Istniejemy póki ktoś o nas pamięta - Meadowes and Black

21 grudnia 2016

Rozdział 5 "Pozwól mi pragnąć"


Syriusz

Może później wpadniemy.
Uśmiechałem się w duchu na samą myśl. Tak się cieszyłem, że będę mógł z nią spędzić czas. Dopiero kiedy zobaczyłem ją, opartą o framugę moich drzwi do sypialni, odetchnąłem z ulgą. To jak dziś przeraziła mnie jej reakcja na list, który dostała jest nie do opisania. Chciałem porwać ją w swoje ramiona i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Chciałem, żeby czuła się bezpiecznie. 
Ale nie zrobiłem tego.
Widziałem jej oczy. Przerażone. Strachliwe. Nieufne. A ja chcę być tym komu ufa. Przy kim czuje się bezpieczna.
Nasza mała imprezka w sypialni powoli się rozkręcała. Przyszedł Frank z Alicją, młody Meadowes z dziewczyną Emmeliną oraz nowi pałkarze - Matt i Eric. Transmutowaliśmy nasze łóżka w wygodne kanapy i ustawiliśmy na około pieca, gdzie stał mały okrągły stół. Muzyka grała głośno, lecz nie na tyle, żebyśmy nie mogli ze sobą rozmawiać. Światło dawało tylko parę lampek, aby zachować nastrój. Oczywiście jak zawsze musi się pojawić jakiś nieproszony gość. W tym wypadku była to blondwłosa Rose Wax z koleżanką Amandą. Zaprosił ją Pettigrew. Prychnąłem i odwróciłem od niej wzrok. Cholernie działała mi na nerwy.
Nagle drzwi do naszego dormitorium otworzyły się a w nich nie pojawił się nikt inny jak moja piękność z przyjaciółkami. Na pierwszy rzut oka widać, że były wstawione. I uśmiechnięte. Miały potargane włosy, a w rękach trzymały butelki i szklanki. Wyglądały tak.. normalnie.
Angus siedział obok Amandy, która próbowała zwrócić na siebie jego uwagę, ale wzrok miał skierowany tylko na Marlenę. Dziewczyna wzięła sporego łyka z butelki nie spuszczając wzroku ze swojego chłopaka. Czułem co się święci i uśmiechnąłem się pod nosem. Lena była zaborcza tak samo jak Angus. Walczyli o siebie jak lew i lwica. Mimo napięcia, które często występowało w ich związku, potrafili żyć ze sobą razem i dawać sobie szczęście. Niesamowite.
Nie wiem czy te moje rozmyślania to wina tego, że też byłem wstawiony czy może przez to, że w pokoju pojawiła się Dorcas. 
– Myślałem, że już nie zaszczycicie nas swoją obecnością! – zawołał James wstając z kanapy. – Liluś jak zwykle wyglądasz przepięknie.
– Potter daruj sobie. To, że wypiłam nie znaczy, że między nami się coś zmienia...
Wszyscy obecni zareagowali śmiechem. James Potter uparcie próbował zrobić wrażenie na Lily, która moim zdaniem powstrzymywała się, aby go nie uderzyć. Zabawny widok.
– Co Ty tu robisz? – Rose wstała z kolan Petera, który był w nią zapatrzony jak w obrazek i podeszła do mojej brązowowłosej.
– Stoję. A Ty zasłaniasz mi widok – odpowiedziała kpiąco, uśmiechnęła się i napiła się łyka Ognistej. – Nie wiedziałam, że odbywa się tutaj wybieg dla oślic.
Blondwłosej odpłynęła krew z twarzy a oczy wyrażały żądzę mordu.
Ma pazurki.
Spojrzałem na Willa, który przytulał swoją dziewczynę i przypatrując się całej sytuacji próbował nie wybuchnąć śmiechem za wcześnie.
Och złociutka.
– Więc skoro wyjaśniłyśmy sobie co nieco myślę, że to odpowiednia chwila, żebyś magicznie stąd zniknęła.
Wax stała jak wmurowana i patrzyła na swoją rozmówczynię. Szybkim gestem nakazała Amandzie iść ze sobą. Szepnęła coś czarnowłosej i wyszła razem z nią trzaskając drzwiami.
– Miło było! – krzyknęła za nimi Dorcas i odwróciła się w naszą stronę. Zauważyłem, że nie tylko ja przypatrywałem się tej sytuacji. Wszystkie oczy były skupione na niej.
– 1:0 Meadowes! – krzyknął Will i wzniósł szklankę w geście toastu. 
Roześmialiśmy się szczerze i podąrzyliśmy za przykładem młodego. Potem wszyscy wrócili do wcześniejszych czynności. Zauważyłem, że nawet dotąd nieśmiała Mary poszła do Lunatyka i zaczęła z nim swobodnie rozmawiać. 
Ciekawe.
Utkwiłem wzrok w brązowookiej i nie musiałem długo czekać, żeby zrobiła to samo. Uśmiechnąłem się do niej i wskazałem miejsce obok siebie. Podeszła do mnie i usiadła.
– Nie sądziłam, że z sypialni da się zrobić imprezowe miejsce. Huncwoci to jednak zdolna paczka. – Spojrzała na mnie i rozsiadła się wygodnie.
– Huncwoci na ogół lubią zaskakiwać.
– Ty też?
– Ja przede wszystkim, złociutka.
– Na przykład czym?
Przysunęła się do mnie tak blisko, a zapach jej ciała był tak odurzający, że myślałem, że znów straciłem głowę. 
Jest taka.. Zadziorna. Figlarna. Intrygująca.
– Co Ty ze mną robisz, Meadowes? – mruknąłem wpatrując się w nią.
– Rozmawiam. – Zaśmiałem się i upiłem łyk trunku nie przerywając naszego połączenia wzrokowego.
– Raczej przewracasz mój świat do góry nogami - wyznałem szczerze.
– A ja myślałam, że jest odwrotnie.
Chciałem ją pocałować. Tutaj przy wszystkich wziąć w ramiona i wpić się w jej usta. Poznać każdy zakamarek jej kuszącego ciała. 
Chciałem być z nią. Sam na sam.
Byłem już tak blisko jej ust. 
– Dor, musimy lecieć, bo.. cholera przepraszam! – Lily Evans niespodziewanie wyrosła przed nami. – Zaczynam czuć się jak wasza przyzwoitka.. – mruknęła przepraszająco.
– A czemu miałabyś się czuć jak ich przyzwoitka? – Tak jak Evans niespodziewanie wyrósł James Potter.
– Nie interesuj się tak Potter. Profesor McGonagall już tu idzie. Rose musiała jej powiedzieć, że jest u nas jakaś impreza. Zbierajmy się.
Chryste.. Nasze usta dzieliły już milimetry. Byłem tak spragniony jej pocałunku niczym alkoholik wina na odwyku. 
Wszyscy wstali ze swoich miejsc i pomogli nam ogarnąć pokój. Zostały tylko dziewczyny, które też już zbierały się do wyjścia.
– Może jednak pójdziemy na tą randkę Lil?
– Dziękuje James, ale nie. Dobranoc.
–Więc jednak potrafisz mówić do mnie po imieniu.
– O tyle o ile. Cześć.
Pożegnały się a ja poszedłem zamknąć za nimi drzwi. Nieśpiesznie je zamykałem dopóki nie poczułem oporu. Z krawędzi wyłoniła się moja piękność, złapała mnie za kark i wypiła mi się zachłannie w usta. 
– Śpij dobrze, Syriuszu – szepnęła i już jej nie było.
I w tym momencie właśnie sobie to uświadomiłem.
Syriusz Black jest zakochany po raz pierwszy w swoim osiemnastoletnim życiu. 

Dorcas

Rano obudził mnie potworny ból głowy, suchość w gardle i ostre promienie słoneczne, które padały mi na twarz. Zaspana, przetarłam oczy i usiadłam. Żołądek zrobił parę fikołków, ale udało mi się go powstrzymać. Spojrzałam na zegarek i uświadomiłam sobie, że jest już po śniadaniu. Położyłam się zrezygnowana na łóżku i nakryłam kołdrą. Zaczęły do mnie dochodzić obrazy zeszłej nocy.
Black. Zbyt łatwo Cię kochać..
Nikt mnie siłą dziś nie zmusi, żebym opuściła to miejsce.
Chyba, że..
Spojrzałam na resztki Ognistej i szklankę. Zanim zaczęłam poważnie zastanawiać się nad moim pomysłem, usłyszałam perlisty śmiech Angusa i zdenerwowane pomruki Marleny.
– Nie śmiej się tak głośno! – warknęła i odwróciła się do mnie twarzą. – Dori! Nie śpisz już? Och, na pewno wyglądasz lepiej niż ja – mruknęła i wtuliła się bardziej w poduszkę. Wyskoczyłam z łóżka i usiadłam na fotelu. 
Zrobić to czy nie?
– Angus! Napij się ze mną klina. – Chłopak spojrzał na mnie i znów wybuchnął śmiechem przez co dostał tylko po żebrach od swojej dziewczyny.
– Dorcas Meadowes. Poważnie? – Wstał i usiadł naprzeciw mnie. – Cholera. Dawno tego nie robiłem. – Wziął kieliszek do ust i powąchał. – Może być ciężko.
– Bez ryzyka nie ma zabawy. 
Napiliśmy się i spojrzeliśmy na siebie. 
Poczułam miłe ciepło w żołądku i mniejszy ból głowy. Po minie Angusa stwierdziłam, że czuje się tak samo dobrze jak ja. Roześmialiśmy się i nalaliśmy sobie jeszcze jedną szklankę.
– Wczoraj myślałem, że razem z Łapą rozniesiecie pokój przez wasze libido.
Angus Campbell był szczery. Szczery do bólu. Mówił co uważał, nawet to czego nie powinien przez co często obrywał po głowie od Marleny. 
Spojrzałam na niego.
– A ja myślałam, że będę musiała trochę dłużej wysłuchiwać Twoich i Leny jęków niż zanim zdążę zdjąć skarpetkę.
Zaśmiał się głośno i gardłowo na co jego dziewczyna wściekła rzuciła w nim poduszką. 
Jak ja lubię spędzać z nim czas. 
Po pewnym czasie wstała uśmiechnięta Macdonald, kategorycznie odmówiła choćby grama alkoholu i poszła szykować się do łazienki na drugie śniadanie. 
Nie byłam głodna. Alkohol znów szumiał mi w głowie. 
– Lily, Lily, Lily -zanuciłam i wpadłam na łóżko przyjaciółki. – Nie wyglądasz za dobrze.
– Dori. Oddam życie za tosta i wodę. Proszę. – Spojrzała na mnie tak błagalnym wzrokiem, że nie potrafiłam jej odmówić. 
Musiałam wyjść z mojego dzisiejszego azylu i spełnić życzenie mojej Rudej.
– Będziesz moją dłużniczką –  odpowiedziałam i czknęłam. – Boże, czkawka pijacka w niedziele przed południem? Brawo ja.
– Brawo Ty! 
Nie zliczę ile razy Angus był bliski płaczu przez nasze żarty i zachowanie. Brzuch mnie bolał nie od wlewanego alkoholu tylko właśnie przez niego i rozmowy z nim.
Zaraz po Mary weszłam do łazienki, wykąpałam się i za pomocą różdżki okiełznałam moje długie włosy. Wyszłam i zobaczyłam, że blondynka trzyma coś w rękach.
–  A co Ty masz? – zapytałam podejrzliwe i wskazałam na skrawek materiału.
–  Eee.. bluzę Remusa. Pożyczył mi ją wczoraj, bo..
–  Och Mary. – Zaśmiałam się i puściłam przyjaciółce oczko. 
Angus jako dżentelmen spytał swoją ukochaną na co by miała ochotę, ale po minie blondynki widziałam, że nie ma ochoty na nic. Tym bardziej kiedy chłopak chuchał jej na twarz.
– Jak Ty śmierdzisz! – Odsunęła się i zrobiła skwaszoną minę. – Przynieś mi wody –  poprosiła nieco łagodniej, przekręciła się na bok i znów się położyła.
W trójkę wyszliśmy z dormitorium i swoje kroki skierowaliśmy do Wielkiej Sali. Nasze śmiechy niosły się głośno po korytarzu. Nawet Mary niczym się dziś nie przejmowała i brała czynny udział w rozmowie. Drzwi Wielkiej Sali otworzyły się a my szczęśliwy, pijani wkroczyliśmy niczym królowie.
– Angus! Założyłem się z Łapą, że przyjdziesz dopiero na obiad! – krzyknął do nas Rogacz i zaśmiał się głośno.
– Ach mój drogi przyjacielu, dziś biorę przykład z panny Meadowes i jej niekonwencjonalnych środków na dobre samopoczucie! – Campbell zarzucił mi rękę na szyję. – Ta dziewczyna to zło wcielone. – Uśmiechnął się szeroko i puścił mi oko.
– Och przepraszam bardzo ja Cię do niczego nie zmuszałam! – Przejęłam pałeczkę i wyrwałam tosta Jamesowi, który właśnie chciał sobie włożyć go do ust. – To, że nie potrafiłeś mi odmówić świadczy o Tobie, a nie o mnie. – Uśmiechnęłam się i też puściłam mu oko.
– Widzicie? Manipulantka! – Wskazał na mnie palcem, a jego cała twarz się śmiała.
– Campbell jeszcze słowo, a obiecuję, że Twoja noga już dziś nie stanie w moim dormitorium! – zagroziłam i schyliłam się, żeby wziąć szklankę wody. 
W tej samej chwili kawałek dalej zauważyłam ją. Rose Wax. Krew we mnie zawrzała.
– Wybaczcie Panowie, zaraz wracam. – Kulturalnie przeprosiłam i skierowałam swoje kroki do blondynki.
– Czy nie powinniśmy... – zaczął Remus, ale Angus machnął na niego ręką.
– Ćsiiiii.. Uwierz nie chcesz, żeby pokazała i Tobie pazurki.
Wyrosłam przed nią niczym słup. Odwróciła się do mnie w tym samym momencie w którym wylałam na jej bluzkę szklankę wody, którą trzymałam w dłoni. Była zszokowana.
– Ojej. Przepraszam. Na drugi raz uważaj gdzie chodzisz – zaakcentowałam i zbliżyłam się do niej jeszcze bardziej – Trzymaj się od nas z daleka – warknęłam, odwróciłam się na pięcie i wróciłam do chłopaków. Słyszałam jak klnie cicho pod moim adresem. Wbrew pozorom Rose nie była głupią blondynką. Była cwana. Cholernie cwana.
James Potter uniósł dwa kciuki w górę, a Syriusz Black uśmiechał się tak podniecająco.
Znów poczułam porządanie.
– Dor, cieszę się, że już masz pustą szklankę, ponieważ chciałem Ci zakomunikować, że zaprosiłem chłopaków do waszego dormitorium, a zanim coś mi powiesz to Mary się zgodziła! – Angus pokazał na Macdonald, która przytaknęła głową siedząc obok Lunatyka i uśmiechając się do całego świata.
– Może być fajnie. – Usiadłam i zaczęłam robić śniadanie dla siebie i Lily. – Moja księżniczka na pewno już się niecierpliwi w oczekiwaniu na posiłek – dodałam.
– Twoja chociaż Ci podziękuje. Za to moja księżniczka walnie mnie poduszką i spyta co tak długo mi zajęło! 
Roześmialiśmy się i po pewnym czasie wstaliśmy od stołu. Szliśmy radośnie do pokoju rozmawiając i żartując. Razem z Syriuszem zostaliśmy trochę z tyłu. Objął mnie ramieniem i przysunął do siebie. Zaparło mi dech w piersiach. Dobrze, że alkohol ciągle szumiał mi w głowie, bo zapewne moje policzki miałby już kolor purpury.
– Uciekłaś mi wczoraj – szepnął na ucho nie przestawiając się uśmiechać. Przegryzłam wargę i zaśmiałam się. Wyglądał tak bosko. Uwielbiałam kiedy był blisko mnie. Czułam jego fenomenalny zapach, podziwiałam twarde mięśnie i ten uśmiech. Uśmiech za który mogłabym zabić.
– Uciekłam? Nie. Po prostu się pożegnałam. 
– Jeśli w ten sposób masz się ze mną żegnać to możemy zawsze zaczynać od pożegnań. Na przykład teraz - zarządał i przysunął się bliżej tak że nasze usta się prawie stykały.
– Och sądzę, że teraz to nie będzie konieczne. – Uśmiechnęłam się zadziornie, złapałam go za rękę i pociągnęłam do reszty. Właśnie w tym momencie oparłam się urokowi Syriusza Blacka. 
Punkt dla Ciebie Meadowes.
Weszłam pierwsza do dormitorium i omiotłam spojrzeniem cały pokój.
– Och Dor, proszę, powiedz mi, że masz coś do jedzenia – jęknęła Lil nie otwierając oczu.
– Tak w zasadzie to ja mam dla Ciebie śniadanie, słodziutka. – Wparował James i usiadł na skrawku łóżka Rudej.
– P o t t e r – przeliterowała. – Co u licha tutaj robisz? 
– Dostałem zaproszenie i jeśli pamięć mnie nie myli to jesteś głodna. – Uśmiechnął się szarmancko. 
Lil nie odzywała się przez dłuższą chwilę. Wydaje mi się, że kalkulowała wszystkie za i przeciw takiemu obrotu sytuacji. 
– Jeden jedyny raz. Zapamiętaj to – wycedziła i pokazała Rogaczowi miejsce obok siebie.
James się uśmiechnął i szybko skorzystał z propozycji rudowłosej. Sama byłam zaskoczona. Może jednak trochę go lubi?
Angus czym prędzej pognał do Marleny, która od razu zaczęła na niego krzyczeć. Jak zwykle bawiła mnie sytuacja między tą dwójką, ale nie miałam teraz do tego głowy, ponieważ Syriusz Black wszedł do pomieszczenia, rozejrzał się i od razu skierował do łóżka na którym się położył.
Do mojego łóżka.
Podeszłam i położyłam się obok niego. 
Wyglądał tak.. niewinnie.
– Powinieneś częściej pokazywać swoje prawdziwe uczucia - szepnęłam a moja dłoń mimowolnie powędrowała do jego twarzy.
– Nie jestem do tego przyzwyczajony – mruknął pozwalając mi gładzić się po twarzy. – To wszystko jest dla mnie dość.. nowe. – Nie odpowiedziałam mu tylko lekko pocałowałam go w usta. 
Szczęście.
To właśnie widziałam w jego oczach.
Do końca dnia wylegiwaliśmy się wszyscy razem w łóżkach śmiejąc się i rozmawiając. Miło było spędzić dzień na totalnym luzie z przyjaciółmi. I miły był Syriusz Black. 
Syriusz Black, który nawet na moment nie wypuszczał mnie ze swoich objęć. 

11 komentarzy:

  1. Pierwsza!
    Jejku, ten rozdział był taki słodki, zakochany Syriusz, zakochana Dorcas, asddfghj. Mam nadzieję, że nie zrobisz n i c złego, co zakończy tę sielankę, bo znajdę cię i zabiję :D
    Wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
  2. O rety, jaki piękny rozdział.. Pełny miłości XD
    Cudny ♥

    Wesołych świąt :* http://guardsangel.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Wesołych Świąt!
    Ten rozdział był taki... słodki. Nie mogłam się od niego oderwać. I ten pocałunek na pożegnanie. Niby wydaje się takie przewidywalne, ale mimo wszystko to opowiadanie ma swój urok. Czekam na następny rozdział!
    pozdrawiam,
    Lilith
    PS Widzisz!? Jak Lilith chce, to znajdzie czas, aby szybko przeczytać rozdział! Brawo Ja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lilith jest bardzo zdolna jak tylko chce, brawo ona!
      Cieszę się, że rozdział taki wyszedł, bo jeśli mam być szczera to chyba jeden z najnaj i myślę, że do takich rozdziałów i milutkich chwil bohaterów też warto wracać!
      Dziękuję bardzo i pozdrawiam! :)

      Usuń
  4. Tęcza tęcza tęczaaaa!! PRZEPIĘKNY ROZDZIAŁ, idealny na świąteczną radość! Na pewno często będę do niego wracać, bo naprawdę ten rozdział wywołuje szeroki uśmiech na ustach!
    Pozdrawiam i również życzę Wesołych Świąt :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Znowu jestem spóźniona! Wybacz, ale na tygodniu zawsze kiepsko u mnie z czasem. Rozdział świetny. Syriusz taki słodki chce ochronić Dorcas przed wszystkim. I wreszcie przyznał się sam przed sobą, że jest zakochany. Dziewczyna pociąga go w sposób fizyczny, ale przede wszystkim jest dla niego ważna. Widać od razu, że nie traktuje jej tak jak każdej innej. Jest w niej zakochany i podejrzewa, że ona też coś do niego czuje. Podoba mi się to. Co do Dorcas... jest świetna. Raz a porządnie załatwiła tą całą Rose. Widać, że umie pokazać pazurki, choć potrafi być również wrażliwa. Nie jest jednak cichą myszką, która czeka aż chłopak zacznie działać tylko sama coś robi... Ten pocałunek był uroczy. Cała ich relacja jest świetna. Nie są razem, nie są przyjaciółmi, wiedzą, że coś jest na rzeczy i zachowują się trochę jak przyjaciele a trochę jak para. Super. W twoim blogu podoba mi się też jeszcze jedna rzecz - opisujesz większość typów ludzi (nwm czy to tak powinno brzmieć, ale mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi). Opisujesz typowe lalunie takie jak Rose, opisujesz dziewczyny śmiałe, nieśmiałe, zainteresowane modą lub sportem. Świetne. A jeszcze jedna rzecz. Widzę, że Lily zaczyna się do Jamesa przekonywać. Mam nadzieję, że niedługo będzie pomiędzy nimi coś więcej!
    Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt!
    ~Dorcas
    Ps. U mnie nowy rozdział trochę wcześniej niż zwykle bo już dziś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baaardzo bardzo dziękuję! Pozdrawiam cieplutko! :*

      Usuń
  6. O takiej sielance to ja mogę czytać zawsze ;) Zakochał się! Ja tam wiedziałam o tym od samego początku, ale w końcu się przyznał sam w sobie! Czytając twoje opowiadanie, nagle nabrałam chęci by napisać coś o Marlenie ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń