Istniejemy póki ktoś o nas pamięta - Meadowes and Black

16 grudnia 2016

Rozdział 4 "Dopuszczalne ryzyko"


Syriusz

Przeciągnąłem się na łóżku i spojrzałem na zegarek, który wskazywał parę minut po dziewiątej. Miałem jeszcze godzinę do przygotowania się do pierwszego w tym roku treningu Gryfonów. Odwróciłem się w stronę łóżka Jamesa, ale go nie dostrzegłem. Pewnie chodził od rana i uprzykrzał całej drużynie życie. Albo rozmawiał z Dorcas..
– Syriusz, Dorcas to najfajniejsza dziewczyna jaką było mi kiedykolwiek spotkać, no może prócz mojej Lily, nie wierzę, że dopiero teraz ją poznałem. Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej, że jest taka świetna?
Zabije go. Do jasnej cholery przecież doskonale wiem, że jest najwspanialsza. Wspanialsza od Evans. Od wszystkich. Poczułem się zazdrosny.
Syriusz Black zazdrosny. Tak cholernie zazdrosny, że przez chwilę myślałem, że go uderzę. 
Spojrzałem na nią. Posłała mi ukradkowe spojrzenie. Była zdziwiona. Zdziwiona widokiem moich oszalałych oczu, pałających do niej tak wieloma pytaniami. Uczuciami. Gdybym mógł, samym spojrzeniem wypalił bym w niej dziurę. 
Nie byłem jej obojętny. Wiedziałem to.
Odwróciła wzrok i pogrążyła się w rozmowie ze swoimi przyjaciółkami. 
Jest piękna.
Odgoniłem od siebie poniedziałkowe myśli. Od tamtego czasu dość często widuję ich razem na korytarzach, pogrążonych w rozmowie i śmiejących się. Wiem, że James nigdy nie zrobiłby nic przeciwko mnie. Mogę do usranej śmierci mówić mu, że nie jestem nią zainteresowany, ale on wie jak jest naprawdę i będzie mi próbował to pokazać na każdym kroku. W końcu mój przyjaciel wie, że to pierwsza dziewczyna w moim życiu, która tak bardzo mnie zainteresowała.
– Stary, jesteś cholernie o nią zazdrosny –  ni stąd ni zowąd wygarnął mi któregoś ranka, po tym jak Lunatyk wszedł i powiedział, że Dorcas o niego pytała.
– Wiem – odpowiedziałem najciszej jak się da.
Wstałem i poszedłem wziąć prysznic. Założyłem strój treningowy, złapałem za miotłę i skierowałem się na Błonia. Wszedłem do szatni i ujrzałem przed sobą całą drużynę Gryfonów. A w zasadzie samych facetów. Trzech facetów. Od dwóch lat nasz skład się nie zmieniał. Teraz byliśmy do tego zmuszeni. 
James siedział z Angusem i Frankiem Longbottomem dyskutując o czymś zażarcie. Chyba nawet nie zwrócili uwagi na moje pojawienie się. Chrząknąłem nieznacznie i uśmiechnąłem się do panów, którzy w końcu mnie zauważyli.
– No i świetnie. Skoro jesteś możemy zaczynać! Drużyno za mną! 
Ciekawy jestem jak Potter będzie się zachowywał jako kapitan. Pamiętam, że każdemu wcześniejszemu odbijało.
Wchodząc na murawę i poczułem promienie słońca na twarzy. Pogoda była cudna. Rozejrzałem się po trybunach. Przyciągnęliśmy większość damskiej części Hogwartu. Dziewczyny co jakiś czas chichotały i wskazywały na nas palcem.
Żałosne.
Kiedyś by mi to pochlebiało. Kiedyś. 
Teraz jest ona.
Dosłownie ona. Stała nonszalancko oparta o swoją miotłę i obserwowała. Paru Gryfonów wodziło za nią wzrokiem, ale nie zwracała na nich uwagi. Była zestresowana.
Dorcas Meadowes gra w quiddicha? Czym jeszcze mnie zaskoczy ta słodka, krucha istota? Podszedłem do niej i szepnąłem niepostrzeżenie.
– Nie denerwuj się. Będziesz świetna.
Chryste, nigdy nie powiedziałem czegoś takiego do żadnej dziewczyny. Nie wiedziałem nawet, że jestem do tego zdolny. Co ona ze mną wyprawiała?
– Wiem to.
Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się lekko. Nie była zawstydzona, nie była zażenowana swoim zachowaniem. Patrzyła na mnie, a ja czułem jak ucisk w żołądku nasila się. Naszą wymianę spojrzeń przerwał nie kto inny jak sam James Potter.
– Dor! Nie wierzę! Dlaczego mi nic nie powiedziałaś? 
– Niespodzianka – mruknęła zagadkowo. – Dzięki Angus za dyskrecję! – krzyknęła do kolegi na co on pokazał jej tylko dwa kciuki. 
Zaczęliśmy. Byłem pod tak wielkim wrażeniem jej umiejętności, że nawet Campbell skomentował mój wyraz twarzy i to, że nie mogę oderwać od niej wzroku. 
Oczywiście, że nie mogę. 
Ona jest taka.. moja.
Wybór był prosty. Nikt nie był tak dobry jak Dorcas. Angus przyznał się, że grał razem z nią w wakacje i też nie mógł uwierzyć w to, że umie tak świetnie grać. Poćwiczyliśmy w trójkę rzuty i podania, a ja czułem się szczęśliwy. Słońce nadawało blasku jej długim włosom, a wiatr smagał jej twarz. Tworzyliśmy razem świetny team. Jakbyśmy byli stworzeni do bycia razem. Prócz Dorcas udało nam się wybrać dwóch pałkarzy - Matta Bomera i Erica Blooma. Trening trwał do samego południa, wiec wchodząc do szatni wszyscy byliśmy brudni i przemęczeni. Potter dał nam nieźle w kość. Nim się spostrzegłem zostałem z nią w szatni sam na sam. To wróżyło kłopoty. Ciężko jest mi się przy niej opanować, a w dodatku ona nie ułatwia mi tego.
Pieprzyć to.
Odwróciłem się i wpiłem zachłannie w jej usta. Pamiętałem ten cudownie malinowy smak. Jest dla mnie jak narkotyk bez którego nie umiem funkcjonować. Oddawała mi pocałunki całą sobą. Była tego tak samo spragniona jak ja.
Chcę dawać jej wszystko. Dać pieprzoną gwiazdkę z nieba. Tylko po to by widzieć jej uśmiech i to jak jej oczy błyszczą z podniecenia.Widząc ją latającą na miotle, tak cholernie dobrze latającą na miotle napawało mnie to dumą. Cholerną dumą.
Black, weź się w garść.
Po dłuższej chwili oderwałem się od niej i spojrzałem głęboko w oczy.
– Nie jestem dla Ciebie odpowiedni – szepnąłem i pogładziłem ją po twarzy z zamiarem odejścia.
To co wydarzyło się po tym zaprało mi dech w piersiach. Dosłownie.
– Och zamknij się w końcu – mruknęła i popchnęła mnie na ścianę. 
Jej pocałunki były żarliwe, tak potrzebujące. Potrzebowała mojej bliskości. Nim się obejrzałem rozerwała mi koszulę i błądziła rękoma po moim ciele. Jej zapach był odurzający. Rękoma próbowałem zapamiętać każdy centymetr jej delikatnej skóry.
Podniecająca. Piękna. Dzika.
Czułem się przy niej inaczej. Miałem wrażenie, że zna moją duszę, której ja nie potrafię odkryć. 
– Dor, gdzie Ty jesteś? Sisi gratuluję! Wiedziałam, że.. 
Lily Evans wmurowało w podłogę widząc nas. Brązowooka oderwała się ode mnie szybko, a jej oddech był tak przyśpieszony jak mój. W zaróżowiałych policzkach i potarganych włosach wyglądała jeszcze bardziej zjawiskowo. 
Nim się spostrzegłem Dorcas wzięła swoje rzeczy i podeszła do przyjaciółki. Odwróciła się do mnie na moment i szepnęła.
– Muszę lecieć. Trzymaj się Black.
Muszę lecieć. Trzymaj się Black.
Poszła.
Stałem w rozerwanej koszuli, próbując uspokoić oddech. Krew buzowała w każdej cząstce mojego ciała. Jeszcze nikt nie doprowadził mnie do takiego stanu. Nikt prócz jej.

Dorcas

Szłam w milczeniu razem z przyjaciółką do zamku. Całe szczęście nie zaczęła przesłuchania, chyba ciągle tkwiła w amoku i nie mogła uwierzyć w to co widziała. Ja też nie mogłam. 
Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Może dlatego, że znów chciał po prostu odejść. Zostawić mnie rozpaloną, a potem uciec. Może dlatego chciałam przejąć pałeczkę i pokazać mu jak ja się czuję za każdym razem kiedy od pocałunku dzieliły nas minimetry, a on uciekał gdzie pieprz rośnie. Chciałam mu pokazać, że ja też umiem dominować, że nie trzeba obchodzić się ze mną jak z porcelanową lalką. 
Tak silnie go pragnęłam, że gdyby Lily nie weszła do szatni to uprawiałabym z nim dziki i namiętny seks. 
Nie wiem czy mam jej dziękować czy ją przeklinać.
– Jak będziesz chciała pogadać to wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć – mruknęła w końcu i uśmiechnęła się do mnie lekko.
– Wiem. Kiedy sama ułożę sobie to wszystko w głowie to się zgłoszę pani doktor, zgoda? – Zaśmiała się i złapała mnie pod ramię.
– Kocham Cię, sisi.
– A ja Ciebie.
Weszłyśmy do Pokoju Wspólnego i nim się obejrzałam rzuciła się na mnie uradowana Lena.
– Skarbie! Jestem taka z Ciebie dumna! Musimy to dziś uczcić! Zrobimy sobie babską imprezkę, co Wy na to? 
– Jak tylko wrócę z Klubu Ślimaka to piszę się na to. – Lily uśmiechnęła się i rozsiadła na kanapie. Zamiast cieszyć się z tego, że zostałam ścigającą Gryfonów to przeżywam Blacka i jego testosteron. 
Brawo Meadowes.
– Dor czy to nie sowa Twojej mamy? – zapytała Mary podchodząc i wskazała na okno. Na parapecie siedziała duża, brązowa sowa w pręgi. Jej żółte ślepia patrzyły na mnie, a pazurek skrobał w szybę. 
List od mamy to ostatnia rzecz jakiej mogłam się spodziewać. Wstałam nieśpiesznie i otworzyłam okno. Sowa upuściła na moją dłoń list i odleciała. Wróciłam do dziewczyn a list schowałam do torby.
– Nie przeczytasz? – Zaciekawiła się Marlena i spojrzała na mnie badawczym wzrokiem.
– Ten list to same kłopoty, a ja mam zbyt dobry nastrój, żeby go sobie psuć czymś takim – mruknęłam i uśmiechnęłam się do przyjaciółek. – Później go przeczytam. Wezmę szybki prysznic i pójdziemy na Błonia, co? Jest taka piękna pogoda. – Przytaknęły i po moim prysznicu razem ruszyłyśmy nad jezioro.
Moja matka Eva Greengrass, wcześniej Meadowes, rozwiodła się z moim tatą Colinem kiedy miałam trzynaście lat i przeprowadziła do Norwegii. Ponownie wyszła za mąż za Marcusa Greengrassa, szanowanego czarodzieja z zamiłowaniami do okrucieństwa. Był częstym gościem w naszym domu podczas nieobecności ojca, ale wtedy byłam zbyt młoda, żeby, wiedziała po co. Prócz wyglądu niczego nie odziedziczyłam po mojej matce. 
Nienawidziłyśmy się. 
Od małego próbowała wpajać mi i Willowi fanatyczną obsesję nad Czarną Magią. Była na mnie wściekła za to, że Tiara przydzieliła mnie do Gryffindoru zamiast Slytherinu. 
Ukarała mnie za to. Boleśnie. 
Ten incydent przede wszystkim zadecydowało o tym, że w wakacje, kiedy wróciliśmy do domu z Willem, tata oznajmił nam, że matka się wyprowadziła. Już dawno chciał to zrobić, ale wolał, żebyśmy byli bezpieczni. Był roztrzęsiony i załamany. Po raz pierwszy płakał i spytał mnie dlaczego mu wcześniej nie powiedziałam o tym co zrobiła mi matka. A ja bałam się. Cholernie bałam się, że jeśli pisnę słówko to zrobi też coś mojemu młodszemu braciszkowi. 
I nie tylko jej się bałam.. Był jeszcze ktoś. Ktoś mroczny. Popieprzony.
Od tego czasu nie mamy ze sobą kontaktu. Jedynie na święta razem z Willem dostajemy od niej kartki. 
To hańba.. wstyd mieć takie dzieci.. moglibyście tyle osiągnąć...
– Milutka, co? – mruknął młodszy Meadowes w ostatnie święta, zgniótł kartkę i wrzucił do płonącego kominka.
Milutka. Nie ma co.
Szłyśmy razem z dziewczynami i śmiałyśmy się głośno. Jeden punkt odhaczony na mojej liście rzeczy, które zawsze chciałam zrobić. 
Tylko ten list... 
Niecierpliwie przeszukałam torbę i znalazłam zwinięty rulonik w bocznej przegródce. Byłyśmy już na zewnątrz, kiedy zaczęłam czytać. Marlena podbiegła do Angusa, który siedział razem z Huncwotami pod ich drzewem. Lily i Mary spojrzały mi przez ramię i czytały razem ze mną.

Dorcas,
Chciałam Cię tylko poinformować, że przeprowadzam się razem z rodziną z powrotem do Anglii. Marcus znalazł tutaj świetnie płatną posadę. Durmstrang to o niebo lepsza szkoła, ale nie mieliśmy wyboru, więc od nowego semestru do Hogwartu będzie uczęszczał jego syn Clyde. Na pewno go pamiętasz, złote dziecko. Dostał się do Slytherinu. Przynajmniej on nie hańbi rodziny i nie przyjaźni się ze szlamami i zdrajcami krwi.
Twoja matka, Eva Greengrass

– Kurwa! 
Przeklęłam tak głośno, że połowa osób siedząca na ławkach spojrzała na mnie z oburzeniem. Marlena z Angusem i Huncwotami wpatrywali się we mnie pytająco, a mój brat którego dopiero co zauważyłam podszedł, wyrwał mi list z ręki i zaczął czytać.
Był jeszcze ktoś. Ktoś mroczny. Popieprzony.
Clyde Greengrass, starszy o rok, był jednym z najobrzydliwszych, okrutnych i sadystycznych facetów jakich kiedykolwiek poznałam. Był po prosty zły. Zły do szpiku kości. Znęcał się nad wszystkim co się rusza i nigdy nie dawał za wygraną. Kiedy czegoś pragnął - miał to. Bez względu na wszystko. 
Był cholernie przerażający. Bałam się, że znów może mi coś zrobić. Nie chciałam wracać do mrocznych wspomnień, które odgrzebywane raniły moją duszę. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy się nade mną pastwił, albo ile razy mnie dotknął. Na szczęście zawsze miałam swojego rycerza w lśniącej zbroi - Willa, który stawał w mojej obronie i przyjmował ciosy wymierzone we mnie. Clyde nigdy mi nie popuszczał. Szukał mnóstwa sposobów, żeby mnie zranić i złamać. 
Myślałam, że już nigdy go nie zobaczę..
Czułam jak powoli dostaję ataku histerii. Obrazy z dzieciństwa przelatywały mi przed oczami raniąc niczym huragan. Oddychałam ciężko i z całych sił powstrzymywałam się, aby nie wybuchnąć płaczem. Nie wiem co ludzie mówili dookoła mnie. Mój umysł stał się zamknięty na wszystkie głosy. Poczułam jak ktoś łapie mnie za policzek i odwraca w swoją stronę.
– Chodźmy. Teraz – szepnął Will i złapał mnie za rękę. Widziałam pytające spojrzenia innych uczniów, ale nie zwracałam na nich uwagi. Nawet nie wiem kiedy obok mnie pojawili się Huncwoci. Przez chwilę wydawało mi się, że Syriusz chce też złapać mnie za rękę, ale szybko zrezygnował. Nie wiem czy to przez to, że w moich oczach pojawił się strach czy przez nieufność, która z nich biła.
Tylko jedna osoba z obecnych tutaj prócz Willa wiedziała kim był Clyde Greengrass. Lily Evans stała cicho a w jej kącikach jej oczu widziałam łzy. Kiedy mój brat szedł ze mną z powrotem do szkoły, Lily wytłumaczyła, żeby pod żadnym pozorem nie zadawali mi pytań. Odwróciła się od nich i podeszła do mnie uśmiechając się krzepiąco.
Wróciliśmy do zamku nie odzywając się do siebie. Razem z Lily i Willem uciekliśmy do mojego i dziewczyn dormitorium i tam pozwoliłam moim łzą lecieć strumieniami. Wtuliłam głowę w brata a a on pozwalał na to bym mu zmoczyła całą koszulkę. 
Lily chciała zrezygnować ze spotkania w Klubie Ślimaka, ale przekonałam ją, że to bez sensu. 
Jestem twarda. A teraz będę musiała być twarda podwójnie.
– Nie pozwolę Cię skrzywdzić – szepnął do mnie Will i uśmiechnął się. 
Powoli po paru godzinach uspokoiłam się. Cieszyłam się, że Mary i Marlena uszanowały moją prywatność i nie przybiegły zobaczyć co się ze mną dzieje. Myślę, że wystarczająco i tak już je wystraszyłam swoim zachowaniem. Dziś wszystko im opowiem. Mają prawo wiedzieć.
– Wracaj Will. Nic tu już po Tobie – mruknęłam i starałam się wyrzucić mojego brata w pokoju. 
– Jesteś pewna? Może pójdę po dziewczyny? Albo poczekam dopóki Lily nie wróci ze spotkania..
– Wychodź! Już – rzuciłam w niego poduszką i uśmiechnęłam się - serio, po prostu miałam małe załamanie, a poza tym Meadowes są twardzi, prawda?
– Prawda. Dobra skoro mnie wyrzucasz to już idę. Jakby co to pierwsze co zgłaszasz się do mnie, zrozumiano? 
– Tak jest. Wiesz, że Cię kocham?
– Ja Ciebie też. Do zobaczenia! – przytulił mnie ostatni raz i wyszedł. 
Zostałam sama. Byłam trochę zła na siebie, że tak mocno zareagowałam na tą informację. Spojrzałam w lustro i z ulgą stwierdziłam, że twarz nabrała swojego dawnego koloru, oczy nie były podpuchnięte od płaczu a na ustach błąkał się uśmiech.
Meadowes jesteś twarda.
Poczułam jak burczy mi w brzuchu. Prawie cały dzień nic nie jadłam. Spojrzałam na zegarek i zauważyłam, że niedługo będzie kolacja. Westchnęłam z ulgą i wyszłam z pokoju z zamiarem znalezienia przyjaciółek i udania się z nimi na posiłek. Zeszłam na dół i dostrzegłam, że Pokój Wspólny jest prawie pełny, ale nigdzie nie widziałam dziewczyn. Ani Huncwotów.
– Hej, Frank! – Podeszłam do kolegi. – Widziałeś może gdzieś Mary i Marlenę?
– Wydaje mi się, że możesz znaleźć ich u Huncwotów w dormitorium - uśmiechnął się szczerze - Tak w ogóle nie zdąrzyłem Ci pogratulować. Witaj z naszej drużynie Dorcas.
Frank Longbottom to jeden z najżyczliwszych facetów pod słońcem. Wiecznie uśmiechnięty, opanowany, a przy tym szalenie inteligentny. Szczęśliwy narzeczony Alicji Brown.
– Dzięki. Mam nadzieję, że nie przyniosę wam pecha. – Odwzajemniłam uśmiech i pożegnałam się wracając na górę.
Uświadomiłam sobie, że nigdy nie byłam w huncwockim dormitorium, a tak jak wszyscy doskonale wiedziałam gdzie się znajduję. Zaśmiałam się do siebie. Mary spędzając dziś tyle godzin z Remusem na pewno jest czerwona jak burak. Moja kochana blondyneczka. Wspięłam się po schodach i odnalazłam drzwi chłopaków. Zapukałam i zamarłam w oczekiwaniu. Drzwi otworzyły się a w progach pojawił się nikt inny jak Marlena McKinnon.
– No nareszcie jesteś! Nie ma co Dori, z Tobą nigdy nie da się nudzić – mruknęła i przytuliła mnie z całej siły.
– Do usług blondi. A teraz ładnie się pożegnaj, bo nie wiem czy jeszcze pamiętasz jaki uroczy wieczór mi dziś obiecałaś. – Zaśmiałam się szczerze oparta o framugę drzwi i puknęłam ją w czoło.
– Tylko mnie blondi – warknęła – i uwierz mi skarbie, nie musisz mi o niczym przypominać. Chyba, że zapomnę czegoś w trakcie.. – Jej perlisty śmiech zanosił się po sypialni.
– Kochanie czy Ty zamierasz dziś pić alkohol? – zapytał Angus unosząc brwi do góry.
– Nie interesuj się tym tak bardzo! To babski wieczór. Poza tym skoro Ty pijesz ja też mogę – zaakcentowała Lena i puściła oko do Mary, która siedziała obok Remusa, który jako jedyny popijał piwo.
Policzki miała zaróżowiałe, kiedy skrycie się do niego uśmiechała, a on nie był na to obojętny. Rozmawiali ze sobą przyciszonymi głosami. Duma zapierała mi dech w piersiach.
Moja kochana blondyneczka. 
– Powinnyście zostać tutaj i się z nami napić.
Syriusz Black z tym swoim szelmowskim uśmiechem wyglądał jak milion dolarów. Był tak podniecający, że przez chwilę zapomniałam o bożym świecie. Był odskocznią, której tak potrzebowałam..
Nie dzisiaj Dorcas.
Przyłożył szklankę do ust i wpił łyk trunku nie spuszczając ze mnie wzroku.
– Ma rację. Zostańcie. Spędzimy razem trochę czasu - zaaprobował James i wzniósł szklankę do góry - Wasze zdrowie moje drogie Panie!
– Może później wpadniemy. – Mrugnęłam do nich porozumiewawczo. – Do zobaczenia.
Jeszcze raz spojrzałam w hipnotyzujące oczy Blacka i puściłam mu oko. Odwróciłam się na pięcie i razem z przyjaciółkami wyszłyśmy z pokoju chłopaków i skierowałyśmy się na kolację. 
Po kolejnej butelce Ognistej straciłam już rachubę tego ile wypiłyśmy. Wesołe tańczyłyśmy, śpiewałyśmy i rozmawiałyśmy. Opowiedziałam im całą historię o Clydzie. Ulżyło mi, nie lubię mieć przed nimi żadnych tajemnic. Ciężko zareagowały na moją opowieść, ale stwierdziły, że dopóki jesteśmy razem to nikt nie jest w stanie nas złamać. Przy okazji przyznałam się też do moich uniesień miłosnych z Syriuszem.
– Dorcas to wspaniale! – krzyknęła Marlena i kontynuowała – Bylibyście idealną parą! Powaga! Poza tym widzę jak na siebie patrzycie. Dziwne, że nie lecą iskry. – Zachichotała i wzięła Mary pod pachę.
– Lena! Zaraz się przewrócę!
Moja mała blondyneczka pijana była jeszcze bardziej słodka niż zazwyczaj. Do tego stopnia, że rozmawiała z nami o Remusie bez żadnego wstydu. To był chyba po prostu nasz dzień zwierzeń.
– Lilka jak się czujesz? – zapytałam patrząc na moją najlepszą przyjaciółkę.
Mój śmiech rozniósł się po całym pokoju.
Lily wróciła zaraz po naszej kolacji do dormitorium. Naśmiewałyśmy się z kochanej naszej Pani Prefekt i wypytałyśmy o spotkanie w Klubie Ślimaka. 
– Powiedział, że jestem najpiękniejszą rudą wiewióreczką jaką spotkał w swoim życiu, czaicie? Wiewióreczką. Myślałam, że spale się ze wstydu. Nawet Potter nigdy czegoś takiego by nie powiedział.
Płakałam. Och Ruda. Moje życie byłoby bez Ciebie takie nudne i szare.
– Moje Panie pora złożyć wizytę naszym kochanym mężczyzną! – McKinnon wstała i wygładziła bluzkę - Butelki w dłoń i marsz za mną! 
To będzie ciekawy wieczór.

No i mamy kolejny rozdział. Dziękuję wszystkim komentującym za słowa otuchy, a także za zwrócenie uwagi, staram się, żeby było jak najlepiej. Postanowiłam, że z gifów nie zrezygnuję, ponieważ od samego początku taki był mój zamysł, żeby stworzyć coś innego, nie jestem ekspertem w pisaniu, ani nie uważam się za wielkiego znawcę. Piszę to typowo jako hobby i nie ukrywam, że pisanie tekstu sprawia mi po prostu frajdę i nie do końca zważam na to czy jest wiele błędów i niedomówień, ponieważ jest to typowo lekkie pisanie i jeden z wielu pomysłów, który narodził się w mojej głowie. Cieszę się, że wielu osobą podoba się ta historia i mam ogromną nadzieję, że zostaniecie tutaj na dłużej. Pozdrawiam! :* 

13 komentarzy:

  1. Wreszcie jestem w miarę o czasie. Rozdział bardzo mi się podobał. Ale może po kolei. Po pierwsze: zazdrosny Łapa. To było piękne. Dobrze, że wie, iż James nigdy nie odbiłby mu dziewczyny, ale tak czy siak jego zazdrość jest słodka. Po drugie: ten pocałunek. Gdyby Lily nie weszła do tej szatni zapewne na pocałunku by się nie skończyło. Podoba mi się sposób w jaki opisujesz Dor (być może się powtarzam, ale w każdym rozdziale ujawniasz kolejne jej cechy, którymi jestem zachwycona). Pokazałaś, że nie jest uległą i bierną dziewczynką, ale również potrafi dominować i zrobić to co jej się podoba. Świetnie! Dalej... Sprawa jej rodziny. Podobała mi się pod dwoma aspektami: szkoda mi Dor bo widać, że bardzo to przeżywa, ale to ukazuje, że jest silna i potrafi dać sobie radę a nie się mazgai, druga rzecz która mi się tu spodobała to to, że są do siebie z Syriuszem tak podobni, oboje z rodziny, która katowała ich za to jacy są. Czuję, że to ich wzmocni. Jestem tym zachwycona. Kolejna sprawa: ta impreza zapowiada się całkiem ciekawie. Dziewczyny czasem potrzebują takiego wieczoru zwierzeń. Mam nadzieję, że opiszesz również to co się będzie działo u Huncwotów.
    Pozdrawiam i czekam na next.
    Dorcas
    PS. Zapraszam do mnie na rozdział 19 http://odzyskac-wlasne-zycie.blogspot.com/2016/12/rozdzia-19-to-nie-jest-moj-brat.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej opiszę! Imprezy zawsze są ciekawe i dużo się na nich dzieje! Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  2. Tak jak koleżanka wyżej też mam nadzieję, że opiszesz imprezę u Huncwotów, bo to może być ciekawe, tym bardziej, że Huncwoci sami w sobie są niesamowici, tak samo ogromną sympatią pałam do Dorcas jak i oczywiście rudej wiewióreczki Lily! Pozdrawiam i czekam na kolejny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie się działo! Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Tak w ogóle wpadłam jeszcze na chwilę coś zobaczyć i jak zobaczyłam ten szablon.. JEST IDEALNY! Bardzo mi się podoba :)

      Usuń
    3. Też uważam, że jest o niebo lepszy! :D

      Usuń
  3. O MERLINIE, W KOŃCU! W KOŃCU JĄ POCAŁOWAŁ!
    Kiedy Lily im przerwała, miałam ochotę ją rozszarpać. To się nazywa wyczucie czasu, Evans, naprawdę.
    To chyba mój - jak do tej pory - ulubiony rozdział. Tak jak poprzedniczki, mam nadzieję, że impreza u Huncwotów zostanie opisana - z pewnością będzie ciekawie ;)
    Pozdrawiam i życzę dużo weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nareeeeszcie pierwszy pocałunek! Potem pójdzie jak z płatka :D A Lily często jest w nieodpowiednim miejscu i czasie.. Pozdrawiam!

      Usuń
    2. O mamo, jaki cudowny szablon!

      Usuń
  4. Wreszcie,jak zwykle spóźniona,ale gotowa do komentowania, wkracza Lilith.
    Już wiem co miałaś na myśli, pisząc, że nie wszystko będzie takie kolorowe i bardzo mi się to podoba ;). Mam nadzieję, że bardzo dobrze poprowadzisz wątek Clyda (proszę, nie zawiedź mnie, uwielbiam takie historie). Świetnie,że wreszcie ją pocałował. Nie przepadam za długimi podchodami, ale teraz wszystko powinno pójść szybciej...
    To chyba wszystko... mam taka nadzieję (chyba zaczyna mnie dopadać demencja starcza).
    Pozdrawiam,
    Lilith
    PS Jeśli chodzi o coś nowego u mnie, to nastąpiła tak zwana złośliwość rzeczy martwych i nie miałam na czym pisać, ale już zabieram się za nadrabianie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątek Clyde'a mogę obiecać, że będzie i będzie ciekawy! Trzeba trochę będzie na to poczekać, ale myślę że warto! Dziękuję ślicznie za komentarz i pozdrawiam! :)

      Usuń
  5. WOW, super z rozdziału na rozdział jest coraz lepiej! fajna impreza.Prędziutko lecę to do kolejnego rozdziału ;) super, na prawdę super. Nic dodać nic ująć po prostu mega

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam zazdrosnego Syriusza ;) Mmm.. scena między Dor a Łapą palce lizać ;p Clyde... oj! Coś czuję kłopoty, ale Syriusz i Will na pewno ją ochronia!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń