Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amelia Bones. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amelia Bones. Pokaż wszystkie posty

2019/04/24

Rozdział 46„Najwyższa sprawiedliwość”

11 komentarzy:
Stresowałam się, bo nadszedł dzień mojego pierwszego procesu w Brytyjskim Ministerstwie Magii. Przygotowana, mijałam korytarzem Knota, Ministra Magii, który łypał na mnie złowrogo. Nie był zadowolony, że wysłali mnie z Nowego Jorku właśnie tutaj, jednak nie śmiał manifestować mojej pozycji i bądź co bądź musiał zgodzić się, bym brała udział w procesach. Moją prawą ręką była Amelia Bones, która okazała się niesamowicie pomocną i utalentowaną czarownicą z zasadami.
Ten dzień był ważny również dlatego, że sądzonym był świeżo złapany Rabastan Lestrange. Gdy mężczyzna wszedł na salę sądową, czułam się, jakbym zobaczyła brata bliźniaka czarnowłosego, którego spotkałam na cmentarzu. Lestrange wpatrywał się we mnie zajadle, a dementorzy krążyli wokoło sali, czekając na przyzwolenia.
Uciszyłam pomieszczenie, dostrzegając, że w pierwszym rzędzie siedzi Alastor Moody oraz Albus Dumbledore. Zaraz za nimi widziałam Kingsley’a i parę innych twarzy. Knot siedział blisko mojej strony, uśmiechając się sztucznie, a jego asystent, Percy Weasley notował zawzięcie słowa na pergaminie.
Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na czarnowłosego, pewna swojego celu.
–– Rabastan Lestrange… –– zaczęłam ozięble wpatrując się w winnego. –– Zostałeś oskarżony o zdradę Ministerstwa Magii oraz bycie zwolennikiem Voldemorta. –– Przez salę przeszły pomruki strachu oraz oburzenia, gdy wypowiedziałam imię Czarnego Pana.
–– Jak śmiesz… –– zaczął Lestrange, ale nie pozwoliłam mu skończyć.
–– Cisza –– warknęłam lodowato, czym zdziwiłam mężczyznę. –– Prawo głosu otrzymasz tylko i wyłącznie za moim pozwoleniem –– powiedziałam. Percy Weasley spojrzał na mnie zdziwiony, by za chwilę przenieść swój wzrok na Knota. Korneliusz Knot siedział niczym posąg i wpatrywał się we mnie z kamienną twarzą. Mimo to widziałam jak w środku się gotuje, by samemu przejąć inicjatywę nad procesem lub nie pozwolić, bym miała prawo głosu. –– Oskarżono cię również o torturowanie Alicji i Franka Longbottomów, co doprowadziło ich do szaleństwa. Czy przyznajesz się do popełnionych czynów? Czy jest coś o czym chciałbyś powiedzieć? –– Spoglądałam na czarnowłosego, który roześmiał się niczym osoba, która postradała rozum.
–– Myślisz, że powiem wam cokolwiek o moim Panie lub jego zwolennikach…?
–– Nie potrzebuję tych informacji –– wtrąciłam, wywołując zdziwienie oskarżonego jak i obserwatorów procesu.
–– Wiem kim jesteś i wiem, że powinnaś umrzeć, tak jak twoja rodzina. Chciałbym, żebyś widziała ten pusty wzrok, gdy zabijałem twojego ojca. –– Uśmiechnął się od ucha do ucha, a ja zacisnęłam dłoń w pięść, nie pozwalając, by emocje wzięły nade mną górę.
–– Przyznajesz się, że brałeś udział w śmierci rodziny Meadowes oraz Colina Meadowes, Szefa Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów? –– Upewniłam się, czując jak paznokcie wbijają mi się w skórę.
–– Znasz odpowiedź. To czeka również i ciebie.
–– Rabastanie Lestrange, skazuje cię…
–– Na dożywocie w Azkabanie? –– Zaśmiał się. –– Już nie mogę się doczekać.
–– Skazuje cię na karę śmierci –– powiedziałam, a na sali wybuchła wrzawa. –– Zostaniesz przeniesiony do Nowego Jorku, gdzie egzekutor zabierze cię do Sali Straceń –– dodałam i poczułam satysfakcję, gdy Rabastan wpatrywał się we mnie, niedowierzając. Zdawałam sobie sprawę, że wyrok śmierci jest ostatecznością, jednakże w tym przypadku nie potrafiłam podjąć innej decyzji. Lestrange jest zagrożeniem dla całego świata czarodziejów i nie mogę pozwolić, by ponownie uciekł organom sprawiedliwości. –– Zamykam posiedzenie. –– Uderzyłam młotkiem, po czym wstałam i wyszłam z sali sądowej, słysząc krzyki czarnowłosego.
Do małego gabinetu weszła za mną Amelia Bones. Opierałam się dłońmi i kant biurka, a oczy miałam zamknięte. Chłodno kalkulowałam dzisiejsze posunięcie i zastanawiałam się, jak reszta urzędników przyjmie tą decyzję.
–– Eleno, to było odważne posunięcie. –– Kobieta podeszła do mnie i położyła dłoń na moim ramieniu. –– Jego wyrok jest zgodny z czynami, których się dopuścił.
–– Dziękuję, Amelio. –– Spojrzałam na brązowowłosą, która uśmiechnęła się lekko, dodając mi otuchy. –– Muszę się przewietrzyć. –– Kobieta przytaknęła, a ja wyszłam z pomieszczenia, kierując się na zewnątrz. W głębi serca cieszyłam się, że nikt ze znajomych twarzy nie czekał na mnie, ponieważ wiedziałam, że moja decyzja była sprzeczna z prawem do życia. Mimo to postawiłam wszystko na jedną kartę.
Odetchnęłam, gdy poczułam na twarzy zew świeżego powietrza. Przez kilkanaście minut błąkałam się bez celu, by w końcu udać się na ulicę Pokątną i trafić do pobliskiego pubu. Szyld ukazywał beczkę, a wyryta nazwa brzmiała Skaczący Garnek. Uniosłam brwi rozbawiona, zastanawiając się kto nadał nazwał tak lokal. Przyglądałam mu się chwilę, po czym weszłam do środka, momentalnie się ogrzewając. Lokal urządzony był przytulnie. Brązy i drewno dominowały w wystroju, a plakaty, na których widać było poruszających się czarodziejów, dodawały uroku. W pubie znajdowało się sporo ludzi. Dostrzegłam, że zrobiłam małe zamieszanie swoim wtargnięciem, jednak nie zwracałam na to uwagi. Wiedziałam, że gdzie się pojawię, czarodzieje i czarownice nie przechodzą obok mnie obojętnie. Podeszłam do lady, a barman od razu zwrócił się do mnie.
–– Czego panienka sobie życzy? –– zapytał, a ja zbagatelizowałam słowo „panienka’.
–– Piwo beczkowe, proszę –– odpowiedziałam. Barman wyjął kufel spod lady i podszedł do nalewaka. Gdy kufel wypełnił bursztynowy trunek, podał mi go i przyjął zapłatę. Mrugnął do mnie porozumiewawczo, a ja niepostrzeżenie wywróciłam oczami. Upiłam łyk chmielowego trunku, czując przyjemność i kątem oka spojrzałam na czarodziejów, siedzących w kącie i dyskutujących o czymś zawzięcie. Prawie się zakrztusiłam, gdy rozpoznałam ich obu.
Wzięłam kufel i podeszłam do stołu, przerywając wymianę zdań między mężczyznami. Odwrócili się w moją stronę, gdy dostrzegli, że nie są sami i oboje spojrzeli na mnie zdziwieni.
–– Eleno, co ty tutaj robisz? –– Remus wpatrywał się we mnie zaskoczony i odsunął krzesło, bym mogła się dosiąść. –– Myślałem, że dziś proces…
–– Proces się już zakończył –– wtrąciłam. –– Nie spodziewałam się spotkać tu ciebie, Magnusie Wayne. –– Uśmiechnęłam się do czarnowłosego czarodzieja, który pokręcił głową, uśmiechając się pod nosem.
–– Elena Carter. Cóż za miła niespodzianka. –– Rozłożył ręce, a ja uścisnęłam mężczyznę i usiadłam na krześle, które chwilę wcześniej odsunął mi Lupin.
–– Skąd się znacie? –– Remus upił łyk swojego piwa i spoglądał to na mnie, to na czarnowłosego.
–– Zawdzięczam jej życie. –– Magnus wskazał na mnie, uśmiechając się i puszczając mi oko. –– Elenie, a także jej córce, Hope. Powiedz mi, jak ma się moja mała wilczyca?
–– Och, rośnie jak na drożdżach i robi się coraz bardziej arogancka… –– Wywróciłam oczami, a czarnowłosy parsknął śmiechem. –– Ma już szesnaście lat i stale wpada w kłopoty…
–– Niczym jej rodzicielka… –– wtrącił. Dałam mu kuksańca w bok i zwróciłam się do Remusa. –– Wybacz Remusie, że wam przerwałam. Ja i Magnus znamy się od lat –– wytłumaczyłam. –– Magnus oraz jego wataha bardzo pomogli mojej córce. Jest wilkołakiem –– powiedziałam, a brązowowłosy spojrzał na mnie, przekręcając głowę. –– Mało osób o tym wie, tak jak o tym, że mam córkę… To zbyt niebezpieczne, ale nie mogę się doczekać, gdy ją poznasz. Wydaje mi się, że się dogadacie. –– Uśmiechnęłam się do mężczyzny, którego musiałam naprawdę zszokować.
–– Hope jest w Hogwarcie, jak ona sobie radzi?
–– Dumbledore jej pomaga. Poza tym Wywar Tojadowy zapobiega przemianą, tym, nad którymi nie panuje.
–– Tym….?
–– Remusie, moja córka może przemienić się w wilkołaka, kiedy chce –– dodałam przyciszonym głosem. –– Wywar Tojadowy to jedno, ale pewien eliksir, który udało mi się odnaleźć i stworzyć… Pozwala na normalne życie. Chciałam o tym z tobą porozmawiać, gdy będziesz gotowy.
–– Ja będę gotowy…? Magnusie…
–– Spokojnie, Lupin. Elena pomogła i mi, sam wiesz, że moja wataha jest potężna i nie dziwie się, że przyszedłeś do mnie po pomoc w walce z Sam-Wiesz-Kim. Prawdę mówiąc, chciałem ci odmówić i nie brać udziału w tej wojnie. My, wilkołaki z amerykańskiego kontynentu, również wiele wycierpieliśmy, ale jeżeli Elena jest po waszej stronie… –– Ukłonił lekko brodę w moją stronę. –– Możecie na nas liczyć. Bądź co bądź, wilkołaki powinny trzymać się razem, a ja nie mogę się doczekać, gdy dorwę się do gardła Greybacka.
Pożegnaliśmy się z Magnusem, który nałożył na siebie kaptur i zniknął za rogiem. My udaliśmy się w przeciwną stronę, a ja dostrzegłam zamyślenie Lupina. Zdawałam sobie sprawę, że to dużo informacji jak na jeden raz, ale chciałam być z nim szczera, do samego końca. Remus wzbudzał we mnie ogromne zaufanie, którego nie obdarzyłam jeszcze nikogo z nowopoznanych mi osób.
–– Remusie, jest jeszcze coś… –– Westchnęłam, bawiąc się końcówkami włosów.
–– Eleno, daj mi tylko coś powiedzieć… –– przerwał, a ja kiwnęłam głową na znak zgody. –– Wiedziałem, że gdy ponownie pojawisz się w naszym życiu, wiele się zmieni. Byłem pod wrażeniem tego, jakie postępy poczyniłaś, bo nie pamiętasz, ale byłaś bardzo emocjonalną osobą. Wrażliwą, którą każdy może skrzywdzić. Poznając cię teraz, uważam, że tak naprawdę nic lepszego nie mogło ci się trafić. Stałaś się odważna, stanowcza i rozważna i prawdę mówiąc, jesteś pierwszą osobą, której temat wilkołactwa jest tak bliski. Chciałem ci tylko podziękować, za wszystko. Cieszę się, że jesteś i mimo twojej utraty pamięci czuję, że tak naprawdę bardzo dobrze się znamy. Jesteśmy przyjaciółmi. –– Skończył, a ja poczułam ogromne pokłady wzruszenia, które opanowały moje ciało. Nie zastanawiając się długo, przytuliłam brązowowłosego, który nie pozostał mi dłużny. Czułam się szczęśliwa wiedząc, że mam tutaj osoby, na których mogę polegać.
–– Remusie, twoje słowa naprawdę mnie wzruszyły i to ja dziękuję, że dajecie mi drugą szansę, mimo że jest to o wiele trudniejsze dla was niż dla mnie… Mam nadzieję, że was nie zawiodę. –– Ścisnęłam mocniej jego ramię, a mężczyzna posłał mi lekki uśmiech. –– Nie dziwię się, dlaczego Tonks cię lubi…
–– Tonks…? –– Dostrzegłam, jak Lupin lekko się czerwieni i dałam mu kuksańca w bok.
–– Zrób coś z tym… –– zachęciłam i puściłam mu oko.
–– Chciałaś mi coś powiedzieć… –– Zmienił temat, a ja zatrzymałam się, zbierając w sobie odwagę.
–– Tak, ja… Remusie, wydaje mi się, że…
–– Że?
–– Syriusz jest ojcem Hope, mojej córki.
–– Eleno… Chcesz się napić i o tym porozmawiać?
–– Jak cholera.

*

Siedzieliśmy przy stole zastanawiając się nad zniknięciem Remusa oraz Eleny. Oboje już dawno powinni tutaj być, a mimo dość później już godziny, nie było o nich słychać. Bębniłem niecierpliwie palcami o stół, popijając Ognistą Whiskey.
–– Mam nadzieję, że nic im się nie stało –– mruknęła Tonks, również biorąc do ust łyk trunku. –– Chociaż wiem, że oboje świetnie sobie poradzą.
–– Elena musi odreagować, nie codziennie skazuje się kogoś na śmierć… –– stwierdził Kingsley. –– Wiemy, że Lupin miał dziś spotkanie z alfą jednej z watah, a aby przekonać alfę, to nie lada sztuka, dlatego nie martwmy się na zapas.
–– Kingsley ma rację –– zgodziła się Emmelina. –– Oboje są dorośli, prawda? –– Nagle usłyszeliśmy dźwięk z przedpokoju, a Vance odłożyła swoją szklankę i skierowała się do wejścia. –– Na Merlina! –– krzyknęła. –– Remusie, Eleno… Jesteście pijani! –– Pokręciła głową i roześmiała się. –– Jak mogliście nie skontaktować się z nami? Martwiliśmy się –– powiedziała i lekko przytuliła dwójkę przybyszów.
–– Wybacz, Emmo –– wybąkał Lupin, a ja parsknąłem śmiechem, słysząc głos przyjaciela. Kto jak to, ale brązowowłosy rzadko pozwalał sobie na takie „zapomnienie”. W przeciwieństwie do mnie.
–– To moja wina. –– Broniła go Elena i dostrzegłem jej zaróżowiałe policzki. Zawsze gdy procenty krążyły w jej żyłach, dziewczyna robiła się tak urocza. Jedna z wielu cech, które naprawdę w niej kochałem. –– Potrzebowałam towarzystwa, a że spotkaliśmy się przez przypadek w pubie…
            –– Tak, w pubie –– zgodził się mężczyzna, a ja pokręciłem głową rozbawiony. Będę mu to wypominał tak długo, jak się da.  –– Magnus i jego wataha wspomogą nas. –– Rozłożył ręce uradowany, a ja klasnąłem w dłonie.
–– Remusie, to świetna wiadomość! –– pisnęła moja kuzynka, wpatrując się w Lupina. –– Wiedziałam, że ci się uda. –– Zarumieniła się lekko, a Lunatyk uśmiechnął się do niej i dostrzegłem, że nie jest to ten „zwykły” uśmiech, jest bardziej… emocjonalny. Uniosłem brwi do góry, zaintrygowany, gdy sam dostrzegłem, że oczy brązowowłosej kobiety skierowane są na mnie. Podjąłem „bitwę” spojrzeń, zaciekawiony. Od razu czułem, że są miedzy nami niewypowiedziane słowa, jednak miałem to głęboko gdzieś. Czas, który spędzałem z Meadowes, zawsze był ponad miarę i gdy brązowowłosa pojawiała się w zasięgu mojego wzroku, cały świat mógł się zatrzymać. Miałem wrażenie, że kobieta czyta ze mnie jak z otwartej księgi i zastanawiałem się, co tak naprawdę o mnie uważa. –– Podziękowania należą się przede wszystkim Elenie. –– Remus zwrócił się ku kobiecie, przerywając naszą wymianę spojrzeń. Może i dobrze, bo gdy dłużej na nią spoglądałem, wyobrażałem sobie naprawdę… zbereźne rzeczy, o zgrozo. Ta, zgrozo. –– Gdyby nie ona, nie udałoby się to. –– Wydaje mi się, że oboje coś ukrywają, ale nie miałem zamiaru dziś tego drążyć. Oboje wyglądali na szczęśliwych i to mi wystarczyło.
–– Gratulacje, dla was obojga. –– Kingsley podszedł do owej dwójki i jego wzrok dłużej zatrzymał się na brązowowłosej. –– Eleno, za to co się wydarzyło dziś w Ministerstwie, należą ci się podwójne gratulacje. Byłaś niezwykle opanowana i profesjonalna, co tylko oznacza, że twoja obecność naprawdę pomoże nam wygrać tą wojnę.
–– Wow, Kingsley, dziękuję –– mruknęła zszokowana wyznaniem. –– Po raz pierwszy w życiu… –– Zatrzymała się na moment. –– Czuję, że gdzieś należę, tak naprawdę należę. Dziękuję wam za to –– powiedziała i posłała nam uśmiech.
Wszyscy usiedli przy stole, nie odmawiając jeszcze alkoholu. Lupin dosiadł się do Tonks, rozmawiając z nią przyciszonym głosem i miałem nadzieję, że nie są to same głupoty. W końcu mój przyjaciel po procentach jest… może nie głupi, ale… wyluzowany, dzięki czemu nie zamartwia się tak jak zawsze.
–– Syriuszu… –– Usłyszałem i poczułem znajomy zapach kobiety, gdy przysiadła się po mojej prawej stronie. Upiłem kolejnego łyka, czując, że powoli Ognista również i mnie pochłania. –– Chciałabym z tobą porozmawiać. Sam na sam –– zaznaczyła, a ja uśmiechnąłem się znacząco.
–– Mówisz, jakby to była propozycja nie do odrzucenia. –– Puściłem jej oko, a kobieta wywróciła oczami i zaśmiała się.
–– A ty, jakby wcale ci się nie podobała. –– Uniosłem brwi do góry zaintrygowany, widząc, że brązowowłosa wcale się nie hamuje.
–– Masz mnie. –– Uśmiechnąłem się zadziornie. Kobieta założyła kosmyk włosów za ucho i lekko się do mnie przybliżyła. Gdyby w powietrzu mogły wytworzyć się iskry, jestem pewien, że właśnie by raziły nas swoim blaskiem. Jakim sposobem ma nade mną taką kontrolę?
–– To dla mnie ważne –– przyznała szczerze. –– Dziś nie jest najlepsza pora…
–– Dlaczego?
–– Jestem nietrzeźwa –– skomentowała, jakby była to zbrodnia. –– Nie rozmawia się wtedy na poważne tematy.
–– Właśnie wtedy wiele można się dowiedzieć –– zauważyłem, czując oddech kobiety na swojej twarzy. Domyśliłem się, że nie jestem jej obojętny, tak jak ona nie jest obojętna mi. Czy tego chcę, czy nie.
–– Prawo powinno wymyślić karę dla tych, którzy rozprzestrzeniają w tak skandaliczny sposób urok osobisty. –– Zaśmiałem się na słowa i lekko położyłem swoją dłoń na jej dłoni.
–– Urok osobisty to naturalna broń, moja droga. Byłbym wielce przejęty myśląc, że mogę ci się narazić… –– Brązowowłosa spojrzała na nasze dłonie, jednak nie zabrała swojej. Czułem jej ciepło oraz miękką skórę, która tak wiele razy koiła moje nerwy. Znajdowaliśmy się blisko siebie tak, że niemalże nasze głowy się stykały. Miałem cholerną ochotę ją pocałować.
Dźwięk otwieranych drzwi zbudził nas z emocjonalnego letargu i brązowowłosa momentalnie zabrała swoją dłoń i odsunęła się ode mnie na bezpieczną odległość. W futrynie drzwi stanęła Hestia, uśmiechając się promiennie.
–– Mam świetne wieści! –– krzyknęła uradowana. –– Nie spodziewałam się, że wszystkich was tu spotkam, ale może i lepiej. Dumbledore’owi udało się skrócić wyrok Sturgisa Podmore. Wraca do nas od razu po Nowym Roku –– powiedziała, a czarnoskóry odetchnął z ulgą.
–– Wiedziałem, że Dumbledore to załatwi. Podmore już wystarczająco czasu spędził w Azkabanie –– odpowiedział i posłał Hestii uśmiech.
Blondwłosa spojrzała na mnie i uśmiechnęła się promiennie. Chwilę później dosiadła się po mojej lewej stronie, a ja po raz pierwszy czułem się dziwnie, będąc między młotem a kowadłem. Kątem oka dostrzegłem, że Meadowes poruszyła się niecierpliwie na krześle i chwilę potem wstała, wygładzając swoją bluzkę.
–– Będę się już zbierać –– powiedziała, a ja chciałem ją zatrzymać. Jednak nie wykonałem żadnego ruchu. –– Miło było was zobaczyć. –– Odwróciła się, nie zaszczycając mnie spojrzeniem. Zagryzłem wargę, zbyt mocno, bo chwilę potem poczułem krew. Każda kończyna w moim ciele chciała mieć ją teraz przy sobie, ale obecność Hestii całkowicie wyperswadowywała mi ten pomysł z głowy. Jones jest moją podporą i gdyby nie ona, nie byłbym w tym miejscu co teraz. Zależy mi na niej. A Elena… Dorcas…
–– Odprowadzę cię –– zaproponował Kingsley, a ja ponownie poczułem nutkę zazdrości z powodu relacji, jaka łączy ową dwójkę.
–– Nie trzeba, naprawdę. –– Kobieta posłała mu uśmiech. –– Do zobaczenia. –– Pożegnała się i przez krótką chwilę jej wzrok wylądował na mnie. Widziałem w jej oczach tak wiele niedopowiedzianych rzeczy, że doskonale zdawałem sobie sprawę, że nasza „relacja” dopiero się zaczyna i to kwestia czasu, gdy oboje ją określimy.
Wbrew wszystkiemu musimy starać się być przyjaciółmi, prawda?
Przyjaciółmi…
Na Merlina.


Od Autorki: Hej, hej, hej! Kochani wybaczcie mi moją nieobecność! Nie chcę wam się tłumaczyć… ale po prostu potrzebowałam od wszystkiego „odetchnąć”, co nie oznacza, że znikam na zawsze. Nie ma takiej opcji! Obiecuję nadrobić u Was wszelkie zaległości, pewnie w weekend ❤ I dziękuję, że nadal tu jesteście! Pozdrawiam i do zobaczenia ❤

2019/02/17

Rozdział 43 „Czas przeszły”

8 komentarzy:
Drugi dzień w pracy spędziłyśmy z Tonks w terenie. Kobieta opowiadała mi wiele detali z pracy, które mogą nam pomóc w poszukiwaniach Śmierciożerców, a także zwolenników Voldemorta w Ministerstwie. Rano zdążyłam napisać tylko list do Hope, pytając o jej pierwszy dzień w szkole. Miałam nadzieję, że poradziła sobie i poznała nowych znajomych.
–– Eleno, wszystko dobrze? –– zapytała mnie nagle Tonks. Zmarszczyłam brwi, domyślając się, że zamyśliłam się głęboko.
–– Tak, wybacz. Moja córka jest dziś pierwszy dzień w szkole i jak na mamę przystało, martwię się –– wytłumaczyłam powód mojego roztargnienia.
–– Masz córkę? Ile ma lat? –– dopytywała brązowowłosa.
–– Nazywa się Hope i ma szesnaście lat –– odpowiedziałam, myśląc o mojej największej dumie.
–– A jej tata…?
–– To skomplikowane.
Opowiedziałam jej historię o utracie pamięci. Tonks niedowierzała, że ktoś mógł rzucić na mnie tak potężne Zaklęcie Zapomnienia. Gdybała, czy jest jakiś sposób, by to odwrócić.
–– Skończyłam z poszukiwaniami, Tonks. Chcę się skupić na przyszłości, na tym co tu i teraz –– wyjaśniłam kobiecie, która przyznała mi rację.
W tym samym czasie dostrzegłam sowę od mojej córki. Wyciągnęłam rękę, by zaraz otworzyć list i zaczęłam czytać w pośpiechu.

Mamo,
Wszystko w porządku. Przestań się tyle martwić, bo nie dożyjesz czterdziestki, która wypada Ci w tym roku. Mój pierwszy dzień w szkole? Jak zwykle zrobiłam zamieszanie, chyba nie spodziewałaś się niczego innego. Trafiłam do Slytherinu, który cieszy się w całej szkole złą sławą. Ironia losu, co? Spokojnie, poradzę sobie.
Poznałam już kilka osób, więc możesz być ze mnie dumna. Rozmawiałam też z profesorem Dumbledore, to bardzo interesujący czarodziej. Od razu wzbudził moją sympatię.

PS. Dowiedz się coś więcej na temat Dolores Umbrige… Mam złe przeczucia.

Kocham Cię,
Hope

Pokręciłam głową i zaczęłam z niepokojem zastanawiać się kim jest Dolores Umbrige. Obiecałam sobie, że jak tylko wrócę do Ministerstwa, zajmę się tą sprawą. Przy okazji mogę trochę podpytać Tonks.                  
Dopiero pod koniec dnia postanowiłyśmy udać się do Ministerstwa, by złożyć raport Kingsley’owi. Przechadzając się przez korytarze, czułam na sobie wzrok niektórych czarodziejów. Już wczoraj dostrzegłam ich pytające spojrzenia, jednak bagatelizowałam sprawę, tłumacząc sobie, że jestem w końcu nowością tutaj. To normalne, że inni są mnie ciekawi. Dziś widziałam, jak szepczą, spoglądając na mnie, co z lekka mnie irytowało. Tonks zapewniała mnie, że to normalne, ale miałam nieodparte wrażenie, że jednak coś więcej się za tym kryje. Miałam nosa do takich spraw.
Intuicja rzadko mnie zawodzi, dlatego wszystko zmieniło się od momentu, gdy spotkałam Albusa Dumbledore’a, który siedział w fotelu, w gabinecie Kingsley’a. Doskonale znałam jego twarz, tym bardziej, że owy czarodziej był bardzo popularny również za granicą. Jednak stojąc z nim w jednym pomieszczeniu, miałam nieodparte wrażenie, że znam go nie tylko z wyglądu. Od razu się domyśliłam, że myśli nad czymś bardzo intensywnie.
–– Albusie, to właśnie o tej kobiecie ci mówiłem –– powiedział Shaklebolt, wskazując na mnie. –– Elena Carter. –– Podeszłam do siwowłosego, wyciągając przed siebie dłoń. Uśmiechnęłam się w jego stronę, ciesząc się, że mogę poznać człowieka, który również ma pomóc mojej córce.
–– Miło mi pana poznać –– powiedziałam, a mężczyzna ujął moją dłoń.
–– Ciebie również, Eleno –– odpowiedział po chwili, nadal przyglądając mi się badawczo. –– Moi drodzy, czy możecie zostawić nas na chwilę samych? –– zwrócił się do Tonks i Kingsley’a, którzy zdziwili się, jednak nie podważyli zdania Dumbledore’a. Wyszli oboje z gabinetu, a ja usiadłam na fotelu, zastanawiając się, o czym siwowłosy chce ze mną porozmawiać.
Dumbledore usiadł na krańcu biurka i wziął głęboki wdech.
–– Eleno, jestem pewny, że to nie jest twoje prawdziwie imię. –– Zamarłam. Zastanawiałam się do czego zmierza siwowłosy. –– Widząc twoją reakcję, stwierdzam, że nie pamiętasz, że już się znaliśmy –– dodał, a ja pokręciłam głową, zszokowana.
–– Nie bardzo rozumiem –– stwierdziłam, domagając się odpowiedzi.
–– Dorcas Meadowes, mówi ci coś to imię i nazwisko? –– zapytał, a ja pokręciłam przecząco głową. –– Wszyscy myśleli, że nie żyje.
–– A żyje? –– wtrąciłam.
–– Tak i muszę przyznać, że bardzo konkretna z niej kobieta. –– Siwowłosy podniósł brwi do góry, a ja spojrzałam na niego niezrozumiale. –– Utraciłaś pamięć? Teraz jesteś Eleną, jednak ja znam cię jako Dorcas. –– Moje oczy rozszerzyły się i nie wiedziałam co odpowiedzieć. Czy on mówił prawdę?
–– To prawda, że utraciłam pamięć…–– przyznałam szczerze. –– Obudziłam się w szpitalu, mając zaledwie dwadzieścia parę lat.
–– Dwadzieścia cztery. Tyle lat miała Dorcas –– sprecyzował Dumbledore.
––Rodzina...? –– zapytałam, sama nie wiedząc, czy w to wszystko wierzę.
–– Przykro mi. –– Posłał mi smutne spojrzenie. Nie spodziewałam się innej odpowiedzi, jednak pewnie ukłucie żalu, pojawiło się w moim sercu.
–– Ja… przepraszam, ale nie wiem co powiedzieć. Jak się zachować –– powiedziałam szczerze i uśmiechnęłam się przepraszająco. –– Ta sytuacja jest dla mnie dość nowa.
–– Bardzo wydoroślałaś. Stałaś się prawdziwie silną kobietą. –– Dumbledore posłał mi uśmiech, a ja odpowiedziałam mu tym samym.
–– Dziękuję. Mam nadzieję, że będziemy mieli okazję jeszcze porozmawiać. –– Wyciągnęłam rękę w stronę czarodzieja, który ujął ją wdzięcznie.
–– Bardzo się cieszę, że odnalazłaś drogę do Anglii. –– Słowa dyrektora sprawiły, że naprawdę zaczęłam mocno wierzyć w to, że odnajdę tu przyjaciół. Czułam się wdzięczna, że Dumbledore będzie mnie obserwował, czy warto mi zaufać. Jestem pewna, że go nie zawiodę.
–– Do zobaczenia. –– Wyszłam z pomieszczenia i podeszłam do Tonks i Kingsley’a, stojących nieopodal.
–– Chyba muszę się napić. –– Spojrzałam na ową dwójkę. Tonks roześmiała się, kiwając ochoczo głową, a Kingsley z początku nie był przekonany, jednak wzrok Dumbledore’a, wychodzącego z pokoju, sprawił, że mężczyzna również stwierdził, że się do nas dołączy.
Pożegnaliśmy się z Albusem, po czym razem teleportowaliśmy się w stronę ulicy Pokątnej. Naszym celem był Dziurawy Kocioł, w którym zawsze było mnóstwo czarodziejów i czarownic, podobno. Nimfadora tłumaczyła, że w tych czasach zawsze lepiej przebywać tam, gdzie więcej ludzi. Wbrew pozorom, właśnie dzięki temu, nasze sekrety są bezpieczne.
Zajęliśmy stolik i nie bawiąc się w przystawki, zamówiliśmy butelkę Ognistej Whiskey. Stuknęliśmy się szklankami, po czym zaczęliśmy rozmawiać o Ministerstwie, a także o ich podejrzanych zwolennikach.... Dalsza rozmowa zahaczyła również o tematy prywatne. Czułam się w ich towarzystwie niezwykle beztrosko i nie przejmowałam się niczym. Na co dzień jestem poważna, ułożona i stanowcza. Stany Zjednoczone wychowały mnie w ten sposób oraz stanowisko, które obrałam, miało na mnie bardzo duży wpływ.
–– Chciałabym was o coś zapytać. –– Upiłam łyk, spoglądając na znajomych. –– Wiecie coś na temat Dorcas Meadowes? –– zapytałam, zdając sobie sprawę, że trochę się podpiłam. Nie byłam pewna, czy to dobrze, że zadałam to pytanie.
–– Dlaczego pytasz? –– Kingsley spojrzał na mnie uważnie i dostrzegłam, że próbuje sobie coś przypomnieć.
–– Dumbledore powiedział, że to ja –– zwierzyłam się i zauważyłam zdziwienie na twarzach rozmówców. –– Zachowajcie to dla siebie, proszę. Na razie sama nie wiem, czy w to wierzę –– mruknęłam i ponownie się napiłam.
–– Dorcas należała do Oryginalnego Składu Zakonu Feniksa –– wytłumaczył, a ja zmarszczyłam brwi. –– To tajne stowarzyszenie, stworzone przez Dumbledore, by obalić Voldemorta –– dodał przyciszonym głosem. –– Przypominam sobie zdjęcie. Rzeczywiście jesteś do niej podobna, choć nie od razu bym cię rozpoznał.
–– Eleno, nie mówimy o tym na prawo i lewo –– dopowiedziała Tonks. –– Jestem pewna, że gdy Dumbledore w zupełności ci zaufa, zabierze cię za nasze spotkanie. Tak się cieszę, naprawdę brakuje mi towarzystwa dziewczyn. U nas…
–– Tonks, wystarczy. To nie odpowiednie miejsce na takie tematy. Jak powiedziałaś, Elena jeszcze wszystkiego się dowie. –– Czarnoskóry uśmiechnął się do mnie. Również się uśmiechnęłam, ciesząc się, że oboje mi zaufali. Ja również czułam, że są przyzwoitymi czarodziejami.
Następnie zmieniliśmy temat na bardziej luźny i muszę przyznać, że dawno tak świetnie się nie bawiłam. Miałam paru bliższych znajomych w Nowym Jorku, ale bycie tutaj, w Londynie… cieszy mnie. Miałam nadzieję, że to uczucie pozostanie ze mną na dłużej.
Prawdą jest to, że nim się obejrzałam, minęły dwa miesiące. Kontaktowałam się z Hope, stale byłam również w kontakcie z Albusem Dumbledore’m. Poza tym nie miałam czasu dosłownie na nic. Praca zajmowała mi cały czas, a gdy miałam trochę wolnego, spędzałam czas z Tonks i Kingsley’em. Zdążyłam się już przyzwyczaić do ich towarzystwa. Niedługo również miałam poznać Alastora Moody'ego.
Wszystko zmieniło się dnia, gdy zawędrowałam na piętro, gdzie mieściło się biuro Szefa Przestrzegania Praw Czarodziejów. Wystrój tego piętra od razu wzbudzał zachwyt, a precyzja i smak, z jakim pomieszczenie było stworzone, sprawiał wrażenie, że czułam się, jakbym nie pierwszy raz tutaj była. Postanowiłam rozejrzeć się zaciekawiona, by potem wrócić do siebie. Po lewej stronie dostrzegłam na ścianie twarze wszystkich byłych Szefów oraz pod spodem wygrawerowane, złote tabliczki z datą życia. Wpatrywałam się zaciekawiona w twarze, gdy dostrzegłam nazwisko…
Colin Meadowes.
Patrzyłam na mężczyznę, uśmiechającego się w moją stronę. Niebywałe było dla mnie to, że ten człowiek od razu powodował, że moje serce miękło. Miał w swoim śmiechu coś tak charakterystycznego… niczym moja córka.
Obok dostrzegłam również twarz, która była bardzo charakterystyczna, choć ten mężczyzna również nie żyje.
Barty Crouch Senior.
Naprawdę byłam bardzo ciekawa ich życia.
–– Chyba jeszcze się nie znamy. –– Usłyszałam za sobą i odwróciłam się w stronę głosu. Spojrzałam na poważną blondynkę, która na pierwszy rzut oka wyglądała groźnie. Podeszła do mnie, a po chwili wyciągnęła rękę w moją stronę. –– Amelia Bones, Szef Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów.
–– Elena Carter, Dyrektor Magicznej Ochrony –– odpowiedziałam, ściskając dłoń kobiety. Przez chwilę mierzyłyśmy się spojrzeniami, ale w pewnym momencie blondynka uśmiechnęła się i cofnęła o krok.
–– Poznawałaś naszą historię? –– zwróciła się do mnie i jej wzrok przeniósł się na zdjęcia jej poprzedników. –– Wielu wspaniałych czarodziejów walczyło o prawa czarodziejów –– dodała.
–– Colin Meadowes… –– zaczęłam, mając nadzieję, że blondynka co nie co mi o nim opowie.
–– Colin był wspaniałym czarodziejem jak i mężczyzną –– przyznała Bones, uśmiechając się na wspomnienie brązowowłosego. –– Był moim wzorcem i mentorem. Wiadomość o jego śmierci, a także wiele lat później jego rodziny, bardzo nami wstrząsnęła, tutaj w Ministerstwie –– kontynuowała –– dlatego proszę, uważaj, komu ufasz. –– Amelia wpatrywała się jeszcze przez moment w zdjęcie Colina, po czym pożegnała się i zamknęła za drzwiami swojego gabinetu. Po raz ostatni spojrzałam na jego uśmiech i postanowiłam wrócić na swoje piętro, domyślając się, że Tonks zaraz zacznie mnie szukać.
Wróciłam na swoje piętro, myśląc zawzięcie. Próbowałam przypomnieć sobie choć małą część czegokolwiek, jednak zupełnie bezskutecznie. Pożegnałam się ze wszystkimi i udałam się do domu odpocząć, bo była w końcu już dwudziesta pierwsza. Zdążyłam wejść do domu i ściągnąć buty, gdy usłyszałam puknie do drzwi. Zmarszczyłam brwi, wyjmując różdżkę.
–– Kto tam?
–– Albus Dumbledore, moja droga. –– Usłyszałam i otworzyłam drzwi, nadal nie opuszczając różdżki. –– Cieszę się, że zachowujesz wszelkie środki ostrożności. Uśmiechnęłam się przepraszająco i zaprosiłam czarodzieja do środka.
–– Herbaty? –– zapytałam.
–– Chętnie. –– Usiedliśmy w salonie przy stole, po tym jak zaparzyłam nam dwie herbaty. –– Eleno, bardzo bym chciał, byś dołączyła do nas w Zakonie Feniksa –– powiedział szczerze. –– Kingsley i Tonks ci ufają i ja również obserwowałem cię przez większość czasu. Tak samo, jak twoją córkę… –– Uśmiechnął się, wspominając o niej. –– Tyle, że to nie koniec… –– Westchnął głęboko. –– Nie do końca powiedziałem ci prawdę, co do twoich bliskich… –– Drgnęłam. –– W Zakonie Feniksa jest parę osób, które były ci naprawdę bliskie.
–– Dobrze mnie znali? –– zapytałam szybko.
–– Bardzo. –– Szczerość biła z jego oczu. Przełknęłam ślinę i wzniosłam oczy ku niebu.
–– Proszę w takim razie opowiedzieć mi coś o Dorcas, którą byłam.
W ten sposób zaczęła się długa, długa noc, w której herbata przerodziła się w Ognistą Whiskey. Tak, od początku ufałam Albusowi Dumbledore’owi.
           

*

Roześmiałem się radośnie, by za chwilę wpić się w usta kobiety. Całowałem ją powoli i namiętnie i pozwalałem, by jej dłonie błądziły zadziornie w dole moich spodni Hestia oderwała się ode mnie na moment, by za chwilę ponownie odnaleźć moje usta. Doprowadzała mnie do szaleństwa, a ja nie chciałem pozostać jej dłużny. Uwielbiałem nasze poranne igraszki. Zapewne to jeden z powodów, dlaczego staram się nie opuszczać tej dziury. Czasem udaje mi się wymknąć, wtedy wraz z Remusem korzystam jak najwięcej z życia, na tyle oczywiście ile mogę. Mój przyjaciel zawsze wszystkiego pilnuje, jakby inaczej?
 –– Ktoś ma tu dziś dobry humor –– mruknęła do mnie Hestia, muskając moje ucho.
–– Zgadnij dzięki komu –– odpowiedziałem, łapiąc kobietę za podbródek. –– Zostaniesz na śniadaniu? –– zapytałem, uśmiechając się szelmowsko.
–– Emmelina mnie nie otruje? –– Skrzywiła się lekko, a ja wybuchnąłem śmiechem.
–– Oczywiście, że nie, głuptasie. –– Pocałowałem ją w czoło. Och, wcale nie byłem tego taki pewien… i oczywiście żartuję. Chyba.
Ubraliśmy się i zeszliśmy na dół, gdzie czekała na nas Emmelina z Remusem. Mój przyjaciel uśmiechnął się do mnie i Hestii, a Emma wymusiła z siebie coś na kształt uśmiechu. Byłem jej wdzięczny, że chociaż próbuje polubić Jones.
–– Rzadko cię ostatnio widuję, Remusie. –– Hestia usiadła obok mężczyzny i posłała mu miły uśmiech. Zawsze dobrze się ze sobą dogadywali i cieszyłem się, że mój przyjaciel widzi w niej również wiele pozytywnych cech.
\
–– Tak, rzeczywiście –– przyznał. –– Traktaty z wilkołakami nie są prostą sprawą. Ostatnio cały mój czas poświęcam tylko temu. Bardzo ciężko wpłynąć na nich, by zmienili zdanie i stanęli po stronie Dumbledore’a –– tłumaczył, a zaraz się skrzywił. –– Szczerze, kończą mi się pomysły. Nie wiem jak na nich wpłynąć.
–– Lunatyku… –– zacząłem, wpatrując się w przyjaciela. –– Jestem pewny, że świetnie sobie poradzisz. Potrzebujesz tylko jakiegoś… bodźca. Mam nadzieję, że go odnajdziesz. –– Puściłem mu oko, a przyjaciel uśmiechnął się szeroko.
–– Dziękuję, przyjacielu.
–– Smacznego –– powiedziała Vance, kładąc potrawy, za pomocą różdżki. Oblizałem się, czując zapach pysznego jedzenia i puściłem oko do kobiety. Pokazała mi język, a chwilę później wszyscy zaczęliśmy się zajadać daniami, które przyrządziła.
–– Świetnie gotujesz –– skomentowała Jones, będąc pod ogromnym wrażeniem.
–– Och, na pewno mogłaby się bardziej postarać…
–– Lepiej nie kończ… –– Emma pogroziła mi palcem. Zaśmiałem się, będąc dziś wyjątkowo w dobrym humorze. Postanowiłem, że zaraz po śniadaniu nakarmię Hardodzioba i może w końcu uda mi się znaleźć tego cholernego skrzata, Stworka. Musi mi zdradzić jak się pozbyć obrazu mojej matki.
Dzień zleciał mi w zastraszającym tempie i naprawdę nie wiedziałem, kiedy zrobił się wieczór. Dziś odbywało się spotkanie Zakonu Feniksa, dlatego cieszyłem się niezmiernie, że zobaczę wiele przyjaznych twarzy i usiądziemy razem przy stole.  Wyszedłem z łazienki i schodząc ze schodów wpadłem na Hestię, idącą do mojej sypialni.
–– Gdzież to się wybierasz, kochana? –– zamruczałem, obejmując blondynkę w pasie.
–– Spotkanie zaraz się zaczyna, a ty szykujesz się niczym primadonna na występ –– odpowiedziała i zakryła usta dłonią, by się nie zaśmiać.
–– Doprawdy…? –– Przybliżyłem twarz do jej ucha i przegryzłem lekko płatek. –– Obyś się nie zdziwiła… –– Pocałowałem ją w usta, a potem razem zeszliśmy do zebranych.
Przy długim stole po prawej stronie siedział Lupin, Kingsley, Tonks, Emmelina. Lewą stronę stołu zajęli Minerwa McGonagall, Dedalus Diggle, Molly i Artur Weasley i on, Severus Snape. Łypnąłem na niego groźnie, nie ciesząc się z obecności czarnowłosego. Nadal mu nie ufałem i miałem zamiar mieć na niego oko. Snape zawsze wściubiał nos w nie swoje sprawy.
–– Dumbledore…? –– zapytałem i spojrzałem na Lupina.
–– Zaraz ma się zjawić.
            Pokiwałem głową i usiadłem obok przyjaciela. Krzesło obok nie zajęła Hestia. Rozmawialiśmy przyciszonymi głosami i wymienialiśmy się informacjami. Prawdę mówiąc, inni się wymieniali, ponieważ ja byłem cały czas w tym domu. Ze wszystkich sił chciałem pomóc zbierać informację, jednak Dumbledore mi zakazał. Z jednej strony wiedziałem, że to dla mojego dobra, ale z drugiej… nienawidziłem siedzieć w jednym miejscu. Spędziłem lata w Azkabanie, a teraz znów jestem zamknięty…
–– Witajcie moi drodzy, przepraszam za spóźnienie. –– Do pomieszczenia wszedł Albus Dumbledore i uśmiechnął się serdecznie. –– Mam dla was pewne wieści. –– Siwowłosy usiadł, patrząc na nas wszystkich. –– Jestem prawie pewny, że nasi uczniowie tworzą tajne stowarzyszenie, które ma na celu zgładzenie Dolores Umbrige –– powiedział. –– Musimy zrobić wszystko, by się o tym nie dowiedziała. –– Mężczyzna spojrzał na McGonagall i zaraz na Snape’a, którzy pokiwali głowami na znak zgody. Widziałem, że Snape robi to z przymusu i obawiałem się, że przez to życie mojego chrześniaka może być w niebezpieczeństwie. –– Syriuszu, porozmawiaj z Harry’m. Na pewno uda ci się dowiedzieć, jak możemy potajemnie im pomóc.
–– Masz moje słowo –– opowiedziałem poważnie i usłyszałem prychnięcie czarnowłosego.
–– Masz coś do dodania, Snape? –– warknąłem. Poczułem jak ręką Hestii zaciska się na moim udzie.
–– W końcu jakaś misja z dreszczykiem emocji, co? –– zironizował, dumny z siebie. Miałem zamiar mu odpowiedzieć, jednak Dumbledore podniósł rękę ku górze, prosząc o ciszę.
–– Kto dziś obejmie wartę przed drzwiami do Departamentu Tajemnic? –– przerwał Kingsley.
–– Ja i Elena –– odpowiedziała szybko Tonks, która mogę przysiąc, że wcześniej wpatrywała się ukradkiem w Remusa, siedzącego blisko niej, a on w nią. Tonks była jedną osobą z mojej rodziny, z którą utrzymywałem kontakty. Dziwnym trafem pomyślałem, że potrafiłaby idealnie dopełnić duszę mojego przyjaciela, po którym widziałem, że ona go intryguje.
–– Kiedy w końcu ją poznamy? –– Emmelina spojrzała na Tonks, która wzruszyła ramionami, by zaraz spojrzeć na siwowłosego.
–– Właśnie o tym chciałbym porozmawiać, ale tylko z tobą Emmelino, Remusem oraz Syriuszem –– odpowiedział poważnie, a ja zmarszczyłem brwi. –– Macie prawo wiedzieć pierwsi o pewnych rzeczach. Reszcie bardzo dziękuję za przybycie. Będę się z wami kontaktował. –– Członkowie Zakonu jeden po drugim opuszczali mój dom, a ja zastanawiałem się, co takiego nasz były dyrektor ma nam do powiedzenia. Ucałowałem szybko Hestię, życząc jej dobrej nocy i udałem się do kuchni po szklanki oraz butelkę Ognistej Whiskey. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że będzie potrzebna. Usiedliśmy w czwórkę przy stole i od razu dostrzegłem, że informacje, które przekaże nam Dumbledore, nie są dla niego łatwe.
–– Elena Carter, Dyrektor Magicznej Ochrony z Nowego Jorku –– zaczął. –– Przez ostatnie miesiące obserwowałem ją i nie mam żadnych wątpliwości. Elena Carter to tak naprawdę Dorcas Meadowes –– powiedział, a ja zamarłem. Straciłem panowanie nad ciałem i tępo wpatrywałem się w mojego rozmówcę nie wierząc w to, co mówi. Nie ruszałem się, próbując przekalkulować tą sytuację, tą możliwość. Przecież nie ma możliwości…
–– Ale… –– mruknęła Emma, będąca również w szoku. –– Ale…
–– Jak to możliwe? –– zapytał Lupin, kręcąc głową z niedowierzaniem.
–– Jej pamięć została zmodyfikowana –– wytłumaczył.
–– Co masz na myśli, że została zmodyfikowana? –– wyskoczyła czarnowłosa, a ja nadal jak głupi nie potrafiłem sklecić jednego zdania. Byłem w szoku.
–– Nie pamięta swojego dwudziestoczteroletniego życia –– sprecyzował i spojrzał wprost na mnie. –– Nie wie kim jesteśmy.
–– Dorcas nie żyje –– wtrąciłem pusto i złapałem za butelkę, by zaraz napełnić trunkiem swoją szklankę. –– To nie może być ona.
–– Syriuszu, myślisz, że mógłbym cię okłamać? –– Ponownie zamarłem. Wiedziałem, że Albus nigdy by mi tego nie powiedział, gdyby nie był pewny. –– Przemyślcie to… a za jakiś czas zaprosimy ją na spotkanie, tutaj. Musicie być na to gotowi, bądź co bądź.. ta kobieta jest bardzo utalentowaną czarownicą. Dzięki niej wiele może się zmienić. –– Dumbledore wstał i pożegnał się z nami, życząc dobrej nocy.
–– Syriuszu… –– zaczął Lupin, ale wziąłem butelkę z Whiskey, odwróciłem się na pięcie i pognałem do mojej sypialni, zamykając się na dwa spusty. Nie bawiąc się w szkło, zacząłem pić z butelki i z całej siły uderzyłem w starą już szafę, z której odpadł kawałek drewna.
Pamiętałem ten dzień, w któtym się dowidziałem, żę Dorcas Meadowes nie zyje. Ten dzień prześladował mnie lata i za każdym razem jak o tym pomyślałen, moje serce zaciskało się z bólu. Pewnie dlatego, tak wiele lat, zajęła mi ucieczka z Azkabanu. Miałem ogromną motywację, ale i ogromne cierpienie, które czułem całym sobą. Dementorzy łatwo do wyłapywali, dlatego nauczyłem się później tego do perfekcji. Obojętności. Jednakże... sny o brązowowłosej, jej rodzinie, Potterach... prześladywały mnie dzień w dzień, dodając do listy resztę moich zmarłych przyjaciół. Byłem w piekle. Prawdą jest to, że gdy myślałem, żę żyła... obmyślałem plan ucieczki.
Gdy zmarła,
poddałem się.
–– Kurwa! –– zakląłem siarczyście.
Dorcas Meadowes żyje.
Moja Dorcas.
Ale to nie ona.
To Elena Carter.
Która nie pamięta kim jestem.



Hope

Minęły pierwsze dwa miesiące szkoły. Od początku chodziłam na zajęcia, trochę czasu poświęcałam nauce i spędzałam coraz więcej czasu z Harrym Potterem. Czułam, że się zaprzyjaźniamy i coraz bardziej sobie ufamy. Niesamowite było to, że przy nikim nie czułam się tak dobrze, jak przy nim. Jego najlepszy przyjaciel, Ronald Weasley, był bardzo sceptyczny, co do mojej osoby przez to, że jestem w Slytherinie. Stwierdził, że takim osobą nie powinno się ufać. Nigdy nie przepadałam za ludźmi, którzy oceniali kogoś, w ogóle go nie znając, więc razem z Ronem unikaliśmy ze sobą kontaktu jak ognia. Jego siostra, Ginny, była jego całkowitym przeciwieństwem. Czasem chodziłyśmy razem na zajęcia. Przyjaciółka owej trójki, Hermiona Granger, jest trochę zbyt zarozumiała, ale przymykam na to oko i zawsze skupiam się na bardziej pozytywnych cechach. Pomocna i dobra, To na pewno.
–– Wiesz, mimo powrotu do Hogwartu czuję się w tym roku znacznie inaczej, jakbym nie był do końca sobą –– wyznał mi Harry, któregoś wrześniowego dnia.
–– Między tobą a Voldemortem istnieje więź, tak myślę i wydaje mi się, że twoje sny mogą kryć jakąś tajemnicę. –– Czarnowłosy dzień w dzień śnił o tajemniczych drzwiach, które zawsze były zamknięte. Razem z Hermioną zastanawiałyśmy się nad znaczeniem tego, ale nic sensownego nie przychodziło nam do głowy.
Dni mijały, a nasze relacje zacieśniały się w sposób, którego nie potrafię wytłumaczyć. Opowiedziałam mu wszystko o moim życiu,  a on nie pozostawał dłużny i wtajemniczył mnie w historię o jego rodzicach, kuzynostwie, dnia w którym dowiedział się, że jest czarodziejem, a także każdej jego przygody, która spotykała go co roku. Ten chłopak ma niesamowitego pecha do kłopotów. Wpada w nie jak śliwka w kompot. Za to mój dom postrzegał mnie jako wyrzutka. Wszyscy szeptali za moimi plecami, szydzili i szukali tylko okazji, by się nade mną znęcać, przynajmniej na początku. Pewnie gdybym była słaba psychicznie to by im się udało, ale prawdopodobnie należę do najbardziej twardych osób i doskonale potrafię ukrywać moje prawdziwe uczucia. Poza tym potrafiłam być groźna i nie jeden uczeń już się o tym przekonał. Rozmawiam tylko z Astorią i Adelajdą, mimo tego że blondynka jest wyniosłą arystokratką, której zdanie było najważniejsze. Astoria podchodziła do tego mniej sceptycznie niż Adelajda, ale kategorycznie zaznaczyła, że ona nie chce mieć z Harrym i jego przyjaciółmi absolutnie nic do czynienia. Byłam pewna, że chodzi o jej rodzinę i siostrę. Od pokoleń są to czarodzieje czystej krwi, którym jest wpajana idea potęgi, władzy i znęcania się nad nie-magami, znaczy się mugolami. Ciągle nie mogę tego zapamiętać. Charles śmiał się..
Właśnie, Charles.
Jeśli nie spędzałam czasu z Harrym, Astorią lub kimś innym, to właśnie Charles okazał się być moim rozmówcą. Tylko w jego towarzystwie czułam się niepewnie i byłam jakoś dziwnie wstydliwa, co jest do mnie niepodobne. Ukrywaliśmy nasze spotkania, co ciekawsze, oboje na początku nie mogliśmy przestać sobie dogryzać. Przez dogryzanie, zacieśniliśmy w jakiś sposób nasz kontakt, przez co polubiliśmy spędzanie czasu w swoim gronie.
Charles Lestrange miał w sobie dużo mroczności. Wyczuwałam to, jednak jakaś część mnie czuła, że ten chłopak ma swoją dobrą stronę, którą mało kto widzi. Jest arogancki, dumny i niezwykle przystojny. Najgorszy typ faceta.
           
Szłam korytarzem razem z Astorią na Opiekę nad Magicznymi Stworzeniami i rozmawiałyśmy przyciszonymi głosami. Zbliżała się pełnia, przez co stałam się bardziej nerwowa. Miałam lekko podkrążone oczy i ciężko mi było usiedzieć na miejscu. Obawiałam się, że jeśli będę często znikać, moje współlokatorki się o tym dowiedzą. Uspokajałam się zaraz, bo przypominałam sobie rozmowę s dyrektorem szkoły, Albusem Dumbledorem. Czarodziej od razu wzbudził we mnie pozytywne uczucia, tym bardziej, że wiedział o moim piętnie.

–– Dyrektorze… W końcu ktoś się domyśli. W Ilvermorny mój dyrektor również o tym wiedział, dlatego mieszkałam sama. Tak było bezpieczniej dla mnie i dla innych.
–– Tylko przez to byłaś izolowana? –– Spojrzał na mnie zza swych okularów-połówek, a ja wykrzywiłam usta.
–– Tak będzie dla mnie lepiej.
–– Czy mi się wydaje, czy ty… boisz się, że ktoś może cię polubić? –– zapytał poważnie, zaskakując mnie całkowicie tym pytaniem. Zawstydziłam się lekko, próbując nie dać tego po sobie poznać.
–– Chodzi mi tylko o bezpieczeństwo –– doprecyzowałam, uciekając od pytania.
–– Nie martw się niczym, wszystko jest już przygotowane. –– Uśmiechnął się do mnie. –– Dobranoc, Hope.

–– Knot mianował Umbrige Wielkim Inkwizytorem. Będzie uczęszczała na lekcje nauczycieli i na tej podstawie wystawiała im opinie. W każdej chwili może też kogoś wyrzucić –– warknęłam, nie rozumiejąc tego głupiego pomysłu. Astoria rzuciła mi mordercze spojrzenie, bo za głośno mówiłam o mojej niechęci do tej kobiety. –– Astorio, proszę cię. Nie mów, że ciebie to wszystko nie irytuje. –– Zwierzęca natura dawała mi o sobie znać.
Astoria niechętnie przyznała mi rację. Uśmiechnęłam się, widząc, że dziewczyna walczy ze sobą i próbuje choć trochę się zmienić. W końcu, Minister Magii dał Umbridge prawa przybliżone do praw dyrektora. Większość Ślizgonów była zachwycona nową panią profesor, która faworyzowała Slytherin przy każdej okazji. Ja pozostałam czarną owcą, która jest taką samą idiotką, jak Chłopiec–Który–Kłamał.
–– Źle się dzieję –– mruknęłam.
Po zajęciach umówiłam się z Harrym i Hermioną na Dziedzińcu, więc pożegnałam się z brązowowłosą i poszłam na spotkanie z Gryfonami. Doszłam w umówione miejsce i dostrzegłam, że prócz Harry’ego i Hermiony jest też Ron i Ginny.
–– Hej, jestem już –– wysapałam podchodząc do nich.
–– W ten weekend jest wypad do Hogsmeade – zaczęła Hermiona. –– Robimy tajne spotkanie w Pubie pod Świńskim Łbem i chcemy, żebyś też tam była.
–– Kto chce ten chce –– szepnął Ron na tyle głośno, że wszyscy to usłyszeliśmy. Chciałam mu odwarknąć, ale Harry mnie uprzedził.
–– Ron, zdaję sobie sprawę, że nie cierpisz Ślizgonów, ale jak już sam zauważyłeś to Hope jest inna i najwyższa pora, żebyś to zaakceptował, bo teraz jest jedną z nas. –– Uśmiechnął się do mnie, a ja popatrzyłam się na niego z wdzięcznością.
–– Harry ma rację, najwyższa pora. –– Ginny spojrzał na rudowłosego. Ron westchnął głęboko i przeniósł wzrok na mnie.
–– Zgoda, będę się starał. –– Obiecał, a jego usta wykrzywiły się w coś na znak uśmiechu. Skinęłam głową i z powrotem spojrzałam na Hermionę.
–– Czego będzie dotyczyć to spotkanie? –– zapytałam.
–– Tego dowiesz się już na miejscu, na razie nie możemy nic więcej powiedzieć –– odpowiedziała.W tym momencie podeszła do nas Marietta i Cho. Czarnowłosa uśmiechnęła się do mnie nieśmiało, po czym swój wzrok skierowała na Harry’ego.
–– Och Harry, słyszałam od Marietty o spotkaniu w Hogsmeade. –– Czarnowłosa uśmiechnęła się do chłopaka.
–– Tak, mam nadzieję, że pojawicie się tam – odpowiedział nieco zmieszany. Widziałam, że przy tej dziewczynie, czarnowłosy staje się wstydliwy. Musiała mu się naprawdę podobać i nie dziwi mnie to wcale.  Jej azjatyckie rysy twarzy dodają jej uroku, mimo że zachowuje się trochę snobistycznie. No i była byłą dziewczyną zmarłego Cedrica Diggory’ego, który razem z Harrym brał udział w Turnieju Trójmagicznym i został zabity przez poplecznika Voldemorta.
–– Ron, musimy się zbierać. Zaraz zaczyna się trening quidditcha. –– Harry spojrzał na rudowłosego, który pokiwał głową. Chłopaki pożegnali się i ja również postanowiłam ulotnić się w swoje miejsce.
Próbowałam uspokoić myśli, które biegały w mojej głowie niemiłosiernie. Myślałam o pełni. Prawda jest taka, że mimo mojego kiepskiego samopoczucia, gdy zmieniałam się w wilka… Czuła się wolna, czułam się sobą. Uwielbiałam to spojrzenie na świat, oczywiście w chwilach, gdy byłam tego świadoma, bo doskonale wiem, że wilkołaki potrafią być bezlitosne i bardzo niebezpieczne, jednak mimo to… byłam jedną z nich. Biłam się z myślami, bo nie wiedziałam jak powinnam postąpić. Powiedzieć im prawdę o tym, kim naprawdę jestem…?
Jestem wilkołakiem.
Mają prawo o tym wiedzieć… chyba?

Weekend nastał stosunkowo szybko, a spotkanie, na które się wybrałam miało jeden cel. Nauka Obrony przed Czarną Magią i pozbycie się Umbrige na zawsze. Lord Voldemort musi upaść.
Jesteśmy Gwardią Dumbledore’a. Zamierzam powiedzieć, kim naprawdę jestem.

Od Autorki,
Hej, kochani! Za nami już rozdział kolejny. Syriusz dowiedział się, że Dorcas żyje! Jak myślicie, jak zareaguje, gdy ją zobaczy…? Pozdrawiam❤
Witaj nieznajomy... ;)
Jeśli już tu jesteś, zostaw proszę ślad po sobie.
Będzie mi niezmiernie miło wiedzieć, co sądzisz o mojej twórczości.
Pozdrawiam i zachęcam do czytania,
Adaline