Istniejemy póki ktoś o nas pamięta - Meadowes and Black

11 grudnia 2016

Rozdział 3 "Zadurzenie"


Syriusz

Odwróciłem się, by choć jeszcze na chwilę zobaczyć jej oczy. Wiedziałem, że będzie na mnie patrzeć.
Jak ona cholernie mnie podnieca! 
Jej upór. Jej uśmiech. Jej oczy. 
Widząc ją mam ochotę przygwoździć ją do ściany i zdjąć z niej wszystkie ubrania. Chcę, żeby w spazmach rozkoszy wołała moje imię. Żeby powiedziała, że jestem dla niej ważny. Tak jak ona dla mnie.
Stop.
Nie potrafię myśleć trzeźwo kiedy jestem obok niej. Przyciąga mnie do siebie jakby magnetyczną siłą. Jak ona to robi?
– Nie przejmuj się Łapko, nie zabiorę Ci Twojej dziewczyny – mruknął ironicznie James.
Pieprzony idiota. Tylko by spróbował się do niej zbliżyć.
– Ona nie jest moją dziewczyną – warknąłem odwracając się w jego stronę. 
Patrzył na mnie tym kpiarskim uśmiechem. Nie wierzył mi. Chyba ja sam sobie już nie wierzyłem, że ta dziewczyna nic dla mnie nie znaczy.
Zmieniła mnie.
– Wygląda na fajną dziewczynę, Syriuszu. 
Nie. Skoro nawet Remus się odezwał to oznacza, że musi być ze mną naprawdę kiepsko.
– Luniaczku powiedz mi, coś Ty taki nieśmiały się zrobił przy Macdonald?
Trafiłem w czuły punkt. Wiedziałem, że się zmiesza i przez to nie będzie kontynuował rozmowy na mój temat.
– Odczep się od niego Łapa. Rozmawiamy teraz o Tobie, nie o nim.
– Evans powiedziała Ci jedno miłe słowo, więc masz zamiar robić mi za swatkę? Dzięki, ale nie potrzebna mi jest Twoja pomoc.
– Arogancki dupek. 
– Coś w tym jest - mruknąłem szczerze, po czym razem z przyjaciółmi popatrzeliśmy się na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem.
Co ja bym bez nich począł?
W Wielkiej Sali znaleźliśmy Petera. Potter miał rację. Cholernie dziwnie się zachowywał i nie spędza z nami czasu.
– Glizdek. Co się z Tobą dzieje? – zapytałem siadając obok niego.
– Nic się nie dzieje. A co ma się dziać?
– Ty nam to powiedz – powiedział James i usiadł z drugiej strony Pettigrew.
– Przecież wiesz, że zawsze możesz z nami porozmawiać, Peter. – Lunatyk uśmiechnął się i spojrzał na kolegę. 
– Wiem. Wszystko w porządku chłopaki. Wymyśliliście jakiś numer na powitanie roku szkolnego?
Zachowywał się inaczej. Wycofany, mało rozmowny, przygnębiony. Coś trawiło go od środka. Coraz bardziej się od nas oddalał.
– Jak najbardziej Glizdogonie. Jednak musisz wstrzymać się do obiadu. – Okularnik uśmiechnął się do mnie porozumiewawczo, a ja nie zostałem mu dłużny.
Siedziałem z Huncwotami i Angusem w Wielkiej Sali i śmieliśmy się do rozpuku. Kawał wyszedł nam obłędnie. Argus Filch chciał pozabijać mnie i Jamesa. Szlaban od szanownej profesor McGonagall też nas oczywiście nie ominął, ale było warto..
– Gryffindor traci przez was 30 punktów. Myślałam, że zmądrzejecie przez wakacje, ale widzę jeszcze długa droga przed wami. Dziś wieczorem proszę być pod moim gabinetem..
– Pani profesor, dziś nie mogę przyjść, bo widzi Pani, mam inny szlaban, oczywiście niesprawiedliwie dostany..
– Inny szlaban?!
– Niech mu Pani lepiej poda dokładny termin, bo jeszcze nie zdąrzy zapisać w kalendarzyku...
– Potter, Black! Kolejne minus 30 punktów dla Gryffinforu! Jutro widzę was u mnie o dziewiętnastej. Ostrzegam, ani minuty spóźnienia. A teraz wracajcie na swoje lekcję! Już!
Nagle przy stole, gdzie siedzieliśmy niespodziewanie zjawiła się Marlena. 
– Witaj kochanie.
– Ruszcie się, bo spóźnimy się na Eliksiry! Raz dwa!
– Cóż za władcza kobieta.. – mruknąłem i posłusznie wstałem razem z resztą przyjaciół. 
Pod klasą czekali już wszyscy, prócz mojej brązowowłosej piękności. Gdzie ona się podziewała? Widzę Lily, która stoi razem z Mary, ale jej przy nich nie ma. Spoglądam po wszystkich. Widzę Smarka i moje kochane kuzyneczki. Nie mogło się jej coś stać. 
A jeśli stało?
Opanuj się. To dorosła kobieta. W dodatku zna się na czarach. Zna się. Oczarowała. Mnie.
Profesor Slughorn powitał nas i gestem zaprosił do sali. Widziałem jak rudowłosa rozgląda się w poszukiwaniu swojej kompanki. Weszliśmy do klasy i usiedliśmy na miejscach, a jej nadal nie było.
– Dziś moi kochani uczniowie zajmiemy się przygotowaniem samego Veritaserum, ale ostrzegam, jest to bardzo zaawansowany przepis. Czy ktoś może mi powiedzieć czym jest ten eliksir? Może Panna Evans? 
Ruda była zdezorientowana. Jej ręka nie wystrzeliła w górę jak to miała w zwyczaju.
Martwiła się.
– Ach tak panie profesorze.. Veritaserum to potężny Eliksir Prawdy. Po jego wypiciu, człowiek odpowiada na wszystkie zadane mu pytania całkowicie szczerze i wyczerpująco.
– Znakomicie panno Evans! 10 punktów dla Gryffindoru! A więc Eliksir Prawdy jest ważony...
– Gdzie Dorcas? – mruknął do mnie Rogacz zaniepokojony. Po porannych ekscesach wcale nie jestem zdziwiony jego zachowaniem. Sam zaczynam panikować.
– Nie widziałem jej – szepnąłem na tyle głośno, że usłyszał nas Remus. Spojrzał porozumiewawczo, uspokoił nas gestem ręki i chciał coś powiedzieć kiedy do klasy wpadła zdyszana Meadowes.
– Przepraszam za spóźnienie..
– Panno Meadowes! Żeby to w pierwszy dzień zajęć spóźniać się na lekcję? Tym razem nie odejmę Gryffinforowi punktów, lecz oczekuje pani jutro pod moim gabinetem punktualnie o godzinie 19. A teraz proszę na swoje miejsce. No więc tak jak mówiłem, Eliksir Prawdy..
Meadowes z całych sił próbowała się nie roześmiać. Dwa szlabany w dwie godziny. Nawet mi i Jamesowi rzadko się to udawało. Usiadła posłusznie na swoje miejsce obok Evans, która już zaczęła do niej gorączkowo szeptać, zapewne pytając o jej spóźnienie. Ja też byłem ciekawy powodu.
Bardzo ciekawy.
Po dwugodzinnych zajęciach razem z Huncwotami spakowałem się i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Chciałem zaczepić Meadows, ale panna katarynka uprzedziła mnie.
– W co Ty się znów wpakowałaś? 
– Irytek.
– Co Irytek?
– Irytek mnie zatrzymał. Cała historia. Przestańcie robić aferę na cały korytarz. Wszyscy się na nas gapią - syknęła wściekła Dorcas i ruszyła przed siebie zostawiając swoje przyjaciółki.
– Ulżyło mi. Dor, zaczekaj! – Pobiegła za swoją przyjaciółką razem z Lily i Mary.
To tylko Irytek. Tylko Irytek. 
Chryste.
Jak ja się przeraziłem, że naprawdę mogło jej się coś stać. Muszę z nią porozmawiać.

Dorcas

Siedziałam w Pokoju Wspólnym Gryfonów i zastanawiałam się nad swoją egzystencją. Co się ze mną dzieje? Stres przed naborem do drużyny czy irytacja na profesorów za niesłuszne szlabany? 
I Black.
Główny powód mojego rozproszenia.
– Dwa szlabany w jeden dzień. Składam ukłony, siostrzyczko.
William Meadowes był moim młodszym o dwa lata bratem. Zawsze mieliśmy ze sobą bardzo dobry kontakt. Wspieraliśmy się wzajemnie i pomagaliśmy w trudnych chwilach. Meadowes zawsze trzymają się razem i walczą o swoje szczęście.
– Au! To bolało. Szkoda, że nie widział tego nikt z nauczycieli. Do trzech razy sztuka, co? 
Zabije go. Gnojek.
– Przestań szczekać, młody. – Nie cierpiał jak tak do niego mówiłam. Spojrzał na mnie wymownie, dał mi kuksańca w bok i wrócił do swoich znajomych i dziewczyny Emmeliny. Bardzo ją lubiłam. A w zasadzie pierwsza jego dziewczyna, którą polubiłam. Nie tylko ja w naszej rodzinie mam problemy ze związkami.
Wszyscy dziś o mnie mówili. Rzadko zdarzało się, że ktoś w jednym dniu dostał tyle samo szlabanów co dwójka Huncwotów. 
Wiedziałam, że ten rok będzie inny. Czułam to w kościach.
– Lil gdzieś Ty była? – zapytałam przyjaciółkę, która właśnie wparowała do Pokoju Wspólnego.
– Rozmawiałam z profesorem Slughornem. W sobotę będzie powitalne spotkanie w Klubie Ślimaka. Poza tym chciałam go jakoś udobruchać, żebyś nie miała tego szlabanu..
– W porządku Lil. Dam sobie radę, nie musisz się o mnie tak martwić. Duża ze mnie dziewczynka - puściłam jej oko i zaczęłam się zbierać. – Lecę. Do zobaczenia na kolacji, sisi.  – Wysłałam jej całusa w powietrzu zanim zdąrzyła coś powiedzieć i powędrowałam do gabinetu profesora Flitwicka.
Korytarze były prawie opustoszałe, kiedy w jeden skręcałam, wpadłam na kogoś z głośny hukiem. I to nie na byle kogo.
– Przepraszam, ja.. Syriusz.
– Dorcas. 
Złapał mnie za rękę i przysunął do siebie. Napięcie jakie było między nami było wprost namacalne. Jego dotyk palił moją skórę.
– Piękna, spróbuj się już dziś nie wpakować w kłopoty - mruknął i odszedł w swoją stronę.
Znów.
Znów zostawił mnie osłupiałą. Rozgrywamy między sobą jakąś chorą grę, której nie potrafię przerwać. Nie chcę przerwać.
Pojawiłam się przed gabinetem parę minut przed czasem, a za chwilę zauważyłam Jamesa, który szedł w moją stronę mierzwiąc sobie włosy i uśmiechał się. Jak Lily tego nienawidziła.. 
Moim zdaniem było to dość słodkie. 
– Hej Dor.
– James. Cześć.
Odpowiedziałam szybko, bo w głowie ciągle buzowała mi krew wywołana przez jego najlepszego przyjaciela. Moje policzki nadal nie odzyskały normalnego koloru. Czułam na sobie jego wzrok, ale na szczęście o nic mnie nie pytał. 
Domyślał się. 
Nie. On wiedział.
– Witajcie. Zapraszam do środka – zaczął profesor Flitwick, a James wskazał gestem ręki, żebym poszła przodem. Dżentelmen.
– A więc chciałbym, żebyście dziś posprzątali całą naszą klasę. Sami. Bez pomocy magii. Mam nadzieję, że to was utemperuje chociaż na jakiś czas. Szczególnie pana, panie Potter – profesor zwrócił się w stronę Rogacza i pogroził mu palcem. – Zabierajcie się do pracy. Ach. Poproszę wasze różdżki. – Wyciągnął rękę na co my posłusznie spełniliśmy jego prośbę, wzięliśmy klucz i poszliśmy do sali. 
W środku czekała już na nas miotła, mop i ścierka do kurzy.
– Czasem mam wrażenie, że traktuję mnie w tej szkole gorzej niż skrzata domowego.. – mruknął James i wykrzywił usta w uśmiechu.
– Skrzaty domowe mogą chociaż używać magii – odparowałam i spojrzałam na niego wymownie. 
– Rzeczywiście. Mogą – zaśmiał się i kontynuował – No więc, moja droga, co masz ochotę robić na naszym dzisiejszym spotkaniu? – Okularnik wskazał na narzędzia do sprzątania – Myć podłogę? Zamiatać? A może wycierać kurze? Te zajęcia są tak pasjonujące, że na pewno nie będziemy się razem nudzić. 
James Potter był zabawny. Wesoły, przyjacielski i inteligentny. Nigdy nie spędzałam z nim czasu sam na sam. 
Żałuję. Naprawdę.
– Bardzo dziękuje, że dałeś mi wybór dzisiejszej pracy, myślę że skoro nasze spotkanie ma być tak pasjonujące, powinnam wziąć się czym prędzej za miotłę, lecz nie po by odlecieć, lecz przelecieć. Podłogę oczywiście. 
James Potter zaśmiewał się wniebogłosy. A ja razem z nim. Przecież też byłam zabawna. 
Zabawna, wesoła, przyjacielska i inteligentna.
Sprzątając dużo rozmawialiśmy. Rogacz wypytywał mnie o rożne sprawy związane z moim życiem jak i Lily, a ja nie pozostawałam mu dłużna. 
– Chyba już wiem, dlaczego Syriusz tak bardzo Cię lubi.
Chyba już wiem, dlaczego Syriusz tak bardzo Cię lubi.
Dlaczego Syriusz tak bardzo Cię lubi.
Bardzo Cię lubi.
Nie odzywałam się. Poczułam jak moje policzki zmieniają barwę. Potter wkraczał na śliski grunt. Naprawdę śliski grunt.
– Nie rozumiem o co Ci chodzi – bąknęłam w końcu i wróciłam do zamiatania podłogi.
– A ja myślę, że doskonale rozumiesz, ale nie martw się ta rozmowa zostaje między nami. Nie musisz mi nic mówić, nie nalegam. – Uśmiechnął się przepraszająco i zaczął temat z całkowicie innej beczki. – Dor co sądzisz o Remusie i Mary?
– O Remusie i Mary? – O mamo, gdyby moja przyjaciółka usłyszała jej imię wymienione z imieniem Remusa Lupina pewnie by zemdlała.
– Nie udawaj głupiej. A przynajmniej nie bądź tak głupia jak ta dwójka - spoważniał i spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem. – Mamy się bawić w swatkę czy nie?
– Wiesz James, wydaje mi się, że...
- Dori prosta odpowiedź. Tak czy nie?
– No można byłoby spróbować – wykrzesałam w końcu i uśmiechnęłam się lekko na co okularnik odpowiedział mi tym samym.
Po skończonej karze przyszedł profesor Flitwick oddać nam różdżki, widać było po nim, że jest zadowolony z naszej pracy. Wróciliśmy do Pokoju Wspólnego, ale nie zastaliśmy nikogo, ponieważ wszyscy byli na kolacji. Umówiliśmy się, że weźmiemy szybki prysznic, przebierzemy się i pójdziemy razem na ucztę.
Dziwne.
Szłam obok Jamesa Pottera i rozmawiałam z nim tak jakbyśmy znali się od zawsze. Poznałam jego drugą stronę. Tą w której naprawdę można się zakochać. Tą którą Lily za żadne skarby nie chce poznać.  Weszliśmy do Sali Głównej i zwróciliśmy uwagę paru uczniów, a w szczególności dziewczyn, które gromiły mnie wzrokiem. Nie przejmowałam się tym. Umiem sobie radzić. Doszliśmy do skrawka stołu gdzie siedziały moje przyjaciółki.
– Hej naprawdę świetnie się z Tobą bawiłem Dor. Chyba wymienię towarzystwo Syriusza na Twoje - mrugnął do mnie i wyciągnął rękę. – Trzymaj się. Mam nadzieję, że również dostarczyłem Ci fajnej rozrywki w to urocze popołudnie!
– Też świetnie się bawiłam. Może nawet wspomnę o tym Lily – dodałam przyciszonym głosem, uśmiechnęłam się i też wyciągnęłam rękę. – Do zobaczenia! 
James poszukał w tłumie swoich kumpli i dosiadł się zadowolony. Od razu zaczął wymachiwać rękoma i gadać jak najęty.
Napotkałam JEGO wzrok. 
Zaciekawiony. Oskarżycielski. 
Zazdrosny.
Kochani przede wszystkim chciałam naprawdę podziękować za wiele miłych komentarzy, które od Was dostaję, jest mi niezmiernie miło i cieszę się, że ta historia trafia w wasze gusta, ponieważ wiem, że jeszcze długa droga przede mną, ale ogrom wsparcia i zachęcających słów, które od Was dostaję jest po prostu mistrzostwem i jeszcze raz BARDZO dziękuję <3 Jak narazie rozdziały pojawiają się co pięć dni i myślę, że tak też będzie, przynajmniej na tą chwilę. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do komentowania! :) 

16 komentarzy:

  1. Pierwsza!
    To słodkie, jak Syriusz troszczy się o Dorcas. A na dodatek jest zazdrosny o Jamesa! :D Rozdział bardzo mi się podobał i tradycyjnie czekam z niecierpliwością na kolejny. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i również pozdrawiam! :*

      Usuń
  2. Oby Lily w końcu zobaczyła, że James to naprawdę fajny facet! No i mam nadzieję, że jeszcze chwila a sytuacja między Dorcas a Syriuszem się rozwinie na całego! Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze chwila, jeszcze chwila i tak właśnie będzie :D

      Usuń
  3. Mnie te gify trochę rozpraszają, ale wybór jest fajny. Amy Pond zawsze pasowała mi do Lily :3 Nie przepadam za fanfikami o Dorcas, bo kanonicznie to się trochę kupy nie trzyma, ona była starsza od Huncwotów. Ale co kto lubi. Na pewno lubię Lily i Jamesa, będę im kibicować.
    Zapis dialogów do poprawy :) Polecam ten poradnik http://artefakty.pl/jak-poprawnie-zapisywac-dialogi-w-opowiadaniu.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za zwrócenie uwagi, postaram się to zmienić, również pozdrawiam! :)

      Usuń
  4. Witam serdecznie.
    pomysł jest ciekawy jak i wykonanie.
    Trochę przejawia się błędów ale nie jest ich zbyt dużo. Głównie masz podobny problem co u mnie ale myślę, że da się go zwalczyć.
    Z tymi gifami również się zgadzam. Też jestem fanką TVD podobnie jak Pottera, ale niezbyt pasują i przeszkadzają w trakcie czytania. Ostatecznie to tekst jest najważniejszy. Zwłaszcza jeśli tyczy on Hucwonów których uwielbiam.
    życzę weny i pozdrawiam.

    www.pokochac-lotra.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, dziękuję, postaram się zmienić co się da, pozdrawiam! :)

      Usuń
  5. Znów mam lekkie opóźnienie, ale jestem. Rozdział genialny, jak zawsze zresztą. Ach ten James... potrafi nawet ze szlabanu zrobić dobrą zabawę. Myślę, że prędzej czy później oni zostaną najlepszymi przyjaciółmi. Łapka taki opiekuńczy i zazdrosny. To urocze. Podoba mi się to jak opisujesz ich relacje. Oboje mają namieszane w głowach i nie wiedzą co z tym zrobić. Dor jest świetną postacią. Nie jest perfekcjonistką tak jak Lily, ale jednocześnie nie jest pustą lalunią. Ogółem - jest świetnie.
    Pozdrawiam i czekam na nowy rozdział (tym razem postaram się pojawić tu szybciej)
    ~Dor

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję baaaardzo za miłe słowa :* i masz wiele racji - w głowach rzeczywiście mają bardzo namieszanie i pozostaje pytanie czy coś da się z tym zrobić :D

      Usuń
  6. A moim zdaniem właśnie te gify nadają fajnego charakteru całemu opowiadaniu i mam nadzieję, że z nich nie zrezygnujesz. Cała hisotria bardzo ciekawi mnie i podoba mi się opisanie relacji między Syriuszem a Dorcas. Czytając mam ochotę na więcej więcej. Życzę weny i nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, pozdrawiam cieplutko:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie dziękuję, a na rozdział zapraszam już jutro! :*

      Usuń
  7. Szlaban Dorcas i Jamesa przyćmił wszystko inne w tym rozdziale, ale nie martw się, lubię takie...spotkania?
    Rozdział naprawdę fajny (poprawił humor biednej, schorowanej Lilith). Dopatrzyłam się kilku błędów, ale poza tym wszystko było super.
    Idę czytać kolejny ;)
    Pozdrawiam,
    Lilith

    OdpowiedzUsuń
  8. Podoba mi się relacja Jamesa i Dorcas. zobaczymy co dalej z tego wyniknie :) Twój blog jest świetny, przyjemnie i szybko się go czyta.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak, Syriusz jest zazdrosny! No proszę kto by się spodziewał, że z Jamesa taki fajny gość? Ciekawe jak zareagują Remus i Mary na to swatanie. Oni pewnie sami nic by nie zrobili, więc pomoc przyjaciół jest tu jak najbardziej potrzebna ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Cześć! :D
    Z każdym rozdziałem jest coraz ciekawiej. ^^ I każdy kolejny coraz bardziej mi się podoba. xD
    Powiem szczerze, że nawet nie zauważyłam, gdy się skończył; mega fajnie się czytało. :D
    Dawno nie czytałam czegoś tak bardzo lekkiego jak twoje opowiadanie. ;)
    Syriusz zazdrosny, hihi. ;D Dobrze, szybciej zrozumie, że mu na niej bardzo zależy. ;)
    Przyjemne były dialogi pomiędzy Jamesem a Dorcas. :) Fajnie, że się rozumieją. Teraz tylko musi jeszcze pokazać tę swoją przyjacielską stronę pannie Evans. :>
    To chyba tyle. :)
    Pozdrawiam i weny życzę! :*

    OdpowiedzUsuń