Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucjusz Malfoy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucjusz Malfoy. Pokaż wszystkie posty

2019/07/01

Rozdział 60 „Istniejemy póki ktoś o nas pamięta”

8 komentarzy:
Hope
[w tym fragmencie znajduje się wiele dialogów i opisów z książki Harry Potter i Zakon Feniksa – zmodfikowanych na potrzebny opowiadania]

–– Witamy w Ministerstwie Magii. Proszę podać nazwisko i powód wizyty.
–– Harry Potter, Ron Weasley, Hermiona Granger –– odpowiedział Harry bardzo szybko. –– Ginny Weasley, Neville Longbottom, Luna Lovegood, Hope… –– zatrzymał się na chwilę.
–– Meadowes-Black –– dodałam pewnie, a chłopak kiwnął głową.
–– Jesteśmy tu, żeby kogoś uratować, chyba że wasze Ministerstwo zrobi to pierwsze!
–– Dziękuję –– odparł chłodny damski głos. –– Gości prosimy o wzięcie plakietek i umieszczenie ich z przodu swojej szaty.
Siedem tabliczek wysunęło się z metalowej rynienki, którą zwykle wylatują niewykorzystane monety. Hermiona zebrała je i bez słowa podała mi oraz Harry'emu ponad głową Ginny. Spojrzałam na pierwszą z nich, Hope Meadowes-Black, Misja Ratunkowa.
–– Goście Ministerstwa są zobowiązani poddać się przeszukaniu i oddać swoje różdżki do rejestracji przy biurku ochrony, które znajduje się na przeciwległym końcu atrium.
–– Świetnie! –– powiedział głośno Harry, który trzymał się kurczowo za bliznę. Musiała znów dawać mu się we znaki. –– Czy możemy wreszcie ruszyć?
Podłoga budki zadygotała i chodnik pojechał w górę za jej szybami. Żerujące Śmiercioślady znikały z pola widzenia. Ciemność zamknęła się nad naszymi głowami i z głuchym, skrzypiącym dźwiękiem spłynęliśmy na dół w głębiny Ministerstwa Magii.          
Promień miękkiego złocistego światła dotknął ich stóp i, rosnąc, oświetlił z wolna ich całych. Harry ugiął kolana i uchwycił różdżkę tak mocno, jak tylko zdołał w takim ścisku i przylgnął do szyby, aby sprawdzić, czy w atrium ktoś na nas czeka, ale zdawało się ono całkiem puste. Światło było słabsze niż za dnia, w kominkach po obu stronach nie płonął żaden ogień.
–– Ministerstwo Magii życzy przyjemnego wieczoru –– oznajmił damski głos.
Pół godziny później udało nam się odnaleźć to miejsce: wysokie jak katedra i wypełnione wyłącznie piętrzącymi się półkami, na których stały małe, zakurzone szklane kule. Połyskiwały mętnie w świetle sączącym się z lichtarzy, umieszczonych na półkach w pewnych odstępach. Podobnie jak te w okrągłej sali, świece płonęły niebieskim płomieniem. W pomieszczeniu było bardzo zimno. Harry ruszył naprzód i podążył jednym z mrocznych przejść między dwoma rzędami półek. Poszłam od razu za nim, rozglądając się naokoło. W pomieszczeniu panowała cisza.
–– Mówiłeś, że to był rząd dziewięćdziesiąty siódmy –– wyszeptała Hermiona do Harry’ego.
–– Tak –– odszepnął Harry, spoglądając w górę na koniec najbliższego rzędu. Poniżej pęku płonących niebiesko świec, w świetle rzucanym przez nie lśniła srebrna liczba pięćdziesiąt trzy.
–– Myślę, że powinniśmy iść w prawo –– wyszeptała Hermiona, zezując w stronę następnego rzędu. –– Tak... tu jest pięćdziesiąt cztery...
–– Trzymajcie różdżki w pogotowiu –– powiedział cicho Harry, a my kiwnęliśmy głowami. Wypatrywałam mojego tatę, jednak niczego nie mogłam dostrzec.
–– Jest dokładnie na końcu –– powiedział Harry, któremu trochę zaschło w ustach. –– Stąd nie widać dokładnie. –– I poprowadził nas między wznoszącymi się rzędami szklanych kul. Niektóre błyskały delikatnie, kiedy przechodzili.
–– Powinien być blisko –– wyszeptałam, przekonana, że każdy następny krok ukaże mi  sylwetkę Syriusza na tle ciemnej posadzki. –– Gdzieś tu... naprawdę blisko...
–– Harry... –– odezwała się Hermiona nieśmiało, ale chłopak nie chciał jej odpowiedzieć.
–– Gdzieś zaraz... tutaj... –– dopowiedział. Dotarliśmy do końca rzędu i wkroczyliśmy w mętne światło świec. Nikogo tam nie było. Tylko dzwoniąca, zakurzona cisza dookoła. –– Może być... –– wyszeptał chrypliwie Harry, zaglądając w następną alejką. –– Albo może... –– w pośpiechu zajrzał w następną uliczkę.
–– Harry? –– odezwała się znowu Hermiona.
–– Co? –– prychnął.
–– Ja... ja myślę, że Syriusza tu nie ma.
–– Harry? –– zawołałam oddalając się od reszty. Ulżyło mi, że nie ma tutaj mojego taty. Prawdę mówiąc byłam przeszczęśliwa, że okazało się, że to fałszywy alarm. Miałam nadzieję, że nie cieszę się za wcześnie.
–– Co?
–– Widziałeś to? ––zapytałam.
–– Co? –– spytał Harry, ale tym razem skwapliwie. –– No co? –– powtórzył Harry ponuro.
–– Pod... pod tą jest twoje imię –– powiedziałam i spojrzałam na chłopaka, który zmarszczył brwi. Harry przysunął się trochę bliżej. Wskazywałam na jedną z małych kul, która świeciła słabym wewnętrznym światłem, chociaż była bardzo zakurzona i wydawała się nietknięta od wielu lat.
–– Moje imię? –– powtórzył tępo Harry.
Podszedł do półki i wyciągał szyję, aby odczytać żółtawą etykietkę, przytwierdzoną do półki dokładnie pod zakurzoną szklaną kulą. Cienkim i kanciastym pismem wypisano na niej datę sprzed jakichś szesnastu lat, a poniżej:

S.P.T. do A.P.W.B.D.
Czarny Pan
i (?) Harry Potter

Harry zapatrzył się na nią.
–– Co to jest? –– dopytywał się Ron, najwyraźniej wystraszony. –– Co tu robi twoje imię? –– Przyjrzał się pozostałym etykietkom na najbliższych półkach. –– Mnie tu nie ma –– zauważył zakłopotany. –– Nikogo z pozostałych nas tu nie ma.
–– Harry, sądzę, że nie powinieneś tego ruszać –– powiedziała Hermiona ostro, gdy wyciągnął rękę.
–– Dlaczego? –– zaprotestował. –– To ma coś wspólnego ze mną, prawda?
–– Nie, Harry! –– odezwał się nagle Neville. Harry spojrzał na niego. Okrągła twarz Neville'a lśniła lekko od potu. Wyglądał, jakby już nie był w stanie znieść dalszej niepewności.
–– Pod nią jest moje imię –– powiedział Harry. Zacisnął palce na pokrytej pyłem powierzchni kuli. Oczekując, a nawet mając nadzieję, że stanie się coś dramatycznego, coś ekscytującego, co nada w końcu sens ich długiej i niebezpiecznej podróży, Harry podniósł szklaną kulę z jej półki i spojrzał w nią. Absolutnie nic się nie stało. Stłoczyliśmy się wokół Harry'ego, przyglądając się kuli, którą przecierał z pokrywającego ją kurzu.
I wtedy, tuż za nami, rozległ się cedzący słowa głos:
–– Bardzo dobrze, Potter. A teraz odwróć się, grzecznie i powoli daj mi to.

*

Wbiegliśmy przez drzwi i w jednej chwili zaczęliśmy spadać w dół. Za pomocą magii wylądowaliśmy gładko na nawierzchni i zaczęliśmy się rozglądać, by oszacować, gdzie się znajdujemy. Usłyszałam krzyk, a żołądek podszedł mi do gardła. Kątem oka spojrzałam na Syriusza, który również skupił na mnie wzrok. Widziałam tą miłość, która bije od niego na kilometr. Musiałam wyglądać podobnie, ponieważ Moody przerwał naszą wymianę spojrzeń i rozkazał się skupić. Pobiegliśmy przed siebie, nasłuchując odgłosów walki, gdy nagle dostrzegliśmy mnóstwo szkła na podłodze. Zmarszczyłam brwi, próbując zrozumieć co się stało, gdy nagle dostrzegłam ciało na posadzce. Przerażona, zdałam sobie sprawę, że jest to nie kto inny jak Hermiona Granger. Tonks podbiegła do niej w ekspresowym tempie i sprawdziła puls.
–– Żyje! –– krzyknęła, a ja odetchnęłam z ulgą. Kobieta chwilę później ocuciła Hermionę, która rozglądała się, przerażona.
–– Co z Harrym? Hope żyje? –– dopytywała, a ja słysząc te dwa pytania o mało nie dostałam zawału. Modliłam się w duchu, by nic im nie było. Kochałam ich i chciałam, żeby byli cali i zdrowi. Ze mną.
–– Nie mamy czasu –– warknął Moody i wskazał laską na drzwi, znajdujące się na końcu korytarza. Podbiegliśmy do nich i otworzyliśmy, a naszym oczom ukazał się kamienny łuk, a wokół niego zgromadzeni byli Śmierciożercy oraz dzieciaki. Ginny, blondwłosa dziewczyna i brązowowłosy chłopak, których nie znałam, oraz Hope byli przetrzymywani przez Śmierciożerców z różdżkami przy skroniach. Ron leżał nieruchomo z mózgiem, a macki zostawiały coraz więcej śladów na skórze. Za to na krtani Harry’ego znajdowała się mocno zaciskająca się dłoń Bellatrix Lestrange. Gdy to dostrzegłam, zagotowało się we mnie i nie myśląc długo, zaatakowaliśmy, a masa zaklęć przelatywała nam nad głowami. Biegłam przed siebie, by jak najszybciej znaleźć się przy Hope.  Nagle na mojej drodze pojawił się Rudolf Lestrange. Wyciągnęłam daleko różdżkę przed siebie i wpatrywałam się zajadle w czarnowłosego.
–– Żałuję, że mieliśmy dla siebie tak mało czasu –– powiedział i uśmiechnął się niczym szaleniec. Nie odpowiedziałam na jego zaczepkę, tylko zaczęłam rzucać zaklęcia, by móc się przez niego przebić do mojej córki. Nasza walka stawała się coraz bardziej brutalna.
–– Protego! –– Bariera wytworzyła się wokół mnie w tym samym momencie, gdy czarnowłosy rzucił na mnie niebezpieczne zaklęcie.
–– Nie baw się ze mną w kotka i myszkę –– warknął, a ja widziałam, że staje się coraz bardziej zdenerwowany. Kątem oka spojrzałam w swoją prawą stronę, niepotrzebnie, ponieważ zobaczyłam, jak Bellatrix pojedynkuje się z Tonks która nagle upadła. Przeraziłam się i chciałam do niej podbiec, jednak czarnowłosy nie pozwalał mi na to.

*

Kingsley stał tuż blisko mnie i pojedynkował się z dwoma Śmierciożercami. Straciłem z oczu Dorcas, co nie napawało mnie optymizmem. Gdy dostrzegłem, że magiczne oko Moody'ego wiruje po podłodze, a jego właściciel leży na boku krwawiąc z głowy, poczułem niepohamowaną wściekłość. Spojrzałem na Dołohowa, który był odpowiedzialny za stan Szalonookiego i kierował różdżką w stronę Harry’ego i Nevilla, staranowałem mężczyznę i z całej siły uderzyłem go w bok. Nie myśląc długo zacząłem ataktować Śmierciożercę, który nie pozostawał mi dłużny. Z naszych różdżek tryskały iskry, a zaklęcia stawały się coraz bardziej potężne. Nagle upadłem na kolano i skierowałem głowę ku mężczyźnie, który już we mnie mierzył.
–– Petrificus Totalus! –– krzyknął Harry i pojawił się tuż przede mną. Dołohow upadł z łoskotem, a chłopak podał mi dłoń, na której się wsparłem.
–– Nieźle –– pochwaliłem go i chwilę później oboje zniżyliśmy głowy, chroniąc się przed zaklęciami lecącymi w naszą stronę. –– A teraz bierz resztę i wynoście się stąd –– dodałem i nagle zielony promień światła świsnął mi koło głowy. Spojrzeliśmy przez salę i w połowie schodów zobaczyliśmy upadającą Tonks. Jej bezwładne ciało zwalało się w dół po kamiennych ławach, a triumfująca Bellatrix biegła z powrotem w kierunku bitwy. Odwróciłem się ponownie w stronę czarnowłosego. –– Bierz przepowiednię i uciekajcie! –– powtórzyłem i popędziłem ku Bellatrix, którą miałem nadzieję, że zetrę w pył.
–– Tato! –– Ujrzałem Hope jak biegnie w moją stronę i przytuliłem ją do siebie z całej siły. –– Myślałam… –– zaczęła, a głos ugrzązł jej w gardle.
–– Nic mi nie jest, skarbie. –– Uspokoiłem ją. –– Uciekajcie, proszę. Nie wybaczę sobie, jeśli coś ci się stanie.
–– Zrobię dla ciebie wszystko –– wyszeptała, a ja ponownie utuliłem ją do siebie.
–– A ja dla ciebie, kocham cię, Hope. A teraz zmiatajcie stąd.

*

–– Confringo! –– krzyknęłam i wycelowałam w kamień tuż obok Lestrange. Nastąpiła eksplozja, a Rudolfa odrzuciło do tyłu. Pobiegłam przed siebie, próbując w tłumie znaleźć Hope, jednak bezskutecznie. Zaczęłam się bać, że nigdzie jej nie ma.
–– Mamo! –– Usłyszałam nagle i odwróciłam się w stronę krzyku. Brązowowłosa krwawiła z ramienia, a Remus podtrzymywał ją tak, by mogła iść. W ciągu kilku sekund przybiegłam do nich i sprawdziłam ranę córki.
–– Dorcas, nie mamy teraz na to czasu –– powiedział do mnie Lupin, a ja zacisnęłam zęby, zdając sobie sprawę, że ma rację.
–– Nic mi nie będzie –– powiedziała dziewczyna. –– Znajdźmy resztę i zbierajmy się st… –– Hope nie dokończyła, ponieważ przy naszej trójce nastąpiła ogromna eksplozja. Upadłam na zimną posadzkę, a głową uderzyłam w wystający kamień. Mimowolnie złapałam się za głowę, czując sączącą się krew.
–– Nie tak szybko, Meadowes –– warknął Lestrange i wymierzył we mnie różdżką. –– Myślałaś, że tak łatwo się mnie pozbędziesz? Diffindo! –– Siła zaklęcia zostawiła krwawiące przecięcie na moim policzku. Lestrange bawił się mną. Próbowałam wstać, jednak kręcenie w głowie, spowodowane przez upadek, dawało mi się we znaki. Nagle tuż obok Rudolfa pojawił się Lupin i uderzył go z całej siły pięścią w głowę. Mężczyźnie różdżka wypadła z ręki, a Remus wykorzystał moment i obezwładnił Śmierciożercę. Odetchnęłam z ulgą i powoli wstałam, chcąc znaleźć Hope.
–– Drętwota! –– Usłyszałam krzyk i odwróciłam się nagle, widząc jak czerwony snop światła mknie w moją stronę. Nie miałam szans, by zdążyć przed nim uciec, gdy niespodziewanie przede mną pojawiła się Hope i zasłoniła mnie własnym ciałem. Moja córka upadła na ziemię, a ja razem z nią, trzymając ją w ramionach. Leżała nieruchomo, oszołomiona i straciła przytomność. Warknęłam zła i skierowałam swój wzrok do mężczyzny, który był za to odpowiedzialny. Rockwood uśmiechał się głupkowato i ponownie skierował różdżkę w moją stronę.
–– Protego! –– Odbiłam atak i walcząc sama ze sobą, ponownie rzuciłam się w wir walki. Pobiegłam bliżej i dopiero teraz dostrzegłam, że Syriusz pojedynkuje się z Bellatrix.
–– Przepowiednia, Potter, daj mi przepowiednię! –– warknął głos Lucjusza Malfoya, a ja odwróciłam się w stronę Harry’ego i blondwłosego, który wręcz wbijał mu koniec różdżki w gardło.
–– Nie! Odwal się... Neville... łap ją! –– odwarknął Harry i rzucił przepowiednię po podłodze, a Neville przetoczył się na plecy i przygarnął kulę do piersi. Malfoy przeniósł różdżkę na Neville'a, ale Harry wytknął różdżkę przez ramię i wrzasnął. –– Impedimenta!  –– Malfoya odrzuciło i mężczyzna wpadł na podest, na którym Syriusz walczył z Bellatrix. Malfoy ponownie wycelował różdżką w Neville'a, ale zanim zdołał zebrać oddech, by zaatakować ponownie, wskoczyłam między nimi.
–– Harry, weź pozostałych i uciekajcie! Teraz! –– krzyknęłam, a Potter pokiwał głową i zabrał Nevilla pod pachę, jednak w tym samym momencie, gdy chłopak schodził, obok niego trafiło zaklęcie. Sturlał się po stopniach, rozbijając przepowiednie, lecz mimo to nie dawał za wygraną. Nagle chłopak zaczął się w coś wpatrywać, więc odwróciłam się w tamtą stronę i dostrzegłam, że w ramie drzwi prowadzących do Komnaty Mózgów z uniesioną w górę różdżką, z twarzą bladą i gniewną stał Albus Dumbledore.

*

Tonks leżała nieprzytomna, tak samo jak moja córka. Miałem ochotę zabić wszystkich Śmierciożerców, znajdujących się w tym pomieszczeniu i naprawdę bardzo musiałem się hamować, by tego nie zrobić. W tym momencie jednak nie to było dla mnie najważniejsze, ponieważ przede mną znajdowała się moja kuzynka, Bellatrix Lestrange, o której śmierci marzyłem jeszcze od czasów szkoły.
–– Co jest Black? Zapomniałeś już jak wyglądają pojedynki? Nie dziwie się, że ukrywałeś się tyle czasu, skoro jesteś taki beznadziejny –– mówiła, a krew we mnie zawrzała. Uniknąłem smugi czerwonego światła i ponownie zaatakowałem czarnowłosą.
–– Syriusz! –– Usłyszałem krzyk mojej żony i kątem oka spojrzałem na nią. Była poobijana, a z wielu jej ran sączyła się krew. Dostrzegłem również, że do Sali wkroczył Dumbledore. Odetchnąłem z ulgą, bo wiedziałem, że pojawienie się siwowłosego przyniesie nam wygraną. Miałem tylko nadzieję, że wszyscy obecni tutaj przeżyli i ich obrażenia nie będą długotrwałe. Odwróciłem ponownie głowę ku Bellatrix i uśmiechnąłem się do niej kpiąco.
–– Tylko na tyle cię stać? –– zironizowałem, a kobieta uśmiechnęła się zwycięsko, a ja pojąłem dopiero, że zielony snop światła leci prosto na mnie. Odwróciłem lekko głowę i zobaczyłem przerażone i załzawione oczy Dorcas. Nie miałem szans.
–– Kocham cię –– wyszeptałem.

*

Kocham cię.
Nie wiedziałam kiedy, ale zaczęłam biec. Biegłam z całych sił przed siebie, słysząc naokoło osoby, które krzyczały moje imię. Nie słuchałam ich, tylko nadal biegłam przed siebie. Gdy snop zielonego światła zbliżał się ku Syriuszowi, wpadłam w jego ramiona i poczułam silne uderzenie. Gdy otworzyłam oczy, nie wiedziałam gdzie jestem.


Od Autorki: Hej kochani! 60! Wow, wow, wow! Nigdy nie myślałam, że dojdę do takiej liczby. Co myślicie o końcówce? Przed nami został tylko i wyłącznie epilog – kolejne wow! Piszcie proszę co uważacie! Pozdrawiam i do zobaczenia ;*

2017/04/12

Miniaturka #2 "Kompleks Boga"

12 komentarzy:


Regulus

Siedziałem przy stole na Grimmauld Place 12, gdzie moi rodzice zaprosili na uroczysty obiad brata mojej matki – Cygnusa wraz z żoną, a także Andromedą, Narcyzą i Bellatrix, Dwie ostatnie  przyszły ze swoimi narzeczonymi –Lucjuszem Malfoyem i Rudolfem Lestrange. Oboje zostali Śmierciożercami, tak jak ja i Bellatrix. Od samego początku wysłuchiwałem wychwalania Czarnego Pana, jego idei i sposobów na pozbycie się mugolaków. Nie odzywałem się słowem słuchając rodziny dla której nic się nie liczyło prócz czystości krwi.
– Jestem dumna z mojego syna Regulusa. W tak młodym wieku wie co jest ważne i jaki powinien być prawdziwy Black – mówiła Walburga. – Mam nadzieję, że znajdzie sobie dobrą, czystokrwistą partnerkę i przedłuży nasz wspaniały ród – powiedziała dumnie i spojrzała na mnie. Wykrzywiłem usta na znak uśmiechu i spojrzałem na Bellatrix, która przypatrywała mi się.
Jestem mistrzem w opanowaniu zaklęcia zapomnienia, ale pewnych rzeczy nie mogłem zmodyfikować. Jak tego, że przez parę miesięcy byłem partnerem Dorcas za czasów panowania Clyde’a Greengrassa. Od tego czasu Bella zaczęła mi się przypatrywać, a gdy Clyde zginął, a ja powiedziałem im, że Meadowes od razu porzuciła wszystko co z nami związane, to nie uwierzyła mi do końca. Wiedziałem, że obserwuje mnie i czeka na potwierdzenie, że nadal się z nią widuje.
Nie myliła się.
Mam szczęście, że nikt nie potrafi ukrywać swoich prawdziwych emocji tak jak ja. Jestem zimnym draniem, który potrafi być bezwzględny i nieczuły na cierpienie innych.
– Szkoda, że Twój starszy syn Walburgo okazał się całkowitym niewypałem – rzekł Cygnus popijając czerwone wino.
– Nie wspominaj o nim w tym domu, Cygnusie! – warknęła i kontynuowała – Ja nie mam innego syna prócz Regulusa.
– Cygnusie, nie rozmawiajmy na takie tematy – powiedziała Druella patrząc przepraszająco na moich rodziców. Zakończyła i zmieniła temat rozmowy na Czarnego Pana.
Po skończonym obiedzie ojciec z wujem poszli zapalić cygaro, a matka z ciotką zajęły się rozmową o ślubie Bellatrix i Narcyzy.
– Stworek, posprzątaj to! – krzyknęła Walburga na odchodne, a nasz skrzat domowy pojawił się w mgnieniu oka.
– Tak jest moja pani. Stworek jest dumny, że może służyć szlachetnemu rodowi Blacków! – Skrzat ukłonił się nisko, a ja uśmiechnąłem się do niego po kryjomu. Widząc to w jego oczach zalśniły łzy, znów się skłonił i wziął się za zleconą pracę.
Ja wraz z kuzynkami i ich partnerami udałem się do salonu, gdzie usadowiliśmy się na kanapach, by odpocząć po obiedzie.
– Zdrajcy własnej krwi – warknęła Bellatrix przyglądając się wypalonym miejscą na ogromnym gobelinie z drzewem genealogicznym, który pokrywał całą ścianę.
– Nie mówmy o nich, nie są tego warci – powiedział Rudolf, który rozłożył się na kanapie. – Niedługo zacznie się nasz ostatni rok w Hogwarcie, wiecie co to oznacza? Po skończeniu szkoły wstąpimy na stałe w szeregi Czarnego Pana. – Uśmiechnął się dumnie i spojrzał na Lucjusza, który pokiwał głową na znak zgody.
– Narcyzo, Ty też powinnaś wstąpić w nasze szeregi. – Bella spojrzała na siostrę i uniosła brwi do góry.
– Nie nadaję się do tego Bella, rozmawiałyśmy o tym. Cieszę się, że Ty i mój przyszły mąż to zrobiliście. Jestem z was bardzo dumna. – Posłała jej uśmiech, a czarnowłosa pokiwała na znak zrozumienia.
– Moja narzeczona będzie miała takie życie jakie sobie zamarzy, Bello. – Lucjusz odwrócił się w stronę czarnowłosej.
– Na pewno – odpowiedziała kpiąco. – My z Rudolfem poświęcimy się słudze Czarnemu Panu. Będziemy jego najwierniejszymi zwolennikami – rzekła a oczy zabłyszczały jej ze szczęścia.
– Obyś nie cieszyła się za wcześnie – odparłem przyglądając się jej.
– A co to ma znaczyć? – warknęła w moją stronę.
– To, że takich jak Ty jest wiele i Czarny Pan może wybrać sobie kogokolwiek – zakpiłem nie spuszczając z niej wzroku.
– Jeszcze się zdziwisz, Black – syknęła. – Andromedo, kiedy w końcu znajdziesz sobie godnego narzeczonego? Jesteś starsza od Cyzi, a nadal nie znalazłaś godnego kandydata? – zwróciła się do swojej siostry.
– W odpowiednim czasie – odpowiedziała bawiąc się swoimi włosami. Wiedziałem doskonale, że przebywanie w naszym towarzystwie było dla niej po prostu karą. Jej poglądy zdecydowanie różniły się od poglądów całej rodziny.
– Chyba nie chcesz skończyć jak Twój kuzyn, Syriuszek? – zakpił Rudolf wpatrując się w brązowowłosą.
– To nie Twoja sprawa – warknęła do niego.
– Uspokój się siostro, bo chyba za dużo sobie pozwalasz – wycedziła Bella przybliżając się do dziewczyny. – Spróbuj tylko splamić honor Blacków, a obiecuję Ci, że pożałujesz tego. – Spojrzała jej prosto w oczy, ale Andromeda nie przestraszyła się jej gróźb.
– To moje życie i będę żyła zgodnie ze swoimi przekonaniami, nie waszymi, Bello. – Narcyza przyglądała się całej sytuacji nie wiedząc po której stronie stanąć. Blondwłosa była najmłodsza z rodzeństwa i zawsze stawała po stronie najstarszej siostry. Tak się stało i tym razem.
– Bella ma rację, Andromedo. Pomyśl, może Travers? Albo Avery? Są z Nienaruszalnej Dwudziestki Ósemki i popierają nasze poglądy – zaproponowała Narcyza.
– Kiedy o tym postanowię, na pewno dowiecie się jako pierwsze – zapewniła nie patrząc na nikogo.
A ja wiedziałem. Przyłapałem ją raz z Tedem Tonksem, który był mugolskiego pochodzenia. Przeraziła się i błagała mnie bym zachował to dla siebie. Zgodziłem się nie wiedząc czemu i nie miałem zamiaru nikomu o tym mówić. Równie dobrze mogę kłamać, że nigdy o tym nie wiedziałem. Rodzina nawet nie domyśli się, że mógłbym coś zrobić przeciwko nim. Nie mam już wyboru.
Zostając tutaj skazałem się na los gorszy niż większość może sobie wyobrazić. Wpajane od lat wartości przez moich rodziców miały być pielęgnowane, a skoro Syriusz odwrócił się od wszystkich i uciekł z domu, cały ten bajzel został mi zrzucony na głowę. Musiałem wstąpić do szeregów Czarnego Pana, bo tego oczekiwali ode mnie rodzice. Mój starszy brat uciekając przypieczętował moje stanowisko w tym wszystkim. Nie mogę się wycofać, jeżeli to zrobię czeka mnie pewna śmierć. Już od dawna nie czułem się gotowy udźwignąć to wszystko, ale byłem mistrzem w kamuflowaniu się.
Jedyną osobą, która potrafiła mnie przejrzeć był sam Clyde Greengrass, który teraz gnije na dnie rzeki. W święta, przed jego początkiem nauki w Hogwarcie, odwiedził nas wraz z ojcem i jego partnerką, która okazała się matką Dorcas. Oczywiście nie obyło się bez wychwalań mojej matki na mój temat, a Eva nie pozostała dłużna i tak samo wychwalała swojego pasierba.
Gdy zostałem z Clydem sam na sam zauważyłem, że uśmiecha się do mnie kpiąco. Zwężyłem oczy i czekałem na jego ruch.
– Nie jesteś taki idealny jakim Twoja mamusia Cię opisuje. – Zaśmiał się i spojrzał na mnie wyczekująco. Biła od niego aura prawdziwego zła.
– O czym Ty mówisz? – zapytałem lodowatym głosem.
– Dobrze wiesz  o czym. Mogę się oczywiście mylić, ale swoją lojalność udowodnisz mi w Hogwarcie. Czarny Pan kontaktował się ze mną. Mamy zadanie do wykonania – powiedział dumnie.
– Jakie zadanie? – Zmarszczyłem brwi.
– Dowiesz się w swoim czasie – odparł, a w tym momencie do jadalni wrócili nasi rodzice.
Sprawa była prosta. Musiałem pozbyć się Greengrassa jak najszybciej, póki nikomu nie powiedział o moich prawdziwych rozterkach. Plan klarował się w mojej głowie od dawna, lecz gdy poznałem Dorcas całe moje życie odwróciło się do góry nogami. Brązowowłosa była inna niż wszystkie poznane przeze mnie osoby. Mimo wyłączenia swojego człowieczeństwa potrafiłem w niej dostrzec dobro, które aż było od niej. Potrafiła być twarda, bezwzględna i cyniczna, ale w głębi serca była lojalna, uczuciowa i dobra. Po prostu dobra. Miesiące, które z nią spędziłem były moimi najlepszymi od lat. Zaufałem jej a ona zaufała mi. Było między nami coś, czego nie potrafiłem wyjaśnić. Wiedziałem, że kocha mojego brata i jest z nim związana, ale mimo tego jakaś część mnie pragnęła, żeby brązowowłosa była ze mną nie z nim. Jednak nigdy nie uczyniłem niczego co mogłoby zmienić uczucia Dorcas. Tylko dlatego tego nie zrobiłem, bo zdawałem sobie sprawę jak bardzo moje życie jest niebezpieczne i gdyby choć jedna osoba się o tym dowiedziała to oboje byśmy już nie żyli. Nie mogę narażać jej życia na niebezpieczeństwo, akurat w tym aspekcie mój brat jest dla niej lepszy. Jednak najgorsze jest uczucie niepewności i świadomość, że nie jestem jej obojętny. Dziewczyna nie chce się przyznać przed samą sobą, że czuje coś do mnie, a ja jak na złość nie ułatwiam jej tego. Mieszam jej w głowie, zachowuję się dwuznacznie, nie do końca jak przyjaciel.
– Reg, nie rób tak. Mieszasz mi w głowie – przyznała któregoś razu, gdy siedzieliśmy w naszym tajnym miejscu, a ja wsadziłem jej kosmyk włosów za ucho.
– To takie złe? – zapytałem wpatrując się w jej oczy.
– Przyjaźnimy się. Pamiętaj o tym – szepnęła, lecz widziałem jak jej policzki lekko zaróżowiły się. Uśmiechnąłem się do niej i podniosłem ręce na znak kapitulacji. Zaśmiała się i dała mi kuksańca w bok.
Miło było wracać do tamtych chwil, gdzie było prościej. Teraz od końca roku szkolnego brązowowłosa nie odzywa się do mnie, a ja wiedziałem, że pod koniec roku szkolnego zauważyła u mnie Mroczny Znak. Wtedy jeszcze nie wiedziała co konkretnie to oznacza, ale później Prorok Codzienny rozpisywał się o tym przez długi czas. Musiałem się z nią zobaczyć i wytłumaczyć jej wszystko, a przynajmniej to co mogę jej wytłumaczyć. Miałem nadzieję, że przyjdzie na spotkanie, które zaproponowałem jej zaraz po Uczcie Powitalnej. Pewnie Syriusz już na dobre będzie chciał mnie zabić.
Był koniec roku szkolnego, gdy szedłem samotnie korytarzem kierując się do łazienki. Wychodząc zza rogu zauważyłem mojego brata z Potterem, którzy szli wprost na mnie.
– Co tu robisz? – zapytał mnie Syriusz bacznie mi się przyglądając. – Nie powinieneś być na jakimś egzaminie?
– Myślę, że to nie Twoja sprawa, Syriuszu – odpowiedziałem zgodnie z prawdą nie spuszczając z niego wzroku na co prychnął wykrzywiając usta.
– Ale moją sprawą jest Dorcas. – Przybliżył się do mnie.
– Co Ty nie powiesz – odparłem uśmiechając się kpiąco.
– Ostrzegam Cię. Niech dowiem się o czymkolwiek, a już nic Cię nie uratuje – zagroził i razem z Potterem wyminęli mnie i poszli w swoją stronę.
Arogancki kretyn. Zawsze wydawało mu się, że wszystko mu się należy. Biedny Syriusz Black ma okropną rodzinę i nikt nie ma tak źle jak on. Idiota, który widzi tylko czubek własnego nosa. W młodości byliśmy ze sobą naprawdę zżyci, lecz gdy trafił do Gryffindoru to wszystko się zmieniło. Nie przeczę, że nie zachowywałem się jak dobry brat, ale Syriusz nigdy nie chciał dostrzec we mnie jakieś cząstki.. dobra. Dobra, które dostrzegła Dorcas.
Westchnąłem głośno, a moje rozmyślania przerwał Lucjusz Malfoy.
– Black, zdajesz sobie sprawę, że będziemy musieli jak na razie nie afiszować się z należnością do Śmierciożerców? – spytał.
– Nie jestem idiotą, Malfoy. Wiem o tym – odpowiedziałem dość niegrzecznie. Blondwłosy jest tak irytującym osobnikiem, że zastanawiam się jak w przyszłym życiu Narcyza z nim wytrzyma.
Rudolf Lestrange nie jest lepszy, ale osobiście uważam, że jest mądrzejszy, ale jako obsesyjny fanatyk Czarnego Pana – tak samo jak Bellatrix – nie ma szans na normalne życie. Chociaż przynajmniej on i Bella pasują do siebie idealnie. Zaaranżowane małżeństwo, te same przekonania i zachowania z całkowitym brakiem miłości między tą dwójką.
– Orionie, Walburgo bardzo dziękujemy za zaproszenie na dzisiejszy obiad. Mam nadzieję, że niebawem znów się spotkamy, siostro – rzekł Cygnus żegnając się z rodzicami.
– Cygnus ma rację. Następnym razem spotkamy się u nas – dodała Druella i uściskała moją matkę.
– Oczywiście. Trzymajcie się i pozdrów swojego brata Druello. – Walburga uśmiechnęła się i odprowadziła gości.
– Do zobaczenia w szkole. – Bella pożegnała się kulturalnie, a ja zastanawiałem się jak idealną córkę gra dla rodziców. Pewnie tak samo idealną jak ja dla swoich.
– Do zobaczenia – odpowiedziałem miło i uśmiechnąłem się do wszystkich.
To będzie trudny rok. Co z tego, że dobrze zdałem SUMy skoro do niczego mi się to nie przyda? Był to tylko kolejny powód do tego, by uszczęśliwić matkę, która świata poza mną nie widziała. Życie, które wybrała moja rodzina było wyboiste i pełne cierpienia, nieszczęścia i śmierci, która czyhała na mnie codziennie za rogiem.
Już nic mnie nie uratuje.

Dodatek troszkę wcześniej niż przypuszczałam! Przyznam się, że pokochałam postać Regulusa i jego kreację w moim opowiadaniu. Musiałam aż o nim napisać i tym akcentem całkowicie zamykam Część Pierwszą. Kolejny rozdział już z Części Drugiej postaram się opublikować już niedługo! Bądźcie cierpliwi i dziękuję Wam kochani za to, że jesteście.
PS. Zapraszam do zakładki „Part 2: Bohaterowie”, która właśnie została opublikowana! Pozdrawiam <3
Witaj nieznajomy... ;)
Jeśli już tu jesteś, zostaw proszę ślad po sobie.
Będzie mi niezmiernie miło wiedzieć, co sądzisz o mojej twórczości.
Pozdrawiam i zachęcam do czytania,
Adaline