się za ręce. Wszystkie dziewczyny gromiły wzrokiem moją ukochaną, a niektóre głośno wyrażały swoje niezadowolenie. 
– Spokojnie złociutka. Przejdzie im. Albo i nie. W końcu masz najgorętszego faceta wszechczasów – zapewniłem ze śmiechem i ścisnąłem mocniej jej dłoń.
– Tego właśnie się obawiam. – Skrzywiła się lekko, ale potem spojrzała na mnie i kontynuowała – Ale jestem gotowa podjąć to ryzyko. – Wspięła się na palcach i pocałowała mnie. 
Najbardziej zdenerwowana była sama Rose Wax. Wściekła jak osa, rozpowiadała wszystkim, że to sprawka Eliksiru Miłosnego, który rzekomo podała mi Dorcas.
 
Najśmieszniejsze było to, że większość jej uwierzyła.
Przecież Syriusz Black nie bawi się w dziewczyny.
– Widzieliście może Remusa? Nie jestem pewna, ale mam wrażenie, że unika mnie w tym tygodniu.. Zrobiłam coś nie tak?
 
Nasze głowy odwróciły się na dźwięk głosu dziewczyny. Jej głos zdradzał przygnębienie. Biedna Mary. Ona i Remus przez ostatni czas bardzo się do siebie zbliżyli. Spędzają ze sobą mnóstwo czasu. Widzę jak oboje są szczęśliwi w swoim towarzystwie.
– Oczywiście, że nie Mary. Wiesz, on po prostu bardzo przeżywa chorobę swojej mamy. Nie martw się, jak wróci to na pewno Cię przeprosi – wytłumaczył Rogacz i uśmiechnął się do dziewczyny.
Kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa.
Łatwiej nam to wszystko ukrywać, kiedy pełnia jest w środku tygodnia. Zawsze udaje nam się znaleźć banalne i łatwowierne wymówki, ale mimo tego, że jest sobota to teraz też nie zawiedziemy. 
Przecież jesteśmy Huncwotami.
Już wcześniej ustaliliśmy wspólną wersję z chłopakami.
– Wymyślimy dobry żart. Powiemy, że musimy się koniecznie dziś nim zająć. Odpuszczą – powiedział Angus siedząc na fotelu w naszym dormitorium i popijając Ognistą.
– Lunatyku nie myślałeś może, żeby powiedzieć dziewczynom.. – zaczął Peter i spojrzał na chłopaka.
– Nawet nie kończ, nie ma takiej opcji – wycedził i zasłonił swoje kotary w łóżku, a my już wiedzieliśmy, że rozmowa jest skończona.
Jak zawsze.
Prawda jest taka, że gdybym był na jego miejscu to prawdopodobnie też milczałbym jak grób. Gdyby powiedział naszym dziewczynom to doskonale wiem, że nie odwróciłby się do niego tylko go wspierały, ale doskonale wiem też o tym, że nie jest łatwo uświadomić sobie takie rzeczy. Tym bardziej naszemu przyjacielowi, który od dziecka był separowany od rówieśników i był uznawany za innego. Dopiero kiedy poznał nas to zobaczył, że życie nie skazało go na samotność.
– Już wiem! – krzyknęła nagle Marlena, a nasze głowy odwróciły się w jej stronę. – Wiem co dziś będziemy robić!
Chryste, ta kobieta ma milion pomysłów na godzinę. 
– Skarbie mówiłem Ci.. – zaczął Angus.
– Nie mówię do was. – Wywróciła oczami. – Róbcie te swoje głupie żarty! Nie chce się nawet tym interesować, bo zapewne wtedy zastanawiałabym się, dlaczego ciągle z Tobą jestem. – Lena spojrzała na swojego chłopaka i uśmiechnęła się słodko, a my głośno roześmialiśmy się.
– Co takiego będziemy robić? – zapytała Lily unosząc wzrok znad książki, którą wręcz pochłaniała.
– Powiem wam jak nie będzie tych tutaj. – Wskazała na nas palcem, a rudowłosa zaśmiała się pod nosem.
– Brzmi tajemniczo – szepnąłem do mojej piękności. – Lepiej bądź grzeczna. – Pocałowałem ją we włosy i mocniej do siebie przytuliłem.
– Zawsze jestem – odpowiedziała, a jej ręka niezauważenie powędrowała do mojego krocza.
Ach, złociutka.

Dorcas

Po obiedzie wszyscy się rozeszliśmy się w swoje strony.
– Nie żartowałem. Bądź grzeczna – szepnął Syriusz  i pocałował mnie po raz ostatni.
– Ty też. – Uśmiechnęłam się i pomachałam mu na odchodne.
– Więc jakie mamy plany? – spytała Lily, kiedy byłyśmy już daleko od Huncwotów.
– Odwiedzimy Hagrida, bo dawno u niego nie byłyśmy, a potem pójdziemy na imprezę do Jacka Blooma!
– Kto to jest Jack Bloom?
– Jak to kto! Ten Krukon z siódmej klasy. Bardzo przystojny jeśli Cię to zainteresuje Lilka. Brat naszego nowego pałkarza Erica. Zaczepił mnie dziś na korytarzu i powiedział, że jeśli mamy ochotę wpaść to zaprasza. Oczywiście Angus na pewno by mnie nie puścił samej, ale teraz nie ma nic do gadania, prawda? – Marlena była z siebie taka dumna. Utrze mu nosa nie ma co. Ciekawa jestem jak zareaguje Syriusz. Prawda jest taka, że w sumie nigdzie bez niego nie wychodzę, chyba że z samymi dziewczynami. Weszłyśmy do łazienki na trzecim piętrze.
– Hej Emma. Co się stało? – Podeszłam do dziewczyny mojego brata od której wprost biła złość.
– Och, Dorcas. Po prostu pokłóciłam się trochę z Willem. Czasem jest uparty jak osioł. – Skrzywiła się i lekko uśmiechnęła. – Robicie dziś coś ciekawego? Mogę się do was dołączyć? – spytała i popatrzyła na moje przyjaciółki.
– Jasne, że tak! Będzie nam bardzo miło - odpowiedziałam, a moje przyjaciółki przytaknęły uśmiechając się. – Najpierw idziemy do Hagrida, a potem na małą imprezkę, żeby się rozerwać. A co do mojego braciszka to się nie przejmuj. Zrozumie, mimo że czasem jest naprawdę nie do zniesienia.
– Dzięki Dorcas. Jesteś kochana. – Emmelina podeszła do mnie i przytuliła mnie z całej siły.
Mówiłam już, że ją uwielbiam?
– Czasem w ogóle się zastanawiam po co nam faceci – prychnęła Marlena na co wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem.
– Święta prawda, ale wiesz Lena jak to jest - z nimi ciężko, a bez nich jeszcze gorzej powiedziała Emma, a my musiałyśmy niechętnie przyznać jej rację.
Co bym teraz zrobiła bez Syriusza Blacka?
Nawet nie chcę sobie tego wyobrazić.
– Tak rozerwijmy się! Nie ma co się przejmować facetami! – krzyknęła Mary i jako pierwsza wyszła z łazienki.
Zdziwione popatrzyłyśmy na siebie, ale poszłyśmy za przykładem blondwłosej i udałyśmy się do naszego dormitorium, żeby się przebrać.
Pokój Wspólny Krukonów był bardzo przestronny, a przed naszymi twarzami ukazał się tłum ludzi. Muzyka grała głośno, a w rogu została ustawiona beczka z alkoholem.
Już mi się podoba.
Okazało się, że spotkałyśmy tutaj bardzo wielu znajomych z innych domów. Mary razem z Emmeliną poszły porozmawiać z Julią Parker, Puchonką, która zafascynowana była różnymi typami Zaklęć tak jak one.
Razem z Lily i Marleną przeciskałyśmy się przez tłum w celu zdobycia piwa kremowego.
– To on? – nagle szepnęła do mnie Lily i niezauważalnie wskazała na bruneta z lekko kręconymi włosami. Znałam tą minę. Jack Bloom zachwycił Lily Evans.
– Tak. Chodź się przywitać. – Marlena podeszła do rudowłosej i pociągnęła ją za rękę zanim zdąrzyłam cokolwiek odpowiedzieć.
– Hej Jack! Dzięki za zaproszenie. Znasz moją przyjaciółkę Lily? – spytała i odsunęła się kawałek.
– Hej, jeszcze nie, ale bardzo miło mi Cię poznać. – Uśmiechnął się i wyciągnął do niej dłoń.
– Hej. Mi też. Znaczy się miło mi Cię też poznać. – Odwzajemniła uśmiech i lekko się zarumieniła.
Jack Bloom wyglądał na fajnego faceta, ale mimo wszystko jakoś źle się z tym poczułam. Jamesowi tak bardzo na niej zależy, a ona nawet nie chcę dać mu jednej jedynej szansy na randkę. Marlena wycofała się powoli, a po drodze wzięła dwie butelki kremowego piwa i wróciła do mnie.
– Też masz wyrzuty sumienia z powodu Jamesa? – spytała mnie i pociągnęła sporego łyka z butelki.
– Też, ale przecież do niczego jej nie zmusimy – westchnęłam.
– Szkoda. No ale takie życie. Och Dor patrz! – Złapała mnie za rękaw i wskazała na Chada Rollinga, przystojnego blondyna, obrońcy Puchonów, który stał z Amandą Persley, przyjaciółką mojej ulubionej Rose Wax. – Dlaczego zawsze tak dobrze wygląda? 
– Kto? Amanda? Angus pewnie byłby zachwycony. – Zaśmiałam się, a Lena popatrzyła na mnie jak na wariatkę.
– Ha ha ha, bardzo śmieszne Meadowes. Martw się lepiej o siebie i Blacka, bo wydaje mi się, że większość dziewczyn w tym pomieszczeniu oddałaby wszystko by być na Twoim miejscu. 
– Pewnie masz rację, dlatego nie zostawiaj mnie dziś samej – mruknęłam niechętnie na co blondynka parsknęła śmiechem.
Impreza rozkręcała się w najlepsze. Wszyscy byli w wyśmienitych humorach, rozmawiali, śmieli się i pili, ale moje myśli ciągle wędrowały do jednego osobnika. Zastanawiałam się co takiego Huncwoci wymyślili. No i Remus. Jego zachowanie było naprawdę dziwne. 
– Hej Meadowes, z Blackiem to coś poważnego?
Olivier Wilde.
Cholernie przystojny, inteligentny Krukon, który złamał mi serce rok temu. Byliśmy ze sobą rok. Rok kłótni, załamań nerwowych, kłamstw i niespotykanej miłości, zafascynowania. 
Patrzyłam na niego przez dłuższą chwilę i uświadomiłam sobie niesamowitą rzecz.
Jest mi obojętny.
Patrząc na niego nie czuje mnóstwa emocji, które zawsze mi towarzyszyły na samą myśl o nim. Nie widzą już w nim partnera, nie widzę miłości. Po prostu nie czuję n i c.
– To nie Twoja sprawa – odpowiedziałam po chwili i upiłam łyk piwa.
– Jestem tylko ciekawy – mruknął i przybliżył się do mnie – Z tego co pamiętam było nam naprawdę dobrze – szepnął tak, żebym tylko ja to usłyszała.
– Było minęło. – Odsunęłam się od niego na bezpieczną odległość.
– Powinnaś jak najszybciej to zakończyć, będziesz tylko niepotrzebnie cierpieć. Black to nie Twoja półka. 
– Nie będziesz mi mówił co mam robić Wilde, a teraz zejdź mi z oczu – warknęłam.
– Meadowes, na jakiej Ty planecie żyjesz? Pół dziewczyn na tej imprezie spało z Twoim szanownym chłopakiem. Chcesz być kolejną naiwną? Tak w ogóle gdzie on jest? To otwarta relacja?
– Nie wtrącaj się w mój związek, rozumiesz? -– zbliżyłam się do niego – Nie masz takiego prawa - fuknęłam i odeszłam od niego.
Jak mogłam być z takim pajacem? 
Miłość to choroba psychiczna.
Ale bądź co bądź Wilde miał racje. Z kim nie spał Black?
– Hej Dorcas! Ten Jack jest naprawdę niesamowity! Miły, szarmancki, inteligentny.. Umówiliśmy się na randkę!  – Lily Evans była cała w skowronkach. Trajkotała od dziesięciu minut o tym jaki Bloom jest wspaniały. Rzeczywiście wygląda na fajnego chłopaka. Może coś z tego będzie?
James..
Ja mu na pewno o tym nie powiem. Nie ma bata. Przecież mnie zabije. Obiecałam mu, że postaram się, żeby moja przyjaciółka chociaż raz się z nim umówiła, ale nie znam bardziej upartej osoby niż rudowłosa, która nawet nie chce słyszeć imion Lily i James obok siebie. 
– Bardzo się cieszę Lily. Oby się udało.
– Coś się stało? Wyglądasz na markotną – zauważyła.
– Wilde. Rozmawiałam z nim. Oczywiście nie należało to do przyjemnych rzeczy, jakby inaczej? Już nawet nie pamiętam jak to było kiedy się nie kłóciliśmy. Mniejsza, uważa mnie za naiwną, bo jestem z Blackiem, który w łóżku gościł tuziny dziewczyn. A wiesz co jest najgorsze? Wiem, że ma racje.
– Dorcas. Nie myśl o tym. Nigdy nie byłam fanką Blacka, ale kiedy go poznałam i zobaczyłam jego stosunek do Ciebie to zmieniłam o nim zdanie. Jest wartościowy i zależy mu na Tobie. Nie zmieni przeszłości, ale może pracować na przyszłość. Daj mu szansę i nie słuchaj takich popaprańców jak Olivier.
– Och Lil. Masz rację. Dziękuje, że jesteś! – Przytuliłam przyjaciółkę. – Myślę pozytywnie, lekarz kazał myśleć pozytywnie!
Wracajmy, jestem już zmęczona.
– Poszukamy ich i zbieramy się. 
Przeciskałyśmy się przez tłum ludzi w poszukiwaniu naszych przyjaciółek. Nawet się nie zorientowaliśmy, kiedy było już po drugiej.  Postanowiłam wpaść na moment do Syriusza i po prostu go pocałować. Wierzę, że się zmienił i zależy mu na mnie. Znalazłyśmy dziewczyny i ruszyłyśmy do wieży Gryffindoru. 
– Zaraz do was wrócę – szepnęłam i udałam się do dormitorium chłopaków. Zapukałam parę razy, ale nie słyszałam odpowiedzi. Weszłam do pokoju i zauważyłam, że nikogo w nim nie ma. 
Co jeśli on naprawdę mnie zdradza?
Zrezygnowana wróciłam do swojego pokoju, zastanawiając się nad tym wszystkim. Przecież nie zrobiłby mi tego, prawda? 
– Tak szybko? – zapytała Mary i spojrzała na mnie.
– Nie ma ich.
– Nadal? – zdziwiła się Lena.
– Nie przejmujcie się. Na pewno robią coś głupiego, to bardzo w ich stylu. – Pocieszyła nas Lily. Pewnie ma rację. 
Chyba.


Kochani dzisiaj rozdział pojawił się prędzej niż przypuszczałam, jest troszkę dłuższy i dobrze, bo chciałam Was serdecznie zaprosić na mojego drugiego bloga o tematyce Potterowskiej.Opowiada on historię Alfarda Blacka, wuja Syriusza, za czasów samego Lorda Voldemorta, wtedy jeszcze znanego jako Tom Riddle. Bardzo byłabym Wam wdzięczna za szczerą opinię!Pozdrawiam i do usłyszenia!!!!! http://alfard-black.blogspot.com/ !!!!

10 komentarzy:

  1. Rozdział jak zwykle jest cudowny! Syriusz i Dorcas nadal pełni namiętności. Eliksir miłosny... nic dziwnego, że wszyscy tak myślą. W końcu Dor jest pierwszą stałą dziewczyną Łapy. Wiadomo, Dor może mieć wątpliwości, szczególnie, że Syriusz rzeczywiście coś przed nią ukrywa, ale myślę, że powinna pójść za radą Lily i mu zaufać. Wydaje mi się, że Syriusz w końcu namówi Remusa, aby powiedzieć dziewczynom prawdę, choćby ze względu na to, aby Dorcas nie podejrzewała go o zdradę. Widać, że on nie ma żadnych wątpliwości i jest szczęśliwy ze swoją nową dziewczyną. Mam nadzieję, że nie zrobi niczego głupiego. Jestem strasznie ciekawa jak będzie wyglądać ich relacja w drugiej i trzeciej części, ale nie będę wybiegać aż tak w przyszłość! Co jeszcze... a no tak. Biedny Remus. Nie dość, że musi przez to przechodzić to jeszcze musi ukrywać to co się z nim dzieje. Mam tylko jedną uwagę - tam gdzie jest rozmowa Dorcas z dziewczyną Willa napisałaś "siostra mojego brata".
    Czekam na kolejny rozdział i jeszcze więcej akcji Syriusz&Dorcas. Pozdrawiam i również życzę szczęśliwego Nowego Roku.
    ~Dorcas
    PS. Na drugiego bloga zaraz zajrzę a ciebie zapraszam na nową notkę do mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za koemantrz! I poprawę oczywiście, od razu to zmieniłam :) A notkę obiecuję jutro z rana od razu przeczytać!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. super, że wprowadziłaś wątek Remusa, mam nadzieje, że go troszkę rozbudujesz :)
    Hm, eliksir miłosny, serio... ee tam, oni po prostu im zazdroszczą. Nie spodziewałam się tak szybko rozdziału! ale fajnie, że jest. Super

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się w kolejnych rozdziałach poszczególnych bohaterów właśnie bardziej rozbudowywać. Miejsce dla Remusa jest także!
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  3. Świetny rozdział! Mam nadzieje, że przynajmniej narazie nic nie zburzy tej sielanki.. Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak jest dobrze to jest dobrze, a jak już coś się spieprzy.. Ach nie mówię więcej!! Dziękuję i również pozdrawiaam! :*

      Usuń
  4. Taka jedna rzecz, która bardzo rzuciła mi się w oczy: jeśli piszesz o dziewczynach w liczbie mnogiej, to piszesz "dziewczynom" nie "dziewczyną", to drugie jest zarezerwowane dla narzędnika w liczbie pojedynczej.
    To tyle z mojego zrzędzenia.
    Relacja DorcasxSyriusz - świetna.
    Zastanawiam się, czy masz zamiar opisać likantropię Remusa, mam nadzieję, że tak.
    Jak na razie jest miło, słonecznie (z wyjątkiem kilku wątków), a ja dalej czekam, aż nad Hogwart zawitają burzowe chmury...
    Pozdrawiam,
    Lilith ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za zwrócenie uwagi, czasem właśnie mi się to myli i piszę albo dobrze albo źle. Ale to chyba przez nadmiar, bo ostatnio ciągle siedzę i coś piszę!
      Jak jest miło i słonecznie to wiadomo, że muszą pojawić się burzliwe chmury.. :>
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  5. Uwielbiam związek Syriusza i Dorcas! Rozdział świetny, mam nadzieję, że wspomniane burzliwe chmury nie będą zbyt ciemne, bo chyba na zawał padnę...

    OdpowiedzUsuń
  6. Może lepiej byłoby by żeby dziewczyny poznały prawdę? Przynajmniej Dor nie musiałaby się martwić, czy Syriusz ją zdradza. Biedna Mary, strasznie ją polubiłam tak jak Marlene ;) Niech Lilka da w końcu szansę Jamesowi ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń